Mój mąż jest alkoholikiem. Jak sobie z tym poradzić?

2010-02-02 13:45
Twój mąż pije, a twoje życie to koszmar? Spędzasz całe dnie zamartwiając się czy wróci dziś trzeźwy i w jakim nastroju? Wstydzisz się wyjść gdziekolwiek z mężem? Zawiedziona sprzątasz zimny obiad ze stołu? Czujesz, że już dłużej nie wytrzymasz? Przeczytaj to artykuł dla ciebie i o tobie.

Alkoholizm jest problemem dotykającym nie tylko samego alkoholika ale całej jego rodziny. Żony i dzieci alkoholików żyją w zaklętej matni nałogu męża i ojca. Całe ich życie jest podporządkowane jednej osobie, alkoholikowi. Co robić w takich sytuacjach jak sobie poradzić, jak zacząć żyć swoim a nie jego życiem?

Pierwsze kroki na pewno nie będą łatwe, ale trzeba je podjąć. Przede wszystkim musisz sobie uświadomić, że wprawdzie jesteś żoną alkoholika ale to nie obliguje cię do tego, żebyś całe swoje życie podporządkowała jemu i jego nałogowi. Musisz zdać sobie sprawę, że jesteś człowiekiem i masz prawo do własnego życia. Na początek musisz sobie uświadomić, że alkoholizm to choroba i zdać sobie sprawę, że wszystko co robi po pijanemu jest sprawką alkoholu. Wiem trudne, ale wykonalne.

Czy wiesz, że ty również jesteś chora, jesteś osobą współuzależnioną. Trudno uwierzyć? To spytaj sama siebie i przyznaj się ile razy tłumaczyłaś go przed przyjaciółmi, kiedy się upił? Ile razy usprawiedliwiałaś jego nieobecność w pracy? Ile razy wykonywałaś za niego w domu te prace, które on powinien wykonać? Musisz sobie uświadomić jak głęboko zabrnęłaś razem nim, a potem musisz się od tego uwolnić i wcale nie mam tu na myśli zostawiania go. Najlepiej byłoby, gdybyś na początek znalazła sobie grupę wsparcia przeznaczoną dla zon alkoholików. Rozejrzyj się na pewno w twojej miejscowości istnieje coś takiego.

Znajdź sobie jakieś zajęcie, takie tylko dla ciebie, coś co lubisz, coś co daje ci satysfakcję. Zacznij wychodzić z domu sama bez niego. Jeśli będzie miał do ciebie o to pretensje powiedz, że masz prawo do swojego życia. Wiem to może rozpętać prawdziwe piekło, ale bądź stanowcza i spokojna mówiąc mu to, a potem konsekwentnie trzymaj się obranej ścieżki.

Pamiętaj nie warto stwarzać alkoholikowi okazji do awantury. Pewnie powiesz, że przecież ty nie wszczynasz awantur. Owszem nie, ale dajesz powody do nich. Przypomnij sobie chociażby jak robiłaś mu wymówki, gdy wrócił pijany do domu. Z pijanym alkoholikiem nie warto rozmawiać i nie warto mu niczego wyjaśniać i tak niczego nie zrozumie, a może się jedynie zdenerwować. Przy tym wszystkim pamiętaj, że twój mąż jest nadal twoim mężem, ale jest chory. To bardzo ważne, abyś sobie to uświadomiła. Wtedy przestaniesz być zła na niego, a zaczniesz dostrzegać, że to wina alkoholu. Łatwiej ci będzie również nie złościć się na niego i nie robić mu wymówek.

Przestań wykonywać za niego prace, które do niego należą. Nie tłumacz go przed nikim, nie usprawiedliwiaj jego nieobecności w pracy. On jest dorosłym człowiekiem i powinien sam radzić sobie z takim rzeczami oraz ponosić konsekwencje swoich błędów. Poza tym odbierzesz mu w ten sposób komfort picia. Wcześniej czy później zrozumie, że musi sam stawić czoła problemom, które sobie stworzył.

W razie awantury, gdy niszczy meble i inne rzeczy w domu pod żadnym pozorem nie sprzątaj po nim. Pokaż mu na drugi dzień, gdy będzie już trzeźwy co zrobił, jak wiele zniszczył. Zrób to spokojnie i bez nagany w głosie. Wyjaśnij mu, że nie będziesz też już więcej sprzątała po jego ekscesach.

Jeśli domaga się od ciebie współżycia, wymusza to na tobie, nie poddawaj się temu. Nie pozwól by zmuszał cię do czegoś czego nie chcesz. Masz prawo by mu odmówić. Zaczyna się awanturować. Wyjdź do innego pokoju, a najlepiej wyjdź z domu. Tutaj kolejna wskazówka. Ważne, żebyś zawsze w zanadrzu miała trochę pieniędzy i spakowaną podręczną torbę, po to, żeby w razie jego napadu szału po prostu wyjść i mieć na hotel, taksówkę, chyba, że masz w pobliżu przyjaciół lub rodzinę to spytaj czy w razie czego możesz się u nich zatrzymać. Zabezpiecz się na takie ewentualności. Jeśli zdarzy się taka sytuacja, że nie pozwoli ci wyjść z domu ustaw sobie w telefonie w szybkim wybieraniu numer na policję bądź numer do przyjaciela czy kogoś z rodziny, żeby przyszedł i wybawił cię z opresji. Nie bój się prosić o pomoc. To nie ty masz problem, ma go twój mąż. Przez to, że on jest alkoholikiem ty wcale nie jesteś gorsza.

Kupujesz alkohol i zasiadasz do jego wypicia z mężem, bo myślisz, że jak będzie pił w domu to będzie lepiej. Nic bardziej błędnego. Sama możesz popaść w alkoholizm i popłynąć razem z mężem. To, że dajesz mu alkohol w domu tylko ułatwia mu sprawę bo nie musi szukać sposobności do wypicia poza domem. Pamiętaj pijąc razem z nim tworzysz mu komfort picia i sama pogrążasz się jeszcze bardziej.

Przygotowujesz co dzień kolację i czekasz aż wróci, a on nie wraca, przestań ją przygotowywać. Mieliście iść do kina, a on znowu zapił idź sama. Masz do tego pełne prawo.

Najważniejsze jest to, abyś przypomniała sobie, że jesteś człowiekiem i masz pełne prawa do swojego życia, nie musisz go podporządkowywać swojemu mężowi i alkoholikowi. Wyjdź do ludzi, nie siedź sama. Nie dyskryminuj samej siebie, bo on pije. Nie ukrywaj na siłę prawdy o nałogu męża, mów o tym otwarcie zdziwisz się jak wielu ludzi to zrozumie. Pamiętaj, że jeśli zaczniesz myśleć o sobie, zaczniesz żyć swoim życiem będzie ci łatwiej inaczej też spojrzysz na problem męża. I nie próbuj go zmusić do terapii czy leczenia. Z niewolnika nie ma pracownika, on sam musi zrozumieć, że potrzebuje pomocy. Często jest tak, że alkoholik musi sięgnąć dna, żeby zrozumiał, że jest mu potrzebna pomoc. Stąd tak ważne jest odebranie mu komfortu picia. Za każdym razem, gdy go tłumaczysz, usprawiedliwiasz, wyręczasz w domowych obowiązkach wyrażasz niemą aprobatę dla jego nałogu. Skończ z tym. Nie jesteś od tego by całkowicie mu się podporządkować i zapomnieć o sobie. Odnajdź w sobie swoje „ja” i zacznij realizować swój plan na życie. Wiem pewnie teraz myślisz, że wszystko o czym tu napisałam to jakaś abstrakcja. Uwierz mi nie. Znajdź grupę wsparcia dla żon alkoholików, a zobaczysz jak ze zdziwieniem stwierdzisz, że każda z nich może opowiedzieć dokładnie twoją historię. Nie jesteś sama, więc poszukaj dla siebie pomocy. Pomagając sobie pomożesz również mężowi.

 

Autor: Zuzanna



ś. p. Emilia "Zuzia" Dąbrowska
† 21.07.1982 - 23.05.2012

"Nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych" Jedyna i niepowtarzalna autorka Nowego Człowieka. Pozostawiła po sobie ogromną pustkę. Zawsze pomocna, zawsze otwarta na innych...

Komentarze:

  • Edyta
    2010-03-23 13:00
    TO WSZYSTKO NIE JEST TAKIE PROSTE ,SIEDZĘ W DOMU ZAJMUJĘ SIĘ DZIEĆMI PRAKTYCZNIE NIGDZIE NIE WYCHODZĘ A I TAK WYSŁUCHUJĘ NAJGORSZE WYZWISKA JAKIE MOGĄ ISTNIEĆ TO CO BY BYŁO GDYBYM ZACZEŁA ŻYĆ SWOIM ŻYCIEM AŻ SIĘ BOJĘ MYŚLEĆ .
  • Autorka
    2010-04-01 09:13
    Doskonale Panią rozumiem i Pani strach również. Z problemem alkoholowym w rodzinie mam do czynienia nie od dziś. Bardzo Panią zachęcam, aby znalazła Pani dla siebie na początek grupę wsparcia. Wystarczy się rozejrzeć taka grupa na pewno istnieje w Pani otoczeniu. Ma Pani dzieci niech Pani pomyśli o tym jaką będą miały przyszłość żyjąc pod jednym dachem z agresywnym alkoholikiem. Niech Pani pomyśli o sobie. Nie można całego życia podporządkować nałogowi męża. Niech mi Pani zaufa. Wiem, że ten artykuł i to co w nim napisałam to dla Pani na razie kosmos, ale bardzo Panią zachęcam do poszukania grupy wsparcia sama Pani się przekona, że można zacząć żyć inaczej.Niech mi Pani uwierzy Pani Edytko i znajdzie grupę wsparcia.
  • beata
    2010-04-05 18:12
    pisze pani ze nie zmuszac alkocholika do terapi ale jak i gdzie mamy szukac pomocy ile mozna zyc w strachu iwysluchiwac obelg ile razy mozna uciekac z dzieckiem przed kolejna awantura jeste m po sprawie o odwyk ma zasadzonego kuratora i nic z tego nie wyniklo nadal jest gora nie rozumie tego pytam sie gdzie jest ta pomoc dla mnie i mego dziecka on robi nadal to co chce jestem zrozpaczona tym systemem pomocy dla nas zon alkocholikow nie ma zadnej pomocy!!!!!!!!!!!!dopiero jak stanie sie tragedia to ludziom sie zrobi zal nas a ta grupa wsparcia to nic nie pomoze ja chodzilam do opieki spolecznej i nic mi nikt nie pomogl po co te instytucje istnieja??!!!!
  • gośka
    2010-04-09 21:29
    To co Pani pisze jest słuszne,ale my od 10 lat nie mamy dzieci.Jestem po 7 poronieniacg, w tym twóch blizniaczych i ciąży pozamacicznej.A Mój mąż po wypiciu alkocholu twierdzi,że to moja wina,bo mamy też konflik serologiczny.A od roku pije co dzień.mieszkamy w małej miejscowości,więc to ukrywam przed rodziną i znajomymi.ale już mnie udeżył.pomocy.Proszę.
  • Autorka
    2010-04-10 17:10
    Pani Gosiu tak działają alkoholicy obwiniają wszystkich i o wszystko. To nie jest Pani wina, że straciła Pani dzieci, to również Pani ból i strata. Bardzo źle Pani robi, że ukrywa Pani przed rodziną problem. Tutaj nie ma sensu patrzeć mała czy duża miejscowość. Niestety większość współuzależnionych i ofiar przemocy ukrywa co dzieje się tak naprawdę w ich domach. Pani Gosiu na początek proszę sobie uzmysłowić, że nie ma się Pani czego wstydzić, to nie Pani jest alkoholiczką. Zresztą alkoholizm jest chorobą. Radzę Pani, aby wyznała Pani prawdę rodzinie i jeśli to możliwe odeszła od męża. Radzę też szukać poradni dla osób współuzależnionych alanon, myślę że gdzieś taką poradnię Pani znajdzie. Niech mi Pani uwierzy, Pani w niczym nie zawiniła i nie ma się czego wstydzić. Nie może Pani ukrywać tego przed całym światem bo prawda jest taka, że już na pewno jeden czy drugi sąsiad czy znajomy, a może nawet ktoś z rodziny zauważył problem. Musi się Pani otworzyć i przestać kryć męża, bo to Panią zrujnuje psychicznie i fizycznie.
  • ewa
    2010-04-11 22:53
    Jestem współuzależniona to już wiem chodzę na terapię od roku ale w moim życiu nadal tak mało się zmienia że tracę nadzieję że w ogóle może to przynieśc jakieś efekty mąż na początku wykazał hęc uczestniczenia w terapii ale pózniej znowu zaczął pic.Teraz ma kuratora ale i tak nie ma zamiaru się leczyc ja wiem że siłą go tam nie zaciągnę ale i tak chciałabym coś zrobic aby jednak zaczął się leczyc.Wiem albo domyślam się co usłyszę ale ja nie chcę od Niego odejśc jest dla mnie ważny nie tylko dlatego że utrzymuje rodzinę ale ja jeszcze cos do niego czuję.Po zatym mam troje dzieci o których muszę myślec a mieszkac gdzieś trzeba jeśc ubrac na szkołę na leki to wszystko kosztuje a w mojej sytuacji jest to kamień milowy do przebycia.Jest mi z nim zle i bez niego tez zle już sama się gubię co do niego czuję gdy jest w pracy to chcę byc z nim a gdy jest w domu to chcę żeby go nie było.jak jest trzezwy to nawet jest fajnie ale gdy jest pijany to już jest zle.Ja go wtedy poprostu niecierpię.Nie radzę sobie z tym zupełnie i nic tu nawet terapia nie daje.Czy to znak że ja naprawdę jestem tak pokręcona i powinnam do psychiatry pewnie pójśc.Co ja mam zrobic już nie mam siły w domu czuję że niemam siły na nic a w pracy rozpiera mnie energia tam mam ciągle ochotę cos robic pracowac a w domu z wielkim wysilkiem zamiatam podłogęja tak nie chcę życ .potrzebuję rady pomocy bo nie radzę sobie w ogóle z moim żyiem
  • Autorka
    2010-04-12 09:06
    Pani Ewo jeśli mówię odejść od męża nie mam na myśli odejścia na dobre. Cieszę się, że Pani chodzi na terapię powinna Pani czuć że nie jest Pani sama. Pisze Pani, że kocha męża i bardzo dobrze, więc czas na kolejny krok na spojrzenie na niego jak na bardzo chorego człowieka bo takim on jest. Musi się Pani także zastanowić w jaki sposób daje mu Pani komfort picia. Pierwszym krokiem ku zdrowieniu alkoholika jest odebranie mu wszystkiego na czym mu zależy, więc czasem dobrze jest spakować swoje rzeczy i rzeczy dzieci i odejść. Wtedy istnieją najbardziej realne szanse na to, że alkoholik zrozumie, że przez swój nałóg wiele traci. Bardzo często nie ma innego wyjścia jak sprowadzić alkoholika na sam dno,aby zechciał się leczyć. Nigdy nie namawiałam i nie będę namawiała do rozbijania rodzin. Jednak jeśli chodzi o alkoholizm czasem trzeba być brutalnym wobec samego alkoholika i odbierać mu rzeczy, które tworzą komfort picia. Mąż widzi, że Pani chodzi na terapię ale jest Pani przy nim ciągle, na pewno też zdarzają się momenty, gdy wykonuje Pani coś za męża, wyręcza go w jego obowiązkach względem rodziny czy domu, może kryje go Pani ciągle. Pani Ewo widzę że jest Pani zagubiona. Wobec czego radzę skupić się tylko i wyłącznie na sobie i dzieciach. Jeśli planuje Pani spacer a mąż w tym czasie się upija proszę z tego spaceru nie rezygnować. Dom, w którym Państwo mieszkają jest też Pani domem, więc ma Pani prawo czuć się w nim dobrze i komfortowo. Jeśli pomyśli Pani, że sprząta dla siebie może będzie łatwiej. Proszę też spróbować skupić się na wykonywaniu domowych obowiązków tylko i wyłącznie dotyczących Pani i dzieci. Jeśli robi Pani pranie proszę uprać tylko swoje i dzieci ubrania. Jeśli gotuje Pani obiad to niech gotuje Pani tylko dla siebie i dzieci. Jeśli podejmie Pani takie kroki mąż wcześniej czy później zacznie chwytać, że coś go omija, że niejako przestał uczestniczyć w życiu rodzinnym. Zaznaczam, że wyłączanie go z tego życia nie będzie łatwe, ale ten trud warto podjąć. Pani Ewo życzę wytrwałości i wielu sił.
  • Izabela
    2010-04-14 21:18
    Zastanawiam się co ja jeszcze moge zrobić...Ostatnio kazałam mu wybrać albo alkohol albo ja i dzieci...oczywiście wybrał alkohol...więc kazałam mu zniknąć z naszego życia i chyba było mu to na rękę bo nie ma go już od paru dni...tyko że mnie to strasznie boli bo ja go wciąż kocham i bardzo pragnę żeby wyzdrowiał...boję się również o to czy bez mojej kontroli nie zapiję się na śmierć...on już nie ma gdzie wrócić bo jego rodzice też go nie przyjmą...nie chciała bym go spotkać zapitego i brudnego na spacerze z dziećmi...ja przysięgam że nie mam już siły ani pomysłu na życie...nie wiem co robić POMOCY
  • Autorka
    2010-04-15 08:48
    Izuniu na pierwszy rzut oka może tak wyglądać, że było mu to na rękę. Myślę jednak, że z czasem zrozumie. Jak pisałam już wiele razy alkoholik musi sięgnąć dna, aby zrozumieć w jakie bagno wlazł. Iza myślę że nie powinnaś się w tej chwili nim przejmować on jest dorosły i odpowiedzialny sam za siebie i musi ponosić konsekwencje swoich wyborów. Wiem i rozumiem, że nie jest Ci łatwo, ale teraz powinnaś skupić się na sobie i dzieciach. Zacznij żyć niezależnie od nałogu męża. I Izo alkoholika nie da się kontrolować. Jak był w domu razem z Tobą to miałaś jedynie pozorne wyobrażenie tego, że go kontrolujesz, a wcale tak nie było. Zostałaś z dziećmi jesteś im potrzebna, naucz się powoli wracać do normalnego życia, które już nie jest podporządkowane alkoholikowi. Wiem,że na początku wcale nie będzie tak łatwo, ale z biegiem czasu sama zauważysz, że zaczyna być lżej i lepiej. Znajdź sobie jakieś zajęcie, zajmij się tym co lubisz. Sprawiaj sobie każdego dnia drobną przyjemność, a przede wszystkim żyj własnym życiem.
  • iwona
    2010-05-04 00:22
    Mąż pije już od kilku lat, może kilkanaście.W jego domu zawsze był alkohol,ojciec był alkoholikiem.Wstydził się go bardzo i mówił,że będzie inny dla swojej rodziny.Spokój trwał około 10 lat,potem zdarzały się coraz częściej i więcej chwile z alkoholem. Prosiłam, rozmawiałam, tłumaczyłam i groziłam, wspominałam jego ojca i jego słowa o nim.przestawał, na krótko i coraz krócej, najpierw tylko weekendy, potem już byle okazja w ciągu tygodnia.Wiedziałam,że ma problem, dużo czytałam o alkoholiźmie, jakie kursy nawet z racji zawodu, poszłam do poradni dla współuzależnionych, lecz nie spełniła ona moich oczekiwań.Doszły jeszcze do tego picia zdrady i to te emocjonalne a może i fizyczne też...Mąż barzo się zmienił, stał się zawistny, zazdrosny-nie o mnie, o mnie mówi,że mu do pięt nie dorastam. Ostatnio nawet pozdrawia , zaprasza na kawę i piszę dobranoc o godz.23.30 swoją było uczennicę,nastolatkę.Nie wiem co się z nim stało,to dla mnie niepojęte,oboje jesteśmy po studiach, mamy dom, trójkę dzieci,do niedawna udane współżycie...czy to wszystko alkohol???Czy on tak potwornie zmienia ludzi,że ja swojego męża nie poznaję?Mam już dośc i muszę coś z tym zrobic.
  • Autorka Zuzanna
    2010-05-09 11:48
    Iwonko Twój problem jest bardzo złożony. Po pierwsze mąż jest alkoholikiem, a po drugie pisanie do nastoletnich uczennic mogłoby wskazywać na bliższe kontakty z nimi, więc nie wiem czy nie warto byłoby to zgłosić na policję. Co ja mogę Ci poradzić, to co innym. Po pierwsze nigdy nie wchodź w dyskusje z mężem gdy jest pijany, bo to doprowadzi do awantury. Porozmawiaj z nim, gdy będzie trzeźwy. Powiedz jasno, że od dziś zaczynasz żyć własnym życiem, nie będziesz mu prała sprzątała i gotowała, nie będziesz z nim także spała. I w tych postanowieniach bądź konsekwentna. Jeśli one nie odniosą skutku proponuję abyś odeszła od niego na jakiś czas. Nie daj się poniżać, jesteś wartościową osobą i jak każdy zasługujesz na szacunek. Naucz się oddzielać swoje życie od jego. Ponadto musisz sobie uświadomić że takie teksty jakie kieruje pod Twoim adresem mąż to już jest znęcanie się psychiczne. Nie daj się wciągnąć głębiej w jego bagno. Możesz żyć normalnie i na to zasługujesz i musisz w to uwierzyć.
  • Monika
    2010-05-19 19:23
    Wiem jak to jest być w uzależnionej rodzinie.Sama miałam ojca alkoholika a przez niego kuratorka rodzina sprawowała pieczę nad rodziną .
  • mania
    2010-05-21 23:18
    Witam,od 2 lat mąz pije prawie codziennie,ale tak pije ze po nim nie widac ,nigdy sie niezatacza,ten kto go nie zna nigdy by niepowiedzial ze on jest wypity .Ja znowu poznam go juz nawet przez tel jak rozmaiamy.Przychodzi z pracy do domu ,zje obiad ,pogada z dziecmi a mamy ich troje 12,9 i 2 latka i juz na nic nie ma sily bo oczywiscie jest zamulony i idzie spac bo rano o 4 wstaje do pracy,i tak jest codziennie.Z początku codziennie robilam awantury jak tylko wchodzil,ze znowu jest wypity a on oczywiscie ze jestem nienormalna bo on nie pije.trwalo to rok dzien w dzien to samo.Kiedy mialam juz dosc a nie mam niestety gdzie odejsc tymbardziej ze nie mam wlasnych pieniązkow bo niepracuje,gdyz wychowuje moje pociechy,zaczelam szukac w sieci cos na temat alkoholikow.Tam sie dowiedzialam ze robie bląd zaczynając awanture jak tylko wchodzil ,bo tylko to pogarszalo sytuacje,byly zaraz wyzwiska i jaka ja jestem najgorsza.Stwierdzilam ze musze zmienic to chociazby dla siebie i dzieci.Kiedy wchodzil do domu oczywiscie zamulony ja zaciskalam zęby chociaz nie bylo to latwe a wsrodku az sie gotowalo,zaczęlam się usmiechac ,być milsza ,chwalic jak cos pomogl w domu .Męczylo mnie to strasznie ,ale po miesiącu juz sie przyzwyczailam .Najwazniejsze ,ze przez to nie ma w domu awantur ,powiem mu co ma zrobic to zrobi ,jest milo a potem ja do siebie on do siebie bo razem nie spimy juz od 1,5 roku bo niemoge tego smrodu alkoholu zniesc .I powiem tak ,wkurza mnie to strasznie ,ze wszystko jest ok z mojej strony a on jak pil tak pije i pic bedzie .Co mi z tego ze raz na tydzien jakas mala sprzeczka sie zdarzy jak i tak czuje sie holernie samotna .I naprawde niewiem jak dlugo tak jeszcze wytrzymam .czy dalej zyc w takim ukladzie ,codziennie to samo,czy wreszcie odejsc ?tylko gdzie?w wekendy nie pije jest wtedy super ,co jest w domu do zrobienia to zrobi ale wystarczy ze w poniedzialek idzie do pracy juz wraca zamulony i tak do piątku.Jak w domu jest na zwolnieniu czy na urlopie to nie pije jak tylko do pracy ,odrazu zaczyna pic.naprawde niewiem sama co o tym myslec .Pozdrawiam.
  • karolina
    2010-05-28 23:58
    czesc.ja rowniez mam problem taki jak wy wszystkie.moj maz pije juz nie wiem jak dlugo i ile mowi sam ze jest alkoholikiem co mnie wkurza najbardziej pyta mnie nawet czy moze wypic piwo nawet jak mowie ze nie to on i tak pije ale zawsze sie pyta nie wiem po co?to zaszlo juz tak dalego zupelnie nie radze sobie z tym.maz nie pije w tygodniu kiedy tylko przychodzi sobota i ja jestem w pracy on zawsze jest pijany po kazdej naszej klutni tez wraca pijany.mamy 2letniego syna,ciagle powtarzam sobie ze go zostawie ze jeszcze nie teraz nie jestem gotowa...rozmawialam prosilam go mowi ze wie ze ma problem potem mowi ze nie ma ja juz jestem taka zagubiona ostatnio zaczelam myslec ze to moze ja przesadzam z uwagi ze moja matka cale zycie pila i ja sie na to wszytsko napatrzymal...i nie chce by moj syn widzial to samo...wiem powinnam isc na terapie powinnam cos zrobic ja nie mam sily i najgorsze jest to ze jestem zupelnie sama wszyscy moi znajomi sa szczesliwi a mi wstyd przyznac sie ze ja nie jestem.pozdrawiam
  • Paulina
    2010-05-31 13:44
    Witam ja także mam wielki problem mój mąż pije do takiego stopnia ze nie pamieta co robi w tygodniu pracuje i jest wporzadku ale jak przychodzi sobota upija sie ze np potrafi przez tydzien nie wracac do domu. Jest mlody ma dopiero 23 lata ale w jego zyciu licza sie tylko koledzy mamy dwuletniego synka ktory na to wszystko patrzy, meza nie bylo nawet w dwuletnie urodziny Krystianka bo pil , jestesmy trzy lata po slubie nie wiem juz co myslec naprawde jestem zalamana ciagle placze, i wyrzywam sie na dziecku bo juz brakuje mi sil ;(
  • Teresa
    2010-06-05 23:26
    Witam, ja również jestem żoną alkoholika, mam za sobą lata upokorzeń, ciągów alkoholowych, wizyt i spotkań z psychologiem i psychiatrą. Dzieci są już dorosłe, usamodzielnione. Nie jestem od niego zależna finansowo, mam pracę, dodatkowe zlecenia. Obecnie jestem na rozdrożu, złożenie wniosku o separację niewiele zmieni w moim życiu, będzie dalej mieszkał ze mną , mimo, że dom jest mój. Ja z kolei nie mogę nigdzie wyjechać, ponieważ mieszka ze mną moja mama. Czy mam mimo wszystko złożyć wniosek o separację? Pozdrawiam.
  • małgorzata
    2010-06-06 01:01
    witam.czytam listy tych wszystkich pań i doskonale je rozumie bo sama jestem w tym piekle od ponad 20 lat.Mój mąż pił przed ślubem i pije nadal z perspektywy tych 20 lat moge tylko powiedzieć żeby każda z tych kobiet uciekała jak najdalej od alkoholika. Nie znam osoby która się z tego wyleczyła.Mój ojciec był alkoholikiem całe moje dzieciństwo to awantury i takie samo piekło zgotowałam swoim dzieciom.Mieliśmy mieszkanie samochód wszystko to stracił . Wylądowaliśmy w lepiance gdzie lało się z dachu .Komornik wszedł na moją pensje za jego długi.To ja pracowałam bez dnia wolnego żeby utrzymać dzieci a on pił.Nie martwił się że nie ma mieszkania właściciel kazał się wyprowadzić a my nie mamy gdzie. Wybłagałam mieszkanie z urzędu miasta pukałam od drzwi do drzwi a on pił. Kiedy dostałam mieszkanie miał postawiony warunek idziesz z nami ale nie pijesz wytrzymał rok.I znowu to samo to ja pracuje żeby utrzymać dom i dzieci a on pije.Dzieci proszą mamo zrób coś z nim tak nie można dalej żyć ale to jest właśnie nasza bierność .Wiem że to nie on jest winien cierpienia dzieci tylko ja że mu pozwoliłam na to.W listopadzie po kilkudniowym ciągu alkoholowym przy 11letnim dziecku stwierdził że nikt go nie kocha i zjadł trutke na szczury i trafił na odział psychiatryczny .Pierwsze słowa lekarza brzmiały ;proszę pani to jest psychopata . A ja nadal trwam w tym beznadziejnym związku wiem że się nie zmieni . mieszkanie jest wykupione na mnie wystarczy złożyć pozew o rozwód i wyrzucić go na bruk ale jak poradzić sobie z poczuciem winy że wylądował na ulicy .Zrobił mi wiele krzywdy a ja nadal się zastanawiam chociaż pozew rozwodowy jest naszykowany do wysłania ja mam poczucie winy.Piszecie że alkoholik musi spaść na dno żeby zrozumiał ale gdzie jest to dno.rozbite meble samochody on nie ma poczucia wstydu potrafił na nago biegać przy dziecku 13letnim robił wiele innych rzeczy ale nie napisze bo wstydze się za niego bo przecież to on jest chory ale że córkę leczyłam bo kaleczyła się z jego powodu a syn ma ogromne problemy z nauką to moja wina bo przecież on jest taki nieszczęśliwy bo go omijamy . Jak bratu uszkodził kręgosłup i wiele miesięcy spędził w szpitalu to też była jego wina bo stanął w mojej obronie.więc gdzie jest te dno alkoholika
  • Autorka Zuzanna
    2010-06-07 12:40
    Moje Drogie czytelniczki. Wszystkie zarówno w komentarzach jak i w rozmowach na gg pytacie co robić jak postąpić. Mogę powiedzieć jedno trwanie przy mężu alkoholiku jest bezsensowne i bezskuteczne. Służy wam drogie Panie i jedynie wam. Piszecie, że bardzo cierpicie, że jest wam ciężko. Piszecie jak się wstydzicie męża jak macie opory przed podjęciem konkretnych kroków. Żyjecie w ciągłym poczuciu winy. Powiem jedno wiem jak to jest mogłam to obserwować i w tym uczestniczyć. Sama jestem DDA (dorosłe dziecko alkoholika).Moja mama miała takie same opory jak wy i trwała uparcie przy mężu, moje tłumaczenia, próby wyrwania ją z zaklętego kręgu alkoholizmu mojego ojca spełzały na niczym.Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Alkoholik jest uzależniony, a wy współuzależnione. Co najlepsze w tym wszystkim nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy i nie jesteście w stanie się do tego przyznać.Jesteście przy swoich mężach, pomimo tego, że piją, krzyczą, urządzają awantury w środku nocy, podnoszą rękę na was i dzieci. Wy przy nich trwacie. Oni ciągle piją i obwiniają was, opuszczają ważne wydarzenia w waszym życiu, czasem nie wracają na noc,a potem przepraszają, obiecują, że to się więcej nie powtórzy,proszą o kolejne usprawiedliwienie w pracy. A wy, wy im wierzycie, oszukujecie same siebie, że wszystko się ułoży, że będzie lepiej. I coraz głębiej pogrążacie się w życiu i nałogu waszych mężów, zapominacie osobie, swoich potrzebach, dzieciach i ich potrzebach. Trwacie przy mężach nie zawodnie chroniąc ich, utwierdzając każdego dnia w przekonaniu, że są bezpieczni i mogą nadal pić, bo wy i tak będziecie czekały z kolacją, która dawno wystygła, załatwicie z nich wszystko, posprzątacie, odmalujecie dom, skłamiecie po raz kolejny szefowi, że mąż nie przyszedł do pracy bo jest chory, będziecie nadal dla nich workami treningowymi kiedy poczują potrzebę wyładowania agresji, przyjmiecie na siebie każdą winę ze spuszczoną głową i w końcu zaczniecie wierzyć, że naprawdę jesteście winne. Rozejrzyjcie się wokół siebie, zastanówcie się w ilu procentach to co opisuję jest waszą rzeczywistością, a same zrozumiecie, że żeby pomóc mężowi musicie najpierw pomóc sobie. Odzyskać swoje życie i władzę nad sobą. Chodź wcale nie jest to takie łatwe, bo wychodzenie z nałogu jest trudne, a waszym jest mąż alkoholik i to jemu podporządkowujecie swoje życie i wszystko co robicie i mówicie. Pytacie co robić, gdzie jest to dno nie przy was, nie tam gdzie czują się bezpieczni, nie tam gdzie czują się panami sytuacji. Jednak pierwszą rzeczą, choć wydaje się wam ona niemożliwa jest zrozumienie, że jesteście dorosłe, niezależne i macie prawo do własnego zdania. Wybaczcie, może dość ostry ton wypowiedzi, jednak czasem trzeba kimś potrząsnąć, żeby otworzył oczy. Życzę powodzenia Wszystkie czytelniczki które czekają na odpowiedź na gg przepraszam, postaram się to nadrobić jak najszybciej.
  • Barbara
    2010-06-08 17:10
    Ja tez cale 30lat przeżyłam z mężem alkoholikiem na początku mojego małżeństwa piłam razem z nim ale zrozumiałam ze tym nic nie zmienię a poza tym robię krzywdę dzieciom i już od 15 lat nie ma picia nie byłam uzależniona bo piłam do towarzystwa męża żeby nie pił po knajpach.Teraz dzieci dorosłe wnuki a on pije codziennie nie wraca z pracy do domu tylko idzie pić i wieczorem wraca nie wiem skąd bo nie pytam .to ja jestem od awantur bo mnie ponosi on jest raczej spokojny gdybym ja nie atakowała go to by była cisza ale ja już nawet psychicznie siadam tak na mnie on działa jak płachta na byka .Mimo wszystko jesteśmy tyle lat małżeństwem ciężko mi go zostawić i odejść bo to albo przyzwyczajenie lub jeszcze coś tam skrzy w moim sercu .Dzieci namawiają żebym go zostawiła i odpoczęła ale mi jest ciężko rodzinie dopiero teraz się przyznałam że on pije choć na pewno rodzina się domyślała tak zawsze to ukrywałam jest nam wstyd za niego pozdrawiam wszystkie panie borykające się z tym problemem
  • KATARZYNA
    2010-06-14 00:34
    Mój mąż ostatnimi czasy co weekend pije do upadłego.W sobotę jakaś okazja,impreza -pije. W Niedzielę odsypia kaca, a po południu zawsze znajdzie się jakiś kolega z którym koniecznie musi iść do sklepu po zapalniczkę. Wraca wieczorem albo w nocy pijany.Nawet nie ma siły się rozebrać,śpi w salonie. Nie potrafię opisać moich uczuć gdy na niego patrzę w tym stanie. To takie żałosne. Jesteśmy 9 lat po ślubie ,mamy dwóch synów-1,5 roczku i 8 lat. Po trzeźwemu jest dobrym mężem i ojcem. Sam pochodzi z rozbitej rodziny,gdzie matka jest alkoholiczką. Jego tłumaczenia że cały tydzień pracuje to może się napić w weekend są żałosne. Nie przyjmuje do wiadomości, że weekend jest dla rodziny. Skoro w tygodniu pracuje to może przecież coś zrobić z nami czy gdzieś pojechać z rodzinką! Ale po co ?Chyba że z puszką piwa w ręce ,a wieczorem kończąc przy wódce.Mieszkamy za granicą ,wokół większość ludzi pije i ma takie samo podejście do życia jak mój mąż. Ja czuję się dziwnie wśród nich bo jestem jedyną ,która moze się bawić na imprezie trzeźwo. Mam poczucie odpowiedzialności za dzieci, a nawet nie czuję żadnej potrzeby do picia. Okazjonalnie lampka wina wystarczy. I wg mego męża jestem dziwna i nienormalna. Ręce opadają.Kocham go ale nie pozwolę mu zniszczyć mojego życia i najważniejsze życia dzieci. Chcę by miały szansę zostać tym kim zechcą ,a nie z góry być skazane na porazkę,jak twierdzi mój mąż.Dla dobra rodziny zrezygnowałam z pracy na pół etatu. Wtedy to było konieczne ale teraz żałuję . Mój mąż czyje się wolny,bo ja zajmuję się teraz dziećmi(wcześniej on zajmował się nimi jak byłam w pracy), dom traktuje jak hotel ,weekendami wychodzi kiedy chce i wraca w środku nocy. I zdziwiony że ja mam jakieś pretensje do niego.Nasze pożycie małżeńskie...3 razy na miesiąc i nic specjalnego. Nie wiem co robić, nie mam dokąd pójśc,nie mam tu rodziny,a u naszych znajomych nie znajdę zrozumienia. Czuję się taka wściekła na niego i bezradna .
  • marzena
    2010-06-15 11:33
    mój mąż jest alkoholikiem.był na terapii,obiecywał poprawę i nic się nie zmieniło.chyba że na gorsze dla mnie.on nadal pije a ja coraz gorzej sobie z tym radzę.coraz mniej nadzieii więcej smutku. beznadziejnośći i strachu.co dalej?może być już chyba tylko gorzej.czuje że tonę i już coraz mniej z tym walczę.jedyne co mnie powstrzymuje to mój synek.dla niego staram się uśmiechać chociaż często jest to uśmiech przez łzy
  • agata
    2010-06-21 22:43
    zyje z facetem z którym mam dwoje dzieci.ok 4 lat pije z przerwami. przestaje na tydzien lub na kilka miesiecy ale potem jest tak samo. picie ,wyzwiska ,bicie... nic do niego nie dociera...nie mam żadnego oparcia.. nie mam pracy bo dzieci są małe. na niego nie mam co liczyć..
  • kasia
    2010-07-17 08:04
    Pomocy! NIe wiem co robic moj maz pije. Codziennie. Jak jest pijany nie panuje nad soba,i mni bije. Ostatnio sprzedal obraczke slubna i pieniadze wydal na alkochol mimo ze nie mielismy co do garnka wlozyc.Od dwuch tygodni jestem z dziecmi u rodzicow,odeszlam od niego... Trafil na detoks,i podpisal zgode na leczenie ale mowi ze nie pojdzie tam jesli nie wroce juz teraz.Jego mama i rodzenstwo nie rozumieja mojej decyzji o odejsciu twierdza ze to bedzie moja wina jak nie pojdzie na odwyk.Zaciagna kilka pozyczek ktorych nie splaca a ktore w wiekszosci przepil,a ja jestem bezrobotna bo mam troje malych dzieci i niemam pieniedzy zeby oddawac jego dlugi.Nie wiem co robic bo on dzis ma nas odwiedzic. Wrocic czy nie? Termin na leczenie ma za miesiac.
  • Autorka Zuzanna
    2010-07-17 12:33
    Kasiu pod żadnym pozorem nie możesz dać się sterroryzować ani mężowi ani jego rodzinie. Jeśli nie pójdzie na odwyk to to nie będzie Twoja wina tylko jego. Na Twoim miejscu złożyłabym dodatkowo w sądzie wniosek o separację wtedy nie będziesz musiała spłacać jego długów i podała go o alimenty w końcu to jego dzieci a Ty wychowując je nie możesz iść do pracy. Pamiętaj nie wolno Ci się poddać skoro zaszłaś tak daleko.
  • Karolina
    2010-07-21 16:55
    Pani Zuzanno. Mój tata jest alkoholikiem. Ponadto ma cukrzycę. Koło mojego domu jest ośrodek terapii uzależnień. Rozmawiałam tam z jedną z pań, która również twierdziła, że trzeba pozwolić tacie upaść na dno. Nie pomagać mu. Ale jak możemy go zostawić? Jeżeli nie weźmie w porę insuliny może zapaść w śpiączkę lub umrzeć. To chyba nie jest sposób, aby mu pomóc. Mama chyba wstydzi się iść do tego ośrodka żeby porozmawiać z psychologiem. Proponowaliśmy z mężem, że ją podwieziemy, ale twierdziła, że wybierze się sama autobusem. Niestety przez kilka miesięcy nie pojechała. Powiedziała, że co jej taki psycholog pomoże? Mama zabrała ojcu pieniądze to kupował alkohol "na kreskę". Ja nie jestem związana z problemem bezpośrednio, bo mieszkam osobno, ale mama i siostra mają dosyć. Nie mogą wyjść. Muszą pilnować pór brania insuliny. Ojciec ma problemy z pamięcią, czasami zachowuje się jak osoba po wylewie. Dzisiaj rozbił samochód. Na szczęście wjechał "tylko" w ścianę. Do dziś twierdziłam, że ma w sobie przynajmniej tyle przyzwoitości, że nie wsiada za kierownicę. Niestety - myliłam się. Bardzo się boję, że zrobi sobie lub (co gorsza) komuś innemu krzywdę. Czasami myślę, że lepiej by było żeby umarł. Źle mi z tymi myślami. Co zrobić żeby zaczął martwić się o swoje zdrowie? Chodzi mi o cukrzycę.
  • Natalia
    2010-07-25 23:44
    Mój mąż takze pije. Wlasciwie pil od początku, jestesmy po slubie 6 lat, mamy 2 synkow (5 i 1.5 roku) w dodatku jestem w 8 miesiącu ciąży. Początkowo pił niezbyt często, ale z biegiem czasu zaczął pić coraz częściej i więcej. Kiedy urodził się drugi synek pije już niemal codziennie, stał się agresywny. Mamy duże długi, ledwo wiążemy koniec z końcem a mimo tego on zapożycza się aby mieć co wypić. Jeśli mam jakieś pieniążki wiem już że muszę je chować bo jeśli tego nie zrobię on wyciągnie ode mnie wszystko. Niedawno o 3:40 wszedl do domu przez okno ponieważ zamknęłam przed nim drzwi. urządził straszna awanturę, nie patrzył że dzieci spią. Standardowo ubliżał mi, obwiniał o niepowodzenia, popychał, szturchał. Wtedy pierwszy raz zadzwoniłam na policję. Wcześniej zawsze uciekałam z dziećmi do matki. Nie czułam żalu gdy z zaskoczenia położyli go na chodniku i zakuli w kajdanki, ani też gdy wrocił następnego dnia wieczorem poobijany. Czułam za to wielką ulgę gdy zabrali. Być może to samolubne, ale nie myśle teraz o jego dobrze, ale o sobie i przede wszystkim o dzieciach, chciałabym się go pozbyć ze swojego życia bo wiem, że nic się nie zmieni. Już dziś zasnął na pufce pijany, próbował wszcząć awanturę, ale nie udało mu się to. Pokazuję mu, że już się go nie boję i nie mam zamiaru się wynieść z mieszkania. Powiedziałam mu że jesli nie pasuje mu życie na moich zasadach to niech on sie wyniesie. Ale to nie takie proste zmusić go do tego. Wiem, że powinnam coś zrobić aby w końcu to się skończyło, ale nie wiem dokładnie jak. Chciałabym aby odszedł od nas a jednocześnie obawiam się, że popełnie jakiś bład którego nie bede mogła cofnąć.
  • Autorka Zuzanna
    2010-08-03 09:41
    Natalio świetnie to rozegrałaś. Nie powinnaś odpuszczać w końcu masz o kogo dbać i dla kogo żyć. Teraz proponowałabym złożyć wniosek o separację, wtedy mogłabyś być spokojna o długi, które zaciąga mąż. Ponad to podałabym go o alimenty i założyła sprawę o znęcanie się. Wiem, ze to strasznie dużo, a Ty spodziewasz się dziecka. Poproś kogoś o pomoc w załatwianiu formalności. Naprawdę warto podjąć takie kroki, dzięki temu rozwiąże się wiele problemów. Mąż będzie musiał płacić alimenty, niepłacenie jest dziś ścigane, a Ty będziesz miała parę groszy dla siebie i dzieci. Sprawa o znęcanie pozwoli Ci wystąpić o nakaz eksmisji, który możesz wyegzekwować przy pomocy policji. Na koniec postaw mężowi warunek jeśli chce widywać dzieci musi podjąć leczenie. Masz prawo tego od niego wymagać. Wszystkie kroki prawne, które opisałam mogą wydawać się zbyt radykalne, jednak żaden z nich nie będzie błędem. Mąż musi poczuć, że w końcu przyszedł moment wyrównania rachunków i nie ma odwrotu.
  • Autorka Zuzanna
    2010-08-03 09:57
    Karolino może wyrażę się brutalnie ale w sytuacji, którą opisujesz cukrzyca to cyrk ojca i jego małpy. Chodzenie i pilnowanie pór posiłków, brania insuliny to niańczenie go, stwarzanie komfortu picia. Wiem czym może się skończyć nie wzięcie na czas leku jednak zwróć uwagę, że to nie ojcu zależy na braniu leku i nie on się przejmuje konsekwencjami. Z drugiej strony nie namawiam na całkowite pozostawienie ojca bez opieki. Trzeba jedynie znaleźć złoty środek. Może oczy otworzył by mu trochę pobyt w szpitalu zaznanie strachu o własne zdrowie. Nie może być tak, że cała rodzina bardziej się boi o zdrowie osoby, która sama się nim nie przejmuje. Może trzeba by było skłonić ojca do wizyty u lekarza i poddania się badaniom. Z tym, że należałoby najpierw poinformować lekarza o problemie ojca, żeby ten mógł roztoczyć przed ojcem wizję, która by poważnie, go przestraszyła. Przy czym należy pamiętać, że trzeźwego alkoholika jest całkiem łatwo uświadomić. Nie mówię, że przestanie pić, ale może zacznie myśleć o własnym zdrowiu.
  • Agnieszka
    2010-08-15 21:43
    Mój tata lubił wypić od czasu do czasu odkąd pamiętam, okazjonalnie się upijał prawie do nieprzytomności.Sam mówił, że lubi smak alkoholu. Teraz jestem dorosła i nie mieszkam z nim. Nie zauważyłam, że problem picia stawał się coraz częstszy. Tata sam zaczął się przyznawać, że jest alkoholikiem, ale na leczenie nie pójdzie. Na domiar złego zdiagnozowano u niego wysoką cukrzycę.Musi przyjmować insulinę. To nim początkowo wstrząsnęło. Przestrzegał diety, przestał pić. Do czasu, gdy wypił pierwszą flaszkę z kolegą i zauważył, że poziom cukru nie wzrósł. Odtąd popijał coraz więcej. Dziś ponownie upija się do nieprzytomności.Potem ma kaca, również moralnego. Co gorsza, gdy pije to nie je - sam mówi, że chce zapaść w śpiączkę, bo nie ma po co żyć.I nie chce zadbać o zdrowie. Czy można go siłą skierować na odwyk? Czy pomoże, że sprowadzę się do niego i będę go pilnować? Jak pozbyć się poczucia winy, że nie wiem jak mu pomóc? Przeczytałam wszystkie wcześniejsze posty, że przede wszystkim on sam musi chcieć. Ale przecież będę odpowiedzialna, że nic nie zrobiłam, jeśli zapije się na śmierć...
  • Autorka Zuzanna
    2010-08-17 10:06
    Agnieszko sprawa jest trudna. Sądząc po tym co piszesz Twój tata ma depresję. Jest ona zapewne spowodowana alkoholem i wyrzutami sumienia z powodu picia. Słowa o tym, że nie ma po co żyć należałoby traktować poważnie, nigdy nic nie wiadomo. Jednak przeprowadzka do niego i bawienie się w niańkę niczego nie zmieni. Jedyne co z tego wyniknie to stres dla Ciebie i męka. Myślę, że potrzeba tutaj rozmowy z tatem, takiej szczerej i od serca. Trzeba mu może powiedzieć, że jest w błędzie, że ma dla kogo żyć. Trzeba mu też uświadomić, że nie jest sam ze swoim nałogiem, że chętnie mu pomożesz w walce z tym. Musisz jednak pamiętać, że z niewolnika nie ma pracownika. Jeśli ojciec nie zechce się leczyć to nic nie wskórasz. Nie możesz się też obwiniać o to, że nie wiesz jak mu pomóc. Mogłabyś spróbować go na początek spróbować skłonić do wizyty w ośrodku dla osób uzależnionych, gdzie mógłby porozmawiać z psychologiem. To nie byłby odwyk, ale jednak kontakt ze specjalistą, który myślę jest tutaj bardzo ważny.
  • Autorka Zuzanna
    2010-08-17 10:08
    Zastanawiam się skąd nagłe zainteresowanie moim zawodem :-)? Niechcący usunęłam komentarz z pytaniem o mój zawód przepraszam
  • luka
    2010-08-17 12:25
    poprostu zastanawia mnie skad Pani tyle o wszystkim wie i radzi ludziom co maja robic w kazdej praktycznie sytuacji...
  • Autorka Zuzanna
    2010-08-18 13:28
    Nie w każdej sytuacji mogę doradzić, a doradzam w takich sprawach na jakich się znam. Jestem psychologiem, socjologiem i teologiem.
  • luka
    2010-08-19 11:49
    czyli w wiekszosci spraw sie Pani zna, pytam o zawod gdyz wyksztalcenie to mniejsza z tym chodzi o praktyke
  • Mariola
    2010-09-10 16:58
    pomocy...... kocham męża i od wielu lat znoszę..jego tygodniówki i dłuższe okresy picia... kiedy nie pije jest fajnym facetem... mamy wtedy fantastyczne..porozumienie we wszystkich niemal sprawach.. ale kiedy pije zaczyna być agresywny... wczoraj 2 razy rzucił we mnie popielniczką ..efekt obolała ręka której potrzebuję do pracy...i stłuczone udo... też nic przyjemnego ale najgorsze jest to że przepija co ma.. do ostatniego grosza i dopiero jak skończy się kasa..zaczyna trzeźwieć coraz częściej mnie oskarża o kradzież pieniędzy a ja podejrzewam że w sklepie go oszukują panie.. ładnie się uśmiechając nie wydaja reszty jak trzeba ..z czego się cieszę bo na krócej mu starczy na alkohol... JESTEM ZMĘCZONA... niewyspana... czasem tak jak teraz z gorączką chodze do pracy,. bo muszę opłaty itd... mąż już któryś raz z rzędu traci pracę ..więc wszystko na mojej głowie.. mam dwóch synów i pomimo tego co widza nie zamierzają mi pomóc a wręcz mnie obwiniają winą za zaistniałą sytuację Czasem mam tak dość że chodzi mi po głowie samobójstwo... ale mam wnuczkę i nie chcę aby w przyszłości ktoś jej powiedział jaka byłam słaba że nie dałam sobie rady z jej dziadkiem.. proszę mi cos poradzić ..wszystkie powyższe rady u mnie nie da się zastosować...
  • inka
    2010-09-17 09:23
    witam pani Zuzanno u mnie w domu jest ojciec alkoholik oraz brat rowniez lubiacy wypic dochodzilo do awantur ojciec ma zalozona karte ruszylo sie w koncu cos i mama zaczela dzialac mam jednak takie pytanie chodzi o moja mame co ona moze zrobic dalej bo nie pracuje i nie posiada pieniedzy zeby sie utrzymyac czy wynajac mieszkanie a przeciez nie moze mieszkac z nim dalej pod jednym dachem bo to bedzie bzsensu i nadal bedzie go ogladac pijanego zadne z nas dzieci nie ma warunkow mieszkalnych zeby ja zabrac do siebie a obiecalam ze sie postaram o to zeby sie z tego domu wyrwala ma 53 lata i naprawde musi miec z tym spokoj prosze cos doradzic z gory dziekuje aha znecanie jest psychiczne i ekonomiczne bo wpomina placenie rchunkow a jedzenie kupuje tylko dla siebie kiedys bylo tez fizyczne
  • Aneta
    2010-09-18 21:52
    Witam.Tak czytam i płaczę. Nad sobą i dziećmi.Mój mąż jes zdiagnozowanym alkoholikiem.Chodził na terapie przez miesiąc, było super, teraz nadal pije, ale nie widzi problemu.zaczęłam też chodzić na terapię , bo już nie daję sobie rady.Już nie kryję, mówię otwarcie o jego piciu, ale to nic nie daje.Myślałam , aby sie od niego uwolnić, jesteśmy 15 lat małżeństwem, mamy troje dzieci.Ale ciągle się boję!!! Nie mam właściwie dokąd pójść, mamy dom, w którym "bedzie mieszkał choćby w garażu" - to są jego słowa.Jest bardzo złośliwy, ale nie bije,jeszcze pracuje, pieniądze mam więc 'Co ja chcę?"Po prostu szkoda mi dzieci, a ja siadam na psychice, chociaż muszę być silna w pracy i w domu.Pomimo terapii mojej nadal wszystko się kręci wokół niego.Mam momentami złe myśli.Pomóżcie.Potrzebuję wsparcia psychicznego.
  • Bożena
    2010-09-18 23:05
    Mąż ma poalkoholową marskośc wątroby ,mimo tego pije,nie chce się leczyc.Jest już na rencie ,bo takie sś konsekwecje picia.Ja już rzekę wypłakałam.on mato wszystko gdzieś ,pomózcie ca mam robic,bardzo się tego wstydzę,ale to nie ja jestem przecież alkoholiczką
  • Autorka Zuzanna
    2010-09-20 10:32
    Inko tutaj nie ma prostego wyjścia. Mama mogłaby złożyć wniosek o separację, założyć sprawę o znęcanie się i na podstawie tego ubiegać się o nakaz eksmisji. Jednak to wszystko trwa całymi miesiącami a nieraz i latami. Najlepiej byłoby poszukać w waszym rejonie poradni dla osób współuzależnionych albo ośrodka interwencji kryzysowej. W takim miejscu powinien mieć dyżury prawnik, on może doradzić jakie są wyjścia z danej sytuacji.
  • Autorka Zuzanna
    2010-09-20 10:43
    Aneto masz pracę a więc masz jakieś źródło utrzymania. Możesz spróbować odejść od męża. Potem możesz podać go alimenty złożyć wniosek o separację. Wcale nie musisz z nim być. Piszesz, że nie masz dokąd pójść, w tym momencie przemawia przez Ciebie lęk. Tutaj potrzeba zdecydowanej decyzji i działania. Inaczej Twoje życie będzie piekłem. Musisz odciąć się od męża i jego uzależnienia, choć nie jest to łatwe. To on jest alkoholikiem i możesz sprawić, że będzie rujnował życie tylko sobie, a niekoniecznie Tobie i dzieciom. Tylko musisz tego naprawdę chcieć i podjąć odpowiednie kroki w kierunku zmian. Musisz zacząć żyć swoim życiem, a nie uzależnieniem męża. Wiem, że to wszystko nie jest łatwe ale jest wykonalne
  • Autorka Zuzanna
    2010-09-20 10:46
    Bożeno Twój mąż już wybrał i nic na to nie poradzisz. On woli umrzeć niż przestać pić. Ty jednak nie masz powodów by się wstydzić. To są decyzje Twojego męża nie Twoje i Ty za nie nie odpowiadasz. Wiem, że być może to okrutnie brzmi, ale naprawdę z tym nie da się już nic zrobić on wybrał. Jedyne co Ci pozostało to przestać się wstydzić i zacząć żyć własnym życiem obok niego nie z nim.
  • ela
    2010-09-30 17:38
    Ja żyje zmężem alkocholikiem i ja nie mogę wyjś z domu jak mąż przyjdzie pijany i robi awantury.ze mną mieszka brat inwalida I grupy który potrzebuje opieki od nakarmienia go ,mycia itd i mieszka jeszcze jeden brat normalny.Ja już niewiem co robić bo jak mąż przychodzi pijany to my się go boimy bo straszny wariat,pobił brata miałobdukcje ale co ztego jeżeli by dostał kare to itak by szło na to ze wspólnych pieniędzy.ja go strasze rozwodem ale on sobie nic z tego nie robi.Niewiem jak sobie pomóc.Jak bym opisał co on wyprawia to by była tragedia świata.Ja leczę się u psychiatry bo żyje w ciągłym strachu.Wyjść z nim gdziekolwiek to tylko strach i wstyd.Chciała bym komuś opowiedzieć moją historie ale nie mam komu.Jak się od niego uwolnić ja już nie chcę z nim być
  • iwona
    2010-10-08 19:54
    Mam 24 lata mój mąż 30 i mamy 3 letniego wspaniałego synka- nasze życie miało być inne mąż pochodzi z rozbitej rodziny , jego mama zostawiła tatę bo był alkoholikiem z moim mężem miało być inaczej: "będę idealnym mężem i ojcem , takim jakiego ja nie miałem"- mówił.Gdy nasz synek się urodził zaczęło się na dobre , najpierw opijał narodziny synka ,potem każda okazja była dobra do świętowania. Pomaga nam jego mama bo mieszka niedaleko - opiekuje się małym jak idę do pracy - musiałam bo nigdy nie byłam pewna czy mi na pieluchy starczy chociaż mój mąż nieźle zarabiał- zarabiał bo wywalili go z pracy - był kierowca zawodowym -w pracy jechał z załadunkiem i zatrzymała go kontrola drogowa ,zabrali mu prawo jazdy- pół roku był na bezrobociu i ja zarabiałam na rodzinę straciliśmy mieszkanie, popadliśmy w ogromne długi- a on dalej pił- był spokój na parę miesięcy mąż ze zwykłego magazyniera awansował na kierownika- byłam z niego dumna że się odbił od dna i mocno go wspierałam , teraz myślę że nie powinnam bo znów się zaczęło - teraz jestem ku...., szm..ą, do niczego się nie nadaję i gdy mówię że już nie wytrzymam że go zostawię to mówi mi że sobie poradzi beze mnie że wcale płakać nie będzie- i wini moją mamę o wszystko mówi że jestem taka sama- ona mnie namawia ostatnio żebym go zostawiła że znajdę sobie jeszcze kogoś kto mnie poszanuje -ale ja go wciąż kocham i co ja mam zrobić bo odwyk ma już za sobą ale traktował go niepoważnie -myślę że nie trafił do dobrej placówki bo pani psycholog która prowadziła z nim zajęcia ,mówiła mu że on nie jest uzależniony- a drugi raz już się nie da namówić na odwyk. No i nasz synek już mówi mi czasem że tata krzyczy i mówi przestań i płacze zanosi się a ja go przytulam i zamykam się z nim w łazience - dziś też wrócił wypity jestem na urlopie więc wyszłam z synkiem z domu i poszłam na zakupy kupiłam małemu i sobie troszkę ciuszków- jutro mu powiem że jeżeli on ma na alkohol to czemu ja mam wiecznie oszczędzać - i nie poproszę mamy j€ż o pomoc finansową bo moja mama często mnie wspomaga ale zawsze mi mówi" nie mów mu, nie dawaj mu to jest dla ciebie i dla małego- niech on was utrzymuje niech bezkarnie nie wykorzystuje tego że ja wam pomagam"- wiem że ma racje , i co ja mam zrobić żeby było tak jak kiedyś- bardzo tęsknię za moim mężem choć jest tuż obok....
  • Aleksandra
    2010-10-15 23:45
    Jezu dlaczego ludzie których kochamy tak nas ranią...Ja tez jestem żoną alkoholika,też się o wszystko obwiniałam,znosiłam obelgi awantury,wyciągałam z najgorszego bagna,wspierałam,płakałam,prosiłam.Tłumaczyłam przed dziećmi.11-ście miesięcy temu mąż wszył sobie esperal,półtora miesiąca temu zaczął pić na nowo,wróciło to do nas z podwójną siłą,w końcu postanowiłam z tym skończyć zadzwoniłam na policje zabrali go z domu,ma mieć sprawę w sądzie ma zakaz zbliżania się do mnie,powiedziałam w pracy jaką mam sytuacje tam też mnie zrozumiano.Mieszkamy od prawie czterech lat za granicą to jest dodatkowe utrudnienie bo jesteśmy tu obcy.Bardzo się boję czy dam sobie radę,pogodzę prace z obowiązkami domowymi,czy spłacę długi.....mam wyrzuty sumienia że przez jeden telefon mogę zniszczyć mu życie ,wsadzę go do więzienia,zastanawiam się nad wycofaniem skargi....On się wyprowadził....w sumie o to chodziło żeby mu pokazać że nie bedę dłużej tolerować jego alkoholizmu.....ale tak bardo go kocham i za nim tesknie jest mi strasznie ciężko myślę że to moja wina zostawiłam go a On jest chory i wiem że nie da sobie rady bez nas...
  • Wioletta
    2010-10-20 20:18
    Jak czytam to wszystko jest mi tak bliskie.Nie wiem ,ale po moich doświadczeniach stwierdzam ,że nie jest mi dane zdobyć w sobie siły na wcielenie w życie tych teorii,które znam i wiem ,że są słuszne. Powinnam go zostawić i niech sobie radzi sam.Jest w dodatku cukrzykiem.Dzisiaj po wyjściu z AA widział go syn jak kupował alkohol.Dzwonił mi ,że to koledze bo zapił.Nie wierzę mu w jedno słowo.Nigdy mu nie uwierzę.Postawiłam mu warunki,że jeśli będzie pił rozwiodę się.Mam go dość.Syn dziś zareagował agresywnie,był wściekły bo mąż niby nie pije od marca.Wszyscy siedzieliśmy jak na bombie już tyle i jest znowu to samo.Teorie znam ale nici z praktyki.
  • krystian
    2010-10-21 07:37
    Witam piję 8 lat a mam 30 przez pierwsze lata piwka później wóda a w 6 roku 100ml. codziennie 7roku 2-3 100ml. a teraz 0,5l mam kochającą żonę domyśla się ale nie widać po mnie alkoholu, uważam że skoro od 3 lat nie było dnia bez alkoholu to jestem alkoholikiem, każdego dnia rano mam kaca moralnego chcę to zmienić ale nie wiem jak. muszę się napić i tak codzień
  • Autorka Zuzanna
    2010-10-21 09:35
    Krystianie witam Cię serdecznie. Bardzo się cieszę, że napisałeś i bardzo mnie cieszy, że chcesz szukać pomocy. Rzeczywiście masz problem i jesteś na dobrej drodze żeby coś z tym zrobić ponieważ przyznajesz się do tego problemu. Przede wszystkim musisz zdać sobie sprawę z tego, że jesteś chory. Alkoholizm to choroba. I jak każdy chory potrzebujesz pomocy. Proponuję rozejrzeć się za poradnią AA i po prostu tam pójść. Tam będziesz mógł spotkać ludzi podobnych do Ciebie i oni będą wiedzieli jak Ci pomóc. Na pewno będziesz mógł się tam również spotkać z psychologiem. Pijesz już bardzo długo, więc niestety będzie Ci potrzebny odwyk. Nie możesz sam przestać pić i mieć nadzieję, że się uda gdyż Twój organizm będzie reagował bardzo paskudnie na brak alkoholu. Nie można wychodzić z uzależnienia samemu i bardzo ważne jest to abyś o tym pamiętał. Myślę też, że powinieneś szczerze porozmawiać z żoną bo będzie Ci potrzebne jej wsparcie. Krystianie nie będzie łatwo, będzie paskudnie, trudno. Będziesz miał wiele dołków, będziesz żałował, że zdecydowałeś się na odwyk i na całą tą walkę. Nie piszę tego po to, żeby Cię zniechęcić, chcę żebyś wiedział co Cię czeka i co najważniejsze, żebyś pamiętał, że warto, naprawdę warto. Przed Tobą jest całe życie, masz żonę, która, jak piszesz kocha Cię. Żyj i walcz dla siebie i dla niej. Żyj i walcz bo naprawdę warto. Jeśli nie podejmiesz walki z biegiem czasu będziesz potrzebował coraz więcej alkoholu, zaczną Ci drżeć ręce, a Twoje myśli będą iść tylko w kierunku alkoholu i tego, że musisz się napić. Pijąc niszczysz samego siebie i swój organizm. Alkoholizm prowadzi do śmierci pamiętaj o tym. Grozi Ci marskość wątroby i totalne wyniszczenie organizmu. Zagłada całego systemu nerwowego. Krystianie podejmij walkę bo od tego zależy Twoje życie dosłownie. Życzę powodzenia i będę trzymać kciuki, żeby Ci się udało. Napisz proszę co postanowiłeś.
  • Gosia
    2010-10-23 22:02
    Mam ten sam problem co wszystkie poprzednie panie jestem żoną alkoholika.Jesteśmy dopiero rok w małżeństwie ale ja już mam dość, poważnie myśle o rozwodzie ,jednak jest mi strasznie ciężko bo bardzo go kocham znamy się już 8 lat. Nigdy nie było cały czas różowo, jednak zawsze się łudziłam on ciągle obiecywał widziałam że ma wyrzuty sumienia puzniej się starał wszystko naprawić, i tak w tym trwałam z myślą że teraz to już będzie dobrze że teraz to już ostatni raz, tylko się łudze dzisiaj znowu złapało go tango.On gdy nie pije jest bardzo dobrym człowiekiem wiem że bardzo mnie kocha często mi to okazuje jednak gdy zapije bo jest tzw. okazja to totalnie o mnie zapomina nie dzwoni a jak odbierze mój telefon to kłamie ze załatwia wazne sprawy bo mój mąż ma własną firme jednak wiem że to tylko wymówka .Mam wsparcie jego mamy jednak co z tego czuje sie coraz gorzej próbuje to wszystko kontrolować nie pozwalam mu pić w domu i nie pije jak popije 1,2lub nawet 3 dni to zdaża się ze nawet nie pije pużniej nawet miesiąc czasem dłużej ale to się ciągle powtarza nie mamy jeszcze dzieci a ja mam 24 lata ale jestem bardzo słaba psychicznie łatwo się denerwuje jestem całkiem rozbita emocjonalnie nie wiem jak mam odnależć w sobie siłe żeby zacząć działać niby wszystko wiem mnóstwo postów czytałam, porad jednak wcielić je w życie gdy się tak kocha jest strasznie ciężko .A i dodam że zdaża mu sie w czasie tych ciągów nie wrócić na noc a ja umieram ze strachu o niego no i ci jego koledzy brryy.Jestem katoliczką chodze do kościoła modle się i czasami myśle że to wszystko jest za to że miałam wspaniałe życie do tej pory cudowne dzieciństwo tate ,mame na których mogłam i mogę liczyć żadnych trosk.A życie takie nie jest łatwe więć teraz doświadczam tej złej jego strony tak dla równowagi w przyrodzie. Smutno mi .
  • aneta r
    2010-10-24 22:46
    właśnie w sobote zawiozłam mojego męża na odwyk. pije już 5 lat. był na odwyku 2 lata temu ale wytrzymał bez wódki 2 miesiące. prosze mi powiedzieć jak postępować z nim teraz żeby czegoś nie spiepszyć żeby tam wytrwał 11 tygodni. bardzo się kochamy on jest bardzo chory a ja mam ogromną wiare że z tego wyjdzie.
  • kaska
    2010-10-25 22:09
    witam przeczytalam to co pani napisala jest cos w tym madrego ale nie calkiem.Moj maz chodzil na terapie potem byl zaszyty bylo w koncu normalnie ale zas sie zaczelo moze nie robi awantur ale ja psychicznie jestem juz wyczerpana pije tez zadziej ale pije sam wdomu a ja mam dos odchodzilam seperacje zlozylam i nic bylam zrospaczona ale juz nie wiem co robic jak dalej z nim zyc
  • kaska
    2010-10-25 22:15
    mamy dwojke dzieci starszy syn7lat wie ze tata pije mlodszy2lata jeszcze tego nie rozumie bardzo go kochaja i dlatego jak zawsze sie wyprowadze do rodzicow z nimi to oni chca wrocic do taty musialam zrezygnowac z pracy bo moj maz nie jest odpowiedzialny pije przy dzieciach i zasypia parenascie razy stalam pod drzwiami bo spal i niemia kto otwozyc bardzo prosze o pomoc co dalejmam robic czy ostatecznie go zostawic i rozwiesc sie czy czekac jak synowie beda dorastac przy alkocholiku juz jak popije to moczu nie czyma blagam pomusz
  • kaska
    2010-10-25 22:18
    on twierdzi ze nie pije jak kiedys ze teras to wypije se w domu 200ml i jest ok powinnam sie cieszycalbo dziennie 5piw
  • Marcysia
    2010-10-27 19:58
    Witam. Moja teściowa pije od jakiegoś czasu (można stwierdzić, ze praktycznie nałogowo). Ma trójkę dzieci. W tym najmłodsza córka chodzi jeszcze do podstawówki. Jeszcze parę lat temu była normalną, kochającą matką i prawdziwą Panią domu. Dziś rozwiązania szuka w alkoholu. Wydaję mi się, ze jest nieszcześliwa i nie czuje się spełniona jako żona, ale usilnie chce zatrzymać męża przy sobie, któremu na niej nie zależy. Razem z mężem chcemy jej pomóc, ale ona twierdzi, ze problemu nie ma. Zastanawiamy się, jak jej pomóc? Jak uświdomić,ze ma problem? Uwierzczie Państwo, ze jej alkohol wpłynął toksycznie na relacje na lini matka-syn. Mąż bardzo kocha swoją siostre i nie może wybaczyć matce, ze takie piekło zgotowała swojej córce. Pomóżcie. Bardzo proszę...
  • bajba
    2010-10-30 18:21
    Witam serdecznie. Mariolko, cóż mogę Ci doradzić, jest tylko jedno wyjście, ZOSTAW GO i to natychmiast. Byłam z alkoholikiem 18 lat, zniszczył moje życie, zostawił blizny na psychice dzieci, sama nie dałam rady odejść, to on wniósł pozew ponieważ zakochał się w innej kobiecie, wyniósł się z domu. Czasami kopnięcie losu przynosi nam wyzwolenie.
  • marcelina
    2010-11-03 10:09
    Witam!Jestem po rozwodzie mam 12 letniego syna, od 7 lat żyję "na kocią łapę". Związek ten wniósł nasze życie dużo radości, miłości i to czego potrzebowaliśmy stworzyliśmy rodzinę.Syn mówi do mojego partnera tato,nikt mu tego nie nakazał sam z tym wyszedł do niego, widocznie miał taką potrzebę tego mu brakowało.Niestety to szczęście rodzinne zaczęło się walić. Zaczynało się niewinnie (ja razem z nim) piwko w weekend, poźniej on piwko codziennie(2-3 butelki),był taki czas,że ze znajomymi imprezowaliśmy co tydzień i kończyło się potężnym upijaniem.On po takiej imprezie leczył się na następny dzień piwkiem i znowu był na bani.Zaczęłam dostrzegać że to chyba coś nie tak przecież nie po to się żyje,żeby po tygoniu pracy się odstresować alkoholem, za dużo tego,piło się już bez okazji.On stracił pracę rok temu i imprezy co tygodniowe lub spotkania ze znajomymi (zawsze się coś wypiło)skończyły się bo nie było kasy.Jakby się uspokoiło.Cisza przed burzą.Zmienił pracę pracuje w budowlance ze "starymi"chłopami i to się zaczęło, w jednym miesiącu na 7 dni tygodnia 2 był trzeźwy,reszta dni to albo przyszedł nachlany albo po piwkach.Po rozmowie ze mną powiedział,że nas kocha nie wyobraża sobie życia bez nas i widzi,że faktycznie za dużo pije i stracił nad tym kontrolę, że nie potrafi kolegą odmówić(powiedziałam zmień pracę).Pracę zmienił i co 3 tygodnie było ok tak jak dawniej rodzinnie i on był inny taki jakiego pokochaliśmy.Przez to jego picie całkiem zapomniałam, że może być jeszcze normalnie.Niestety 3 tygonie i znowu piwko po pracy,impreza,leczenie się po imprezie alkoholem,bardzo się zmęczyłem w pracy i musiałem się napić.Wczoraj nie wytrzymałam i zrobiłam awanturę,coś we mnie pękło.Syna nie było w domu,zresztą jak coś między nami się dzieje to korzystam z okazji że syna nie ma w domu i załatwiam sprawy między nami.Jakie było jego stwierdzenie o 1 piwo wielkie halo.Wyszedł i przyszedł nachlany,nie rozmawiamy ze sobą. Jego ojciec był alkoholikiem, nie rozumiem dlaczego nas krzywdzi,jak w domu przeżywał to samo co my teraz.Kocham go,a zarazem nienawidzę.Wacham się pomóc mu, on tego nie chce, piwo lubię i pić bedę to jego słowa,czy zostawić i zacząć żyć od nowa.Napisałm to wszystko po jest mi ciężko i nie mam z kim o tym porozmawić a tu jest łatwiej z siebie to wyrzucić.Trafiłam na ten wpis szukając potwierdzenia moich obaw,myślałm,że to może ja "zwariowałam" i może faktycznie się czepiam, bo przecież wokoło wszyscy piją.Chyba nie?Żyję z alkoholikiem i co dalej?Pozdrawiam
  • marta
    2010-11-04 20:27
    Witam!Mam śliczną 5 letnią córeczkę i męża alkoholika,który pije w ukryciu.Dzisiaj znalazłam następne napoczęte ćwiarteczki,wywaliłam!!!Już mam dość obietnic,oszukiwania!!Dość obwiniania się i wysłuchiwania obelg.Pragnę żyć normalnie,bez awantur i zastanawiania się codziennie w jakim stanie dzisiaj wróci z pracy.Kocham go ,ale już nie mogę tak dalej,cierpię ja i moja córcia!!Już się przestałam bać,że sobie sama nie poradzę.Zadzwoniłam do swoich rodziców do teściowej.On sam kiedyś miał ojca alkoholika i teraz sam nim jest!!!Boli mnie tylko to że tak długo to do mnie docierało,okłamywałam samą siebie.Mam nadzieję że sobie poradzę?Pozdrawiam.
  • Agatka
    2010-11-05 10:36
    nie wiem czy bede mogla tu wejsc jeszcze raz bo jestem zupelnie przypadkiem ale serce sie kraje jak czlowiek to czyta czy wiecie drogie panie ze kazdy ma to na co sobie sam pozwala nie bede pouczac bo i po co??macie tak strasznie w zyciu zle ze nie potrzeba wam madrosci ale zastanawiam sie ktory z waszych mezow zostalby z wami gdybyscie to wy tak pily i grandzily w domu ktory z waszych mezow tolerowalby powroty nad ranem obelgi awantury--czy ktorys z tych mezow powiedzialby moja zona jest alkoholiczka pije a ja kocham ja bardzo i zostaje z nia bo nie moge bez niej zyc ,czy jest tu jakis wpis mezczyzny ktory jest zalamany przez picie swojej zony ????u mnie w miejscowosci jest taki pan ktory mial zone alkoholiczke wywalil ja z domu mieszka gdzie sie da ,glodna, brudna,czesto chodzi do kosciola i placze,tak strasznie placze,ze czasami mam ochote do niej podejsc i ja przytulic ,jest wrakiem czlowieka,tak robia kochajacy mezowie z zonami , jesli jest pewna ze w odwrotnej sytuacji maz walczylby o ciebie o dzieci to zostan i walcz o niego ale ja osobiscie nie znam takiego przypadku a jak jest to sporadycznie,mezczyzna bedzie pil jesli tylko wyczuje ze mu wolno ze sobie na to moze pozwolic
  • kasiunia
    2010-11-14 23:13
    Witam wszystkich . Mam także ten sam poważny problem z mężem . jesteśmy małzenstwem 11 lat , dwie wspaniałe córki 11 i 6 lat. mąż pije w sumie chyba od zawsze bo juz nie pamiętam sama kiedy się to zaczęło.piszecie ze alkoholik musi sięgnąc dna zeby sie opamiętał ale mój był juz 2 razy na samym dnie i nadal co jakis czas wszystko wraca spowrotem ,potrafi nie pic po takiem powaznym zejsciu na dno nawet kilka lat. pierwszy raz było to moze z 2 lata po slubie az tak żle że wylądował w psychiatryku na przymusowym odtruciu ,niestety za dobre sprawowanie i posluszeństwo wypuscili po tygodniu i był ponad rok spokuj toksyczne zapalenie watroby wiec powaznie ale przestał na ponad rok. potem powoli zaczynał znowu od piwka na próbe czy nie zaboli . skoro nie bolało to zaczynał znowu . nie pomogly prosby grozby straszenie zdrowiem . wpadł znowu strasznie . po kilku latach intensywnego picia okolo 10 piw dziennie wysiadła trzustka . ledwo go uratowali . płakałam strasznie , prosiłam lekarze takze mowili mu ze gdy zacznie to nie wiadomo jak to sie skonczy . byl spokuj kolejne 2 lata moze nawet troche wiecej , wszystko zaczeło sie układac , ma prace za granica ale jakby było mało tych upadków to znowu zaczął pic . juz nie daje rady płacze dziennie . jak wyjezdza do pracy to strasznie tesknie oczywiscie pisze i dzwoni ze wynagrodzi wszystkie zle chwile ze juz nie bedzie i co z tego jak przyjedza i znowu pije np cały tydz dziennie . potem opamietuje sie i przestaje np na 2 tyg , wszytsko zaczyna naprawiac , praca dzieci dom wszystko ok a ja podswiadomie czekam kiedy bańka mydlana znowu peknie . i zawsze pęka tak samo . nie chce odejsc bo wiem ze go kocham i takze dobrze wiem ze jestem tez współuzalezniona , juz tyle czytałam ale sama sobie pomoc nie umie. jestem taką dobrą duszą co wszystkim pomaga ale niestety sama sobie nie umie pomóc , wiem że źle robie , że dzieci to wszystko widzą , nawet teraz dzieci spią a mąż tak sie upił ze nie umiał dojśc nawet do łóżka . czuje do niego wstret jak jest pijany ale nie daje rady juz sama z niczym.śpie dzisiaj w innym pokouj bo koło niego poprostu sie nie da położyc . smród alkoholu jest nie do wytrzymania . oczywiscie obiecywal dzisiaj ze znowu skonczy ze sie ułozy ale ja juz przestałam wierzyc w bajki .chyba mi troche ulżyło jak to napisałam bo nigdy nigdzie nie pisałam ani zabardzo nikomu tego nie mówie , przepraszam ze błędy ale pisze i co chwile patrze czy nie budzi sie zeby nie widzial ze pisze cos. moze ktos coś mi doradzi bo juz nie wiem co dalej .odejsc nie chce ani nawet nie mam gdzie.
  • krystian
    2010-11-16 07:12
    Witam ponownie, zawziąłem się i nie piję od tygodnia nie jest lekko, ale warto, zapisałem się na terapię wstępną dziś już trzecie spotkanie i to naprawdę pomaga , trzeba tylko uświadomić sobie że jest się śmiertelnie chorym, żonom mężów alkoholików polecam grupę dla współuzależnionych i wpisanie w wyszukiwarkę "audycje o alkoholikach" itp.
  • Katarzyna
    2010-11-19 12:38
    Witajcie jak każda z nas mam ten sam problem MĄŻ ALKOHOLIK. Chodziłam na terapię grupową ale nie do końca spełniała moje oczekiwania była to terapia grupowa wymieszanych problemów DDA , Choroby Nerwowe , współuzaleznienie itd więc przestałam chodzić. Ale jednak chodziłam indywidualnie i tam dowiedziałam się jak postępować z alko. Jednak robię wszystko czego się dowiedziałam już od prawie roku i nic . Więc mam zamiar odejść. Lecz z uwagi na brak pracy , mieszkania i posiadania dwójki dzieci nie wiem do kogo się zgłosić żebym np. mogła uzyskać mieszkanie socjalne bo to w pierwszej kolejnosci jest najważniejsze. Ja już przestałam Kochać pijanego męża bo czy jest pijany czy trzeźwy już mi się go słuchac nie chce. Jedno wielkie kłamstwo. On nawet nie czuje, że kłamie żałosne . Więc jeśli ktoś wie jak się starać o mieszkanie i pomoc w stawianiu pierwszych kroków czekam na odpowiedź.
  • Beata
    2010-12-04 20:04
    Witam ciepło wszystkich. Niesamowite jest to że aż tyle kobiet żyje tak ja!!!! Z mężem alkoholikiem... dzisiaj rano zdecydowałam że się rozejdziemy że to nie ma sensu,on ciągle mnie oszukiwał i obiecywał poprawę oczywiście bez skutku.Jestem wykończona psychicznie. Byliśmy ze sobą 6lat,połowa z tego to moje łzy i bezradność.Chciałabym wytrwać w moim postanowieniu i zacząć żyć na nowo dla siebie i córki.. ps. Gratuluje odwagi Krystianowi i życzę jak najlepiej... chciałabym aby mój mąż był tak świadomy choroby jak Ty Krystianie... Pozdrawiam Wszystkie Kobiety takie jak ja... A przede wszystkim panią autorkę Zuzannę
  • Dominika
    2010-12-06 16:16
    Dzien dobry.siedze cale dnie i noce w domu moj chlopak mi ucieka z domu ja sama jestem w 6miesiacu ciazy,kocham go z calego serca ale nie moge juz wytrzymac ciaglych klutni kiedy wraca pijany do domu rozwala wszystko w domu i zdarzalo mu sie mnie uderzyc nawet przy jego kolegach nie wiem co mam juz wymyslac kiedy rodzina sie pyta o since pod oczami czy an ciele ´wczoraj powiedzialam ze odejde ze spakuje sie i odejde,dzis caly dzien spi nic nie pil trzesie sie i jest nerwowy prosil o jedno piwo nie uleglam ale boje sie ze jak wstanie to znowu bendzie to samo ja mam dopiero 18lat nie mam nawet nikogo komu moglabym sie pozalic jest mi tak ciezko...
  • mika30
    2010-12-08 17:59
    Kilkadziesiąt razy czytałam w internecie na temat alkoholizmu i tego kiedy alkoholik nie widzi problemu, ale dopiero teraz zdecydowałam się napisać. Mam 25 lat i 6-letnia córeczkę. Jestem w związku małżeńskim od 6 lat. Mój mąż jest alkoholikiem. Każdy weekend wygląda dokładnie tak samo: alkohol, alkohol, alkohol. Nasza historia jest baaaardzo długa. Na dzień dzisiejszy mój mąż zabiera alkohol do pracy, pije przed pracą, którą z resztą pomogłam mu załatwić, ponieważ nie mieszkamy w Polsce. Bardzo dobrze zarabia itd., wszystko jest pięknie kiedy nie pije, ale już teraz zdałam sobie z tego sprawę, że on nie przestanie pic. Było strasznie rozwodem, błaganie, płakanie oraz obojętność. W jego rodzinie alkohol byl i jest czyms normalnym, mata pje, ojciec dno. Kiedy jakieś 5 miesięcy temu przeczytałam na temat współuzależnienie trochę zmieniłam moje postępowanie w stosunku do niego i było mi jakby lżej. Później pojawiły się zapewnienia i obietnice i, oczywiście, rozczarowanie. A teraz jestem tak zła na siebie, że znów dałam się oszukać… Od pewnego czasu zaczęło się jego pijaństwo odbijać na moim zdrowiu fizycznym i on wie o tym. 2 dni nie pił, ale już 3 dnia się rozkręcił i dziś minął tydzień i zabrał alkohol ze sobą do pracy i wrócił "wypity". Jest tego świadom, że to się odbija na moim zdrowiu, ale robi to w dalszym ciągu... Ma mnie za nic, nie ma już żadnego pomysłu, czegokolwiek, żeby tylko przestał pić. Do tego jeszcze dochodzi to, że mój ojciec jest alkoholikiem i od dziecka wypatrywałam "tatusia" czy wróci do domu pijany czy nie i tylko strach przed awanturami. Mój mąż straszy mnie również, że jak od niego odejdę to popełni samobójstwo. Kiedy on piję i się kłócimy to wie, że ja tylko przez niego cierpię, kiedyś, jak był pijany to połknął tabletki. Jego alkomolizm jest ju ztak zaawansowany, ze nie potrzfi przestac pic nawet na kilka dni zeby wzias zastrzyki. Odklada to z dnia na dzien, on pije codziennie! Muszę dodać jeszcze, że nie ma nas w Polsce, nie ma tuja rodziców i w gruncie rzeczy nie mam na kogo liczyć, ale jakoś się trzymam póki co. Na chwilę obecną nie jest to proste, żeby odejść. Już niedługo skończę szkołę i będę mogła się starać o własne mieszkanie i będę niezależna finansowo, na pewno odejdę, ale jak żyć póki co, kiedy groźby i prośby nie pomagają?
  • Autorka Zuzanna
    2010-12-09 08:45
    Krystianie mam nadzieję, że trzymasz się swojego postanowienia. Na pewno będzie ciężko i będziesz się załamywał i wracał do punktu wyjścia, ale musisz się podnosić i walczyć to najważniejsze. Mika cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. Myśl o sobie i dziecku nie o mężu. Kończ szkołą zajmuj się sobą i dzieckiem. Rób wszystko to na co masz ochotę spełniaj swoje i swojego dziecka małe zachcianki. Żyj jakby go nie było ignoruj go. Wiem, że łatwe to nie będzie ale jest najlepsze wyjście. A jego groźby? Alkoholicy lubią straszyć mimo wszystko jakby jednak próbował wezwij po prostu pogotowie i niech go zabiorą. Nie możesz swojego życia skupiać wokół alkoholika szantażysty. Musisz zadbać o siebie i dziecko. To Ty i Twoja córka jesteście najważniejsze.
  • mika30
    2010-12-10 13:47
    bardzo dziekjue za te slowa, juz myslalam,ze ja cos zle robie, chyba potrzbuje takiego wsparcia. dzis sa moje urodziny, zyczenie urodzinowe nawet od dalekich znajomych... to mile. Maz piajny w pracy. Dzis spedzimy ten wieczor razem, ja i coreczka, kupimy torta i bedziemy sie cieszyly, ze jestesmy razem, reszta ne jest wazna...
  • agnieszka34
    2010-12-11 21:14
    Jesteśmy małżeństwem niecałe 5 lat, mamy 4 - letnią córeczkę. Zauważyłam, że mąż pije coraz wiecej. Srednio raz w miesiacu nadarza sie jakaś "okazja" aby się upił prawie do nieprzytomności, a pare razy w tygodniu pije po jednym czasem po kilka piw w ciągu dnia. kiedyś jak w ciągu całego tygodnia wypił jedno piwo to było dużo Mąż oczywiście nie widzi problemu pokazując mi kolegów, którzy codziennie po pracy obowiązkowo chodzą na piwo.Mnie jakoś nie przekonuje ten argument.Przyłapałam również męża jak sie kryje z piciem, znalazłam puste opakowania po alkoholu pochowane gdzieś po szafkach-mąż się usprawiedliwiał, ze boi się przy mnie pić bo wie, ze to mnie denerwuje i chciał mi zaoszczędzić nerwów. Nie umiem być obiektywna w całej tej sytuacji ponieważ mój ojciec pił i mam traumę. Teraz to wszystko do mnie wraca i zaobserwowałam,że wystarczy, że widzę męża z piwem w ręku to już zaczynam mieć problemy z oddychaniem i drętwieje mi ręka.A słowo piwo wywołuje u nieskurcze żołądka.Mam wyrzuty sumieina, ze mąż moze sie zacząć staczać i narażę córke na przeżycia których sama doświadczyłam jako dziecko. Każda kolejna puszka piwa powoduje, że cos we mnie umiera. Czuję się taka "zastygła" choć na codzień staram się nie okazywać tego po sobie. Jedynie jak się pokłócimy o to picie to przez parę dni chodzę jak nieprzytomna i czuję jakbym powoli znikała.Wczoraj znowu zapił - urodziny kolegi,zaciskałam zęby i się nie odzywałam więc pomarudził i poszedł spać. Jestem spanikowana, nie wiem może to ja przesadzam jak mój mąż uważa, ale moje ciało zaczyna odczuwać nerwice sprzed lat. Mam ochote " nie być", ale przecież mam córeczkę i to ogromna motywacja do zycia. Czy przesadzam z reakcjami? Przecież teoretycznie wszystko jest dla ludzi, nawet alkohol
  • ika
    2010-12-12 01:08
    witam,aż dziwne,że alkoholicy są tak bardzo podobni do siebie,zresztą, zachowanie nasze,kobiet z nimi żyjących także.Są jednak wyjątki i z nadzieją czytam o tych, którym się udało zmienić swoje życie.Najlepiej, oczywiście, jak i przy tym zmienił się on-alkoholik.Tak byśmy bardzo tego chciały...ale nie zawsze tak się zdarza.Ciągle szukam w sobie siły ,aby być konsekwentną i wytrwać w swoich postanowieniach twardej miłości.Gdzie znaleźć tę moc w sobie,jak ją obudzić, gdy on po ciągu staje się troskliwy, odpowiedzialny, taki jak kiedyś?Mięknę wtedy powoli,ale mięknę...Dlaczego?Przecież ja mu już nie wierzę.Chcę wierzyć, to na pewno...Dziewczyny, jak Wam się to udało???Jak reagować na miłe słowa, pomoc w rożnych sytuacjach?reaguję niewłaściwie, bo potem znów się zaczyna.Jak to zmienić???
  • agata
    2010-12-15 00:57
    witam ja tez mam problem moj maz jest alkoholikiem Jestesmy malzenstwem od 5 lat po slubie sie zmienilo wszystko zaczal klamac oszukiwac o pic wyslalm go na terapie byl az 2 razy niepil 10 dni Przestal chodzic bo uwazal ze nie musi W 1 urodziny dziecka upil sie sam nie z goscmi tylko zmyl sie i napil oczywiscie ywazal ze jest trzezwy. po po tygodniu pil nadal bez ograniczen wiecznie pijany z dzieckoem podzedl na spacer wtocil pijany nic go nie obchodzilo. juz nie moglam tego wytrzymac wiec kazalam mu wybrac albo my i odwyk albo ma odejsc. oczywiscie odszedl zostawil nas i jedyne co uslyszalam z jego ust to obelgi ze to moja wina ze ja go wyrzucilam z domu. przez dwa lata mieszkl za grzanica oczywiscie mowil ze nie pije odwiedzal dziecko byl w ten dzien trzezwy, tylko wtedy. dzis wiem ze tam tez pil i to sporo. stracil tam prace nilkt mu juz niechcial pomodz. 6 dni temu stanal przesd moimi drzwiami oczywiscie pijany i plakal ze mam mu dac szanse. odmowilam po dwich dniach zjawil sie z policja musialam go wpuscic, myslalm ze zrozumial poszukal pracy i wiecie wytrzymal 3 dni wywalili go za picie A dzis przyszedl i twierdzil ze ma prace ze pracuje ze byl w pracy Jal ja juz wiem ze go zwolnili. po 8 godzinach gdy go przyparlam i powiedzialam ze wiem ze go wywalili Jak zwylke przepraszal i obiecywal zmiane. Ale ja juz nie moge tak dluzej narobil dlugow pije. nie interesuje go nic ale oczywiscie to moja wina. jestem zalamana i mam juz dosc Zaczynam sama siebie nienawidziec za to i powoli myslec ze to moja wina :( A najbardziej boli ze pomagalam mu jak tylko moglam
  • Asia
    2010-12-20 16:17
    Mój mąż pije od 20 lat tak długo jak go znam. Wypróbowałam już wszystkie metody,żeby przestał chlać.Kupowałam alkohol do domu, potem piłam z nim ,prosiłam,przekonywałam,groziłam,wyrzucałam z domu rozwiodłam się,prawie rok byłam z innym mężczyzną,ale niestety miłość nie wybiera i znów jesteśmy razem.Bierze tabletki anticol są bardzo skuteczne,ąle trzeba faceta zmusić żeby poszedł do lekarza po recepte bo ten lek bierze na własną odpowiedzialność.Trzeba pilnować że brał tabletki sprawdzić czy połknął tabletkę czy nie schował jej pod językiem lub pod wargą.Ja nigd nie dzwoniłam po policję bo z agresją mojego męża radzę sobie sama.Nie b€jcie się dzwonić na policje i nie bójcie się swoich mężów.Nie róbcie nic za nich nie pozwólcie się szantażować,poniżać,nie wstydźcie się za nich i zawsze chodzcie z podniesioną głową.A ja czekam aż moje kochanie zrozumie,że sam chce przestać pić bo jak narazie to on się łudzi,że jak od czasu do czasu wypije to będzie mógł pić jak człowiek nie uzależniony. Jak dotąd bez tabletek nie pił 3 miesiące.Potem jest tak samo przeprasza obiecuje.Ale moje drogie panie alkoholikowi NIE MOŻNA UFAĆ!!!!!!!!!!! Kocham go bo jest wspaniałym facetem,ale nienawidzę jego nałogu!!! Nie wiem jak długo wytrwa w tym związku bo czasami mam dość,ale z drugiej strony jestem wymagająca i nie wiem czybym wytrzymała z innym facetem
  • gość
    2010-12-28 20:44
    Dominika Uciekaj.Jestes młoda ja mialam tyle lat co Ty i mam juz nastoletie corki i tez pił i zaczął bić,Bedzie coraz gorzej dziewczyno uciekaj od niego bedziesz cierpiala cale życie jak ja,a ja wiem co to cierpienie i pijak w domu. Jestes mloda dasz rade sama z dzieckiem, on ci w niczym nie pomoze wrecz przeciwnie. Gdybym miała te lata co Ty i ten rozum ucieklabym najdalej gdzie się da od takiego człowieka. Czasami się zyć juz nie chce.
  • Hela
    2011-01-01 21:22
    Mój mąż pije każdego dnia, piwko, dwa, czasem znajduję w garażu puste buteli od wódki. Nigdy nie zaczyna awantur, ale ja nie mogę patrzeć na to jak zatacza się po domu, albo i zagląda w każdy kont szukając jeszcze. Zdarzyło się tak, że nie wytrzymałam i wylałam mu wódką do zlewu mało mi nie wlał. W takich chwilach nie wim co się ze mną dzieje, mamochote go przepraszać tylko po to, żeby na następnego dnia odzywał sie do mnie normalnie, żeby nie był obrażony. To straszne ale zrobiłabym wszystko, żeby na następny dzień byłmiły dla mnie i dzieci.
  • alicja
    2011-01-01 22:08
    witam! u mnie to samo: maż alkoholik. nie pije codziennie, ale za to jak zacznie to ze 3 dni ciągnie. Sylwestra spędził u sąsiadów, bo ze mną nudno- bez alkoholu.wyszłam. jestem u rodziców. wiem, ze dalej pije i próbował dziś podciąć sobie żyły. mamy 3 miesięcznego synka. boję się, ze on sie zabije. ratunku!
  • Dominika
    2011-01-02 16:41
    Witam,ja wiem ze powinnam uciec ale nie potrafie znowu sie upil od sylwestra nie trzezwieje wczoraj uciekl mi z domu wrucil w nocx pijany robil awantury roztrzaskal wszystko w domu mam podbite oko nie wytrzymalam spakowalam swoje rzeczy sa w torbach siostra po mnie ma przyjechac ale boje sie ze bez niego nie bende umiala zyc on spi trzyma mnie za reke zebym nie uciekla zamknol drzwi na klucz i schowal..przeplakalam przez ostatnich dni tyle lez co przez cale zycie nie.. moja matka prosi siostra tez ale ja siedze patrze na torby i moj brzch on plakal obiecywal ze sie zmieni ze nie bendzie pil a ja nie wiem jestem w kropce nie mam pojecia co mam zrobic glowa mowi uciekaj a serce mowi zostan przy nim.powiedzial ze sie zabije ze bedzie tak pil do puki nie padni jak odejde i zostawie go samego.za 2miesiace na swiat przyjdzie moj synek boje sie strasznie nie wiem co robic
  • alicja
    2011-01-02 20:03
    Dominiko uciekaj! rozumiem cie doskonale. u mnie ta sama historia, tylko obyło się bez podbicia oka. jak juz pisalam ma 3 miesiecznego synka. i wiesz co? załuje, ze nie odeszlam jeszcze w ciazy. jak jest dziecko jest jeszcze gorzej. i z małym bedzie ci ciezko po nocy uciekac. a pamietaj, ze urodzenie sie dziecka będzie wspaniala okazja do picia. ( ja zamiast w szpitalu zajmowac sie dzieckiem płakalam i matrwilam sie o męza, który hulał w najlepsze). masz wsparcie w rodzinie, wiec uwiez mio-poradzisz sobie. jak zostaniesz a on bedzie pil to nie dasz rady ogarniac i jegio i dziecka. a to dziecko ciebie poptrzebuje bardziej. mój mąż tez ma własnie ciag od swiat. za chwile ode sprawdzic czy nic mu nie jest(on jest w naszym mieszkaniu, a ja u rodziców). chopdze do domu dyskretnie jak on spi. wylewam alkolol, rozberam go do spania i wracam do rodziców. dzieki temu mniej sie o niego martwie. ale uwiez mi żałuje, ze wczesniej nie odeszłam. bedzioe ci cioezko na poczatku, ale przeciez miljony kobiet przed nami juz to przeżyły to i my damy rade :) napisz prosze, jaka podjelas decyzje
  • Monika
    2011-01-06 20:39
    Przegrałam moje życie. Mój mąż jest alkoholikiem. Mam 30 lat, jestem 7 lat po ślubie, od kiedy pamiętam mój mąż pije. Mamy 6 -letniego syna, który patrzy na awantury, mam dość. Nie wierzę w jego przemianę,obiecał, że to koniec picia ale dzisiaj pokazał na co go stać. Nie mam siły szukać go po nocach i martwić się o niego.Jestem poważnie chora ale brak mi sił na leczenie. Brak mi sił
  • Krystyna
    2011-01-08 01:17
    Witam. Jestem kolejną żoną alkoholika "do kolekcji". Mam prawie 50 lat, a długo byłam zupełnie ślepa. Czasami myślę, że dorastanie w dobrym, spokojnym domu, z niepijacym, uwielbiającym nas ojcem powoduje , że stajemy sie bezbronne. Mój ojciec w ogóle nie pił. Okazjonalnie kieliszek przy jakijś imprezie. I ja nie miałam pojęcia co to takiego alkoholizm. Mój mąż lubił piwo. Jeszcze jakiś durny lekarz powiedział mu, ze przy jego problemach z kamieniami nerkowymi powinien dużo pić. Piwo jak najbardziej. Tak jak to jest z każdym początkującym - mógł wypić i 5, a zachowywał się prawie normalnie. Potem zaczął eksperymentować z mocniejszym. Powodowało to u niego agresję, wyzwiska. Zapweniał mnie i synom wygodne życie, więc ja idiotka myślałam, że to pewne koszty, które muszę ponieść. Mam taką cechę charakteru, która stała się dla mnie przekleństwem. Szybko zapominam, nie obrażam sie, szybko po wybuchu mi przechodzi. I dlatego szybko zapominałam wszystkie wyzwiska i strach, który towarzyszył upijaniu się. No i na pewno nie bez znaczenia było to, czego chce każda z nas i co powoduje, że tak łatwo stajemy się zakładnikami pijących meżów - walczyłam w ten sposób o spokój i dobre chwile dla moich dzieci. Może to cecha wielu mężczyzn, ale mój mąż obraża się , i do tego potrafi stworzyć taką super cieżką atmosferę w domu. A potem ty kobieto przepraszaj. I wcale nie tak łatwo go "udobruchać'. Kurcze, czasami sie mówi, ze pewne rzeczy trzeba napisać, zeby spojrzeć na nie z dystansu. Przecież to co piszę wydaje się wypocinami jakiejś dzierlatki, a nie statecznej kobiety, jaką jestem. Do czego się doprowadziłąm? Na szczęście uparłąm się kiedyś i nie zrezygnowałam z pracy ( chociaż było to okupione piciem i wieloma dniami nie odzywania się) . Bogu dziekuję, ze mam pracę i w sytuacji , gdy podniósł na mnie rękę mogłam być twarda. No i co z tego? Było przeproszenie, a i tak od początku roku przychodzi po alkoholu. Najbardziej przerażające dla mnie jest to, że juz po jednym piwie widać, że jest pod wpływem. Wróciłąm dzisiaj do książki Melody Beattle " Koniec wspóluzależnienia". Muszę ją jeszcze raz przeczytać. Czy dam radę zawalczyć o siebie? Boję się reakcji moich synów. Starszy, który przyjeżdża do domu tylko na weekend i nie widzi ojca w akcji ( tylko efekty - czyli, ze nie rozmawiamy), powiedział mi dzisiaj - przesadzasz. Młodszy cierpi przy każdym otwieranym piwie. Ale bardzo kocha ojca, choć jest krytyczny, nie wiem czego ode mnie oczekuje. Przepraszam za zawracanie głowy i takie nieskładne bla, bla bla. Ale musiałam. Podzrawiam
  • Dominika
    2011-01-10 16:19
    Alicjo zostalam.. wiem moze jestem najwna ale ja go bardzo kocham i nie wyobrazam sobie dnia bez niego wytrzwzwial tamtego dnia i wiencej sie nie napil wiem ze bardzo cierpi przechodzac w sklepie obok piwa ale przyspiesza kroku i idzie w inne regaly wiem tez ze denerwuje sie jak dzwonia jego koledzy wyciagaja na piwo a on mowi-nie pije niechce stracic kobiety i syna przez chlanie,, boje sie ze ktoregos dnia wruci do domu wypity ze nie wytrzymy ale rozmawialismy o tym ja on i moja siostra ma dwa miesiace do zmiany jezeli bedzie jak wczesniej siostra pomoze mi wynajac mieszkanie i przy opiece nad malym widzialam w jego oczach taki zal mial takie smetne oczy kiedy uslyszal ze bylabym w stanie od niego odejsc ja ta ktora kiedy mial kaca robilam mu cherbatki do luzka chodzialm przy nim na palcach bo glowa go bolala krzyczalam i plakalam kiedy uciekal mi pic do kolegow nic sie nie odzywalam kiedy podnosil do ust kieliszek z wodka ktora plakala po cichu w kuchni zeby nie widzial bo sie zdenerwuje ze znow placze..przyjmowalam wszystkei jego obelgi i podejrzenia ze zdrazdam go z sasiadem w 7miesiacu ciazy!! kocham jego bardzo walcze razem z nim zeby nie pil jestem przy nim jednak 24na dobe nie jestem w stanie go upilnowac do tego trzeba checi walki dwojga nie jednego wiem ze on chce walczyc ale jest to ciezkie dla niego wiesz alicjo moze jestem naiwna bo jeszcze mloda ale wiem ze sama bez niczyjej pomocy nie bylam bym w stanie od niego odejsc... kazdy dzien jest narazie dla mnie sukcesem kiedy moj facet jest trzezwy przytula mnie glaska po brzusku i mowi jak bardzo zaluje swojego zachowania jak bardzo kocha jak jest mu dobrze przy mnie i nie moze sie doczekac keidy maly juz wyjdzie,..chcialabym zeby to wszystko co mowi bylo realne prawda zeby sie spelnilo...
  • magda
    2011-01-11 19:44
    mam tez problem z mezem bo pije i tez nie moge sobie z tym poradzic niewiem jak mam do niego dotrzec nie pracuje ja tylko pracuje jak dorwie pieniadze to pije a jak ich nie ma to nie pije albo jak jestem w domu tylko pojde do pracy to idzie do sklepu i kupuje cwiarteczke a pozniej mi wypomina ze go nie slucham ze z nim sie nie kocham tlumacze mu ale do niego nic nie dociera pisze pani w artykule zeby go sprowadzic na dno zeby sam stwierdzil ze potrzebuje pomocy prosze o pomoc.
  • Józefina
    2011-01-14 21:39
    Moim problemem jest 23 letni syn, który pracuje zagranicą i każda jego wizyta w Polsce jest dla mnie jednym wielkim koszmarem.Ciągłe, zakrapiane nocne balangi w pubach,powroty w stanach nieważkości powodują, że w tym czasie nie mam jednej spokojnej nocy,chodzę po mieszkaniu jak oszalała patrząc w okno czy wraca, w jakim stanie, nasłuchuje telefonu, sama wydzwaniam do niego, lub jego znajomych.Jestem wtedy wykończona,skłócona z mężem a jego ojczymem, który dawno by z tym zrobił porządek, ale zważa na mnie. Syn nie zwraca uwagi, że b. się o niego martwię,bo wielokrotnie był juz w wielkich opałach,ponadto jako dziecka b. powaznie chorował, że nie śpię itd. On nic sobie z tego nie robi.Mówi, ze ma "wakacje".Kocham go, ale w tym czasie jak się tak bawi ja marzę by jak najszybciej wracał do pracy, bo tam musi bbyć abstynentem inaczej straciłby pracę Nie wiem jak mam dalej postępować, proszę o sugestie.
  • marysia
    2011-01-15 10:28
    czytam tego typu artykuły bo potrzebuję pomocy-mój mąż tez jest alkoholikiem.niestety nie mogę w nich odnależć niczego sensownego i realnego do zrealizowania dla mnie jako żony.Pisze Pani, rób to co lubisz, wyjdz czasem z domu...Proszę Pani-jak??mam troje dzieci, żadnej babci,cioci,osoby do pomocy, z kim miałabym te dzieci zostawić, aby wyjsc dla własnej przyjemności??nastepna rzecz: jesli robi awanturę, miej zawsze przygotowaną torbę podręczną, troche pieniędzy i wyjdz...O ile ta torba i troche drobnych to nie problem, to pytam dokąd???z trójką dzieci...mam im raz w tygodniu urządzac nocleg w hotelu (nawet jesli byloby mnie stac?)mają pakowac rzeczy do szkoly, aby prosto z hotelu mogly do niej pojść??kolejna rzecz:nigdy po nim nie sprzątaj:jak wyleje picie na podłogę, jak rozbije szkło na podłodze, jak nasika obok zamiast do sedesu- to mam to zostawic do następnego dnia??żeby dzieci w to weszły??żeby nie mogły wejsc do ubikacji?? widzi Pani, mam wrazenie, ze wszystkie te rady to takie stereotypy, niestety zadnej z nich nie mogę zastosowac w mojej sytuacji...więc zyję dalej i nie wiem jak to sie kiedys skonczy-on sie zapije(im sie to tak często wcale nie zdarza...),czy ja kiedys nie wytrzymam i sięgnę....nie wiem
  • marysia
    2011-01-15 13:42
    przeczytałam też niedawno w jakimś artykule, że my kobiety-żony alkoholików powinnyśmy przestać żyć ich życiem, czyli nie kontrolować, nie czekać w oknie,kiedy on wróci i czy w ogóle wróci czy tez może juz gdzieś leży nieprzytomny itd.ja przez kilka lat spędzałam wieczory w oknie z bijącym sercem. w końcu w pewien sposób się tego oduczyłam. tzn. zaraz po jego wyjściu juz nie płaczę z żalu, tylko jestem niby zadowolona ze go nie ma.nie czekam tez juz w oknie tylko oglądam telewizję a potem kładę się spać...no własnie i tu zaczyna sie problem.bo niby traktuję to juz obojętnie, to jednak ok 1 w nocy słyszę nieporadny zgrzyt zamka, jak upada na klatce, równiez sąsiadom na drzwi, i chcąc niechąc musze wstac i mu otworzyc.potem on próbuje się rozebrac,cos zrzuca,coś przewraca...jestem teraz bvezrobotna i zapowiedzialam mu ze dopóki on będzie mieszkal tu z nami ja nie pojdę do zadnej pracy dlatego ze nie będe chodzila do pracy niewyspana i z podkrązonymi oczami.mieszkanie mamy własnościowe ale pół na pół, wiec on nie ma gdzie pojsc, ja z trojką dzieci tym bardziej....i jakie jest dla mnie rozwiązanie???nie moge prowadzic nawet jako takiego życia towarzyskiego, bo wstydzę sie zaprosic kogos do domu, on w kazdej chwili moze przyjsc pijany...nastoletnia córka ma ten sam problem, wstydzi sie przed kolezankami.No i jak tu zyc "nie zwracając" na niego uwagi??dodam jeszcze taką rzecz ze np. kiedy tłuczę sie na klatce, następnego dnia sąsiedzi zwracają mi uwagę a nie jemu!!!nie wiem czy ludzie sie go boją czy co,chociaz on nie jest wcale straszny ani agresywny.ale mnie to o czywiscie upokarza.kiedys odpowiedzialam, ze prosze dzwonic tam gdzie trzeba,jesli zakłoca panu spokoj, to sąsiad zaniemówił. zresztą policja u nas była juz kilkakrotnie, 2 razy zabrali go na izbę, ale to teraz koszt 200zł, i wiadomo, ze ja tez na tym tracę.tłumaczyłam nawet policjhantom, kiedy pytali "co on pani robi?"ze ja niemusze miec nosa rozbitego, ale mam prawo do spokojnego snu-ja i moje dzieci, a on mi to uniemozliwia.prosze jakiegos specjalistę lub osobę która juz jakoś sobie poradziła o jakieś konkretne rady, tylko takie realne do zrealizowania.dodam tylko na koniec ze moj mąż jest nauczycielem w-fu....
  • Autorka Zuzanna
    2011-01-17 14:05
    Drogie Panie zapraszam na forum do rozmowy, wymiany myśli i wzajemnej pomocy.
  • Autorka Zuzanna
    2011-01-17 14:18
    A to jest link do naszego tematu na forum http://forum.nowy-czlowiek.pl/viewtopic.php?f=12&t=37
  • sylwias
    2011-01-28 15:56
    Muszę wam powiedzieć że mój mąż jest inny,ponieważ on zaczął więcej pić po powrocie do mnie,wcześniej kazałam mu się wyprowadzić ponieważ miałam dość jego picia i kłamstw,postawiłam mu warunki alkohol albo my,gdy po dwóch miesiącach rzekomo wybrał nas(mnie i naszych dwóch synów)i wrócił do nas,wtedy się zaczeło,inna kobieta,alkohol od rana do nocy,awantury,utrata prawa jazdy,wszystko co najgorsze,i niech mi nikt nie mówi ze ja coś spieprzyłam,trzymałam się szczegółowo wszystkich instrukcji,jak postępować z alkoholikiem,ponieważ jestem osoba stanowczą,lekceważyłam go,mówiłam do niego spokojnie gdy był trzezwy żeby mnie nie karmił tymi swoimi kłamstwami,miała tak jak to mówicie swoje życie(to znaczy wyjścia do kina,koleżanek)jednym słowem robiłam wszystko i co i lipa.Na chwilę obecną mój kochany mąż jest na terapi(to był jego wybór)problem jest w tym że ja nie wieżę w to że mu się uda.I co wy na to,instrukcja obsługi w tym przypadku nie pomogła,a ja go tak mocno kocham i chciała bym mu pomóc.
  • alicja
    2011-02-01 22:37
    Dominiko właśnie przeczytalam Twoja odpowiedz (dziękuje,że odpisalas)i wiesz co uśmiecham się pod nosem. A wiesz czemu? Bo wlasnie leże kolo mojego męża, który śpi....pijany:) wiec jak sie domyslas ja tez wrócilam do niego. no i bylo dobrze. do dziś. i to mnie w nich najbardziej wkurza, że po "burzy" przychodza powoli słoneczne dni. powoli odzyskujemy spokój ducha, zaczynamy ufac...i nagle cięcie-wszystko wraca. juz nawet nie chcialo mi sie pakowac i jechac do rodziców-przeciez i tak za pare dni znów bym uwiezyla i dała mu kolejny raz to "ostatnią" szanse. tylko rodzice znów by sie martwili i synek stresowal zmina otoczenia. piszesz, ze jestes młoda. ja mam 27 lat, wiec mysle ze jestesmy w podobym wieku, ale patrzac na te wpisy uwazam, ze nasz wiek nie ma znaczenia. wątpię by udało nam sie z wiekiem dojrzec,zmądrzeć :) mam nadzieje,ze wam sie uda.chociaz bez profesjonalnego leczenia szanse nie sa duze. mój mąż po kazdym piciu twierdzi,ze on sam potrafi sobie poradzic- tylko szkoda ze nie na długo...pozatym ja sama na studiach uczylam sie o uzależnieniach i patologiach,o sposobach pomocy takim osobom-niestety wlasnemu mezowi nie potrafię pomóc. przed ciąża pracowalam jako pracownik socjalny. doradzalam takim kobietom jak ja. ale sobie nie potrafie pomóc. mam równiez nadzieje, ze twój facet nie "oszaleje" po porodzie tak jak mój. jak juz wczesniej pisalam, ostro dawal czadu zamiast byc przy nas w szpitalu. ogarnol sie po naszym powrocie do domu,ale tylko na 1,5 tygodnia. nasz synek mial 2 tyg a on tak sie rozpil sie, ze balam sie ze umrze od tego.wyobraz sobie,ze bylam w takiej desperacji,ze z 2 tyg synkiem wsadzilam meza do samochodu o 4 nad ranem i wywiozlam go do jego rodziców (100km).po drodze wpadlam w pozlizg-milimetry dzieliły mnie od nadjezdzajacego z naprzeciwka autobusu.udalo nam sie wyjsc z tego bez szwanku, ale obiecalam w tedy sobie, ze juz nigdy nie naraże dziecka dla pijaka. dlatego od tamtej pory jak tylko on pił pakowalam sie i szlam do rodziców.jak przychodzilam do domu sprawdzic czy maz jest cały to małego zostawialam z moja mama. dzis nie ucieklam,bo mąż bym na tyle "miły", ze jak wrócil to od razu polozył sie spac. trzymam za was kcuki odpisz, jezeli bedziesz miala chęć pozdr
  • orcyn
    2011-02-05 20:48
    Witam, mam 30 lat i jestem córką alkoholika. Chciałabym napisać do wszytkich żon alkoholików. Wy wracacie do swoich mężów, jak nastają te lepsze dni, ciągle ufacie że wkońcu się zmienił, że wkońcu zrozumiał. A zdajecie sobie sprawę co czują Wasze dzieci. To ja Wam powiem co czułam przez moje dzieciństwo. Za każdym razem jak siedziałam w domu, cierpła mi skóra jak słyszałam jak ojciec zblizał sie do mieszkanie. Nigdy nie wiedziałam w jakim stanie wróci, nigdy nie wiedziałam, czy nie zacznie być mamy. Czy trzaski w pokoju obok to przypadkiem nie mamy głowa odbijająca sie od ściany. Od małego nie bałam sie go. Potrafiłam stawić mu czoła. Będąc mała gryzłam, drapałam krzyczałam na niego jak bił mame. Ale on zawsze potrafił mame przekonać, żeby do niego wróciła. Strach pozostał do teraz. Jestem silną osobą ale przychodzą takie chwile, że nie szanuje swojej mamy. Za to że nie potrafiła powiedzieć NIE. Dla samej siebie, już nawet nie dla mnie i mojej siostry. Ojciec sprawił, że mama nie miała przyjaciół. Ucieła wszystkie kontakty. Przestała żyć własnym życiem. Zawsze chodziłyśmy na paluszkach, żeby go nie zbudzić.Żeby nie było awantury. Ja nie mogłam sie uczyć, siadałam zawsze do nauki jak awantury ucichały i siedziałam do rana. Wstawałam zaspana. Jak miałam siniaki byłam wyśmiewana w szkole. Miałam ochotę wykrzyczeć, tak ojciec mnie bije, ale było mi wstyd. Próbowałam sobie odebrać, życie 2 razy... dziękuje Bogu, że mi sie nie udało. Jak miałam pocięte ręce chodziłam z bandamkami przewiązanymi na przegłubach. Nie wiem czy sie kapną, ale przynajmniej przestał bić mamę i mnie. Wspominam do dziś jedną awanturę jak ojciec bił mamę. Był bardzo przebiegły nigdy nie bił tak, żeby było widać, moja starsza siostra nie wytrzymała była nastolatką wzieła nóż z kuchni i próbowała go udeżyć. U ojca na twarzy pojawił sie szyderczy uśmiech i z przekąsem mówił no dawaj. Mama trzymała siostrę on trzmał mamę.Ja będąc mała grzyzłam go i drapałam ... siostra rzuciła nóż nic nikomu sie nie stało. Nas mama wysłała do pokoju a on pastwił sie nad nią przez całą noc. Po dwóch dniach, czego nigdy ojcu nie wybaczę powiedział mi jedną rzecz.... wiesz co chciałem, żeby...(twoja siostra) trafiła matkę - i na twarzy pojawił sie ten szyderczy uśmiech. Jak nie pije jest aniołem, powygłupia sie ... dba o wszystko a jak wypije staje sie... wiecie same. A ona ciągle wraca do niego.... jest mi jej żal bo ciągle mieszkam z nimi nie mogę jej zostawić, boje sie że jak odejdę to jej sie coś stanie. Ale z każdą sytuacją ...wszystko wraca... czuje się przez to upośledzona emocjonalnie. Ciągle się będę bać czy on jej czegoś nie zrobi. Nie skazujcie na taki los swoich dzieci, bo to do Was będą miały większy żal, że sie na to godziłyście. A nie do ojców alkoholików. Ojciec jakiś czas temu po tym jak nawywijał, zgłosił sie na leczenie. i co... trzy miesiące minęły był taki wspaniały jak wyszedł, do teraz. Znów jest to samo, bo mama znowu mu uwierzyła. Uważam, że koleżanki, które miały podobną sytuacje ale matki miały na tyle odwagi żeby sie rozstać są szczęściarami bo ich koszmar sie skończył, a matki żyją sobie swoim życiem. Mój koszmar nadal trwa...
  • turystka
    2011-02-06 22:15
    Dominiko nie licz na to ,że się coś stanie i twój mąż się zmieni i będzie lepiej-będzie coraz gorzej, nie dowytrzymania.Zadna żona nie jest w stanie powstrzymać uzależnionego męża od picia.Opowiem wam moje życie-wyszłam za mąż za uzależnionego(nie wiedziałam,że to jest już nałóg),cudownego męźczyznę starszego o ponad 5 lat.Na początku było cudownie ,jedno dziecko szybko drugie a za trzy lata następne i coraz cześciej powracający mąż z pracy pijany,zaczął uciekać coraz częściej na wóde zostawiając mnie samą z dziećmi.Następnie trzeźwiał przepraszał ,przynosił kwiaty obiecał,że to się nie pwtórzy.Potwornie cierpiałam ale ja naprawdę wierzyłam,że przestanie pić-przecież ja mu w tym pomogę,lata leciały zdarzały się nawet półroczne ,roczne okresy abstynencji wybudowaliśmy dom urodziło się jeszcze jedno dzieciątko,ja pracowałam,zajmując się po pracy domem i dziećmi. Męża znowu nie było całymi dniami i nocami bo pracował na nas??????Jak się okazało zafundował sobie kochankę(ja o tym nie wiedziałam)i znowu te ciągi alkoholowe,coraz częstsze-zaczęła się przemoc fizyczna i psychiczna ,wzywałam policję była sprawa w sądzie o znęcanie się nademną-w sumie trzy wyroki w zawieszeniu na przestrzeni kilkunastu lat.Jeszcze w czasie tego pijaństwa najmłodsze dziecko zachorowało na raka - walka o życie dziecka trwała ponad 10 lat ,bardzo częste pobyty syna w klinice a my na zmianę zawsze przy nim ,ja byłam wyczerpana fizycznie i psychicznie nie mogłam już ogarnąć tego wszystkiego.Popadałam w depresję i nie chciałam już żyć tylko myśl o dzieciach ocaliła mi życie,korzystałam z pomocy psychologa niezbyt dobrego,wreszcie znalazłam grupę Al Anon ,dodatkowo przeszłam terapię indywidualną w poradni dla współuzależnionych.Bardzo długo trwa moje zdrowienie-a to dlatego,że tak długo tkwiłam w chorym małżeństwie bo ponad 30 lat,mąż przez 20 lat zaciągał kredyty w kilku bankach naraz i nadal to robi-oczywiście nie dla nas te kredyty-ja mam na głowie windykatorów i komorników ale na SZCZĘŚIE 10 lat temu zrobiłam u notariusza rozdzielność majątkową i od tej pory nie odpowiadam za jego długi.W czasie kiedy syn tak ciężko chorował mąż ciągle mnie szantażował,że zostawiłby mnie ale nie poradzę sobie z dziećmi-przyznaję.że umierałam ze strachu ,że mnie zostawi z tak chorym dzieckiem i trójką dorastających dzieci.Dzisiaj to wiem,że powinnam go wtedy wyrzucić z domu ,może nasze życie potoczyłoby się inaczej a ja na pewno poradziłabym sobie bez niego ,dzieci i ja żylibyśmy w spokoju.Trzy lata temu straciłam najstarszego syna-nieudane małżeństwo potem po wpływem alkoholu odebrał sobie życie-dramat potworny do dzisiaj go opłakuję.W momentach kiedy syn miał problemy to mąż go wciągał do picia.Już prawie rok mąż nie mieszka w domu wcześniej 3 razy wyprowadzał się z domu po czym wracał.Tym razem to ja zdecydowałam aby opuścił dom i nie wracał tak żyć dalej się nie da.Ale jeśli dalej bym myślała,że ja mogę pomóc mojemu alkoholikowi i 8 lat temu nie trafiła na terapię nie wiem jak by się to skończyło-bo rok temu mąż będąc na głodzie alkoholowym w strasznej furi o mało mnie nożem nie ugodził.Szukajcie grup wsparcia dla żon alkoholików AlAanon , a dla dorosłych dzieci alkoholików grupy DDA(dorosłe dzieci alkoholików. Teraz żyjemy spokojnie już nas nie obchodzi czy jest trzeźwy czy pijany nie mamy na to żadnego wpływu ,żałuję że tak póżno.
  • Dominik
    2011-02-07 22:46
    ja wiem ja to wszystko wiem ale nie mam sily juz dluzej odeszlam od niego na dwa dni wrucilam bo kocham dzis ja tez sama nie umiem z nim wytrzymac mialam dzis bole mysle ze porodowe ale nie wiem czy to juz te ale az mi sie nogi trzesly nie mam pojecia bo jestem pierwszy raz w ciazy moj facet jest tak pijany ze szok nie mam na kogo liczyc dzwonilam do siustr ale nikt nie odbiera ja nie mam juz lez zeby plakac boje sie o moje dziecko..
  • Dominik
    2011-02-08 00:22
    Alicjo nie mam nikogo dopiero uspalam mojego bo wariowal wydzwanial wszedzie nawet do swojej bylej ja mma chyba bule porodowe nie wiem dokaldnie ale chyba tak bo tak mnie kluje strasznie i pcha sie w dul,prubowalam dzwonic do siostr ale zadna nie odbiera nie mam pojecia co zrobic musze czekac az wstanie moj alkoholik cholerny chcial mi wyjsc z domu jechac do bylej ale zamknlema drzwi i schowalam klucz drugiego nie ma wiec nie wyjdzie schowalam tez resztki wodki on ledwo usnol pijany taki ze az plakal a jak plakal to wiem ze film mu sie urwal a jeszcze musialam mu robic kolacje jak sobie zarzyczyl dziekuje bogu ze nie chcial sexu bo bym chyba nie wytrzymala brzch boli mnie tak dziwnie nie caly czas ostatnio bolal mnie godzinie temu gdzies teraz znow mnie kluje tak jak bym musiala isc do toalety ale nie moge nie mam pojecia to chyba z nerowo a porud za wczesnie,boje sie troszke o mojego synka malutkiego,dzisiaj tez troche poszarpalam sie z mojm alr to bylo rano bo chcial isc po wodke i krzyczalam tez bolal mnie brzch ale nie az tak tylko mnie kulo ale pozginalam nogi i przestal mam jeszcze 2 miesice do porodu dokladnie to chyba z nerwowo? nie umiem usiedziec w miejscu ciagle mnie cos wierci uwiera maly jest chyb nerwowy przez moje nerwy boje sie o moje dziecko nie mam pojecia co ma robic pomuzcie mi prosze ja nie mam naprawde na kogo liczyc
  • Dominik
    2011-02-08 00:40
    ja chyba bende rodzic nie mam pojecia jak to jest bo nigdy nie rodzilam ale bruch mnie dziwnie kluje uspalam dopiero mojego faceta spi plakal wiem ze jak placze to urwal mu sie film dostalam raz w twarz i uslyszalam kilka obelg wmojm kierunku dzwonilam do siustr ale zadna nie odbiera a oprucz nich nie mam nikogo nie mam sie do kogo zglosic wiem ze mam jeszcze dwa miesiace do porodu ale jeszcze mnie tak brzuch nie bolal takie mam buje co chwile nie caly czas i tak jak by mi sie chcialo na toalete ale nie moge wiem tez ze musze czekac az moj wstanie ale nie wiem czy wytrzymam naprawde
  • Dominika
    2011-02-08 01:07
    BO ja wole sie meczyc z nim jak bez niego naorawde
  • Izabela
    2011-02-08 13:10
    Jestem na forum pierwszy raz i jak czytam to wszystko to tak jakbym widziała swoją rodzinę Mój małżonek nadużywa alkoholu odkąd sięgam pamięcią .Jesteśmy po ślubie 37 lat mamy dwójkę wspaniałych dorosłych dzieci.Na całe szczęście nie poszły w nałóg za tatusiem.Przez cały okres trwania małżeństwa byłam z nim na może 10 imprezach ,które kończyły się zawsze tak samo (czytaj holowaniem do domu) Znalazłam rozwiązanie tej sytuacji nie chodzę z nim nigdzie .Jakieś 5 lat temu miał już dość picia i zgłosił się do lekarza kuracja trwała gdzieś 3 lata wtedy pił z małymi przerwami 2-3 dniowe.Skończyły się zastrzyki(refundowane przez Kasę chorych) i można powiedzieć że pije co dziennie 3-4 piwka to jego dawka .Na nowe leczenie nie chce się zgłosić bo nie musi a pije bo lubi piwo to jego słowa.Obecnie ja mam emeryturę i pracuję a mąż pracuje w prywatnej firmie i ma płacone tygodniówki .3/4 jej idzie na piwko.Opłaty robię sama on robi podstawowe zakup(cukier herbata.kawa,smarowanie,coś do chleba) Żyje sobie jak wieczny kawaler chodzi gdzie chce i z kim chce dla niego ważne jest aby miał przygotowane czyste ciuszki na przebranie i spokój jak na moje uwagi wzdycha tylko i twierdzi że przesadzam, przecież nigdzie nie łażę nie awanturuję się ,nie kłócę się z tobą to co chcesz a piją wszyscy to i on będzie popijał.Obecnie nasze dni wyglądają tak że on siedzi w jednym pokoju przy komputerze , albo słucha dołujących piosenek Dżemu i tym podobnych .A ja gram sobie lub czytam ...... i tak dotrwałam do 37 roku małżeństwa.Teraz chcę to skończyć nie chcę mu matkować ,opierać i wysłuchiwać jego narzekań na życie Dzieci mieszkają daleko i namawiają mnie abym przyjechała do nich i zostawiła to wszystko coraz częściej nad tym się zastanawiam szkoda mi zostawić tutaj wszystkiego a mam wspaniałe rodzeństwo ,fajne koleżanki w pracy .Jakiś czas temu obiecałam sobie że po następnym wielkim piciu odejdę i właśnie jest w trakcie nie trzeżwieje od 5 dni (praca na rauszu powrót do domu i upicie się noc jako takie wytrzeżwienie i od rana od początku.)Boję się że nie dam rady przejść przez to wszystko .Wspólne mieszkanie też jest barierą .Nie chcę już pomagać mu w wyjściu z nałogu ,bo ile razy można podawać rękę. Chcę się uwolnić od małżonka pijaka.
  • alicja
    2011-02-08 18:35
    Dominiko!!! proszę cię wyprowadź się. przecież kochasz swoje dziecko-zrób to dla niego. zobacz co wy robicie: szarpiecie się?! przeciez ty zaraz rodzisz. możecie zrobić małemu krzywdę. dobrze czytasz"wy"- nie "on". to twój facet jest tego przyczyną, ale pozwalasz mu na to. moim zdaniem powinnaś wyprowadzić się, chociaź na 3 miesiące. urodzisz spokojnie synka, a potem zobaczysz- jak będziesz chciała to wrócisz. alkohol, szarpaniny...to nie jest klimat dla kobiety w ciązy i dla małego dziecka. a poza tym zobacz: sama napisalaś, ze dwonił do swojej byłej, chciał do niej isć. przepraszam, moze nie powinnam ci tak pisać, ale chcę ci w otworzyć ocz: będziecie mieli dziecko, a on myśli o alkoholu i swojej byłej. Musisz uswiadomoić sobie, ze teraz najważniejsze jest dziecko. do mnie dotarło to dopiero jak mały był już na świecie, ale im szybciej to zrozumiesz tym lepiej. poród i pierwsze dni po nim są baardzo cięzkie i uwież, nie potrzeba ci jeszcze na głowę dodatkowego problemu w postaci pijaka. wiem, ze trudno jest odejsc-sama mam juz za soba kilka takich nieudanych prób, ale warto cały czas próbowac. zauważyłam, ze dzięki temu ja jestem twardsza, odważniejsza, a i mój mąż coraz bardziej zdaje sobie sprawę, ze jego picie jest destruktywne, a jego czas abstynencji wydłuża się za każdym razem. boi sie, ze w końcu odejde na dobre i zaczyna sie coraz bardziej starać. napisz prosze co z twoimi bólami, bo martwię się. czekam na odp
  • Izabela
    2011-02-09 09:23
    Dominiko czas otworzyć oczy bardzo szeroko i popatrzeć co osiągnęłaś do tej pory zrób sobie własny rachunek sumienia .Pomyśl ile jeszcze możesz osiągnąć sama z małą istotą a ile przy boku "obcego"Przyjście na świat Waszego dziecka niech będzie początkiem życia dla niego a dla Ciebie zmian jakie musisz przejść MUSISZ .Wiem pomyślisz sobie dobrze wam mi radzić ,ale nie jedna z Nas tu radzących to przeszła Mam prawie 60 lat i wierz mi że nie zawahałabym się teraz zrobić wszystko aby uchronić swoje dzieci przed ich ojcem . On ani mnie ani dzieci nigdy nie uderzył ,ale lekceważenie nas i jawne zdrady ,picie zachwiały wiarę w dobro jakie powinien zapewnić ojciec i mąż. U mnie decyzja o odejściu od męża trwała długo dojrzewała powolutku aż przyszedł moment że powiedziałam dość.Nie wierzyłam że się zmieni a jednak trwałam w tym zakłamaniu .Dlaczego ?Zawsze było coś co powstrzymywało mnie.Jak tak prześledzę swój związek to zawsze byłam sama ,decyzje podejmowałam sama bo on albo był a trakcje picia albo trzeżwiał .albo zmieniał kochankę i nie miał czasu .Nie był ani dobrym ojcem a na pewno dobrym mężem.Dominiko weż go zostaw bo mężczyżni na prawdę bardzo rzadko się zmieniają pod wpływem narodzin dziecka Ja takiego nie znam a jeżeli są takowi to niech powiedzą co ich skłoniło do tego aby być lepszym.Czas po urodzeniu dla matki i dziecka jest piękny będziesz musiała uczyć się ,to pierwsze dziecko więc ,nie wiesz nic o ciężkich nie przespanych nocach o strachu i cieplutkim ciałku .Stres nerwy i nie potrzebne szarpanie zakłóci to wszystko .Będziesz skupiać się nad tym aby to on był chroniony aby mógł się wyspać ,zjeść spokojnie, poczytać gazetkę a tu maleństwo płacze .Uwierz mi że bez mądrego partnera bardzo ciężko chowa się dzieci.Lepiej być samemu bo uwaga jest skupiona tylko na maluszku .Napisałaś że wolisz być a Nim niż sama ,ale za kilka chwil już nie będziesz sama pomyśl czy warto nastawiać policzek jak wiesz że boli.Poczytaj sobie dziewczyno to wszystko i uwierz a siebie dasz radę zrób to jak nie dla siebie to dla dzidziusia.
  • Monika
    2011-02-09 23:48
    Witam wszystkich. Ja nie mam jeszcze męża ale czuję że mam taki sam problem z moim chłopakiem co reszta. Mój chłopak pije a przy tym jest agresywny. Próbowałam już chyba wszystkiego aby przemówić mu do rozsądku: krzyczałam płakałam i groziłam odejściem ale to nic nie pomogło. Dalej zachowuje się tak samo. Mówi że to już ostatni raz i że on nie chciał ale koledzy go namówili. Boję się bo zaczyna się robić agresywny. Wiele razy mówił mi że nie byłby w stanie uderzyć mnie a mimo to zdarza mu się coraz częściej podnosić na mnie rękę i z całej siły popychać mnie. Starałam się być na początku wyrozumiała ale teraz już nie daje sobie rady. 2 razy próbowałam się zabić. To mnie przerasta. Zwłaszcza że mam ojca alkoholika i wiem jakie piekło ma z nim moja matka. On też ma ojca alkoholika. Wiem mój chłopak ma problem ale mimo to bronię i usprawiedliwiam go przed moimi rodzicami i znajomymi. Nie chcę odejść bo go kocham, a nawet gdybym się zdecydowała to nie mam środków aby się utrzymać. Pomóżcie mi pierwszy raz się zwracam o pomoc i mam nadzieję że ktoś poradzi mi co zrobić. On jak nie pije jest na prawdę super chłopakiem. Niestety tak jest coraz rzadziej. Pozdrawiam wszystkich.
  • Izabela
    2011-02-10 23:11
    Moniko ,czytając te wszystkie nasze zwierzenia powinnaś wiedzieć co masz zrobić .Mogę się założyć że jeżeli z obecnym chłopakiem się zwiążesz to za kilka a jak będziesz wyrozumiała to za kilkanaście lat Twoje małżeństwo będzie jednym koszmarem.Mój obecny mąż wprawdzie nigdy na mnie ręki nie podniósł ale odkąd pamiętam to pił .Na pierwszą randkę przyszedł po jednym piwku ,wtedy powinnam zareagować ,ale ja nie widziałam wtedy problemu wytłumaczył się że pomagał bratu naprawiać samochód i wypili po piwku .Każde następne spotkanie to zawsze jakaś okazja .Owszem z czasem zaczęłam dostrzegać problem ,szczególnie że w moim domu alkoholu nigdy nie było i nie widziałam zagrożenia tak myślę że gdyby był agresywny to patrzyłabym na nasz związek inaczej a on po jednym piwku był wesoły ,dowcipny i bawił całe towarzystwo .Jak zamieszkaliśmy razem to zobaczyłam że ten chłopak to wcale nie jest taki fajny jak na początku znajomości i nie musiało być okazji aby się napić Jeżeli w domu rodzinnym Twojego chłopaka od alkoholu nie stronił ojciec to musisz bardzo uważać bo w większości dzieci problem ten się pojawia (chociaż moje dzieci a są już dorosłe nie poszły w jego ślady ). Ty go prosisz aby przestał pić to nie może być prośba bo alkoholikowi trzeba dać jasno do zrozumienia że pijąc traci tych co kocha .Kochana zmykaj od niego zanim on nie zniszczy Ciebie Nie daj sobą manipulować .To co czytam to jest naprawdę wstrząsające PRÓBOWAŁAŚ ODEBRAĆ SOBIE ŻYCIE przez takiego drania Jeżeli były próby samobójcze i nikt z Tobą nie rozmawiał to aż dziw bierze Tobie potrzebny jest jakiś dobry psycholog który pokaże ci że jesteś fajną dziewczyną poprowadzi Cię .Boże gdybym Ja miała 30 parę lat mniej ale ten rozum nigdy nie związała bym z kimś takim jak mój obecny mąż. Nie masz środków do życia a Twoi rodzice ,rodzina ,ktokolwiek nie jest Ci w stanie pomóc chociaż do chwili kiedy staniesz na nogi?Jeszcze raz Moniko uciekaj od niego jak najdalej i nie myśl że on nie będzie pił nie ma takiej opcji chociaż bardzo chciałabym się mylić Nie wiem co by musiało się stać aby alkoholik przestał pić tak sam z siebie .To jest choroba bardzo podstępna i trzeba naprawdę ogromnej siły aby wyrwać się z jej szponów .Jeszcze raz zerwij tę znajomość jak nie chcesz za 20 lat dawać rad tak jak my tu dajemy .Dziewczyny napiszcie do Moniki aby ją przekonać że nie warto na starcie być na pozycji przegranej .Pozdrawiam .
  • alicja
    2011-02-11 20:51
    moniko, spróbuj znależć u siebie w mieście terapie dla osób współuzależnionych (działają przy placówkach terapii dla uzależnionych lub jakis grupach AA). moze tam ci pomoga. u mnie w miescie wyglada to tak, ze chodzisz na zajecia indywidualne z terapeuta oraz na grupowe, gdzie w skład grupy wchodza osoby z takim samym problemem jak ty. oczywiście możesz wybrac tylko jedną z owych metod, ale lepiej uczeszczac na obie terapie. terapeuta przedstawi ci twoja sytuacje, a inne kobiety "pokarza" swoje życie. może w tedy zrozumiesz...
  • Dominika
    2011-02-12 15:24
    Witajcie dziewczyny witam ciebie alicjo,wyszlam wczoraj ze szpitala stracilam dziecko zbyt wczesny porud nie udalo sie uratowac mojego syna wazyl tylko 800gramow,jestem jeszcze chwilowo u mojego ;bylego;faceta bo musze pozalatwiac wszystkie formalnosci rozstalismy sie ja skonczylam ten zwiazek po dobroci mam teraz w sobie taka sile nienawidze tego czlowieka dostalam tez opieke psychiatry psychologa dzis byla u mnie tez siostra zakonna,namawiaja mnie zebym zglosila to wszystko na policje ale nie chce walki chce poprostu spokoju marze o spokoju o ciszy i niczym wiencej w poniedzialek za tydzien wracam do polski do mojej rodziny dalszej zaczne nowe zycie teraz jeszcze jestem zmuszona patrzec na niego ale spimy osobno on nawet nie prubuje juz rozmawiac ani zaczepiac czy przytulac mam spokoj...tylko jeszcze nie taki jaki chce miec jest mi tak wszystko obojetnie dostaje zastrzyki dzieki nim troche mi lepiej -Uciekajcie dziewczyny puki nie jest za puzno tak jak u mnie jest juz za puzno juz nie mam mojego syna malutkiego....
  • Izabela
    2011-02-12 16:26
    Witaj Dominiko .Przykre jest to co napisałaś .Bardzo Ci współczuję po stracie synka.Teraz dla Ciebie najważniejszy jest spokój,oparcie w bliskich a przede wszystkim odejście z miejsca które przypomina ten koszmar .Wracaj do Polski na pewno znajdziesz tu ciepło i wymarzony spokój a z czasem poznasz kogoś na kim będziesz mogła polegać.Tylko nie daj się omamić "temu byłemu " bo oni pięknie przepraszają i dotrzymują słowa do następnego razu .Przestrzegaj zaleceń psychologa ,dużo wypoczywaj dużo śpij ,spaceruj nie myśl o tym co się stało ,bądż pogodna .Dużo się uśmiechaj nawet sama do siebie .Wyjdż do ludzi i nie bądż sama to najlepsze lekarstwo na samotność. Bądż dzielna i nie pokazuj temu łotrowi że potrafił cię załamać .Pozdrawiam cie.
  • joanna
    2011-02-12 22:16
    Witajcie, Dziś mój mąż kolejny milionowy raz wrócił pijany do domu.Tak już jakieś 11 lat to trwa. Wychodząc niego za mąż nie miałam świadomości, że już jest alkoholikiem. Wielka miłość ma różowe okulary. Ktoś mądry kiedyś powiedział że największym złudzeniem jest wiara kobiety,która wierzy że jej nadzwyczajna miłość z pijaka zrobi człowieka. Przez te lata łez,rozczarowań, poniżania, niespełnionych obietnic,rozstań i powrotów, lęku ta miłość uschła jak kwiatek podlewany wódką. Próbowałam jak Wy wszystkie różnych metod na strach, na szantaż, na litość. Działało krótko do następnego razu. Od życia dostałam koleją lekcję, nieudane próby zajścia w ciążę, brak wsparcia z jego strony-bo to mój problem, powikłania, operacja, nikłe szanse na ciążę. przez jego picie zabrakło mi siły aby walczyć o to co w życiu najważniejsze dziecko. Z tego wszystkiego przez te 11 lat stanęłam mocno na nogach. wyszłam z długów, mam dobrą pracę i zorganizowałam sobie życie tak aby mieć sama nad wszystkim kontrolę, mamy rozdzielność a dom jest mój. Dziś znów wrócił pijany, śpi, majaczy .- Pytam się sama siebie czy to kiedyś się skończy? jestem z nim bo tak nakazuje mi sumienie czuję się za niego odpowiedzialna.
  • Izabela
    2011-02-12 22:54
    Joasiu .Mój właśnie się upija i kolejny wekend pijany .Siedzi w swoim pokoju słucha dołujących piosenek i jedno piwko po drugim wlewa w siebie (wytrwały zawodnik)Zazdroszczę Ci tego że potrafiłaś chociaż zawalczyć o to aby być niezależną od niego.Podobnie jak ja też czerpię zadowolenie z pracy ,koleżanek i ogólnie cieszę się że nie czepia się mnie .Mój staż bycia żoną to 37 lat z tego trzeżwych to może ze 3 a tak mniejszy rausz albo spanie pod ławą.Boże gdzie ja miałam oczy ?Nie mogę się doczekać dnia kiedy wyjadę i nie będę musiała oglądać jego pijackiej gę.......A czy oni mają sumienie ,czy myślą choć trochę o nas czy zastanawiają się że te pijane powroty są dla nas czymś ohydnym ???????????
  • joanna
    2011-02-13 00:35
    Izabelo,. Pytanie o jakość wzroku zadawałam sobie po wielokroć.Pijane potwory żyją w naszym życiu jak inne drobnoustroje. Do momentu jak nie zaatakują dosłownie albo w przenośni w serce. życie z alkoholikiem to matnia. cieszę się że trafiłam na was. W akcie złości w wyszukiwarkę wpisałam hasło mój mąż jest alkoholikiem i wyskoczyło, na poważnie jutro kac gigant, rosołek, parę piwek i od nowa polska ludowa. Już straciłam wenę do rozmówek umoralniających i wykładów na temat naszego życia. zawalczyłam o siebie gdy zorientowałam się jak on sam jest słaby, to raczej instynkt samozachowawczy. słaby może tylko pociągnąć na dno .Moja mama kochana nauczyła mnie jak wiele może jedna kobieta dzięki uporowi. W moim domu rodzinnym alkohol odegrał epizodyczne role, jednak mama pokazała mi jak można wyjść z niejednej opresji.pozdrawiam wszystkie współ_koleżanki
  • Izabela
    2011-02-13 11:59
    Joanno i wiele innych wsp_łkoleżanek Jak prześledzić nasze życie to jesteśmy przecież mądrymi kobietami niejednokrotnie dobrze wykształconymi a nie potrafimy uporać się z takim nieporadnym osobnikiem,aż samej mnie jest żal że nie jestem w stanie przeciąć tej pępowiny .....Dziś rano mój pijaczek wstał jak by nigdy nic zadowolony i szczęśliwy na moje pytanie dlaczego znowu się upił -nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć .Ot i tyle miał mi do powiedzenia .Teraz chodzi i kombinuje skąd wziąć na piwko bo tygodniówka poszła na przelew ot i cały nasz amant życiowy myśli tylko co by tu ......a jutro do pracy 3 autobusami i tramwajem bo samochód nie wchodzi w grę i tak będzie do wtorku no może do środy a w czwartek pojedzie samochodem a w piątek znowu dopływ gotówki i powtórka z rozrywki .Tak oto przepływa życie naszych mężów(gdzie ja miałam oczy )Przez te 30 parę lat to wzrok mi się popsuł, ale wyostrzył na widok butelki .Ja również trafiłam na tą stronę poprzez wpisanie hasła Mój ... lik .Jednak internet to złota myśl kiedyś jak byliśmy młodzi i piękni były takie zeszyty w modzie, wpisywało się czego od życia wymagamy a czego nie chcemy Żadnej z nas nie przyszło na myśl że to co tam było po stronie nie chcę jest teraz z nami.Poniosłam klęskę jeżeli chodzi o wybór męża , z jednej strony jest mąż pijak a z drugiej wspaniałe dzieci ,które są z tego związku.Tylko one wynagradzają mi to co przechodzę .Człowiek wiele może ,ale do pewnego czasu kiedyś tej mocy zabraknie i wszystko się zmieni .Obym miała na tyle siły i odwagi Pozdrawiam wszystkie dziewczyny nie dawajmy się pijakom .Oni wcale nie są tacy biedni z tym swoim alkoholizmem oni są po prostu słabi .
  • alicja
    2011-02-13 23:09
    Dominiko...tak mi przykro.. nie mogę uwieżyc w to co napisałas...i pisac nie moge bo becze jak bóbr... nie wiem co ci napisac....takie rzeczy nie powinny się dziać... bądż silna! trzymam za Ciebie kciuki. odezwij sie jek bedziesz chciala pogadac. moze porozmawiamy juz nie tu, tylko trochę bardziej prywatnie.
  • Dominika
    2011-02-19 00:40
    Alicjo to jest moj emeil tam mozemy spokojnie pisac samotna@onet.pl jestem jeszcze u niego mieszkamy razem dzis wrucil pierwszy raz pijany od straty naszego dziecka telefonowal sobie z kims ale nie sluchalam jego, wyszlam moja terapia troche pomaga dzis on pierwszy raz sie odezwal do mnie zapytal czy bedziemy sie kochac poprostu sie poplakalam wiesz kiedys mi powiedziala osoba ktora juz dzisiaj nie zyje-wiesz dominika ty masz najleprze serce z calej twojej rodziny mam nadzieje ze bendziesz miala najleprzego faceta jaki moglby sie trafic i bedzie on tylko dla ciebie.. do dzis mowie -ciociu haniu dlaczego bog mnie az tak skaral? tolerowalam przez tyle lat jego zachowanie plakalam po cichu nikomu nic nie mowilam nie pokazywalam tego ze mnie boli serce ze cierpie usmiechalam sie nawet jak mi serce pekalo ale nie wytrzylamalam ale gdzie jest sprawiedliwosc na swiecie dlaczego moj synek nie mogl wytrzymac tego co ja wytrzymalam przeciez ja dla niego to wszystko dla niego boze nawet nie wiesz jak mi ciezko mam zdiecia usg mam jego przed oczami dlaczego to sie tak stalo cosziennie sie budze rano i patrze na brzuch jest duzy ale juz nie ma w srodku mojego synka malutkiego tak upragnionego boze dlaczego powiec mi za co co ja takiego w zyciu zrobilam?? nie moge naprawde juz nie moge nie daje rady chcialabym byc przy nim tam gdzies na chmurce wysoko kolo mojego synka serce mi peka naprawde peka mi po kawalku tak jak by mi go ktos tempym nozem ucinal po kawalku po co zyc skoro mam sie tak meczyc? nie rozumie tego swiata naprawde rozmawialam dzis z psychologiem wiesz udaje silna ale nie moge nie potrafie patrze na luzeczko od mojego synka na spioszki na wozek jest mi tak cholernie ciezko....
  • Dominika
    2011-02-19 01:12
    ja siedze patrze,on juz spi kiedys powiedzialam ze wole meczyc sie z nim jak bez niego ale to chyba glupota nie przemyslana mam w polsce rodzicow matke i ojca ale sie mnie wyrzekli jak zobaczyli raz jak moj ex mnie pobil a ja do niego wrucilam nie bylam wtedy w ciazy,wybralam jego z rodzicami ni mam kontaktu od 4lat nie zwrucilabym sie do nich o pomoc nawet w takiej sytuacj jak jestem bo mam taki charakter,wiem ze kilka razy moja matka do mnie dzwonila ale on odbiera moj telefon i za kazdym razem sie rozlanczal wiem bo nie raz slyszalam ale udawalam ze nie slysze ojciec raz przez moja siostre powiedzial ze bym wrucila do polski on mi pomoze ale ja glupia zakochana powiedzialam ze nie i ojciec powiedzial skoro wybralas zycie z alkocholikiem to sobie sama radz wiem ze jak bym zadwonila do ojciec by po mnie przyjechal ale ja nie mam takiego charakteru ojciec chcial poznac mojego synka wyslalam im dwa listy z usg mojego malutkiego ale zawsze myslaam tylko o mojej matce bo ona chora starsza juz wiem ze przezywa chociaz dziecinstwa tez nie mialam dobrego mialam 6rodzenstwa a ojciec zawsze nas bil jak pil a pil codziennie najstrsze siostry uciekly do niemiec tu ulozyly sobie zycie a ja z trojgiem rodzenstwa cierpialam bo ojciec nas bil o byle co pasem wojskowym matka nigdy nic nie powiedziala lecz tez pila ale czasami plakala do nas ze nie umie inaczej ze musi ojciec mnie i o kilka lat mlodszego brata wyrzucil z domu ucieklismy do cioci mielisym zawsze ciocie haie ktoa nam pomagala ale tez chorowala miala raka macicy bylam przy niej do konca jej zycia ostatnie jej slowa byly -uciekaj dominika do niemiec do siustr tam ci bendzie lepiej nie zasluzylas na takie zycie uciekaj ucieklam na pogrzeb przyjechalam bo kochalam jom jak matke do dzis mimo tego ze nie zyje jest dla mnie jak matka. moja kochana ciocia hania ucieklam do siostry mieszkalam u niej i poznalam jego zakochalam sie na poczatku kochany jego cala rodzina mi mowila-daje wam trzy miesiace i uciekniesz dziewczyno! ale ja zakochana zaprosilam rodzicow chcialam zeby wiedzieli ze mam inne zycie leprze jak oni ze moj facet nie pije nie bije jak ojciec nas zawsze lal.. pierwszy dzien i ojciec z matkom musieli uciekac taxowkom do siostry ktora mieszka 400klm od nas bo moj ex dostal szalu i dostalam taki wpierdol ze 3tygodnie lezalam w szpitalu a ojciec krzyczal wsiadaj do taxowki ale ja tylko rzucilam mu przez okno 400euro i powiedzialam o mnie sie nie martw odwiedzili mnie w spitalu ale nie ja gupia kocham mojego faceta ktory przepraszam obiecywal zareczylisymy sie w szpitalu bylo cudnie wszystko bylo pieknie..przepraszam jesli ktoras z was uzna ze to zbyt osobiste wyznanie ale ja nie mam nikogo nie mam komu tego wszystkiego wygadac...
  • Izabela
    2011-02-19 19:46
    Dominiko w tym wszystkim chodzi o to abyś Ty zrozumiała że tak dalej żyć nie możesz.Na nic nasze pisanie ,porównywanie naszych przeżyć do twoich .To Ty musisz, zadecydować gdzie jest Twoje miejsce .Jak już będziesz wiedziała co masz robić to trzymaj się wyznaczonych celów,dąż do nich nie patrz na to co mówią inni.Dotychczasowe Twoje życie to jedna wielka ucieczka tylko przed czym i kim?Może rodzice już dorośli do tego aby Tobie pomóc .Nie rozdrapuj starych ran , wspominaj swoją ciocię ,ale nikt za Ciebie nie podejmie ważnych kroków.Rób wszystko aby wyrwać się z matni w której jesteś.Wracaj do Polski na początek zawsze ktoś się Tobą zaopiekuje a potem dasz radę Twój los leży w Twoich rękach ,nie daj sobą pomiatać i nie dopuszczaj aby Ten ktoś Cię okładał pięściami a Ty przyjmujesz razy i nic nie możesz zrobić.Twój synek jest już bezpieczny a Ty musisz poszukać tego bezpieczeństwa .Wracaj........
  • ada
    2011-02-20 17:19
    Witam. Jestem na forum pierwszy raz. Z mężem alkoholikiem przeżyłam 17 lat.Mamy dwóch synów. Długo nie zdawałam sobie sprawy że jest alkoholikiem, a może nie dopuszczałam do swojej świadomości tej strasznej prawdy. Najpierw mnie przepraszał, obiecywał poprawę,prosił o wybaczenie, zapewniał mnie jak bardzo nas kocha i bez nas nie mógł by żyć.Wierzyłam w to i ciągle mu wybaczałam. Było coraz gorzej, mąż ciągle szukał pracy bo w każdej nie mógł się utrzymać dłużej niż dwa miesiące. Ciągle mnie okłamywał, obiecywał wiele, ale nigdy nie dotrzymał słowa. Straciliśmy mieszkanie, na które wzięliśmy kredyt, ponieważ mąż nie pracował i nie było za co płacić rat. Nie mieliśmy dokąd pójść. Był tak nieodpowiedzialny w swoim postępowaniu że musiałam ja myśleć o wszystkim. Wynajęłam mieszkanie, cały czas pracowałam zawodowo, ciągle wierzyłam, że jakoś się jeszcze ułoży. Mąż pił coraz więcej, dwukrotnie podejmował próby leczenia ale bez skutku. Szantażował mnie psychicznie że jeżeli odejdę, to się zabije, wyzywał i groził. Ciągle wmawiał mi że pije przeze mnie bo jestem dla niego nie dobra. Byłam całkowicie osaczona, błędne koło. Odeszłam od męża, mieszkam z synami u moich rodziców ale nadal nie mogę sobie z tym poradzić, mąż ciągle pisze do mnie, sms są o różnych treściach, jedne że wciąż mnie kocha i ma nadzieję że będziemy razem,inne z groźbami i wyzwiskami. Potrafi w ciągu dnia napisać kilkanaście sms. Czuję się nadal fatalnie, mimo że nie mieszkamy już razem, nie mogę się uwolnić od myśli związanych z nim.
  • Izabela
    2011-02-21 19:44
    Ado .Jak poczytałaś sobie wpisy to zorientowałaś się że wszystkie mamy taki sam problem.Niektórzy mężowie nasi dochodzą do tego że alkohol nimi rządzi wcześnie a niektórym zajmuje to więcej czasu,ale zawsze jest ten moment ,który następuje .Bardzo dobrze jest jeżeli potrafią z tego wyjść sami ale cuda się nie zdarzają i w 99% jest potrzebny odwyk .Tylko nasz upór i konsekwencja w postanowieniu albo rodzina albo ich nałóg doprowadza do lepszego i bezpiecznego życia razem.Mnie udawało się z 6 lat żyć w miarę a trzeżwym mężem ,zastrzyk ,pół roku nie picia 2 -3 tygodnie upijania się i następny zastrzyk i tak do momentu kiedy Kasa Chorych przestała refundować zastrzyki wtedy zaczęło się na całego picie i tak jest do tej pory ,każdy wekend jest pijany ,w tygodniu to jeszcze się powstrzymuje bo ma pracę .Ja osobiście nie znam żadnego alkoholika mimo że żyję na tym świecie 60 lat ,który by się przejął tym że krzywdzi rodzinę .Ada nie wierz w to że sam z siebie się zmieni .Jeżeli dla niego nie było strachem utrata mieszkania i ciągłe zmiany pracy bo niestety nikt nie toleruje pijanego pracownika to na pewno nie ma szans na to aby rodzina stałą się dla NIEGO ODSKOCZNIĄ OD PICIA .Należy Ci się medal za odwagę że odeszłaś od niego .Jego sms to zwykły szantaż nie daj się zastraszyć ,ponieważ oni potrafią manipulować człowiekiem tak że, to my czujemy się winni ich słabościom. Jedno mogę Ci poradzić nie otwieraj od niego żadnych sms ,NIECH SOBIE PISZE ILE CHCE. On musi przyjąć do wiadomości że dla niego nie ma w tym stanie miejsca przy Was . Albo zacznie na poważnie odwyk i pokaże zaświadczenie że jest zdrowy albo ,zostanie sam . Tak trzymaj i nie daj się przekonać że to ostatni raz się upił i więcej nie będzie pił .To jest nie możliwe .
  • Monka
    2011-02-24 22:37
    Ja też już nie wierzę. Na weekend zabieram synka do brata. Zostawiam go i koniec "mojej winy" i,że "znowu przeze mnie musiał pić". Mam 32 lata, sześcioletniego synka i od ośmiu lat alkoholika pod swoim dachem. Nawet nie swoim, tylko moich rodziców. Moje życie zmieni się wreszcie, muszę przecież myśleć o dziecku. Myślałam już o tym od dawna, po każdej pijanej akcji ... i oczywiście jako typowa współuzależniona poraz kolejny wierzyłam, wybaczłam. Do dzisiaj - to dzięki Wam znalazłam w sobie siłę, by wreszcie konsekwentnie przerwać ten zaklęty krąg. Mam wyrzuty sumienia, zawsze je miałam, że jak go zostawię to przyczynię się do tego, że sobie coś zrobi. A trwając jak ta wierna rzeka, to niby go uratuję - ale jak ja go mogę uratować skoro on podczas mojego przy nim trwania ledwie tomny wsiada do samochodu i gdzieś jedzie. Nawet, gdy zabrałam kluczyki, to jakimś cudem uruchomił auto i pojechał. Wracam z pracy i myślę, czy dziś będzie namiastka szczęścia, czy znowu nerwy, żal i łzy. W poniedziałek idę do adwokata i wnoszę sprawę o separację i alimenty. Tak właśnie zrobię. Pewnie jutro, gdy wytrzeźwieje znowu będzie przepraszał i mówił, że pójdzie na terapię (idzie już drugi tydzień - podobno zrozumiał, że potrzebuje pomocy), na jednej już był. Tylko on przecież nie jest alkoholikiem, to ja mu to wmawiam, a piją wszyscy, więc dlaczego on nie może. Ano dlatego, że żeby być z nami nie może - prawda, że mam rację. Boję się tego, że znowu się złamię mimo tak radykalnego postanowienia, mimo tego, że odważyłam się tu napisać. Już mam to wstrętne poczucie winy, że przyczynię się do jego śmierci. Może jednak powinnam pozostać. Taką walkę toczę ze sobą od lat, ze sobą i z nim, znacie to prawda. To przecież on odpowiada za swoje życie, a nie ja, ale może mogę mieć na nie jakiś wpływ. Może powinnam pójść z nim do tej poradni, zaciągnąć go tam, jeśli nie zechce i dalej próbować walczyć o lepsze jutro, jakie jest to lepsze juto? Nie wiem już znowu zwątpiłam w słuszność mojego postanowienia. Muszę dobrze i mądrze wybrać, ale... który wybór jest dobry i mądry. Pozdrawiam Was serdecznie.
  • gosia
    2011-02-25 16:03
    Mam pytanie. Moj maz jest na odwyku czy mam go odwiedzac czy lepiej bedzie nie robic tego?
  • Izabela
    2011-02-27 12:54
    Droga Monko masz rację ,czy można wierzyć w zmianę naszych mężów ?.Ja już straciłam nadzieję i chociaż stał by się cud i wyleczył go z alkoholizmu to i tak nie wierzyłabym że już nigdy nie powróci .W pewnym momencie naszego życia coś pęka w człowieku i ulatuje wiara w lepsze jutro .Jak pisałam wielokrotnie ,w naszym życiu stan upijania się jest na porządku dziennym .Tu już nie chodzi o wybór albo my albo picie .W tej sytuacji jesteśmy na przegranej pozycji zawsze będzie na pierwszym miejscu picie .Obym się myliła.Monko zastanawiasz się nad tym czy będziesz w stanie przejść przez to wszystko ,nad wyborem lepszego życia ,spokojnego każdego dnia ,a przede wszystkim musisz myśleć o swoim synku .Ja żałuję że wtedy kiedy miałam tak wielki problem nikt nie potrafił mi powiedzieć że dalsze życie przy boku pijaka to samozagłada dla samej siebie.W czasie kiedy ja byłam na tyle młoda aby coś zmienić w naszym życiu nie było internetu .W tedy my żony pijaczków nie miałyśmy odwagi mówić o tym głośno ,wstyd było się przyznać że alkoholizm naszej drugiej połowy to jest problem .Owszem były kluby anonimowych alkoholików ale jakoś nie mogłam uwierzyć w nie .Może to był mój błąd. Gdybym wtedy się zagłębiła w to wszystko to moje życie dziś wyglądałoby inaczej. A tak to żyję u boku alkoholika prawie 40 lat .Dopiero teraz robię z tym to co powinnam zrobić dawno .Skończy się okłamywanie i zastraszanie ja też odkryłam że mam głos donośny już nie wstydzę się sąsiadów jak awanturuje się i krzyczę jeszcze głośniej .Piszę to wszystko nie dlatego żeby pokazać jaka to jestem mądra po latach ,ale dla tych co jeszcze myślą że ich mężowie się zmienią .Uwierzcie oni się nie zmieniają a jeżeli tak to bardzo bardzo rzadko,albo na krótko .Mój pijaczek nie pił z malutkimi przerwami około 5 lat.Zawsze wracał bo coś tam stanęło na przeszkodzie dalszej abstynencji .Dla nas każdy poranek po wytrzeżwieniu to jest spokój bicie się w piersi naszych mężów ale, uwierzyć że to się nie powtórzy jakoś trudno nam uwierzyć.Rozmowa ,grożba ,płacz ,straszenie że stracą to co mają działa tylko na maleńki procencik wszystkich pijących nadmiar .Najważniejsze jest to aby ON zrozumiał że jest ALKOHOLIKIEM I TO on ponosi całą winę za łzy i strach swojej rodziny .Jak zrozumie i będzie chciał to zmienić jest szansa na lepsze jutro .W przeciwnym razie nie ma odwrotu od całkowitej eliminacji go z naszej rodziny.Pytasz czy powinnaś pójść z nim do Poradni . Z Tobą czy sam,przede wszystkim to On musi chcieć tam pójść ,reszta sama przyjdzie .Jeżeli masz tyle siły aby towarzyszyć mu w tej kuracji to ratuj to co zostało jeszcze w Was ,bo u mnie to nie ma już nic poza żalem, goryczą i złością że, tak długo dałam sobą manipulować.Jedno jest w tym postanowieniu ważne aby nie dać się zwieść miłymi słówkami,odwlekaniem leczenia i tym że już nigdy alkohol nie będzie górą nad rodziną .Silna wola poparta mądrym leczeniem uratowała wiele związków więc dlaczego, macie nie spróbować.Życzymy tego i Wam .Myślę że tego samego zdania są pozostałe żony pijących jak i tych którzy ,już nie piją albo po prostu odeszli od swoich pijaków.
  • Izabela
    2011-02-27 13:09
    Znów siedzę sama a on gdzieś pije i z kimś .Kolejny wekend okazał się być pijanym .Który z kolei w tym miesiącu ,roku?.Te same zadane pytania dlaczego ,co mu brakuje itd... i te same odpowiedzi bo lubię ,bo chcę a na koniec bo mam tego dość ale czego?? i kto ma mieć tu dość??Mam jedno pocieszenie w tym że to już nie długo i będę wolna od jego alkoholizmu .Niech sam się z nim boryka i albo zapije się albo zrozumie że to zgubny nałóg!!!!!!!!!.
  • Agusia
    2011-03-01 00:04
    Turystko tak strasznie mi cie szkoda tak okropnie
  • Aneta
    2011-03-03 14:27
    Nie będę nic pisać bo mam doświadczeń z pijącym mężem po trosze od każdej z was ;( ale tez jestem tak jak wy w błędnym 7dzień picia męża 7 dzień sama 10 lat takiego życia Brak odwagi motywacji i wiary Aneta 26 lat
  • Agusia
    2011-03-04 09:34
    czy ktos ma kontakt z Dominika??czy u nij wszysko ok??
  • Izabela
    2011-03-04 10:38
    Dziewczyny, wszystkie jesteśmy na tej samej drodze do samounicestwienia siebie .Jak przeanalizujemy te nasze wpisy to tak jak by nasi pijaczkowie mieli władzę nad nami.Mamy umysły sprawne a myślimy o tym samym "aby oni przestali pić, aby dom stał się bezpieczny"ale, nie potrafimy wyzwolić się spod skrzydeł ich nałogu,aż sama się sobie dziwię że do tej pory jakoś nie potrafiłam racjonalnie myśleć .Jego nałóg przyćmił całe nasze dobre strony małżeństwa.Kurcze jaka ja byłam zaślepiona ......Dziewczyny weżmy się w garść i pokażmy że oni są tego nie warci .Mam 60 lat i na starość zachciało mi się spokoju .Gdzie ja byłam do tej pory,nikt nie potrafił mi pokazać jaką krzywdę On robi naszej rodzinie.Gdybym potrafiła to zrobić wcześniej dziś moje życie wyglądało by całkiem inaczej.Nie potrafiłam do zeszłego tygodnia powiedzieć mu mam dość twego picia ,mam dość użalania się twojego nad samym sobą,mam cię po prostu dość .Wstąpił we mnie jakiś agresor i wygarnęłam wszystko co leżało mi na wątrobie od nie mała 40 lat.Wieżcie mi że tak go zamurowało że przez pół godz. siedział i nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.Biorę rozwód z nim i jego nałogiem nie chcę mieć na głowię na starość kogoś kto nie szanował mnie w młodości, niech sam się boryka ze sobą i alkoholem .Dość się napatrzyłam na pijaka.Jesteście jeszcze młode działajcie teraz ,bo w przeciwnym razie będziecie tak samo jak ja żałować tych spędzonych lat przy boku swojego męża alkoholika.Aneto ,Agusio ,Dominiko ,Moniko ,Ado i wiele innych dziewczyn pomyślcie o sobie i przeanalizujcie swoją sytuacje czy jest warta takich doświadczeń.
  • Agusia
    2011-03-06 23:04
    wywaliłam swojego chlopaka tydzin temu a dlaczego? bo to co tu przeczytalam przerazilo mnie popłakałam sie jak czytalam o Turysce o Dominice o was --mój chłopak cały czas pił czasami był tylko 3 dni w tygodniu trzezwy ale to juz nie ma znaczenia---Izabelo pisz co dalej jestem ciekawa ---bede zagladac tu co jakis czas pozdrawiam
  • Izabela
    2011-03-08 10:55
    Agusiu Nasze gratulacje z podjętej decyzji .Na pewno to co zrobiłaś kosztowało Cię dużo,super że nasze zwierzenia pomogły podjąć decyzję co zrobić jak nasz chłopak ,mąż,konkubent czy inny czort wybiera piwko ,wódeczkę i inny alkohol,droga jest jedna tylko ....... trzymaj się raz podjętej decyzji nie wracaj do tego już ,no chyba, że na prawdę się zmieni i wybierze Ciebie a nie alkohol.Mocne postanowienie to 100 % osiągniętego celu , a cel jest jeden wyeliminować pijaka z naszego życia raz na zawsze .
  • viola
    2011-03-13 15:46
    mam 26 lat moj maz 35 jestesmy razem 5 lat w tym 3 po slubie .wszystko bylo ok az do slubu wiedzialam ze maz czasami popijal ala nie az tak czesto . pare miesiecy po slubie zmienil sie niedopoznania coraz czesciej pil wyzywal kilka razy podnosil reke ma mnie z pracy go wyrzucili a mial dobra prace .wkoncu nie wytrzymalam i jednej niedzieli zabralam wszystko i wyprowadzilam sie do rodzicow .maz wydzwanial prosil blagal plakal przepraszal za wiecej to sie nie powtorzy wrocilam do niego po tygodniu po miesiacy okazalo sie ze jestem w ciazy przez okrez ciazy mial roze odchylki . urodzilam zdrowego pieknego chlopca maz syna opijal 3 tygodnie i juz tak zostalo synek ma 6 miesiecy a zapotrzebowania sa ogromne ja na wychowawczym a on dostal prace w tartaku wiecej w domu siedzi niz w pracy bo wiecznie roboty nie ma . mam ochote znowu sie wyprowadzic ale nie mam odwagi . juz nie wim co mam robic .pozdrawiam
  • Izabela
    2011-03-13 22:01
    Droga Violu .Poczytaj to co napisałyśmy o sobie i naszych mężach o problemach jaki dotykają każdą z nas .Ja już wiem co mam zrobić aby uwolnić się od męża pijaka,jeżeli nie chcesz żałować że nie dokonałaś wyboru teraz to za kilkanaście lat a jak dobrze pójdzie to kilka lat życie zmusi Cię, do tego abyś opuściła drania ,oni się nie zmienią (w większości wypadków) Szczera rozmowa opowiedzenie tego co czujesz i czego oczekujesz od współmałżonka albo otworzą mu oczy i zrozumie że nie ma miejsca na picie i przepijanie swojego i Twojego życia.Jeżeli ta rozmowa nie przyniesie efektu to masz jedno wyjście pozostawienie go i rozpoczęcie życia innego jak z mężem alkoholikiem.Ja przeżyłam obok pijaka 37 lat to wiem że jest ciężko ale gdybym podjęła tę decyzję wcześniej to dziś moje życie mogło być inne ,gdybym się nie bała i miała dokąd pójść.Pomyśl i zrób co podpowie ci rozum . Poczytaj sobie to o czym my tu piszemy i wyciągnij wnioski.Pozdrawiam .
  • Dominika
    2011-03-21 13:22
    Witajcie dziewczyny nie zagladalam dlugo bo nie mialam internetu na nowym mieszkaniu moj ex mi troche pomugl i wyprowadzilam sie od niego mam wlasne mieszkanie alkoholik mieszka na naszym starym mieszkaniu mamy do siebie kilka kilometrow odzywamy sie ale on nic sie nie nauczyl nic sie nie zmienil dalej chla dzisiaj rano byl u mnie przywiesc mi nowa loduwke oczywiscie juz z piwkiem w reku wczoraj wieczorem zabral mnie na bilarda wypil 5 piw jeszcze chcial u mnie spac ale oczywiscie pogrozilam polica i pojechal do siebie nie powiem ze nie bo jest mi strasznie ciezko bez niego kocham go jednak bardzo mocno ale mojego synka tez kochalam ponad zycie a tego nie potrafie mu wybaczyc ze przez jego pijanstwo doszlo do tragedi.. najgorsze jest to ze mam silna nerwice przez tego czlowieka musze sie leczyc brac tabletki chodzic na terapie to straszne do czego moze doprowadzic osoba ktora kochamy ponad zycie dziewczyny najgorsze jest odejsc a potem czlowiek sobie juz radzi troche lepiej dlatego dziewczyny odwagi°;P Alicjo co u ciebie?
  • alicja
    2011-03-22 18:37
    Dominiko masz racje. mój mąż jest od 1 marca w Angli i ....jakoś wcale mi nie jest mocno źle bez niego :) odczuwam spokój, nie muszę się martwic czy dzis jak wróci z pracy sięgnie po piwko czy nie, nie muszę się bać weekendu, który nie raz zmieniał się w straszną nerwówkę. za to on strasznie tęskni, wiec już mu obiecałam ze pojade, ale powiedziałam ze tylko na próbe, jak nie podoła wracam z synkiem do Polski. mam nadzieję, ze nie dam znów się wplątać w to wszystko. I Tobie Dominiko życzę byś dała radę i odcięła sie od niego raz na zawsze. Złaszcza , że poczyniłąś juz pierwsze- najtrudniejsze kroki. pozdr
  • Dominika
    2011-04-04 01:21
    tak Alicjo wytrzymalam bez niego dosc dlugo wyprowadzilam sie zaczelam nowe zycie ale i tak nadal musze uciekac bo przyjezdza placze prosi zeby wrucic nie powiem ze nie bo go nadal kocham nadal mi go brak ale moj synek moje dziecko ktore by bylo takie sliczne jezeli by dozylo tego dnia ale ten szmaciaz wszystko popsul nie wchodzilam na ten portal bo psycholog mi odradzil ale ja nadal mysle nadal tesknie za nim uciekam do polski uciekam tam mnie nie znajdzie juz zadczwonilam do ciotki ona mo pomoze sie troszke pozbierac to nie jest tak latwo rozstac sie nawet jezeli przez niego stracilam synka mojego malutkiego cierpie strasznie cierpie naprawde dziewczyny i wicie co prubujcie wszystkiego zeby uratowavc wasz zwiazek z alkoholikiem bo bez niego tez jest cholernie ciezko;( buziaki dziewczyny odezwe sie jak bede w polsce
  • Gosia
    2011-04-11 17:15
    Mój mąż też pije. Już raz od niego odeszłam kiedy moja starsza córcia miała rok, ale wróciłam. Nie mogę tego żałować, bo dzięki temu mamy drugą córeczkę. Zaczęłam żyć bardziej dla moich dzieci, ale to, że on pije strasznie boli. Najgorsze są weekendy. Zaczyna wpiętek wieczorem, w sobotę poprawia a w niedzielę leczy kaca i śpi. Tragedia. Patrzę na te moje dzieci, które nie wiedzą co jest tatusiowi i czemu mamusia się tak złości i wyć mi się chce. Dzisiaj wziął wolne w pracy i się upił w trupa. Śpi teraz a ja najchętniej bym go udusiła - z tej bezsilności. Z góry wiem, że żadne grożby i prośby nic tu nie dadzą, tyle, że sama sobie pogadam i tyle mojego. Te 5 lat temu kiedy go zostawiłam sięgnął dna. Leżał w rowie pijany i ubłocony. Raz też spał na dołku policyjnym. Pij najtańsze jabole. Zostawiłam go i wniosłam pozew o rozwód. Cierpiał. Myślałam, że zrozumiał. Nic bardziej złudnego. Wiem, że to zabrzmi okropnie, ale gdybym miała więcej kasy, tak aby sobie samej poradzić, to zostawiłabym go od razu. Jak jest trzeźwy to daje się lubić, niestety mam go takiego coraz rzadziej...
  • Aga
    2011-04-12 20:44
    Czytajac rozne opinie dochodze do wniosku, ze nie warto walczyc z nalogiem meza ( moj tez jest alkoholikiem) bo i tak nic nie mozna zmienic na lepsze. Wiec moze po prostu dac sobie spokoj i rozstac sie bez prob pomocy i wyciagania reki. Jest to bardzo trudne jesli sie kogos kocha. Moj maz zawsze lubil alkohol, ale od roku pije codziennie, a ja nie wiem co mam zrobic by pomoc jemu i sobie. Nie upija sie do nieprzyomnosci, nie spi w rowach czy na lawkach, nie robi awantur lecz jest bardzo mily ale to i tak nie zmienia faktu i nie czyni go "lepszym" lub mniej pijanym od innych. Nie chce juz z nim byc bo coraz czesciej dochodze do wniosku, ze on sie nigdy nie zmieni. To ja jestem "ozdoba i ochrona" naszego domu, bo on nie radzi sobie z wieloma rzeczami. Jak podjac te ostateczna decyzje o rozstaniu, jesli patrzysz na czlowieka ktorego mimo wszystko kochasz, ktory jest wspanialy jesli jest trzezwy, ktory mowi ze nie widzi sensu zycia bez ciebie...i ktory nie ma dokad odejsc?
  • alicja
    2011-04-13 13:36
    litość...- to nas gubi
  • Lucyna
    2011-04-15 16:05
    też mam męża alkoholika i nie wiem kompletnie co z tym zrobić. prosze poradzcie mi coś??????
  • Marta
    2011-04-20 14:08
    Witam Pani Zuzanno. Przeczytałam kilka opinii odnośnie życia z alkoholikiem... Najczęściej doradza Pani odejście od takiej osoby... Ja jestem w związku od 11 lat, jestem zaręczona, natomiast ślubu jeszcze nie było. Kocham mojego narzeczonego, lecz niestety ma on dosyć spory problem z piciem. Jest tak, że nie musi pić codziennie, natomiast jak już zacznie nie potrafi skończyć, z tego powodu są wieczne awantury. w domu rodzinnym mieszkałam również z mamą która też jest alkoholiczką, więc mam już porównanie. On obwinia mnie o to, że awantury są z tego powodu, że porównuję go do mamy, ja natomiast widzę, że on ma problem. Byliśmy nawet ostatnio w ośrodku dla uzależnionych, tam zaproponowano mu 6tygodniową terapię, która polegała na dwutygodniowym pobycie w ośrodku, a następne 4 na dojeżdżaniu i jakiś spotkaniach... Nie zgodził się... Nie wiem co robić... Czasami bywa już tak ciężko, że odechciewa mi się żyć, mogłabym wrócić do rodziców, natomiast tam znowu jest mama... Nie mam dokąd pójść,a żeby zamieszkać sama? Niestety mnie nie stać. Kocham go, nie chcę go zostawić, ale...???
  • Bożena
    2011-04-27 17:31
    mam 33 lata troje wspaniałych dzieci(dziewczynki) i jestem 12 lat po ślubie.i..... mam ten sam problem co te Panie z którymi Pani pisała..mój mąż też jest alkoholikiem w dodatku z przejściami (po 10 letnim wyroku wypuszczonym na warunkowe zwolnienie po 6 latach)nie wiem co pisać nie wiem od czego zacząć?wiem że potrzebuję natychmist pomocy bo nie wiem co mam robić.nie wiem jak pomóc mu i nam.jestem w takim stanie psychicznym że nie radzę sobie z myślami coraz częściej nachodzą mnie te najgorsze myśli co do mojego życia.boję się że w pewnym momencie będzie za pużno....kocham moje dzieci ale już nie wytrzymuję twgo wszystkiego.kończę bo mąż trzeżwieje.proszę o kontakt i radę jak mu i nam pomóc.bozena
  • Judyta
    2011-05-04 00:07
    Witam! Mam ten sam problem, co Panie piszące wyżej i też jestem dda. Mam dopiero 22 lata, 3 letniego synka, 5 lat związku a 4 małżeństwa(w życiu już nie popełnie tego błędu drugi raz!!!). Do tego straciłam niedawno pracę, a ze znalezieniem nowej będzie ciężko, gdyż nie mam wykształcenia(musiałam przerwać naukę). Już nie jeden raz odeszłabym od męża, ale nie mam kompletnie gdzie sie podziać. Ojciec mieszka z babcią, którą sie opiekuje, a mama w innym mieście. Niestety, też nie ma zbyt lekko i chociaż by chciała, nie ma nas gdzie wziąć. Nasz synek zaczyna powoli wszystko zauważać. Gdyby mógł, przykleił by sie do mnie, a z ojcem nie chce przebywać, zwłaszcza sam, bo poprostu się przy nim nudzi. Nawet przedszkolanka mi mówiła, że nasze dziecko nie chce z nim wracać do domu, a kilka razy było czuć, że przyszedł po niego pod wpływem alkoholu. Oczywiście, mając teraz wiecej czasu, staram się jak najwięcej spędzać go z dzieckiem. :) Ale wracając do tematu... Mąż wychował się w rodzinie, gdzie picie to było coś normalnego, u mnie ojciec też pił(dla niego rozwód był najlepszym lekarstwem)ale u mnie poszło to w odwrotna stronę-wypiję coś może kilka razy w roku, nie mam jakieś specjalnej potrzeby picia jakiegokolwiek alkoholu. Jak wyżej, tłumaczenie i inne różne próby pomagały na krótko. Może nie jest tak często całkiem pijany, ale praktycznie codziennie znajduje pochowane puszki albo przyłapuję go na tak banalnych sytuacjach, jak wyjmowanie piwa(schowanego)z balkonu(swoją drogą nie mam pojęcia jak i kiedy to wszystko wnosi)czy z szaf, bo przykładowo miałam wejść do wanny, więc miałby trochę czasu. Z reszta nawet nie muszę widzieć, mam już taka miarkę w oczach, że umiem rozpoznać kiedy wypił pół piwa, kiedy 1 a kiedy więcej. Kiedyś były awantury, teraz jest spokój, chyba, że to mi puszczą nerwy. Najbardziej mnie boli, że próbuje robić ze mnie idiotkę. Tj, jak go nie przyłapie ale i tak wiem, że pił, to słyszę-znowu coś ci się wydaje. A jak mówię, żeby coś z tym zrobił, to odpowiada chyba tylko dla świętego spokoju. Wg niego problemu nie ma. Z wielką chęcią bym od niego odeszła, ale przeraża mnie to, że nie mam gdzie... Co prawda, mieszkanie jest na nas oboje, ale po wniesieniu pozwu bałabym się w nim zostać razem z nim. Do tego brak pracy...a tym samym niezależności. Wiem, co przeżywa takie dziecko, i nie chce, żeby moje przeżywało to samo. Etap obwiniania się praktycznie mnie ominął, może dlatego, że wiedziałam już, jaki jest schemat, chociaż z innej perspektywy. Nie wiem co robić, a może raczej wiem, tylko nie wiem jak się do tego zabrać. A i ja nie mówię rodzinie, z tego względu, że matka i tak jest już kłębkien nerwów(nigdy bym nie pomyślała, a tym bardziej chyba nie uwierzyła, jak osoba na wózku inwalidzkim może zniszczyć psychicznie zdrową osobę:()a ojciec też ma dużo własnych problemów. Boję się też zostać sama. Gdybym miała do kogo pójść albo chociaż przykładowo mamę w mieście, było by łatwiej, bo np pomógła by mi z dzieckiem, gdybym znów miała pracę. Teoretycznie człowiek nie powinien bać się zmian na lepsze, ale znów lepsze nie znaczy prostsze... . I to chyba powstrzymuje nas wszystkie-że nie będzie łatwo, a w ułożenie życia na nowo będzie trzeba włożyć dużo wysiłku, czasu, pracy i samozawzięcia. Jeśli coś się u mnie zmieni, dam znać. Puki co, życzę reszcie Pań, żeby miały wiecej odwagi i siły, niż ja teraz.
  • magda
    2011-05-07 15:26
    Od szesciu lat jestem zona alkocholika. Przeszlam przez faze bicia, ponizania, policji, niebieskiej karty. Byla tez sprawa sadowa za znecanie sie nade mna. Postanowilam (oczywiscie bylam z tym wszystkim sama), ze mu "wbije do glowy, ze nie ma prawa tak mnie traktowac. Dostal pol roku wiezienia w zawieszeniu na dwa lata. Dobrowolnie chodzi tez na terapie. Troszke zmienil sposob myslenia. Obecnie od miesiaca jestem w pracy w Niemczech.Jestem praktycznie sama ze swoimi myslami i wspomnieniami.Poradzcie mi, prosze, jak ukoic ten bol.
  • ula
    2011-05-10 10:09
    Tak jak wszystkie tutaj mam męża alkoholika , dotarło to do mnie stosunkowo niedawno .Rozpoczęłam walke z nim i jego choroba , ale czuje ,że tracę siły . Teoria jest jasna , gorzej z codzienną walka .Mąż nie upija się , nie bije tylko stale utrzymuje lekki stan upojenia .Nikt nie wierzy ,że on jest alkoholikiem , bo przecież od jednego piwa ?On sam nie przyjmuje do wiadomości swojego stanu wszystkim obwinia mnie i oczywiście poniża słownie.Nie bardzo mogę odejść ktoś musi płacić rachunki i dbać o dom - jedyne co mi się udało to nie karmię go , zabraniam jeść to co kupuje ! on wyzywa od niewdzięcznych i jestem pewna ,ze poda mnie o alimenty bo nie pracuje a ja tyram na wszystko.Jetem przed sprawa o alimenty a potem rozwód tylko jak pozbyć się go z domu? żeby tak na ulicy skończył to może się obudzi!! ja do niego już na pewno nie wrócę .
  • danutka
    2011-05-10 14:52
    Już nie mam siły na jego picie.Mój mąż pije codziennie po ok 8 piw,a gdy nadchodzi weekend to piwka już od rana i nie tylko.Od ok 10 lat co jakiś czas znajduję butelki po wódce.Jesteśmy 15 lat małżeństwem,mamy 2 dzieci.Ja nie pracuję,mąż ma własną firmę i tu chyba ma nade mną przewagę,bo w kłótniach zawsze wypomina mi pracę.A przecież dla niego wyjechałam z rodzinnego miasta,póżniej pojawiły się dzieci,do tego on całymi dniami pracował a ja zajmowałam się domemi ,przez to nie mogłąm znależć pracy w zawodzie nauczycielki.Jeśli tylko wspominam o jego piciu to zaraz słyszę ,że mam iść do pracy bo on nie będzie mnie utrzymywał,gdy o leczeniu to każe mi spierd...do mamusi.Mąż pochodzi z rodziny alkoholików,uważanych w środowisku za inteligencję.Sam również ,jeśli chodzi o sprawy zawodowe jest poważany,jest specjalistą w swojej dziedzinie,po studiach.Nie wygląda w oczach innych aby miał problemy.A jednak je ma .Nie śpimy ze sobą już ponad rok,i to też uważa ,że moja wina.Ja śpię od roku u dzieci na podłodze i boję się im powiedzieć wprost,że ich tata ma problemy i z czym. Są oni w wieku 15 i 9 lat i często zadają mi różne pytania na które boję się odpowiadać.Niby mąż nie robi dużych awantur często to jednak cały czas jest jakiś nieobecny w życiu rodzinnym.Cały czas szuka okazji by być sam.Jeśli my jesteśmy w domu to ucieka do garażu i tam samotnie pije i na odwrót .Nie chodzi do kościoła,co mnie strasznie wkurza,bo samochód stoi na podwórku a my mósimy rowerami.Ja mam prawo jazdy ale on mi samochodu nie da ,bo "idż do pracy i kup sobie".Czuję ,że jestem kłębkiem nerwów,nie wiem jak namówić go na leczenie,rodzinie boję sie powiedzieć,bo mama zaraz dostaje z nerwow jakiegoś wylewu.A już nie znoszę piątkow gdyż moje myśli są przy jego piciu.Dzieci się go boją choć nic złego im nie robi,czasem tylko krzyknie.A to następna sprawa która mnie nie daje spokoju.Nie rozmawia z nimi a w zasadzie nic z nimi nie robi,mi co mam robić pomóż
  • Beata
    2011-05-14 23:11
    Jestem w podobnej sytuacji,też mam męża alkoholika.Jesteśmy małżeństwem od 13 lat. Od ośmiu lat jest żle. Pije w weekendy, bo twierdzi, że ma do tego prawo i musi odreagować po pracy. W tygodniu też pije może trochę mniej i oczywiście mi wmawia, że nie pije. Mamy troje wspaniałych dzieci 12,10,8 lat. Najbardziej żal mi dzieci, czuję, że muszę to przerwać ze względu na dzieci. Mój mąż wykańcza mnie psychicznie, ubliża,poniża najbardziej uwielbia to robić przy obcych ludziach. Dzisiaj usłyszałam, że ma prawo wychodzić i nie wracać do domu na noce bo zarabia więcej odemnie.Zdarza mu się też podnieść na mnie rękę. Jeszcze nie wrócił po pracy od piątku. Nie mam już siły go prosić o to by się zmienił. Dwa tygodnie temu stwierdził, że jest alkoholikiem, że chce się zaszyć bo sobie z tym nie radzi. Nie pił przez kilka dni. Każdy pretekst do wypicia jest dobry. Mam już za sobą etap szukania go i przywożenia do domu, czekania na niego kiedy wróci do domu. Coraz częściej myślę o rozwodzie. Nie wiem jakie masz szanse na wyrzucenie go z domu. Właścicielem domu jestem tylko ja on jest tylko w nim zameldowany,. Chciałam to załatwić żeby sie wyprowadził, że jeśli nie chce przestać pić niech sobie pije tylko nie przy nas. Jak jest trzeżwy to jeszcze mam wrażenie, że go kocham, ale jak widzę go,że coś wypił to bym go najchętniej wywaliła z domu. Nie wiem co mam zrobić.
  • Beata
    2011-05-14 23:26
    Jestem w podobnej sytuacji,też mam męża alkoholika.Jesteśmy małżeństwem od 13 lat. Od ośmiu lat jest żle. Pije w weekendy, bo twierdzi, że ma do tego prawo i musi odreagować po pracy. W tygodniu też pije może trochę mniej i oczywiście mi wmawia, że nie pije. Mamy troje wspaniałych dzieci 12,10,8 lat. Najbardziej żal mi dzieci, czuję, że muszę to przerwać ze względu na dzieci. Mój mąż wykańcza mnie psychicznie, ubliża,poniża najbardziej uwielbia to robić przy obcych ludziach. Dzisiaj usłyszałam, że ma prawo wychodzić i nie wracać do domu na noce bo zarabia więcej odemnie.Zdarza mu się też podnieść na mnie rękę. Jeszcze nie wrócił po pracy od piątku. Nie mam już siły go prosić o to by się zmienił. Dwa tygodnie temu stwierdził, że jest alkoholikiem, że chce się zaszyć bo sobie z tym nie radzi. Nie pił przez kilka dni. Każdy pretekst do wypicia jest dobry. Mam już za sobą etap szukania go i przywożenia do domu, czekania na niego kiedy wróci do domu. Coraz częściej myślę o rozwodzie. Nie wiem jakie masz szanse na wyrzucenie go z domu. Właścicielem domu jestem tylko ja on jest tylko w nim zameldowany,. Chciałam to załatwić żeby sie wyprowadził, że jeśli nie chce przestać pić niech sobie pije tylko nie przy nas. Jak jest trzeżwy to jeszcze mam wrażenie, że go kocham, ale jak widzę go,że coś wypił to bym go najchętniej wywaliła z domu. Nie wiem co mam zrobić.
  • Benita
    2011-05-15 22:48
    Kochane kobietki, ja również jestem na etapie "co robic"? Nie wiem , mąż jest na obecną chwilę na detoksie.Jesteśmy razem 19 lat. Przed 4-ma laty podjął półroczną terapie ,nie pił te 4 lata .byliśmy chyba szczęśliwi, ja tak się czułam.Ale pół roku temu okazało sie , że mnie zdradził z dziewczyną o 20 lat młodszą i zaczął chlać, bo sie wydało. Znowu trauma, stracił pracę, wyjechał do ośrodka na przetrwanie i oderwanie się od kochanki na miesiąc, wrócił , wszystko niby zaczęło wracać do normy i nagle znowu to samo. Wydało się że kochanka ta sama, chlanie do upadłego.To wszystko piszę w wielkim skrócie, bo mieliśmy bardzo ożywione życie rodzinnę:((. Jak mam zachować się na obecną chwilę, myślę o separacji, bo on chyba przyzwyczaił się do mojego wybaczania. A ja i kocham i czuję się podle, jak mu pomóc, żeby odbić się razem od dna .Mamy córkę 19 lat , niestety tylko jedno dziecko, i za chwilę będę sama z nim , czy mówić mu o tym ,że to koniec , czy próbować zaczynać ode zera.Ja nawet nie umiem być twarda i konsekwentna w działaniu , że nie piore, nie gotuje, nie śpie, nie odzywam się .Bo mieszkać niestety będziemy razem.Proszę o podstawowe rady, jeśli któraś miała podobne sytuacje.
  • danutka
    2011-05-16 11:24
    Witam drogie panie.Ostatnio pisałam trochę haotycznie,gdyż mój mąż mógł w każdej chwili wejść i zrobić mi awanturę.Dziś mam więcej spokoju,więc mogę się wyżalać.Niedawno zdałam sobie sprawę ze współuzależnienia mojego,me myśli ciągle są wokół męża piwa itp.Pamiętam,gdy byliśmy jeszcze na studiach,jak powiedział mi o tym,że jego matka jest alkoholikiem,to miał w oczach łzy.Widziałach wtedy w nim ogromną niechęc do alkoholu .Byłam pewna że mnie to nie spotka,gdyż miał złe wspomnienia z domu rodzinnego.U mnie w domu nikt nigdy nie nadużywał alkoholu,więc tym bardziej nie umiem sobie poradzić,nie wiem co myśleć,jak postępować.Ja nie chcę od niego odejść,ale jeśli sytuacja mnie dotego zmusi to tak zrobię.I wiem,że wtedy choćby błagał to nie wrócę.Jest mi tym bardziej ciężko,że mieszkam daleko od rodziny i tak poważna decyzja wiąże się z wyjazdem,a dla dzieci to byłby szok,wiem bo kiedyś spytałąm je o to.Zresztą moja rodzina nic nie wi e o problemach i strasznie boję się powiedzieć mojej kochanej mamie mimo,że jestem z nią w bardzo dobrych relacjach.A szczególnie chodzi mi o jej zdrowie i nerwy.Inna sprawa to sex,który od 2 lat odszedł w niepamięć.Ja nawet nie mam na to ochoty,a mąż który kiedyś uważał to za coś szczególnego teraz nie wykazuje ochoty,zresztą nie ku temu nawet okazji,gdyż śpię razem z dziećmi w pokoju. Drogie matki i żony nie proszę was o wiele,chcę tylko aby od czasu do czasu któraś z was napisała do mnie,podzieliła sie swymi troskami czy kłopotami.Chcę poczuć,że nie jestem sama bo jak na razie nie mam nawet z kim o tym porozmawiać.Wiem,że moje łzy wylane chyba już nic nie zmienią,lecz ciągle mam nadzieję,Jest mi strasznie smutno,chcę aby mąż mnie przytulił a on tego nie robi.Błagam was porozmawiajcie ze mną bo psychikę mam coraz słabszą,a nie mam się komu nawet wyżalić.Jedyne co mam to dzieci,które są dla mnie wszystkim i które chcę aby wyrosły na ludzi.Wiec co dalej???
  • JOANNA
    2011-05-16 18:46
    WITAM, MÓJ PROBLEM Z MĘŻEM ALKOHOLIKIEM TRWA JUŻ 26LAT ,Z POCZĄTKU BYŁO W MIARĘ DOBRZE PROBLEM BYŁ ALE MOŻE MNIEJ BOLEŚNIE GO ODCZUWAŁAM. ALE NIESTETY CZTERY LATA TEMU STRACIŁ PRAWO JAZDY , ZWOLNILI GO Z PRACY I TERAZ POWODÓW DO PICIA JEST WIĘCEJ. PRZESZŁAM NAWET PRZEZ PRÓBĘ SAMOBÓJCZĄ -WIESZAŁ SIĘ A JA GO ODCINAŁAM , BYŁO TO PONAD TRZY LATA TEMU A JA NA SAMĄ MYŚL MAM GĘSIĄ SKÓRKĘ(WIEM ZE GDYBY SIĘ POWIESIŁ MIAŁABYM SPOKÓJ ) ALE DO TEJ PORY JAK GO DŁUGO NIE MA W DOMU DENERWUJĘ SIĘ . NA ŻADNĄ POMOC Z E STRONY OPIEKI SPOŁECZNEJ CZY NAWET SĄDU LICZYĆ RACZEJ NIE MOŻNA .OWSZEM BYŁAM W OPIECE , PO AKCJI Z WIESZANIEM ODBYŁA SIĘ NAWET SPRAWA W SĄDZIE O PRZYMUSOWE LECZENIE ,KTÓRA ZOSTAŁA ODDALONA . POPEŁNIŁAM BŁĄD BO NIE CHCIAŁAM ZEZNAWAĆ W SĄDZIE PRZECIWKO MĘŻOWI GDYŻ UWAŻAŁAM ŻE OPINIA Z OPIEKI I SĄSIADÓW , NOTATKA Z POLICJI WYSTARCZĄ I SĘDZIA BĘDZIE WIEDZIAŁ DLACZEGO ODMAWIAM ZEZNAŃ. GDYŻ NIE BĘDĘ PRZED SĄDEM KŁAMAĆ A MÓWIENIE PRAWDY SPOWODUJE ZAGROŻENIE DLA MNIE. GDYBYM ZEZNAWAŁA W SĄDZIE PRZECIWKO MĘZOWI PEWNIE DO TEJ PORY NIE ZMRUŻYŁABYM W NOCY OKA. TAK NAPRAWDĘ TO MYŚLĘ ŻE NIE MA ŻADNEJ POMOCY - CO TAM DOSTANIE W NOCY ATAK PADACZKI ? POGOTOWIE DA ZASTRZYK I NA TYM KONIEC . WIESZAŁ SIĘ POGOTOWIE ZABRAŁO GO DO SZPITALA I W NOCY TRZEBA BYŁO PO NIEGO JECHAĆ BO NIE BYŁO ZAGROŻENIA DLA ŻYCIA A ON NIE WYRAZIŁ ZGODY NA POZOSTANIE W SZPITALU.DLACZEGO DO KOGO SIĘ UDAĆ? SKORO TAK NAPRAWDĘ NIKOGO TO NIE INTERESUJE , CHODZIŁAM DO OPIEKI(NIE PO PIENIĄDZE), NA POLICJĘ , DO SĄDU -I KTO MI POMÓGŁ? -NIKT .O TYLE JESTEM W KOMFORTOWE SYTUACJI ŻE PRACUJĘ, JEST MI CIĘŻKO ALE SKROMNE ŻYCIE STARCZY A PRZEDE WSZYSTKIM SPĘDZAM PARĘ GODZIN Z LUDŻMI. ALE CO DALEJ???
  • Agusia
    2011-05-17 19:57
    Danutko tu nie pomoga rady kazdy zostaje sam ja wywalilam chlopaka ze strachu przed tym co tu pisza kobiety ale ja zrobilam to bardziej dla niego niz dla siebie,alkoholizm to choroba psychiczna to nie sa zdrowi ludzie i z czasem jest coraz gorzej,jesli nie zostawimy ich to nic im nie pomoze,tu trzeba paly i zimnej wody zabieraj dzieci i zostaw go dla niego trzeba reagowac natychmiast ja powinnam byla zrobic to juz dawno moze pomogloby bardziej
  • Beata
    2011-05-18 18:04
    Witam,tez mam męża alkoholika. Wydaje mi się że ta choroba to jest jak walka z wiatrakami,mi już tak jak innym tu kobietą brak sił.Od dziesięciu lat borykam się z tym problemem.Mąż miał trzy wszywki pierwszą około sześć lat temu wówczas nie pił cały ten okres,czyli pełen rok.Było dobrze on też się cieszył że nie pije.Potem wyglądało to tak że mąż zapierał się że nie będzie już tak pił jak dawniej.Jeszcze wtedy wierzyłam że tak będzie.Urodziło nam się dziecko którego mąż bardzo pragną.Myślałam że będzie dobrze, ale niestety alkohol był silniejszy.Początkowo mąż upijał się raz na jakiś czas potem raz na tydzień i w końcu codziennie.Scenariusz był taki że ja z dzieckiem w domu mąż w pracy a po pracy w knajpie pił,przychodził jadł i kładł się spać i tak codziennie. Ja powoli stawałam się kłębkiem nerwów.Bywały dni że był trzezwy, wówczas obiecywał mi że nie będzie już pił bo bardzo jest jemu nas żal.W końcu zdecydował się na wszywkę bo sam już miał dość takiego życia.Zaczęło się normalne życie.W tym okresie mąż zmienił prace na lepsza i dobrze płatną.W nowej firmie w której był i jest zatrudniony nadal zaczą wyjeżdzać na kontrakty nie długie bo krótkie takie sześcio tygodniowe. Układało się nam naprawdę dobrze.Tak było przez sześc miesięcy.I nadszedł ten dzień kiedy znów zaczęło się pijaństwo,jak zwykle zapierał się że on na pewno nie dopuści się do takiego stanu żeby pił codziennie.Niestety ale było gorzej jak wcześniej.Mąż wpadł w taki amok alkoholowy że rozpoczynał dzień od picia i upijał się dwa razy na dzień.Szedł do pracy,ale z pracy się urywał i szedł do knajpy.Niby z pracy wracał do domu kompletnie pijany kładł się spać budził się pokręcił się chwilę po domu i mówiąc że wychodzi na chwilę szedł znów pic.W końcu do pracy nie chodził ale wyjeżdzał na kontrakty a że był dobrym pracownikiem to przymykali oko na to że na lądzie nie pojawia się w pracy,ale bywało tak że na lądzie w pracy był bardzo potrzebny i nie można było polegać na mim mówił że będzie w pracy a się w niej nie pojawiał.W końcu doszło do sytuacji że mąż mógłby stracić pracę.Dotarło do niego że musi się ogarnąć.Postanowił się zaszyć.Można by było powiedzieć że sięgną dna.Minęły trzy miesiące i mąż napił się ta sama śpiewka jak zawsze.Mnie strachem zalewa na myśl że miał by być powrót do tego co przed trzema miesiącami.A te trzy miesiące były wspaniałe. Kocham męża ale mi już brak sił.Rozmawiałam z nimi mówi że ma za dużo do stracenia.Co dalej strach myśleć
  • Marzena
    2011-05-20 07:28
    DANUTKO.WSZYSTKIE ,KTÓRE TU OPISUJEMY SWOJE HISTORIE ŁĄCZY WIELKI BÓL I CIĘŻKIE ,CZĘSTO TRAUMATYCZNE PRZEŻYCIA ZWIĄZANE Z ALKOHOLIZMEM BLISKICH NAM LUDZI.U MNIE DODATKOWO TAK JAK U CIEBIE JEST TO ŻE MIESZKAMY DALEKO OD MOJEJ RODZINY.PO ŚLUBIE PRZEPROWADZILIŚMY SIĘ W RODZINNE STRONY MĘŻA GDYŻ TU MIAŁO BYĆ NAM LEPIEJ.JESTEŚMY RAZEM 10 LAT MAMY SIEDMIOLETNIEGO SYNKA.ROK TEMU BYŁAM W CIĄŻY ALE STRACIŁAM DZIECKO.PODOBNO TAK SIĘ CZĘSTO ZDARZA PRZYCZYN MOGŁO BYĆ WIELE.ALE CIĄGLE WRACAJĄ MYŚLI,ŻE GDYBY NIE ZACHOWANIA MOJEGO MĘŻA MOGŁO BYĆ INACZEJ.NIE BIŁ MNIE ALE PSYCHICZNIE BYŁAM I JESTEM KŁĘBKIEM NERWOW.ZŁE SŁOWO WYPOWIEDZIANE Z UST OSOBY KTORA ,MIAŁA BYĆ MI NAJBLIŻSZĄ RANIĄ PODWOJNIE.CZUJĘ SIĘ TAK STRASZNIE WSPÓLUZALEŻNIONA ŻE NIE WIDZĘ WYJŚCIA Z TEJ SYTUACJI.NIE PRACUJE I CORAZ CZĘŚCIEJ SŁYSZĘ JAKA JESTEM BEZNADZIEJNA.MOJA MAMA DZWONI DO MNIE CODZIENNIE I ZAWSZE WYCZUJE JAK COŚ JEST NIE TAK.BARDZO CIERPI Z TEGO POWODU GDYŻ MOJ OJCIEC TEŻ BYŁ ALKOHOLIKIEM I WIE CO PRZECHODZĘ.WIEM ŻE SAMA SOBIE NIE PORADZĘ BYŁA JUZ NAWET KIEDYŚ W PORADNI DLA OSOB WSPÓŁUZALEŻNIONYCH, ALE NA PIERWSZEJ WIZYCIE SIĘ SKĄCZYŁO GDYŻ NIE MIAŁAM Z KIM ZOSTAWIĆ DZIECKA.DANUTKO BARDZO DOBRZE ROZUMIEM TWÓJ BÓL,TWOJE PRZEZYCIA SAMOTNOŚĆ ŁZY GDYŻ PRZEŻYWAM TO SAMO.MÓJ MĄŻ OCZYWIŚCIE PRZYZNAJE SIĘ DO TEGO ŻE JEST ALKOHOLIKIEM BO MA ZA SOBĄ WSZYWKE,DETOKS TERAPIĘ I MARNE PRÓBY CHODZENIA NA MITINGI.I OCZYWIŚCIE WIE JAKI TO ON JEST BIEDNY BO JEST CHORY.ON..JEMU TRZEBA WSPÓŁCZUĆ,POMAGAĆ.CZASAMI GDY ROZMAWIAMY WYKRZYCZY MI ŻE JA I TAK GO NIE ROZUMIEM,JEGO ODCZUĆ,MYŚLI.ŻE TYLKO DRUGI ALKOHOLIK WIE CO ON CZUJE.A JA UWAŻAM ,ŻE GDYBY CHOCIAŻ NA JEDEN DZIEŃ ZAMIENIŁ SIĘ ZE MNĄ I POCZUŁ MOJE MYŚLI I ODCZUCIA POCZUŁ TEN WIELKI BÓL ,STRACH I TĄ STRASZNĄ BEZSILNOŚĆ CHCIAŁBY SIĘ ZMIENIĆ.DANUTKO POZDRAWIAM CIEBIE I WSZYSTKIE KOBIETKI W PODOBNEJ SYTUACJI.PISZ CO U CIEBIE.ZAWSZE LŻEJ JAK MOŻNA SIĘ PODZIELIĆ Z INNYMI SWOIM CIERPIENIEM.
  • Izabela
    2011-05-20 12:25
    Benito,Danuto,Marzeno i wszystkie pozostałe panie Pisałam jakiś czas temu o swoim życiu przy boku alkoholika do którego nie dociera że jego nałóg zrujnował nasze życie .Jeżeli wrócicie do opisywanej mojej historii to to wszystko już było.Jak wynika z waszych zwierzeń to ja jestem najstarsza wiekiem i stażem małżeńskim.37 lat patrzenia jak człowiek staje się jedną beczką piwa ,jak jego życie uzależnia się od butelki piwa .Ja to wszystko przeszłam od buntu po tumiwisizm ,teraz już nie zależy mi na tym człowieku a wy jesteście młode wykształcone i na pewno nie jedno krotnie silniejsze od nich ,weżcie kartkę papieru podzielcie ją na pół, jedna strona to wasze życie to o którym ,marzyłyście wiążąc się z kochanym facetem a druga strona to to co on wam zgotował.Jaki jest bilans u mnie był zdecydowanie nie korzystny po tej drugiej stronie po co żyć w związku który poniża nas . Gdy pierwszy raz zajrzałam na ten portal zrobiło mi się lżej że nie ja jedna jestem taka głupia i daję sobą manipulować .Dopiero tutaj otworzyłam oczy i zobaczyłam że tak nie musi być.Powiedziałam mojemu pijaczkowi że to koniec od tej pory każde z nas żyje dla siebie teraz jestem wolna, robię to na co mam ochotę ,już nic nie muszę .A najważniejsze jest to że nie boję się jego .Żyjemy obok siebie .W nie długim czasie wyjeżdżam do moich dorosłych dzieci tam będę się cieszyć tym co jeszcze może mnie spotkać .Przeszłam wszystkie etapy żony alkoholika ,był czas że, bardzo chciałam mu pomóc ,ale on odrzucał każdą pomoc .On wiedział tylko jedno że ja się czepiam jak będzie chciał to nie będzie pił i tak chce do tej pory.Żadna pomoc nie wchodzi w rachubę jeżeli oni tego nie chcą nie czują że się staczają. Przede wszystkim to nasi pijaczkowie muszą chcieć się wyleczyć z nałogu, do którego sami się doprowadzili.Musimy skończyć z żałowaniem i litowaniem się nad ich nieudolnością życiową Marzeno, Twój mąż musi zrozumieć że jego nałóg to to czego sam się dorobił a obwinianie Ciebie tym że go nie rozumiesz to jest tylko wybieg przy jego słabym charakterze ,Alkoholicy mają bardzo słabą psychikę szybko się załamują i chcieli by ciągłego wsparcia ,użalają się nad sobą jacy to oni są biedni ,życiowo pokrzywdzeni przez los itd, itp.......Jeżeli taki pijaczek ma na tyle silnej woli to po pierwszej przerwie w piciu nie wróci do nałogu , ale takich ludzi jest mało .Chociaż wierzyłam kiedyś że to jest możliwe a trwało to całe 4 lata podczas których mąż się zarzekał że nie tknie żadnego alkoholu ,ale wystarczyła mała górka w życiu i wszystkie obietnice ,zarzekania i perspektywa lepszego życia legły w gruzach Ja w te ,,UZDROWIENIA ,, nie wierzę.Jeżeli można żyć inaczej ,lepiej ,spokojniej to po co się męczyć .Pozdrawiam wszystkie i trzymajmy się tego co nas może ocalić .
  • Anita
    2011-05-24 19:47
    Pani Danutko ,proszę o numer gg .Chętnie z panią"porozmawiam"
  • teresa
    2011-05-24 23:36
    Ja rowniez przezylam z mezem alkoholikiem 15 lat ciagle obiecywal poprawe ale bylo coraz gorzej teraz odbywa kare 2 lat wiezienia za znecanie sie nad rodzina mam trojke wspanialych synow ide powoli do przodu jest bardzo trudno i ciezko.Mam chwile zalamania ale walcze o siebie i dzieci o nasz spokoj jeszcze wiele mam do zrobienia jest ciezko ale probuje powoli isc naprzod bo warto dla siebie i dzieci bo spokoj i szczescie nasze jest najwazniejsze.Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
  • danutka
    2011-05-25 08:55
    Anitko cieszę się ,że chcesz ze mną porozmawiać.Wierz mi jest o czym ostatnio,bo przedwczoraj pierwszy raz próbował mnie uderzyć.Twierdzi, ze go sprowokowałam bo rzuciłam butelką z piwem o podłogę,gdyż mnie kopnął.Ale najgorsze było to, że wszedł na szkło,krew lała mu się z nogi i wtedy wpadł w jakiś szał.Szedł na mnie z zacićniętymi pięściami i mówił,że mnie zabije.Z trudem go powstrzymałam,ale nockę już miałam z głowy,W życiu tak się nie bałąm,Boże jak bardzo się bałam o siebie i dzieci.Zawsze byłam pewna że z jego strony nic mi nie grozi.Aż do wtedy.Czy to znaczy że nastąpił kolejny etap alkoholizmu?Na drugi dzień gdy tylko wrócił z pracy,wyciągnęłam go w ustronne miejsce aby porozmawiać o tym co się stało,jaką wyrządza nam krzywdę.Niby przeprosił,ale piwo i tak wypił,tyle że mniej niż zwykle.Nie wiem co o tym myśleć bo nigdy nie był agresywny.Z drugiej strony może choć na jakiś czas będzie spokojny.A niebawem córka ma komunię i ja nie mogę jej zawieść.A póżnie będą wakacje to może wyjadę do rodziców i już zostanę.Anitko podam ci mojego e-maila,bo na gg nie bardzo mam kiedy pogadać/dana.38@o2.pl.Więc jeśli znajdziesz czas i chęci to napisz. Kobietki trzymajcie się i walczcie lub odchodżcie.Ja na razie nie wiem co zrobię ?????????
  • Anita
    2011-05-25 11:37
    Danutko dziękuję za e-maila na pewno się odezwę.
  • monika
    2011-05-27 19:34
    Witam ja zyje w konkubinacie kilka lat mamy troje dzieci on pil zawsze ale chyba zaczelo mi to bardzo przeszkadzac kiedy urodzilam dzieci jak zaczal pic trwalo to nieraz kilka dni a przy tym niesamoite awantury nieraz podniosl na mnie reke nieraz uciekalam z dziecmi z domu az w koncu nie mnialam juz sil i zglosilam na policje znecanie sie nademna dostal wyrok teraz siedzi w areszcie tam podjol terapie na ktora sam sie zglosil mowi ze wytrwa i nie bedzie pil ale ja tez musze sie zmienic i nie przypominac mu zeby nie pil bardzo go kocham on mnie tez wiem o tym tak bardzo chcialabym zeby sie mu udalo zeby wygral z ta choroba czy ja tez powinnnam chodzic na jakas terapie chce mu pomuc
  • isia
    2011-05-31 00:37
    czytam to o d poludnia i lzy leca mi stumieniami, bo wlasnie uswiadomilam sobie ze moj maz jest bardzo ciezko chory a ja ludzialam sie do tej pory ze da rade, chociaz teraz wiem ze na 100% nie da ..... co mam robic? jestem tak bezradna.... w paru slowach moje zycie wyglada tak ... mam 2 coreczki /14,10/ wspaniale dziewczyny wychowane z wielkim szacunkiem dla ojca... ale po co jesli teraz widza to wszystko... on jak jest trzezwy jest naprawde wspanialym ojcem i mezem ale pije codziennie twierdzac ze przesadzam... o wekendach nie wspomne bo to straszne w jakim jest stanie... jak na razie nigdy mmnie nie uderzyl ani nie ublizyl ale to i tak nie da sie z nim zyc a w sumie jestesmy malzenstwem 15 lat i chyba teraz sobie zdaje sprawe ze on pije cale te late.... przepraszam za pismo ale nie widze przez zly bpo jestem zalamana ... pomozcie PROSZE....
  • danutka
    2011-05-31 08:18
    Droga Isiu też do niedawna się łudziłam a problem coraz bardziej się pogłębiał.Każda z nas przeżywa to bardzo głęboko skoro sięgamy do różnych żródeł.I właśnie wtedy uświadamiamy sobie potęgę tej choroby.Podobnie jak ty jestem na zakręcie i nie wiem co dalej robić.My możemy jedynie na tym forum wspierać się,ale to sprawy nie załatwi.Z drugiej strony jak to wiele znaczy gdy dzielimy się ze swoimi troskami z innymi.Także jeśli masz ochotę to pisz a któraś z nas zawsze się odezwie,żebyś nie czuła ,że jesteś sama.Pozdrawiam.
  • Izabela
    2011-06-01 08:56
    Droga Isiu samo uświadomienie sobie że mąż jest alkoholikiem to duży skok ku lepszemu .Teraz musisz tak zadziałać aby ,do tego samego wniosku doszedł twój mąż.Samym narzekaniem nic nie zdziałasz ,z tego co piszesz to jest mądrym facetem i jeżeli przedstawisz mu jego chorobę w takim świetle że zabraknie mu argumentów do obrony to wtedy zrozumie że może jeszcze się wyrwać ze szponów nałogu ,tutaj bardzo dużo zależy od tego czy będzie chciał .Droga Isiu cofnij się kilka postów do tyłu,zorientujesz się że my wszystkie mamy ten sam problem nie jesteś osamotniona w walce z nałogiem męża .Nie ma jednej recepty na walkę z tym, wszystko zależy od tego na jakim etapie jest wasze małżeństwo.Moim zdaniem już coś osiągnęłaś uświadamiając sobie alkoholizm małżonka.Nie daj się omamić jego dobrocią ,to dymna zasłona oni tak mają że ,asekuracja to to czym się leczą .Tylko twarda,zdecydowana decyzja odnośnie leczenia i konsekwencja w postanowieniu da rezultaty.W każdym większym czy mniejszym miasteczku są ośrodki leczenia ,nawet jak będzie potrzeba odwyku zamkniętego to warto spróbować . Mówią że aby chcieć się leczyć trzeba osiągnąć dno ,ale w/g mnie to każdy moment jest dobry .Próbujcie i nie daj się zbyć byle jakim tłumaczeniem .Trzymamy wszystkie kciuki za, powodzenie najpierw w uświadomieniu mężowi jego choroby a potem w leczeniu .....
  • Ewelina
    2011-06-03 18:49
    Witam serdecznie! Jestem żoną alkoholika.Praktycznie niecały rok po ślubie,mój mąż wracał coraz pózniej z pracy.Muszę dodać mój mąż pracuje na budowie i jego praca sprzyja tej chorobie.Coraz częściej były obecne w naszym życiu kłótnie wyśmiewał się ze mnie,że jestem spokojna,że nie pije,nie palę,że jestem beznadziejna itp.Mój mąż miał ojca alkoholika zdaje sobie sprawę,że to ma istotny wpływ na jego obecne życie.Po ślubie dowiedziałam się,że mój mąż miał problemy z alkoholem dużo wcześniej, miał zabrane prawo jazdy za prowadzenie w stanie nietrzezwym o czym nie wiedziałam.Choroba postępowała mój mąż coraz częściej sięgał po alkohol,nie wracał do domu bez powodu początkowo kilka dni,zostawiał mnie samą z córką nawet gdy była chora,następnie 2 tygodnie,2 miesiące i nawet 4 miesiące.Było to dla mnie bardzo ciężkie przeżycie,nie myślałam,że coś takiego może mnie spotkać,początkowo jezdziłam za nim,szukałam go,dzwoniłam do jego kolegów,trzymałam gdy chciał wybiec z domu,było coraz gorzej.Obiecywał,że się poprawi,tłumaczył to wszystko tym,że sobie nie radzi sam z sobą.Płakałam po kontach gdy nikt tego nie widział.Bardzo się wstydziłam za męża przychodził pijany pod moją uczelnię,robił mi wstyd w Kościele.Mój mąż 1,5 roku temu miał wypadek w pracy,miesiąc po nim dalej się upijał,nie wracał,był coraz bardziej agresywny, wolał towarzystwo kolegów i meneli.Mąż bardzo często zmieniał pracę,karmił mnie kłamstwami a co najgorsze ja mu wierzyłam,każdą nieobecność próbował usprawiedliwić kłamstwem.Kłamstwa wychodziły bardzo szybko na jaw znajdowałam rachunki z izby wytrzezwień,mandaty,nawet dowiedziałam się o potajemnym spotkaniu męża z koleżanką.Było to dla mnie bardzo przykre,brzydziłam się męża,przyzwyczajałam się do tego,że mąż nie wraca do domu.W wakacje myślałam poważnie o rozwodzie "Tak nie może być,nie chcę tak żyć...."Mąż o tym wiedział,postanowił się leczyć,zmyliło mnie to dałam mu ostatnia szanse choć było ich mnóstwo i żadnej nie wykorzystał,bardzo stanowczo postawiłam go przed wyborem albo ja albo alkohol.Leczenie trwało 2 miesiące, niestety nie pomogło mąż ponownie się upił,wyszedł z domu.Od marca nie mieszkamy razem ja mieszkam z moimi rodzicami on z swoimi.Teraz jestem przekonana co do rozwodu na 100% chcę się od tego uwolnić.Mam 23 lata mąż 27,mamy 3 letnią córkę,jestem 4 lata po ślubie. Najbardziej szkoda mi dziecka,mam nadzieję,że kiedyś to zrozumie.Wiem,że przede mną najgorsze....Pozdrawiam wszystkie Kobiety!
  • Izabela
    2011-06-04 00:53
    Ewelino .Mimo tak młodego wieku już tyle doświadczyłaś złego ze strony męża alkoholika .To co Ciebie wyróżnia od nas to że tak szybko potrafiłaś przerwać stan w jakim się znalazłaś .My wiemy jak to jest zostawić to wszystko co do tej pory miało sens w naszym życiu i pójść tą drugą stroną .Na prawdę chylimy głowę przed Tobą .Mając 23 lata i bagaż 4 letniego życia przy mężu alkoholiku mimo przyrzeczeń z jego strony i wielokrotnych prób wyjścia z nałogu nie dałaś się omamić i zawładnąć całkowicie jego chorobą.Ja wychodziłam z nałogu pijaka całe 37 lat i potrzeba było wielu zdarzeń abym postawiła sprawę albo, rodzina albo picie .My też nie chcemy żyć obok ,chcielibyśmy być razem, budzić się obok trzeżwego i nie cuchnącego piciem męża .Jesteś tak jak i ja na dobrej drodze do spokoju i raz na zawsze pozbycia się alkoholowego cugu z domu .Dasz radę i wychowasz córeczkę sama a on niech albo się stacza albo zmądrzeje.Napisz od czasu do czasu jak radzisz sobie ,bo jeszcze nie było na tym forum tak dojrzałej osoby w wieku 23 lat .Córka kiedyś zrozumie że to co zrobiłaś teraz to dla jej spokoju w przyszłości. Dziś najgorsze to masz za sobą teraz to tylko konsekwencja i mocne postanowienie o odejściu doprowadzi Cię do spokojnego jutra.
  • iwona
    2011-06-12 20:32
    mamy 2-je malutkich dzieci. mieszkamy za granica, nie mam nikogo bliskiego dla mnie; bo cale otoczenie polskie w ktorym sie obracamy to rodzina meza i to ja zawsze jestem najgorsza. w przyszlym tygodniu chcialabym odwiedzic grupe wsparcia. prosze mi powiedziec,wiem ze nie moge wyreczac meza w zadnych obowiazkach, ale co mam zrobic gdy jednym z jego najwazniejszych obowiazkow jest odwiezienie dziecka do zlobka, ktory jest 2 km od domu. jeszcze nie mam prawa jazdy (jestem w trakcie kursu). ja zaprowadzalam starsze dziecko do szkoly a on mlodsze i w tym momencie zaczal pic. czy mam robic to za niego? przeciez nie zostawie 1.5 rocznego dziecka z pijanym tata i nie wyjde do pracy. prosze o jakas rade
  • lila
    2011-06-15 22:14
    Witam moje życie wygląda prawie tak samo, jak większosci z Was. jA rónież żyję z osobą nadużywającą alkoholu, czy to już alkoholizm, pewnie tak... Mam 2 letnie dziecko.Za każdym razem gdy mąż znika z domu, wychodzi do pracy, fuchy, jak to nazywa, do znajomego, wraca pijany. I tak przepływa mi mi razem z nim życie kiedy zbliża się weekend, ja cała drże, boję się że znowu wróci pijany.:(. O leczeniu się rozmaiwał zmoją mama bo z nią mieszkamy ona jest specjalistą od tego, ale jak to bywa rodziny nie może leczyć. Jak to można było się spodziewać uznał że problmu nie ma. Mnie ostatnio w stanie nietrzeźwiści nawyzywał, naubliżał mi i przy okazji mojej rodzinie się dostało. Po czym kiedy całkowiecie nie wytrzymałąm kazałam mu się wynosić. Ale to nie koniec, następnego dnia wrócił do domu. Czy wyciągnał wnioski z tego? NIE uznał że to ja powinnam kompletny dureń! nawet mnie nie przeprosił za to, nic wszedł coś tam powiedział do mnie ja odpowiedziałam i tak się rozmowa potoczyła. Nie zaprowadziła nas w sumie, do nikąd. Nie wiem co mam robić, kocham tego drania, nie umiem być konsekwenta, więc nie mogę zagrozić rozstaniem definitywnym, kiedy nie wiem czy umiem tego dotrzymać.
  • Izabela
    2011-06-15 23:44
    Lila ,Iwona ....Chciało by się powiedzieć nie tędy droga ,ale serce powtarza wciąż to samo ''a może tym razem się zmieni i nie wróci pijany ,może damy radę i tym razem a może trzeba pomóc wyjść z nałogu ''.........Ja wiem jedno że jeżeli on nie będzie chciał z tego wyjść to nic nie uratuje naszego związku.Oni muszą zrozumieć że są alkoholikami i tylko leczenie i terapia doprowadzi do tego że nie będą pili .Alkoholizm to coś co powraca i jest potrzebna ciągła czujność wszystkich ,aby nie wracali do nałogu . Nie wiem jaka jest statystyka ale wydaje mi się że na 10 leczących się do nałogu powraca 9 .Jeszcze nie widziałam kogoś nadużywającego aby przyznał się że ma problem (oni nie widzą nic złego w tym że piją).Wierzcie mi dziewczyny że ja drżałam nie tylko w wekendy ,ale wszystkie święta ,uroczystości rodzinne ,imieniny znajomych ,zawsze kończyły się jego opilstwem a potem albo się zabierał i wytaczał się z domu gdzieś ,albo awantura i uśpienie tam gdzie stał a rano tak jak by nic się nie stało wszystko odbywało się za moją zgodą i tak przez kilka lat aż wreszcie doszłam do wniosku sam chodż na imprezy .Przestałam z nim chadzać i jak się upił to miał problem z powrotem do domu bo nie było linki holowniczej i trudniej wrócić .Lila jeżeli Twoja mama ma kontakt z takimi ludżmi to niech poleci twojego pijaczka jakiemuś innemu terapeucie i będzie wszystko w/g prawa.Mnie już nic nie jest w stanie zaskoczyć w postępowaniu mojego męża a to że pije przeze mnie, a to że ja jestem upierdliwa i się czepiam , a powinnam zrobić to ,czy tamto- każdy pretekst jest powodem aby się napić i wyjść z domu.Oni nigdy nie widzą swojej winy są czyści jak kryształ a my się ich czepiamy.No może któryś jak trochę przeholuje to bije się w pierś i udaje skruszonego do następnego razu .Nie dajmy się zastraszać oni są słabi i boją się walki z nami Ja to teraz już wiem i żałuję że tak póżno zrozumiałam .Jeszcze raz Wam wszystkim mówię jesteście młode tyle jeszcze przed Wami ,wyzwólcie się z nałogu waszych mężów jeżeli nie chcą sami to zmuście ich aby rozpoczęli kurację, bo to nie katar sam nie przejdzie a życie jest piękne i szkoda aby mijało na ciągły boczeniu się jednych na drugich .
  • lila
    2011-06-16 11:59
    Izabela ja wiem, o tym, że to bez terapii nie przejdzie. Ale jak każdy alkoholik niczym się od innych nie różni, NIE WIDZI SWOJEGO PROBLEMU. NIe zobaczy bo sam. Moja mama rozmawiała z nim, ale w takim okresie czasu, kiedy ja nie chciałam zobaczyć prawdy. Klapki z oczy spadły, i teraz widzę, zwłaszcza po tym co nawywijał tydzień temu. Nic się nie zmieni, jeśli on sam nie zdecyduje się leczyć, ale nie tak, jak mówił mojej matce, na odwal się, tylko, z wiedzą i przekonaniem, że faktycznie, ma problem. Ma ten problem jego ojciec, tak nisko się ztoczył, że już niżej chyba nie sa się upaść, zniszczył rodzine, ale jest w tak głębokim etapie tej choroby, że nie zmieni się już nic. Nie chce patrzeć, jak i on spada na sam dół. Nie wiem, czy mogę cos zrobić, ma do tego tak trudny charakter, nie umie, żyć z ludżmi ma konflikty nawet w pracy. na niczym mu nie zależy. To pewnie też wina uzależnienia. Nawet jak jest długo trzeżwy, długie tyg, nie zmienia się. Jest tyranem. Nic koło siebie nie zrobi.
  • lila
    2011-06-16 12:02
    On uważa że nie ma problemu, nie jest alkoholikiem i zawsze porównuje się do gorszych, od siebie, że ja nie widziałam prawdziwego alkoholika. Itp teksty, które ciągle słyszę.
  • benia
    2011-06-16 12:10
    nie wiem już gdzie szukac pomocy wykożystałam chyba już wszystko co było mozlie jestem mezatka już 25 lat mamy 2 wspaniałe córki juz mezatki mąz jest alkocholikiem praktycznie cały czas pił od 4 lat nie pił a teraz choror zacząl sie od nowa awantury , pobił mnie ostatnio , spalil moje rzeczy osobiste złozylam sprawe do prokuratury i chce odejsc od meza mam juz dosc nie chce juz tak dalej zyc nie mam siły wiem że dzieci maj do mnie żal jak cała rodzina powtarzałam zawsze mezowi jak zacznie od nowa pic to odejde czu uda mi sie od nowa normalnkie życ prosze was o pomoc
  • lila
    2011-06-16 12:46
    Benia uda Ci się na pewno są jeszcze terapie dla współuzależnionych. Tam też dostaniesz pomoc.Jeśli od niego odejdziesz będzie lepiej, wiem, wiem, łatwo mówić, mam to samo. Nie jestem w stanie na razie bynajmniej powiedzieć że ma odejść od nas. możesz poszukać gdzieś w okolicy swojego miejsca zamieszkania takiej pomocy, a na pewno ją otrzymasz. Zacznij już dziś.To co piszesz, o tym co Ci zrobił świadczy o tym, że jest nieobliczalny, u mojego to początki tego co się dzieje u Ciebie, od 25lat. Marnuje ci życie wykańcza.
  • marzena
    2011-06-17 20:25
    jestem mężatką od 27 lat mam siedmioro dzieci w wieku od 26 do 8 lat mąż pije co dziennie robi awantury ale mieszkamy u teściowej która po ostatniej awanturze kazała mi i dzieciom się wyprowadzić. nie mam dokąd, cały czas zajmowałam się dziećmi, a on co ? tylko pił i robił awantury. nie pracuję bo nie miałam możliwości bo zajmowałam się domem. mam pytanie : czy po tylu latach małżeństwa moja teściowa ma prawo eksmitować mnie i dzieci, chociaż nie jest jedyną właścicielką posiadłości? Proszę o pomoc
  • Izabela
    2011-06-19 11:12
    Marzeno, Beniu ,Lila-i każda inna dziewczyna tutaj zalogowana ja już przeszłam te wszystkie etapy opilstwa mojego pijaczka ,jedno jego wyróżniało od waszych mężów nigdy nie podniósł ręki na mnie i moich dzieci może dlatego nasze małżeństwo trwało aż 37 lat.W tej chwili jestem na etapie rozwodu i wierzcie mi że niczego nigdy nie byłam pewna jak tego że nie chcę już trwać w tym chorym związku.Musicie odważyć się podjąć jakieś kroki aby oni przestali pić aby alkohol nie był ważniejszy od rodziny nie przyjmujcie tłumaczeń ,przeprosin ,obietnic że to ostatni raz dla nich nie ma ostatniego razu ,nałóg jest silniejszy od ich uczuć do rodziny i albo leczenie albo fora ze dwora .Marzeno Twój staż małżeński jest o 10 lat mniejszy od mojego moje dzieci są już dorosłe mają swoje rodziny i to właśnie one otworzyły mi oczy na to co działo się w mojej rodzinie .Teściowa nie ma prawa Was eksmitować nikt Cię nie wyrzuci na bruk nie ma takich możliwości w Polsce aby, kogokolwiek wyrzucono z domu bez podania powodu.Eksmisję musi orzec Sąd a do takowego na pewno mamuśka Twojego pijaczka nie pójdzie .Może Ona nie jest taka zła pogadaj z nią i przedstaw jej swoje bolączki ,czego oczekujesz od swego męża a czego od niej .Potrzeba jest Tobie wsparcia bo trudno być poniewieranym przez tyle lat i nie wierzę w to aby ona tego zła nie widziała ,może ma dość awantur,krzyków.Najstarsze dziecko ma 26 lat może ono pomoże porozmawiać z babcią i rozwiązać problem alkoholu w :jej domu:.Ja wiem że tak się tylko pisze ,ale to już jest coś że postanowiłaś zwierzyć się ze swego problemu.Dla niepracującej żony i nie letnie dzieci współmałżonek zobowiązany jest płacić alimenty.Są miejsca w których dostaniesz fachową pomoc .W każdym mniejszym czy większym mieście są poradnie tam dostaniesz pomoc .Możesz zgłosić problem na Policję zakładają Twojej rodzinie Niebieską Kartę i jesteś już pod ich ochroną Jak raz czy dwa wezwiesz Policję to może się przestraszy i zobowiąże się do leczenia albo go zamkną na leczenie .........Nie dawajmy się poniżać .
  • lila
    2011-06-21 19:36
    Witam Was. Mój luby miał niemiła rozmowę z moją mamą w niedzielę. Powiedziała mu że ma isć na terapię, i jeśli wypije chociaż jedno piwo wyrzuci go z domu. Dziś poszedł znowu do tego chłopa pijaka, boję się bo nie wiem czy po piwie nie wróci. Boje się, ja na to gotowa nie jestem, nieche żeby ona decydowała o moim życiu.:( nigdy się jeszcze tak nie bałam.
  • joanna
    2011-06-21 20:13
    Lilu bardzo się dziwię że ty boisz się o to w jakim stanie wróci twój mąż .Uważam że twoja mama chce dla ciebie dobrze tym bardziej że pracuje ona z takimi ludżmi jak on i wie że jest szansa na to że może coś do niego dotrze a jeśli nie to trudno.Ja ze swoim alkoholikiem żyję 26lat i myślę że takie wsparcie od kogoś bliskiego znaczy bardzo wiele .widzisz moi rodzice nie żyją siostra mieszka w warszawie ma swoje życie i rodzinę swojego męża ze mną kontaktuje sie bardzo rzadko i wiem że powodem tego jest mój mąż .Ja nie mam dokąd odejść ale wierz mi że po tylu latach gdyby to on mieszkał u mnie przepędziłabym go na dwa wiatry ,już mam dość proszenia ,błagania o lepsze jutro.W sumie jedyną pociechą jest to że nigdy nigdy nie podniósł na mnie ręki ani na dzieci,ale z pracy nie chce mi się wracać do domu bo wiem co mnie czeka.teściowa mieszka z nami raz jest lepiej raz gorzej ale i ona wie że opieka nad nią spoczywa na mnie bo na syna liczyć nie może.czasami też od niej usłyszę wiele przykrych słów, jest to przykre ,ale wiem że choćby syn był najgorszy to dla niej jest i tak najważniejszy.jak to ktoś mądry kiedyś powiedział że alkoholik jest dobrym psychologiem oni tak potrafią pokierować wszystko,że wina jest zawsze czyjaś nie ich .jeśli uważasz że twoja mama wtrąca się nie potrzebnie to jej to powiedz że tobie takie życie odpowiada i bez względu na wszystko nie życzysz sobie tego .tylko otwórz oczy dziewczyno i się ciesz że masz w mamie oparcie i jest ci kto pomóc . ja dałabym wiele za wsparcie i samą rozmowę z kimś bliskim
  • Izabela
    2011-06-21 21:30
    Lila przeczytaj uważnie to co napisała Joanna .Bardzo mądra z niej kobieta i wie co pisze,wiele na pewno przeszła w swoim małżeństwie i potrafi przekazać to wszystko nam.Ja doszłam do tego sama i wiem że kosztowało mnie bardzo dużo, chciało by się rzec lepiej póżno niż wcale ,i to jest racja.Uczmy się od mądrzejszych od nas i nie bójmy się, bo to tylko daje naszym pijaczkom przewagę nad nami a oni są i tak tchórzami i boją się naszych postanowień a nasza konsekwencja pozwoli im wyjść z nałogu. Wiara w to co robimy jest tu najważniejsza.
  • lila
    2011-06-22 00:06
    Wiem, że mądrze pisze, sporo rad już dostawałam, ale jest mi ciężko nie wiem czemu, tak jest ale chodżby był najgorszym gnojem, to i tak go kocham, strasznie mi z tym wstyd, że nie umiem sobie poradzić podjąc zadnej decyzji, ale na samą mysl o tym mnie paraliżuje. wszystko mnie już przerosło. I nie moge tak żyć i boję się, ze zostane sama, tak jak moja matka, ze mną i siostrą. Jest już ze 25 lat po rozwodzie. Nie zawinił tu alkohol. coś innego. Tego chyba sie boje, jednocześnie wiedząć ze taki ojciec to już lepiej nie mieć zadnego, chyba jestem dziwna :( jakaś, ale pogubiłam się. Tak ja wiem ze alkoholik to świetny manipulat.
  • joanna
    2011-06-23 10:46
    Dziękuję Izo że mnie popierasz, rzeczywiście przeszłam bardzo wiele przez te wszystkie lata .Z początku udawałam że wszystko jest w najlepszym porządku , nigdy nie przyznałam się moim rodzicom ani nikomu innemu jaki mam problem chociaż oni i tak wiedzieli. .wychowałam się w domu w którym nigdy nie było problemu z alkoholem,rodzice pewnie jak w każdym małżeństwie czasami się pokłócili ,ale my dzieci nigdy nie słyszałyśmy tego.dlatego ja też chciałam tak żyć.w tej chwili po tylu latach mój stosunek zmienił się diametralnie i każdej dziewczynie powiem żeby od pijaka uciekała jak najdalej,bo szanse na to że wyjdzie z tego są znikome.Ja łudziłam się tyle lat że się zmieni i to przez co przeszłam utwiedza mnie w przekonaniu że to na nic, szkoda nerw i zdrowia.nie warto.teraz żyjemy obok siebie nawet rozmawiać nie mamy o czym nie mówiąc o jakiejś bliskości.ńie ma co czekać aż miłość zmieni się w nienawiść a do tego dojdzie jeśli się zrozumie jak jesteśmy wykorzystywane .w końcu przychodzi taka chwila że nie ma siły już walczyć.teraz wiem że byłam glupia i dzieci wielokrotnie mi powtarzają po co z nim jestem, są dorosłe i potrafią ocenić to co się dzieje ,wstydzą się ojca,i ja ich rozumiem.sama się sobie dziwię skąd miałam na to wszystko siłe .ratowałam go jak się powiesił odcinałam go ,jak dostał w nocy ataku padaczki ile było nerw?mówi się że każdy alkoholik musi znaleść się na dnie tylko gdzie ono jest? ja mieszkając na wsi znam wielu alkoholików i wierzcie mi takich którym udało się wyjść z nałogu nie ma , dlatego nie iwrzę już w to że będzie lepiej,i zamiast się pogrążać lepiej to wszystko rzucić.zostawić go, pocierpieć trochę ,ale po ileś tam latach nie żałować lat zmarnowanych z pijakiem , bo życie z pijakiem jest zmarnowane
  • lila
    2011-06-23 18:59
    Wiem,co chcesz powiedzieć nam się wydaje, że tego nie widać a to guzik prawda, wszyscy to widzą i słyszą, że w domu jest alkoholik. Chodżby nie wiem jak udawała że jest normlanie, to nigdy normlanie nie będzie. Mówi że szukałam księcia z bajki, głupi pajac, a po co z nim jestem, skoro on jest hamem, i taki zamierza zostać :( no i oczywiście zamierza pić. Fakt najlepszym dla mnie rozwiązaniem będzie rozstać się z nim, i chyba przez ten cały czas sobie na to zapracował. Dziś znowu poszedł robić oj jaki biedaczek, a wróci wiadomo cuchnący alkoholem - pijany. Nie będę tak żyć oj nie będę.
  • joanna
    2011-06-24 17:44
    Wiesz Lilu ,ja już nie mam siły zaczynać życia od nowa ,napewno gdybym miała gdzie mieszkać nie zastanawiałabym się nawet chwili.Zyjemy obok siebie ,są awantury ale bicia nie ma więc nie jest najgorzej,dzieci mam dorosłe które mnie wspierają.tylko co to za życie kiedy nie masz z kim pogadać ,przecież to najbliższa osoba .Dzieci owszem ale każdy potrzebuje bliskości i wsparcia.a co mamy dzięki nim? nerwy ,żal bo nawet przyjaciele się odwracają ,a czy nie macie wrażenia że dzięki nim ludzie traktują was gorzej? wydaje mi się że ludzie myślą "to ta żona tego pijaczka"nie wiem może warto próbować ratować ich bo zawsze jest szansa ,ale jeśli nic z tego nie wyjdzie to czy warto?ja kiedyś w pracy zwierzyłam sie z mojego problemu i wiecie co szefowa mnie dyskryminowała dla niej byłam k...ą z czwórką dzieci i skoro mam męża pijaka to pewnie ja też piję .Zyczę wszystkim żeby się to ratowanie udało bo u mnie szansy już nie ma
  • lila
    2011-06-25 09:48
    chwilami mam takie wrażenie na szczęście sąsiadka dziewczyna w moim wieku dziecko też ma prawie w wieku naszej córki jeszcze zaprasza mnie na kawę. Ale obawiam się, że to może się skończyć. Ostatnio tak przy niej klął że musiałam go wyrzucić do domu. współczuję Ci naprawdę, ludzie są okropni, ale patrzą widzą, nie maja zielonego pojęcia, co się dzieje, przez co przechodzi taka żona pijaka, a i dopowiadają sobie resztę. Nie warto być z kimś takim, tym bardziej jeśli jako odpowiedż na moją musisz się leczyć iść na terapię, odpowiada "chyba cię allach opuścić" nie warto i nie będę tak żyć, mam tylko jedno życie!
  • lila
    2011-06-26 12:46
    chciałam jeszcze abyscie wyraziły swoją opinię na ważny dla mnie temat. Kiedy On powiedzmy wywiera namnie nacisk bo ma ochotę na sex, a ja nie mam i do tego to nie wygląda tak jak powinno wyglądać tylko jest "rozkazuje" jak mu przemówić żeby zrozumiał,dodam tylko że jak jest trzeźwy. Dziś nie wyrobiłam i powiedziałam żeby mnie nie męczył nie truł jak jego stary, jego matce po pijaku, kiedy zanią chodzi i truje. Nie wiem co będzie wyszdł do swojego kumpla.....ale wstępu po alkoholu do domu nie ma.
  • Izabela
    2011-06-27 23:02
    Lila .Jak sama się domyślasz on nie przyzna się do tego że musi pić żaden alkoholik który nie chce się leczyć nigdy nie powie tak jestem alkoholik i ......Żaden argument nie trafi do niego bo nie widzi że krzywdzi swoją rodzinę .Jak pisała Joanna bardzo mało ludzi wychodzi z nałogu potrzebują dużo samozaparcia aby przejść kurację i nie pić.Lila czytaj uważnie to co piszemy nie ma sensu aby dziecko widziało nasze łzy i oglądało ojca pijanego po co im dostarczać takich stresów na początku ich drogi życiowej.Mojego małżeństwa podobnie jak Joanny już nic nie uratuje ale wasze jeżeli możecie i jesteście w stanie coś z tym piciem zrobić to starajcie się bo warto ,tym bardziej że jest jeszcze uczucie między wami .A seks z cuchnącym jest obrzydliwy i nie dziwię się że nie dopuszczasz go do siebie Każda przemoc to gwałt i nie daj się niech sobie łazi za Tobą nie ulegaj mu tylko dlatego że domaga się .Porozmawiaj z nim jak jest trzeżwy powinno pomóc .
  • lila
    2011-06-28 14:46
    Wiem że piszecie o jedynej, możliwej mądrej decyzji. I to nic nowego, nic innego że alkoholik nie widzi problemu w swoim piciu. Można uratować związek jeśli dwie osoby tego chcą w tym przypadku On musi chcieć zrozumieć że ma problem. Jeśli tego nie zrozumie, nie podejmie się leczenia to nic z tego nie będzie, a nie tylko on się będzie zabijał, bo najgorsze że Nas będzie zabijał taka choroba. Nie tylko grożna dla chorego ale i rodziny. Ja nie będę za wszelką cenę się w tym męczyć nie podejmie leczenia, nie zrobi coś z tym to się pożegnamy. A propo seksu, to jak pijany lezy i cuchnie nie ma szans w tedy na to, ale jak jest trzrźwy też jest UPIERDLIWY! tak jak ostatnio był trzeżwy i trzeźwy wrócił. czasami gubię się, kim on dla mnie jest, najpierw meżem? czy najpierw alkoholikiem?
  • joanna
    2011-06-29 21:28
    Ja myślę że oni uważają że skoro mają żonę to powinna być chętna do współżycia kiedy chcą ,jak i ile ,bo to nasz obowiązek.nie zdają sobie sprawy że jeśli jednego dnia wróci pijany,śmierdzący to my czujemy obrzydzenie.a co do tego że sie zmieni nie mam złudzeń.już nie,tylko jak długo to jeszcze potrwa i co musi wydarzyć się nie wiem .Nigdy w moim rodzinnym domu nie było problemu z alkoholem więc jak ktoś mi mówił że on lubi wypić ja nie zdawałam sobie sprawy jak wygląda takie życie z alkoholikiem,najpierw myślałam że zmieni się dla mnie potem dla dzieci.jak stracił pracę albo prawo jazdy za prowadzenie po pijaku myślałam że to czegoś go nauczy i nic.jest coraz gorzej a moje życie w wieku 45 lat wygląda tak że z pracy do domu z domu do pracy i tak wkoło .jak czasami słyszę jak koleżanki skarżą się na swoich mężów bo nie zrobił zakupów czy nie posprzątał to im zazdroszczę bo ja byłabym wdzięczna losowi za to że jak wrócę on będzie trzeżwy i porozmawia ze mną normalnie a nie będę wysłuchiwać bredni jaki on jest chory ,biedny leży cały dzień w domu nic nie zrobi to i kości bolą .jeszcze nic powiedzieć nie można bo się czepiam.Dlatego powiem każdej dziewczynie żeby uciekała od pijaka jak najdalej , bo ma jedno życie i szkoda go dla pijaka .Może nie mam racji ,może ktoś powie że myślę tylko o sobie i swoich uczuciach ale mam dość walki o niego teraz nawet nie mam o czym z nim rozmawiać nie mówiąc żeby gdzieś wyjść nie wspomnę o urlopie.Kobiety których mężowie wyszli z nałogu mają naprawdę dużo szczęścia ,tylko czy tego szczęścia nie przyćmi ciągły strach że on może powrócić do nałogu.Tak naprawdę to tego nie da siE zapomnieć.do tego jeszcze poczucie winy że może my popełniamy jakieś błędy nie umiemy im pomóc?
  • Ewelina
    2011-07-05 17:33
    Witam bardzo pięknie! Przeczytałam wszystkie wypowiedzi na forum z łzami w oczach.W każdej historii jest coś z mojego życia. Ból,cierpienie,walka o trzezwość męża.Mój mąż był na terapii,niestety nie pomogła.Osoba uzależniona musi sama chcieć podjąć leczenie,inaczej nie odniesie ono rezultatów.Myślę,że są osoby,które wychodzą z nałogu,ale potrzebna jest do tego silna wola chorego.W mojej małej miejscowości są takie osoby,którym się udało.Ja straciłam jakąkolwiek nadzieję,mój mąż miał wypadek spowodowany za sprawą alkoholu i był też na leczeniu,niestety było za każdym razem coraz gorzej.Siedziałam przy oknie i zastanawiałam się jaki mój mąż dziś wróci czy trzezwy,czy pod wpływem,czy w ogóle nie przyjdzie.Więcej było nieobecności.Praktycznie co 2 tygodnie co tydzień mąż znikał i miesiącami go nie było.Obecnie nie mieszkamy razem,nie chcę takiego życia,nikt nie chce,jemu jest to na rękę,bo może robić co chce.Mam córkę muszę być dla niej silna.Mam wspaniałą rodzinę bardzo mi pomaga.Wsparcie jest potrzebne.Bardzo cieszę się,że znalazłam to forum,bardzo dużo tu mądry kobiet,które dzielą się swoimi doświadczeniami,czasami wyrzucenie z siebie tego co boli pomaga,uspakaja.Tyle mądrych wypowiedzi można tutaj przeczytać Pani Izabelo,pani Joanno czytam Wasze wypowiedzi i zapadają mi głęboko w sercu.Wszystkie chcemy żeby mąż się opamiętał,osiągną to dno,które nie wiemy gdzie leży.Ja pamiętam były chwile,trzymałam go żeby nie wyszedł i tak poszedł jeszcze się z tego śmiał,szukałam go,dzwoniłam po jego znajomych to był błąd i przyszedł czas,że coś we mnie pękło,byłam zniechęcona całą sytuacją,przyzwyczajałam się do nieobecności wiedziałam,że nie uda mi się go powstrzymać jest silniejszy ode mnie,nie mam na to wpływu. Alkoholik nie zmieni się dla kobiety musi tego chcieć sam dla siebie.Mieszkam na wsi i wiem,że ludzie uważnie przyglądają się innym nie patrząc na swoje życie.Przecież my jesteśmy trzezwe,to nie nasza wina,że mąż się upija,przecież my tego nie chcemy. Nie można oceniać nas przez pryzmat naszych mężów alkoholików.Staram się nie przejmować opinią innych.Alkoholizm to choroba zakłamania mój mąż usprawiedliwiał się kłamstwami,zgadzam się alkoholicy są mistrzami manipulacji,"Odwracają kota do góry ogonem" Chcą by wina leżała po naszej stronie.Mój mąż tyle razy obiecywał mi,że się poprawi na 100% nawet na 200 zapewniał i zawsze było to samo odnawianie ran na nowo. Pozdrawiam założycielkę forum i wszystkie Kobiety!
  • lila
    2011-07-06 09:05
    Witam Was. Chciałam wam napisać, ż zdecydowałam się na ten najtrudniejszy krok.:( chcę żeby On się wyprowadził. Ale nie wiem jak to zrobić. Wiem, że groźby alkoholika są tyle warte co jego słowa " nie jestem alkoholikiem" ale boję się, ze pozabiera mi sprzęty i będzie straszył odebraniem córki. Muszę sama spakować mu ciuchy i niech sobie idzie gdzie chce :(( na kur..y, jak mi wygrażał, na beczke alkoholu,a potem zgon, wczoraj przyniusł do domu, puszkę piwa,nie pił u znajomego, bo się czepiałam że pijany wraca od niego. przegioł pałe kłucił się ze mną północy takie brednie wygaduje, że uszy puchnął on myśli że to matka mi cytuje" zryła łep" że to jej działanie durny trep.
  • lila
    2011-07-06 12:20
    Joanna właśnie rzuciło mi się oczy jedno zdanie w którym piszesz " Bicia nie ma" a co do cholery za życie? bicia? wogle jak to brzmi? Mój alkoholik mnie też nie bije, ale wygaduje takie słowa, że to jest gorsze, od dostania w gębę. Zafundował mi piekło istne cholerne piekło ale mam nadzieję, że w sobotę nie będzie tu już mieszkał. Dziś mam imienimy przed wczoraj miałam urodziny cchiałam go wywalić, ale przyniósł kwiaty- zmiękłam. Mimo to nie chce go tu, nie chcę się bać nie chce zyć w stresie który mnie przerasta, i strachu obrzydzeniu. Muszę tylko wybrać jakiś monet i powiedzieć mu żegnaj kochanie- alkohliku!
  • joanna
    2011-07-06 20:31
    Witam,zgadzam się w zupełności Lilu że słowa ranią i to bardzo .Ja mam zarwaną każdą noc bo pomimo że mój wspaniały mąż śpi w drugim pokoju ja wysłuchuję obelg w stosunku do mnie ,dzieci a nawet nieżyjących już rodziców .tak to bardzo boli. tylko widzisz nawet gdy wezwiesz policję to kto ci udzieli pomocy i jakiej? tym bardziej że ja mieszkam u niego i niestety nie mam tego komfortu że mogę się go pozbyć.kto weżmie moją stronę skoro udało mu się nawet przed sędziną zagrać dobrego męża? pomimo że miała opis z wywiadu opieki społecznej , policji jak i od psychologa u którego był raz , pomimo to pozew o leczenie oddaliła.a tylko dlatego że nie mam dokąd iść ,nie mam wsparcia rodziny (po za dziećmi)męczę się z nim ,znoszę to wszystko i mam nadzieję że kiedyś to się musi skończyć .Dlatego od samego początku próbuję ci powiedzieć że wsparcie jakie masz w mamie i rodzinie jest bez cenne i nie bierz sobie do serca tego co on ci gada że mama robi ci wodę z mózgu tylko kieruj się swoim rozumem i zmień swoje życie jak jeszcze możesz .Bo na to że on się zmieni nie ma co liczyć.Ja w tej chwili jestem kłębkiem nerwów .a jest tak bezczelny ,że gadał pół nocy a jak usłyszał że stukneły drzwi pomyślał że ja wyszłam to dopiero przestał mnie poniżać. staram się nie brać jego słów do siebie ale one bolą i to bardzo.ja już nie mam siły walczyć o niego bo to już nic nie da .Tobie wierzę że uda się uwolnić od niego dasz radę i zobaczysz że niejednokrotnie zadasz sobie pytanie dlaczego tak długo żyłam w tym chorym związku bez przyszłości?trzymam kciuki zaciebie i inne kobiety którym uda śię wyzwolić od alkoholika.bo może zabrzmi to egoistycznie ale musimy myśleć o sobie i dzieciach a walka o pijaka jest walką z wiatrakami.dla mnie jest za póżno ale ty masz szanse na lepsze jutro więc walcz o siebie .Pozdrawiam
  • Anita
    2011-07-07 16:08
    Walczyłam o siebie o niego o dzieci,a jak bałam się go wpuścić do domu to on się powiesił.A teraz myślę ,że to przeze mnie .Chce żeby żył....
  • JOANNA
    2011-07-07 18:52
    Anitko bardzo ci współczuję naprawdę wiem co czujesz ,bo ja swojego też odcinałam ze sznurka ,ciągle jak go nie ma chodzę go szukam,ale wiesz co czasami myśle że lepiej byłoby gdyby mu się udało , a tak on wie że się martwię boję się znów to zrobi i szantażuje mnie .Codziennie muszę mu kupić 2piwa i "ćwiartkę"inaczej są wędrówki za nim przez całą noc.Idzie się wieszać albo pod pociąg,i wie że mu ulegnę.Nawet córka codziennie się ze mną kłóci po co mu kupuję a chce się wieszać niech się wiesza.absolutnie nie miej wyrzutów sumienia .to jego wybór widocznie tak chciał.my tylko dlatego że chcemy normalnie żyć mamy im ulegać?jeśli on chciał to zrobić to zrobiłby to prędzej czy póżniej nie mamy na to wpływu .życzę ci żebyś jak najszybciej doszła do siebie i nie obwiniała sie o to co zrobił .TO NIE TWOJA WINA .pozdrawiam
  • Małogrzata
    2011-07-07 23:43
    Witam, ja jestem po ślubie 3 rok, z czego wpólna rocznice jaka spedzilismy to 1 rocznica kolejne 2 leżał mój mąż uchlany!! tak namietnie pije od roku, nie chce sobie pomóc, sika do luzka w wszedzie tam gdzie spi pijany, mamy malutkie dziecko, zaciagniete kredyty, ja nie pracuje i jestem zrozpaczona! moj ojciec tez pije, odkąd pamietam, i zawsze w domu było zle, kłutnie i alkohol... Mąż nie dopuszcza do siebie tej mysli ze jest alkoholikiem, wylalam juz rzeke łez, a najgorsz jest ze nie wiem jak mam jemu i sobie pomóc...
  • lila
    2011-07-08 10:22
    Małgosiu wiesz czemu Twój mąż pije, bo Ojciec pił. Naukowo udowodnione, że jeśli kobieta, miała ojca uzależnionego od alkoholu, męza bierze takiego samego. Jedyny sposób aby przerwać ten przeklęty krąg, to rozstać się, ja jestem w takiej samej sytuacji co prawda, mój pijak nie sika pod siebie, nie chodzi pijany 7 dni w tyg tylko 2 dni ale pod warunkiem że święta się 1,2 dniowe nie trafią bo wtedy aby mieć komfort idzie do "pracy" pić! z kolegą. Ten weekend będę miała spokojny bo nie zamierzam tego znosić, bo jesli na trzeżwo nie zrozumie słow które wypowiadam ze swoich ust, to walizeczki czekają! Ja mam córkę ma 2 lata, i wiem, ze dla jej dobra na całe życie, nie mogę tak żyć, I NIE ZAMIERZAM!
  • joanna
    2011-07-08 18:34
    nie zgadzam, się z tym Lilu że jeśli ojciec pije to i mąż też .Mój tata nie pił z wyjątkiem jakiejś okazji (święta, wesele ) czy jakaś inna szczególna impreza ,jak już wcześniej pisałam my dzieci nigdy nie słyszałyśmy żeby rodzice się kłócili ani nigdy nie widziałam ojca pijanego,dlatego nie znałam co to znaczy żyć z pijakiem.Wydawało mi się że w każdym małżeństwie jest tak że ludzie się szanują ,pomagają sobie zawsze i w każdej potrzebie.I moje córki mam 2 jedna ma 26 lat druga 16 nie tolerują picia.starsza za miesiąc urodzi swoje dziecko i nigdy nie zgodziłaby się żyć z pijakiem.ze swoim męzem spotykała się 5lat. i wydaje mi się że gdyby mój ojciec pił nigdy nie zgodziłabym się na małżeństwo z nim,bo wiedziałam że czasem lubi wypić
  • lila
    2011-07-08 19:35
    A ja myślę, że tak jest często. Nie mówię, że na mór beton. Mojemu właśnie pakuje walizki :(( nawrzeszczał na mnie przed wyjściem do kumpla- pijaka :( uczy dziecko przekleństw! i nie widzi w tym problemu! menel! poszedł i wróci pijany albo podpity, nastęnej nocy takiej i potem kolejnych NIE CHCE PRZEZYĆ. Mój alkoholik nigdy mnie nie przepraszał, zawsze uważał że ja się czepiam biednego żuczka, który jest na uwięzi. I rano też potrafi poazać się takim jakim jest naprawdę :((
  • magdalena
    2011-07-12 00:32
    witam,wczoraj wyrzucilam meza z domu,pobralismy sie gdy moje dziecko mialao 6 lat,nie jest jego biologicznym ojcem,ale maly mowi do niego tato,bardzo go kocha.ostatnio maz bardzo duzo pil,w pracy,po pracy od 2 miesiecy nie trzezwieje...dwa razy podniosl na mnie reke,ale nie uderzyl,nie pozwolilam mu na to...albo sam sie pohamowal...nie wiem.faktem jest,ze chcial:(ostatnim razem widzial to moj 8 letni syn,bardzo sie bal,mowil,ze juz nie chce go widziec,ale nastepnego dnia powiedzial,ze chce,zeby tata wrocil....maz wloczyl sie cala noc po miescie,wydzwanial(nie odbieralam)wypisywal.w tej chwili rozmawiam z nim przez telefon ale nie chce go przyjac spowrotem,choc mam ochote sie zlamac.chce isc na odwyk,prosi,bym przy nim byla,zebym go po odwyku przyjela spowrotem.obiecalam,ze bede go tam odwiedzac,ze moze liczyc na moje wsparcie,ale niewiem,co bedzie z nami.tesknie za nim,bardzo go kocham ale niewiem,czy dobrze postepuje,czy dobrze zrobilam wyrzucajac go z domu,czy dobrze robie,pomagajac mu znalezc terapeute?co mam robic?????
  • lila
    2011-07-12 11:33
    Moim zdaniem dobrze zrobiłas, ja piszę na forum akcja sos, zarejestruj się tam, a uzyskasz wsparcie od nich. I będziesz miała pewność co do słuszności twojej decyzji.
  • magdalena
    2011-07-13 08:18
    maz trafil na odwyk,widze,ze chce sie leczyc...strasznie za nim tesknie:((ale bede twarda,nie odpuszcze,choc jest bardzo ciezko.wiem,ze walcze o lepsze zycie dla siebie i syna
  • lila
    2011-07-13 13:56
    To teraz żyj dla siebie i syna! On jest już w dobrych rękach możesz go wspierać,ale nie zapominaj o Was- SObie i Synu. Wy jesteście najważniejsi. Mąż 1 krok już zrobił, ale to początek trudnej drogi. Powodzenia życzę ci Wiele szczęścia i spokoju tego czego nam najbardziej brakuje.
  • Anita
    2011-07-14 19:24
    Droga Magdaleno,ja nie wpuściłam męża do domu a teraz się obwiniam ,bo się powiesil.Chciałam mu bardzo pomoc,robiłam wszystko,a teraz od 9 dni jestem sama.Zrozpaczona ,rozżalona i bardzo za nim tęsknię,nie wiem jak sobie z tym poradzę.Nie udało mi się mu pomóc,choć go błagaliśmy z dziećmi,żeby się leczył.Wspierałam go,byłam z nim,a on po prostu nas zostawił,nie pomyślał jaką krzywdę nam wyrządza
  • krystyna
    2011-07-15 10:58
    Witam ja mam ten sam problem tyle tylko że mieszkam u konkubenta mamy 4 dzieci Konkubent jest alkoholikiem pije niemal codziennie Zgłaszałam już to do prokuratury miał wyrok w zawiasach a i nawet wtedy pił i niczego się nie bał znęcał się dalej moje życie to koszmar próbowałam już wszystkiego ale nie pomogło a ja już nie mam siły z tym walczyć żyję jeszcze dzięki dzieciom chciałabym żyć normalnie ale nie mam dokąd pójść nie mam mieszkania i tylko dlatego muszę tkwić w tym piekle Co mam zrobić gdzie załatwić mieszkanie socjalne dla mnie i dla dzieci proszę mi wieżyć że jest mi już ciężko konkubent był na leczeniu już 2 razy miał nawet wszywkę niestety jego alkoholizm się pogłębił a moje życie jest na skraju wyczerpania psychicznego nie docierają do niego żadne argumenty a ja chciałabym od niego odejść tylko tak uratuje swoje i dzieci życie nie wiem jak to zrobić ponieważ problem tkwi w lokum mieszkanie jest jego własnością i nie ma szans żeby to on się wyprowadził proszę mi napisać czy mam szansę na mieszkanie socjalne bo tak jak już wspomniałam tylko tak mogę uratować siebie i dzieci
  • Magda17
    2011-07-15 13:00
    Mój ojciec jest alkoholikiem od parunastu lat.Pije z przerwami: miesiąc czasami dwa nie pije, a potem znowu zaczyna sie to samo. Czasami sobie myślę że powinnam się przyzwyczaić, ale ja nie potrafie. Mam 17 lat, problemy z nerwami (chodzę do psychiatry). Rozmawiałam z tatą o leczeniu, ale na tym się kończyło, chodzę do liceum więc potem będą studia a ja się boję zostawić mamę samą(jestem jedynaczką), bo dochodziło do rękoczynów. Najchętniej chciałabym żeby się wyprowadził ale to nie jest takie proste. Ne wiem jak długo to wszystko wytrzymam. Proszę o radę.. ;(
  • magdalena
    2011-07-15 21:34
    ledwo sie trzymam,tak bardzo za nim tesknie,mija tydzien odkad razem nie mieszkamy,teraz jest na odwyku,z wlasnej woli.chce sie zmienic,chce zmienic swoje i nasze zycie.bardzo mnie to cieszy,ale z drugiej strony nie cieszy mnie nic,bo nie ma go przy mnie,nie moge sobie znalezc miejsca,tak bardzo tesknie:((
  • lila
    2011-07-16 21:46
    Magdaleno, Magdo17,Krystyno Anito czy chodzicie na terapię dla współuzależnionych? Anito, to NIE JEST TWOJA WINA!!!! nie ty go zabiłaś! tylko choroba!!! poszukaj wsparcia u psychologa, albo grup terapatycznych
  • Ola
    2011-07-17 14:59
    Witam! Również jestem żoną alkoholika, jak nie pije to 2-4 miesięcy ale wpada w cugi alkoholowe tydzień czasem się to wydłuża. Jak jest pijany to się nie awanturuje, nie bije, nie krzyczy niestety wtedy to ja jestem tym katem to ja mu robię awantury i nie rzadko go pobiłam żeby się wyżyć po prostu. Staram się wtedy być rzadko w domu zostaję dłużej w pracy chodzę do kina do restauracji, boję się że kiedyś naprawdę zrobię mu krzywdę. Proszę o radę bo chyba oboje mamy problem
  • lila
    2011-07-18 19:40
    jedyne wyjście to zgłosić się do poradni dla osób współuzależnionych.Tam uzyskacie pomoc i radę jak sobie z tym wszystkim poradzić jak uratować SIEBIE.
  • ania
    2011-07-20 01:32
    Witam!Nawet nie wiem jak zacząc, wszystkie te historie podobne do mojej, a jednak inne...Mój mąż jest alkoholikiem od...nie wiem juz nawet od kiedy.Jetesmy od 20 lat małżeństwem.Zawsze lubił wypić, nie potrafił powiedzieć sobie dość, pierwszy przy kieliszku, ostatni od stołu.Pierwszy raz uderzył mnie gdy byłam w ciąży.Wybaczyłam, tak jak wybaczałam niezliczoną ilość razy i ukrywałam ślady.Tak bardzo się wstydziłam.Przecież gdy nie pił był wspaniałym mężem i ojcem.Czułym kochającym i pracowitym.Nie radziłam sobie.Wizyty policji, niebieska karta zakładana trzy razy i zamykana z braku dowodów i świadków i to potworne poczucie winy,i samotność...Nawet chciałam kogoś poznać, by mieć siłę odejść.Nic z tego, poczucie winy zwyciężało uczucia.Ale nadchodzi czas, gdy coś w Tobie pęka, bólu i żalu jest tyle, ze nie dajesz rady dalej trwać...miłość odchodzi.Stajesz się skałą, obrastasz skorupą, nic już nie jest w stanie cię zranić,zaczynasz zyć swoim życiem, bo masz przed oczami wszystkie te razy ...gdy przyszedł z siekierą do domu, gdy skopał cię tydzień po urodzeniu synka, gdy zdarł z ciebie ubranie przy dziecku, gdy uderzył i wyzwał na środku sali na pierwszym i ostatnim wspólnym sylwestrze i wszystkie inne ,,razy "gdy prosiłaś Boga, by go kiedyś ukarał za twój ból.Teraz już nic nie rani, przestałam go kochać, to dla mnie obcy człowiek ...ale poczucie winy zostało i narasta z każdą chwilą, gdy widzę jak się stacza i prosi o pomoc, bo ,,beze mnie nie potrafi zyć", ,,ze sobie cos zrobi", ,,ze tak bardzo mnie kocha".Dorosła córka już wie jaki naprawdę jest ojciec, dużo zrozumiała, ale młodszy 10letni synek bardzo go kocha.Nie radze sobie z tą sytuacją, groźby samobójcze męża są dla mnie realne.Jak mam z tego wybrnąć, gdyby sobie coś zrobił...nie potrafiłabym z tym żyć...
  • lila
    2011-07-20 11:17
    Aniu Twoja historia jest jak z horroru. Jeśli grozi samobójstwem nie zwarzaj na to, on pradopodobnie Cię straszy, tylko, bo boi się że zostanie sam, i nie poradzi sobie. Musi spaść nadno żeby się ocknąć, masz dokąd pójść? masz kogoś kto mógł by Ci pomóc? jeśli masz to wyprowadż się! skorzystaj z pomocy, DLA WSPÓŁUZALEŻNIONYCH! TAM CI POMOGĄ POKAŻĄ JAK ŻYĆ! dosć cię już skopał! i do słownie i w przenosni. Ja też żyję z człowiekiem uzależnionym, jeszcze nie do tego stopnia, ale już prawie.Wiem jaki to koszamr! RATUJ SIE BO JEMU NIE POMOŻESZ. Poszukaj w swojej miejscowosći poradni al-anon i idż. Uzyskasz pomoc i wsparcie, powiedz koszmarowi dość!!!!!!!!! ja też tak zrobilam i idę w czwartek.
  • lila
    2011-07-20 11:20
    IDŻCIE PO POMOC!!!!!!! ratujcie SIEBIE, BO IM nie jesteśćie w stanie pomóc!!!!!!! zasługujecie na miłość szacunek, szczęście poczucie Bezpieczeństwa, oraz, spokój! zostawcie ich oni nie są warci kopa w tyłek!
  • beata
    2011-07-20 16:34
    witam mój mąż też jest alkoholikiem od kilku lat ciągle mi obiecuje że nie będzie pił, a pije prawie codziennie i on nie potrafi sobie wypić tylko tak sie upija że ledwo idzie albo go przyprowadzają koledzy albo dzwoni żebym po niego poszła lub taksówkę wezwała.Za każdym razem co rano słysze przepraszam juz nie bede a po południu znowu upity jak bela.Niewiem juz co mam robić gdzie szukac pomocy przez niego nie śpie nocami kocham go zawsze sobie mowie juz dosc zostawie go ale nie potrafię i on o tym wie.Na terapie go nie namówie bo on nie chce tam chodzic kiedys zaczął chodzic i powiedział że to bez sensu ze to mu nic nie daje.Teraz sobie wymyślił ANTIKOL ze to niby mu pomoże,ale ja czytałam że to nic nie daje.Jeszcze kiedys miał wszyty ESPERAL to go sobie wydrapał i dalej pił.Wstydze sie wogóle z domu wyjść przez niego bo mam wrażenie jakby wszyscy na mnie patrzyli.Boję się że bez niego nie dam sobie rady.Chciałabym żeby mi ktoś pomógł bo ja już nie mam siły na nic.
  • lila
    2011-07-20 23:11
    Twrapia dla WSPÓŁUZALEŻNIONYCH! al-anon dostaniesz tam wsparcie i pomoc, i wiesz, co poradzisz sobie bez niego, lepiej niż z nim. Olej go wzrusz ramionami i wyrzuć go z życia. Ja już tak zrobiłam nie mam wpływu na jego chorobę i nigdy nie miałam. Więc skoro nie widzi problemu to mogę ratować, ale tylko SIEBIE, i tak robię.
  • dorota
    2011-07-21 19:50
    mam jedno pytanie czy jest jakas kobieta , która ma meża alkoholika niepijącego? bo jak czytam powyzsze historie to nie ma cienia nadziei na wyjscie z alkoholizmu , moze wyjscie to zle slowo , ale kontrolowanie się -trwanie w trzeżwości. Może jest ktoś komu się udało? Bo jeśli nie to jedyna powtarzająca się rada - to odejście od męża...
  • lila
    2011-07-22 16:32
    Dorota znam ale nie osobiście 3 małżęństwa którym się udało przetrwać. Zostawić nie zawsze oznacza odejść zostawić, to pozwolić mu ponosić konsekwencje swojego picia, nie prać nie sprzątać po nim, nie gotować. Olać totalnie. I można zgłosić się na terapię dla wspoł uzależ. I odnaleść szczęście. To jedyna droga. Ja piszę na forum akcja sos, na forum dla współuzależnionych bo na tym forum nikogo nie ma od roku. Tam są i takie przypadki jak nasze, i wielu nie pijących już alkoholików. Można otrzymać radę cenną ale nie jest to zamiast terapii, terapia dla nas to jedyna droga do właściwego postępowania z alko, i droga do szczęścia dla NAS.
  • lila
    2011-07-22 16:37
    nie wpuszczać pijanego do domu!!!!!! jak się awanturuje policje wzywać! nie straszyć tylko wzywać. Niech pojedzie radiowozem na izbę wytrz, przezyje noc potem rozmowę z psychologiem, a potem zapłąci Kosmiczny rachunek, może to będzie jakieś czewone swiatło w głowie.
  • joanna
    2011-07-22 19:44
    wszystko prawda tylko ja już nie wierzę że ktoś z zewnątrz może pomóc np.mnie.Tak naprawdę to i policja i wszyscy mają gdzieś to co się dzieje w rodzinie niejednokronie zgłaszałam się na policję z prośbą o pomoc i olali temat dzielnicowy zjawił się raz ,to samo z opieką i sądem . Policja owszem zabierze jak się taki delikwent awanturuje czy bije ale jeśli wróci pijany to myślicie że go zabiorą?nie uwierzę już w to .szanowny nagada że raz mu się zdarzyło wypić a żona zołza nie chce go wpuścić .oni zajmą się sprawą dopiero jak wydarzy się jakaś tragedia -wtedy dopiero szuka się odpowiedzi na pytanie czy nie można było pomóc wcześniej . a kto ucierpi na tym że będzie miał rachunek do zapłaty? my bo on nie zapłaci przyjdzie komornik i zajmie coś w domu.Wszystko co piszesz Lilu to prawda która sprawdza się nie zawsze.myślisz że ja mogłabym nie wpuścić swojego do domu?w życiu. dom jest na niego tak samo jak wszystko inne bo dostał to od rodziców ,jego matka mieszka z nami więc nie ma szansy na takie numery.dlatego ja żyję własnym życiem -pracuję zajmuję się swoimi i dzieci sprawami bo przez tyle lat życia z pijakiem nauczyłam się że jesli on nie zrozumie tego że robi żle to choćby codziennie spędzał noc na wytrzeżwiałce to i tak będzie robił to dalej.Ty jesteś w komfortowej sytuacji bo ztego co wywnioskowałam on mieszka u ciebie ,po za tym masz wsparcie rodziny a nie każdy takie ma
  • agnieszka
    2011-07-22 20:42
    oj nie ;. jak ma mamusie przy sobie i to nie on winy tylko ty . choć ma tysiąc dowodów przeciwko niego .nawet długi jego spłaca przed całą swoją rodziną i broni go okłamuje swojego męża i córki aby mieć synusia przy sobie . mój mąż jest alkoholikiem i do tego gra na maszynach na których przegrał wszystko a mało tego zaczął mnie bić . stracił prace przez alkohol . interwencje policji leczył się przysięgał nic a nic nie pomogło . dalej robił to samo . a jego mamusia z pomocą leciała i cały czas leci . a ja już miałam dość i w końca jak mnie pobił do nieprzytomności zgłosiłam zeznania na policje . teraz jest w areszcie . miałam tego dość i moje dzieci też . mój mąż napisał list do mamy nie do mnie abym wybaczyła . jestem największym wrogiem jego mamy . to tylko kawałek z mojego życia . czemu my musimy ulegać i bać się wszystkiego? bo cokolwiek zrobimy to i tak zile a nie daj Boże ODEJŚĆ OD NIEGO TO JESTEŚ NAJGORSZA . CZEMU TAK?
  • Monika
    2011-07-24 03:09
    Hej ja tez mam meza alkoholika,ktory mnie pobil,byla sprawa w sadzie. Ale i tak mu przebaczylam. Nie mam blisko rodziny bo mieszkamy w Irlandi.Bardzo zaluje ze mu przebaczylam.Jestem slaba psyhicznie.A ostatnio popil i widzial zmore.Nie mam sily a przeciesz mam kochane dwie coreczki.Niewiem co mam robic,postaram sie spelnic te warunki.
  • lila
    2011-07-25 16:57
    Ale tkwic w takim czymś też nie możesz!!! To nie ejst życie! są komisje do rozwiążywania problemów alkoholowych, jest nieb karta, są sądy, coś musisz Joanno zrobić żeby się uwolnić! bo jak piszesz dojdzie do tragedii! moim zdaniem jedyna droga to zgłosić się do poradni k której pisałam. Nie można dopuszczać do tego żeby coś Ci zrobił. Masz gdzie pójść? masz jakąś rodzinę przyjaciół? kogo kolwiek? mogę ci jeszcze poradzić forum akcja sos, naprawę jest tak mnustwo osób ood których dostaniesz radę, ale nie zastąpi to terapii. Na męza lej, narazie zajmij się sobą.
  • lila
    2011-07-25 17:00
    Nie możesz z nim dłużej być. Bo może się skończyć jak u Agnieszki albo gorzej. Jego i jego mamuśkę miej w poważaniu. Nie możesz mu pomóc, SOBIE TAK!
  • joanna
    2011-07-26 18:07
    to że jemu nie jestem w stanie pomóc to wiem już dawno,tak samo jak wiem że na pomoc żadnej instytucji typu sąd ,czy komisja do spraw rozwiązywania problemów alkoholowych też nie można liczyć.A uwierz mi próbowałam.owszem był wzywany przed komisję oczywiście razem ze mną ,był wywiad ze mną przy nim przez co do tej pory wymawia mi że nagadywałam na niego.to samo było w sądzie .I co pani sędzia miała moje i dorosłej córki zeznania z policji, z opieki ..Pani z opieki przyjechała na wywiad jak ja byłam w pracy ,zastała go w takim stanie że nie mogła z nim nawiązać kontaktu ,miała również notatkę z interwencji pogotowia i policji po tym jak się wieszał jednak dla sędzi to było za mało żeby wysłać go na leczenie ,pozew została oddalony a ja zostałam z niczym.Dlatego napisałam że wszyscy zastanawiają się dlaczego nikt nie zareagował wcześniej dopiero jak wydarzy się jakaś tragedia.No a po co się wtrącać skoro ani mnie ani dzieci nie bije?a to że pije nie pracuje to za mało widocznie.Dlatego właśnie nauczona doświadczeniem tych 26 lat z pijakiem po prostu olewam to żyję swoim życiem,pracuję mam swoich znajomych z którymi się spotykam a przedewszystkim mam dzieci .Jest mi ciężko bo każdemu potrzeba wsparcia i bliskości ale trudno nauczyłam się z tym żyć .Natomiast odejść nie mam zamiaru bo ten dom i wszystko reszte jest tak samo moje jak i jego ,budowaliśmy dom wspólnie i teraz ja już nie mam siły zaczynać od zera.z pomocy znajomych czy rodziny można skorzystać na krótko a co dalej?mam 45 lat więc myślę że jeszcze trochę życia przede mną ale nie mogę komuś siedzieć na głowie albo mieszkać z dziećmi pod mostem .Dlatego pomimo wszystko nie rzucę wszystkiego.nie mam siły i poprostu boję się .a to co gada jego matka? ,ona nie jest złą kobietą pomaga mi , dzieci były małe to zajmowała się nimi ona zdaje sobie sprawę z tego co ja czuję ale to mimo wszystko jej syn i zawsze będzie go bronić jak każda matka
  • lila
    2011-07-26 20:56
    Joanno chciała bym Ci udzielić jakieś rady, pomocy, widzę że zwątpiłaś już we wszystko. Ja nie jestem ekspertem w tych problemach, sama jak widzisz je mam, borykam się ze swoim nadużywającym alkoholu mężem, ale jeszcze raz ci napisze poszukaj pomcy w terapii AL-Anon chyba tak to się nazywa, dla wspołuzależnionych TAM zyskasz, wszystkie odpowiedzi na swoje pytania, Do tej pory tylko koło niego biegałaś próbowałas coś zrobić żeby jego ratować, skoro nic z tego, to ratuj siebie! szukaj pomocy dla siebie. Jesteś jeszcze młodą KOBIETĄ nie spędzaj reszty życia, z pijakiem. Poszukaj pomocy dla siebie, http://www.al-anon.org.pl/ poszukaj najbliżej siebie ratuj się. Pójdz tam a resztę odpowiedzi dostaniesz Właśnie tam.Chyba że takie życie Ci odpowiada,:((( w co nie chce mi się wierzyć.
  • lila
    2011-07-26 22:14
    Monika, Joanna wszystkie inne Kobiety ratujcie siebie!!!!!!!!! http://www.al-anon.org.pl/ oraz jak chcecie porozmawiać z kbietami którym udało się pokonać nałóg męża i samymi nie pijącymi alkoholikami zapraszam was do forum gdzie ja otrzymałam pomoc! forum akcja sos. b dużo ludzi tam pisze, bardzo dużo ludzi uzyskało pomoc poradę to jedyne co mogę zrobić. Mam nadzieję że skorzystacie chociaż z tego. ja nie czuję się zabardzo kompetenta żeby udzielać komuś rad, skoro sama mam problemy, ale tam są ludzie naprawdę odpowiedni do tego rozumieją wasz ból i piekło.
  • joanna
    2011-07-26 22:37
    Takie życie nie odpowiada nikomu,każdy chciałby spędzić życie z osobą z którą jest związany w spokoju ,zaufaniu i miłości.Ja zawsze myślałam że moje moje małżeństwo będzie takie jak moich rodziców którzy przeżyli razem pół wieku we wzajemnym szacunku .my nigdy nie słyszałyśmy żeby oni się kłócili.dlatego naiwnie myślałam że tak jest zawsze i taki dom chciałam dla moich dzieci niestety życie napisało inny scenariusz .alkohol zmienił je w koszmar.wiem że pomoc jest bardzo ważna i daje bardzo dużo.Wiele osób twierdzi że jestem silną kobietą bo inna na moim miejscu załamałaby się kompletnie a ja wychowałam czworo dzieci pracuję staram się żyć dla siebie i dzieci .wiem że jedynym rozwiązaniem byłoby odejść tylko gdzie? kto mi i moim dziecim zapewni dach nad głową? po prostu boję się że nie będę miała gdzie mieszkać.Tym bardziej że nie jestem zależna od nikogo finansowo ,nie jestem zdana na jego łaskę .A z nim nie mam nawet o czym rozmawiać wiem że to jest chore ale jak już wcześniej pisałam boję się że odchodząc stracę dach nad głową a w to że ktoś mi pomoże straciłam nadzieję ,ni uwierzę już w to że ktoś mi pomoże,bo próbowałam już nie raz.pogodziłam się już z tym że nie mam w nim wsparcia żadnej pomocy.żyjemy pod jednym dachem ale osobno ja mam swój pokój on swój i tyle.nie wiem może w miastach kobiety mają więcej możliwości ,ale na wsi jest inaczej.nie ma spotkań dla osób z takimi problemami a jeśli pracujesz od poniedziałku do soboty to nawet nie ma kiedy pojechać na takie spotkanie i już nie masz siły.Nie wiem jak długo to wytrzymam ale poddałam się .nie będę już o niego walczyć ,namawiać go na leczenie,niech robi co chce jeśli chce sie wieszać niech się wiesza ja żyję dla siebie i dzieci .wiem że choćbym nie wiem jak go prosiła ,przekonywała to nic nie da
  • lila
    2011-07-27 11:10
    Ale na pewno jest kościół na wsi możesz podejść do księdza i zapytać o to. Może On wie gdzie można znaleźć pomoc. Często właśnie przy kościołach są organizowane takie grupy. Przynajmniej ja znalazłam u siebie w 2. Lub koło. Wiem, że się boisz, masz dzieci dla nich powinnaś RATOWAĆ siebie jesteś im potrzebna. Kto wychowa dzieci? pijany ojciec czy znerwocowana matka? w takim stanie nie jest łatwo zajać się dziećmi. Kiedy się chodzi od okna do okna, i patrzy czy czasem nie wróci do domu zalany w sztok. Dobrze że przynajmniej nie śpicie razem, nie musisz się kłaść obok cuchnącego, pijaka. Wiem, że to paskudne, sama sie kładłam obok mojego. Nie możesz tracić nadzieji, jeśli jeden sąd nie podziałał idż gdzie indziej.Nie bój się prosic o pomoc, NIE BÓJ się ludzi. Oni Ci pomogą oczywiscie Ci kompetentni. Przykro mi że straciłaś nadzieję, życzę Ci abyś ją odnalazła, abyś nie żyła tak całęgo życia, bo to zabija. ŻYcie z alkoholikiem zabija nie tylko jego samego, zabija ludzi- rodzinę żyjącą z nim.Szkoda życia, szkoda dzieci.
  • lila
    2011-07-28 11:45
    Albo zapytaj lekarza pierwszego kontaktu. Na pewno Ci udzieli pomocy.
  • magdalena
    2011-07-29 09:27
    jestem w szoku,moj maz zmienia sie nie do poznania,bardzo angazuje sie w leczenie:)jestem z niego bardzo dumna.zobaczymy,jak bedzie dalej,ale poki co,zaczynam wierzyc,ze wszystko sie ulozy,ze bedzie sie leczyl i szczescie jeszcze do nas powroci.wiem jedno,chce walczyc o nasza rodzine,chce dac mu szanse,jezeli bedzie sie nadal laczyl:)
  • Marzena
    2011-07-29 15:49
    Mój mąż dzisiaj podjął leczenie.Czuję strach ale też nadzieję.Teraz ja zajmę się swoim życiem.
  • lila
    2011-07-29 20:21
    No to dobrze, że wasi mężowie podjęli terapię, ale nie wpadajcie w euforie, przed nimi i Wami jeszcze długa droga, życie swoim życiem cieszcie się nim. A oni niech sobie radzą możęcie ich wspierać w leczeniu, ale jak pisałam na euforię jeszcze przyjdzie czas.
  • zofia
    2011-08-08 13:42
    Czytam te wszystkie wypowiedzi i jestem jeszcze bardziej załamana. On jest chory a żona ma cierpieć.Mój mąż ciągle jest "nachlany", z nikim się nie liczy więc nie ma mowy o jakimkolwiek leczeniu czy terapii. Prawie zawsze mi się odgraża, że niewiele mi dni zostało itp. Na pewno jest dużo mojej winy, bo wyciągałam go z kłopotów /Jazda po pijanemu, zwolnienia z pracy za alkohol, kolegia karne itp/ a teraz po 30 latach jego chlania nie daję sobie rady. 22 lata temu wspólnie zakupiliśmy działkę pod budowę domu. Wiele lat budowałam za wyłącznie swoje pieniądze dom nie myśląc, że to wspólnota małżeńska. Sama musiałam wszystko załatwiać, bo on tylko był mocny w "gadaniu" i rządzeniu. Wreszcie wprowadziłam się wraz z dziećmi a mąż dopiero po 3 -ch m-cach dołączył do nas. W związku z nakładami finansowymi na kształcenie dzieci nie konczyłam domu. Dopiero teraz mając pieniądze ze sprzedaży rodzinnego domu /leżącą mamę wziełam do siebie/ kończę dom znów bez jego pomocy a on ciągle mnie wyrzuca twierdząc, że tutaj nic nie mamy do gadania. Mogła bym np. dać mu jedną kondygnację aby był tylko sam ale jest problem, kto to ma utrzywac. Emerytura 1200 zł w połowie przepita nie wystarczy mu na r-ki i wyżywienie. I ja ma nadal go utrzymywać i słuchać, że to wszystko jego? Ogrzewanie, woda-kanalizacja, prąd to są bardzo duże wydatki a szczególnie jak ktoś nie zwraca uwagi na oszczędności. Telewizor, radio cały czas musi być właćzone , bo w innym przypadku jest awantura. Wg niego to nie jest wiele zużycia. Seperacja nic nie da, bo nadal będę musiala opłacać r-ki, utrzymywać porządek. Ogólnie wszystko będzie nadal na mojej "głowie". O leczeniu nie chce słyszeć ale wymagania ma coraz większe, bo mysli ze nadal bede przed swiatem to ukrywać. Wiec jak widac, nie mam mozliwości sie zając swoim życiem a tym bardziej, ze nie mogę leżącej matki zostawiać samej w domu z alkoholikiem. I to jest błedne koło :(
  • Anita
    2011-08-10 16:54
    Kochana Zofio,ale możesz zgłosić męża na przymusowe leczenie,może się udać.Z tego co piszesz to gorzej już chyba być nie może,a musisz chorej mamie zapewnić spokój.Może terapia pomoże twojemu mężowi,porozmawiaj z nim gdy będzie trzeżwy.Współczuję ci serdecznie też przez to przechodziłam ,ale dziś chodż go nie ma to nie jest lepiej.
  • MAGDALENA
    2011-08-15 20:20
    maz nadal jest w osrodku,zmienia sie,pewne rzeczy rozumie,pracuje nad soba,bywa,ze w niektorych sytuacjach go nie poznaje,ale to zmiany na lepsze:)jestem z niego bardzo dumna,juz niedlugo i znow bedziemy razem isc przez zycie:) bardzo za nim tesknie,nie moge sie doczekac naszego wspolnego zycia,codziennych problemow i radosci,wspolnych posilkow,picia kawy...bede twarda,juz niedlugo:))
  • Urszula
    2011-08-16 22:22
    Byłam/jestem /alkoholiczka. Po terapii 7lat nie piłam zadnego alkoholu nawet szaampana na weselu. na terapii to tak świetnie wygladało: wsparcie męża, dzieci, grupy, a po powrocie do małejwsi zostałam sama ze swym problemem. Mąż obrażony bo zostawiłam go z dziecmi na 2 miesiace. Dzięki wpojonym na terapii zasadom i chyba dlatego też temu że w ciągu tygodnia znalazłam prace, potem inną, która dała mi możliwość przejścia na emeryturę przetrwałam do tej pory. Szczególnie ciężko było na uroczystościach, ale większość rodziny wiedziała i usadzana mnie odpowiednio. To ,że wytrwałam do tej pory zawdzięczam sobie tak podkreslam to z cała świadomością. Mąż pije, codziennie steki wyzwisk, czepianie sie moich rodziców /chociaz już nie żyją/.Dawałam radę trochę z pomocą środków uspokajających, wychodziłam z domu żeby usnął, ale w ubiegłym tygodniu czara goryczy przepełniła sie i wylała. Wypiłam wino, pół litra wódki i kilka piw. I TERAZ BŁAGAM WAS JESLI KTOŚ JEST W TAKIEJ SYTUACJI JAK JA POMÓZCIE MI PRZESTAĆ, ZROBIĆ ZNOWU KROK DO PRZODU --NA NAJBLIŻSZYCH NIE MAM CO LICZYĆ!
  • Asia
    2011-08-19 23:23
    Witam Was, Ja jestem po slubie 13 lat. Mam 2 wspaniałych dzieci i wspaniałego męża. Kocham go chociaż czasami nienawidzę. Mój mąż nie ma rodziny. Jego rodzice umarli - także byli alkoholikami. Od około 6 lat mój mąż pije. Ma pochowane wszędzie (w każdym kącie) piwa, wiśniówki i co wieczór jest pijany. Nie mogę tego już dłużej znieść. Nasz starszy 10 letni syn przecież dużo już rozumie. Nie mogę cały czas mówić dziecku że wszystko będzie ok jak wiem że nie będzie. Na szczęście mąż nie jest agresywny. Upija się po czym idzie spać. Oczywiście nie myjąc się bo po co. Od 8 miesięcy mamy zdiagnozowany u młodszego 4 letniego synka autyzm. Tak na prawdę to ja nie wiem w co mam ręce w domu włożyć. Sama muszę zająć się dwójką dzieci w tym jednym chorym. Jest to cholernie trudne, ale nie niewykonalne. Doba jest dla mnie za krótka. Spię po 3 godziny i nie wiem jak długo mi jeszcze sił starczy. Próbowałam wielokrotnie rozmawiać z mężem aby zaczął się leczyć. Wchodziłam mu na ambicję mówiąc że przecież nasz starszy syn widzi jak on wygląda - jak mu nie wstyd. Ale mój mąż oczywiście uważa że ja sobie coś ubzdurałam a on nie ma żadnego problemu z alkoholem. Mieszkam na wsi i choć potrafię się sprężyć i zorganizować rehabilitacje dla mojego synka to jestem bezradna jeżeli chodzi o męża. Nie ma jakichś tabletek co bym mu mogła podać ze śniadaniem żeby przy wypiciu piwa czy wódki dostawał wymiotów czy coś takiego? Nie wiem co mam robić.... Jestem załamana.
  • Ewelina
    2011-08-20 13:23
    Witam. Mam problem z ojcem alkoholikiem. Pije codziennie, wyzywa mamę od najgorszych gdzie tylko ona utrzymuje ten dom, ostatnio zaczyna coraz częściej mówić, że jak go jeszcze trochę powk..wia to tak jej zaje..ie w łeb że się na cmentarzu znajdzie. To samo mówi kiedy jest temat policji żeby nie próbowała dzwonić bo ją zabije pójdzie siedzieć przynajmniej będzie wiedział za co. Nie liczy się z niczym on jest panem i władcą a reszta zwłaszcza mama ma mu się podporządkowywać. Wynosi z domu rzeczy kiedyś nawet garnki poniósł na złom żeby mieć na picie, mamie niszczy ubrania i bieliznę. Dzisiaj nawet zauważyłam że nie ma miśka którego dostałam w prezencie wyrzucił go pewnie tylko dlatego ze mama na nim spała. Nie wiem co robić już całą rodzinę zamęczy psychicznie czasem mam już dość tego życia.
  • kasia
    2011-08-22 09:41
    Witam. Mój mąż jest alkoholikiem,ale on nie widzi problemu. Jesteśmy prawie 5 lat po ślubie i mamy dwoje dzieci. On pije codziennie kiedyś były to 2 piwa dziennie, dziś 10 i więcej. Kocham go i boję się, że sama sobie nie poradzę. Ostatnio dużo myślałam o rozwodzie. Ale nie miałabym się gdzie podziać z dziećmi, co prawda mama chętnie by mnie przyjeła, ale ojciec też alkoholik tylko jeszcze gorszy niż mój mąż, bo jak jest pijany (też codziennie) to robi awantury. Jestem w kropce nie wiem co robić bo już psychicznie nie daję sobie rady. Kocham mojego męża a zarazem nienawidzę. Ani prośby, ani groźby nie pomagają wręcz przeciwnie robi mi wtedy na złość i pije jeszcze więcej, a jak się nie odzywam żeby go nie drażnić to mówi że to moja wina bo go wkurw....m. Teraz staram się nie spotykać ze znajomymi, nie wychodzić wspólnie na imprezy bo za każdym razem kończy się tak samo pije dopóki alkohol jest na stole a jak nie dopije to w drodze do domu każe się wieść do sklepu albo na cpn, a jak się nie chcę zatrzymać to wysiada z samochodu w trakcie jazdy otwiera drzwi i chce wyskakiwać. Mam już dosyć życia w ciągłym strachu ale boję się odejść z obawy że sobie nie poradzę. Do pracy narazie nie pójdę bo mam 4 miesięcznego synka. CO ROBIĆ?
  • Beata
    2011-08-26 02:21
    Właśnie wróciłam ze szpitala. Mój mąż na koniec pracy wypił i próbował popełnić samobójstwo. We krwi stwierdzono 3,1 promila. Po 30 latach pracy straci ją na pewno. Jesteśmy 24 lata po slubie. Na początku pił bardzo sporadycznie, tylko z jakiejś okazji. Później stało się to nieprzewidywalne. Rzadko, ale pił. No a później dochodziło do coraz częstszego picia. Wizyt poliji. Nie miałam się gdzie podziać. Zakupiłam drzwi zamykane na klucz do mojego pokoju i pokoju córek. Nie było już awantur, nie reagowałam. Kiedy pięć lat temu trafiłam do szpitala i było źle przestraszył się. Nastąpiły cztery lata sielanki. Był cudowny. Rok temu zachorował na raka jego ojciec. Znalazł się pretekst. Rozpoczęło się picie. Teść zmarł, picie pozostało. W szczególności piątki, soboty i oczywiście urlop. Tak było i niedawno. Urlop, 13, 14 i 15 sierpień - ciąg. W poniedziałek 22 wrócił do pracy. Był trzeźwy. Dzisiaj dostałam telefon. Powiesił się, tylko chyba sznurek nie wytrzymał, rozbił sobie głowę, jest nieprzytomny. W lutym mam dostać mieszkanie. Wyprowadzę się z dziećmi. Zostawię go. Ale jak mam żyć, jak postępować z alkoholikiem po próbie samobójczej, on bez pracy,bez jakiegokolwiek zajęcia - przez najbliższe 6 miesięcy.
  • joanna
    2011-08-26 19:31
    wiem Beato jak się teraz czujesz ,sama przez próbę samobójczą mojego męża przeszłam ,jak już wcześniej pisałam pomimo że było to 5 lat temu uraz pozostał do dziś .Za każdym razem gdy nie ma go w domu ,czy wychodzi na podwórko ja wyglądam przez okno i patrzę dokąd idzie (mieszkamy na wsi )wielokrotnie jak długo nie wraca wychodzę za nim i szukam go po szopach lub w stodole chociaż z drugiej strony mam świadomość że gdyby mu się udało byłby spokój.Takie doświadczenie powoduje ciągły strach .Jego matka często pyta mnie po co latam za nim niech idzie powiesi się i niech wreszcie skończy się takie życie.Ja już się poddałam wiem że żadne prośby ani grożby nie zmienią go ,dlatego musisz znaleść w sobie siły żeby przetrwać te 6 m-cy i zacząć normalne życie .poza tym myślę że po takiej próbie masz szansę starać się o umieszczenie go w jakimś ośrodku ,albo o przymusowe leczenie .ja nie miałam możliwości gdyż mój nie miał żadnych obrażeń i nie był hospitalizowany ,na rozprawie w sądzie powiedział że zrobił głupstwo a w ogóle to on nie pije czasami tylko jakieś piwko i śedia mu uwierzyła .Zadnych notatek z policji nie miałam bo nigdy u nas policja nie interweniowała a wywiad z opieki,i z komisji rozwiązywania problemów alkoholowych to było za mało.Ale ty masz szansę na lepsze życie
  • Miśka
    2011-09-06 22:36
    Mam męza alkoholika i syna alkoholika.Przezyłam 25 lat tragedi,skrzuwdziłam najbardziej siebie i swoich dwóch synów .Nabyłam sobie złych zachowan strachu,lęku,nieufnosci do drugiego człowieka,nadopiekuńczości,a dzieciom zafundowałam niebezpieczny dom.Teraz jestem w AL-Anon to jest gtupa wsparcia,i tam siedze i się ucze jak życ każdego dnia.Zostawiłam alkoholików,kocham Siebie bardzo,funduje sobie każdy kolejny dzien uroczy.Życie dawne zostawiłam,nie uzalam się nad tym co było.Ja się usmiecham i usmiechają aię moi synowie.Jestem szczęzliwa.Grupa Al-Anon dała mi drugie zycie
  • Kasia
    2011-09-09 15:11
    Witam ja również mam męża alkoholika.Praktycznie mąż pił od zawsze ale z czasem się to bardzo nasiliło.Dwa lata temu stracił prawo jazdy,a cztery miesiące temu pracę i rodzinę. Jestem mężatką od 20 lat mamy 3 córki 21 lat 18 i 13.Cztery miesiące temu wyprowadziłam się z córkami do moich rodziców.Mąż został sam tzn.bez rodziny bo na samotność chyba nie narzeka ma stałych kumpli od kielicha.I nadal pije nie płaci rachunków nic go nie interesuje ma wszystko w nosie.Twierdzi że przestanie pić jak wrócę do domu,ale ja w to nie wierzę.Boje sie co będzie dalej.
  • Marta
    2011-09-10 19:57
    Witam! Ktos juz wczesniej wspomnial o tym, ale obeszlo sie bez wiekszego echa. Dlatego postanawiam ponowic to pytanie. Czy znacie moze jakis lek, specyfik, po ktorym to zarzyciu jest wstret do alkoholu, albo wymioty etc. Mysle ze taki specyfik zrobilby "robote" w wielu przypadkach. Tylko czy cos takiego istnieje? Prosze o pomoc, u mnie w rodzinie tez nie weselo :(
  • joanna
    2011-09-10 21:39
    WITAM, MYŚLĘ ŻE TAKIE SPECJAŁY KTÓRE "UPRZYKSZAJĄ"PICIE MOGĄ ISTNIEĆ ,SŁYSZAŁAM KIEDYŚ ŻE KOBIETA WRZUCAŁA SWOJEMU MĘŻOWI JAKIEŚ TABLETKI DO ZUPY PO TYM JAK COŚ WYPIŁ MIAŁ SENSACJE ŻOŁĄDKOWE NA ILE TO PRAWDA NIE WIEM ,ALE JEŚLI ON SAM NIE UŚWIADOMI SOBIE ŻE JEST ALKOHOLIKIEM I NIE BĘDZIE CHCIAŁ TO ŻEBYŚ MU WODĘ ŚWIĘCONĄ DAWAŁA TO I TAK NIC NIE DA.MUSI SAM CHCIEĆ I ZDAWAĆ SOBIE SPRAWĘ JAKIE TO TRUDNE WYJŚĆ Z NAŁOGU.MAM ZNAJOMEGO KTÓRY NIE PIŁ 4-MIESIĄCE BO WNUCZEK POWIEDZIAŁ ŻE NIE BĘDZIE PRZYJEŻDŻAŁ DO NIEGO BO TEN JEST ZAWSZE PIJANY A TERAZ PIJE CODZIENNIE I TO BEZ UMIARU.DLATEGO MYŚLĘ ŻE DO ZAPRZESTANIA PICIA POTRZEBA NAPRAWDĘ MIEĆ BARDZO SILNĄ WOLĘ.JA TO JUŻ NA TO NIE LICZĘ ŻE MÓJ MĄŻ PRZESTANIE ,PODDAŁAM SIĘ.
  • Anna
    2011-09-14 00:07
    WSZYSTKIM BARDZO WSPÓŁCZUJE ALE JA MAM TO SAMO W DOMU JEST CORAZ GORZEJ NIE WIEM JAKIE TO DNO MA BYĆ BO TAKIE JAKIE JUŻ MÓJ MĄŻ ZALICZYŁ TO JUŻ MYŚLAŁAM ŻE KONIEC BĘDZIE Z PICIEM. DŁUGÓW JEST MASA MOŻNA BY BYŁO DOM WYBUDOWAĆ A ON OD ROKU NIE PRACUJE ALE NA PICIE ZAWSZE ZNAJDZIE CHLEBA NAWET DO DOMU NIE PRZYNIESIE ALE PIJANY LEDWO WCHODZI KŁAMIE OSZUKUJE'TERAZ JAK NAWET PISZE TO W DOMU GO NIE MA JEST 12 W NOCY JUŻ NIE CHODZE NIE SZUKAM ALE JEST DZIECKO KTÓRE MUSI SIĘ WYSPAĆ A ON PEWNIE BĘDZIE ALARMOWA GDZIEŚ ZA 2 GODZINY JA JUŻ MAM DOŚĆ ŻYCIA ALE JEST DZIECKO POZDRAWIAM
  • Ewelina
    2011-09-16 22:49
    Jestem żoną alkoholika. Ale na szczęście mam swoje osobne mieszkanie, w którym mieszkam z synem. Mogłam męża z tego mieszkania po prostu wurzucić. To była jedna z moich najlepszych decyzji. NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA Z ALKOHOLIKIEM POD JEDNYM DACHEM. Mamy z synem święty spokój. Na alkoholika nie ma rady. Mój mąż był na detoksie i gdy go wypisali z oddziału swoje pierwsze kroki skierował nie do domu, ale na wódkę. WTEDY WYZBYŁAM SIĘ ZŁUDZEŃ NA DOBRE. Drogie towarzyszki niedoli. Bez mężczyzny da się fajnie żyć. Nie bójcie się samotności. To właśnie teraz jesteście samotnymi niewolnicami, gdy czekacie na powrót, najczęściej pijanego faceta. Stańcie na głowie, ale zróbcie wszystko, by się od alkoholika uwolnić. A jeśli nadal chcecie z nim być, to nie szukajcie dobrych rad - wg mnie na alkoholika nie ma sposobu. Ten mój małżonek jest w tej chwili na libacji alkoholowej. W nowej pracy popracował tylko do pierwszej wypłaty i "myknął" na zwolnienie lekarskie bo musi mieć kilka dni, żeby się porządnie upić. Mogliśmy być fajną rodziną, ale stało się inaczej. Jest mi tego żal, ale w tej chwili jestem odpowiedzialna za wychowanie syna. Dlatego bez skrupułów pozbyłam się alkoholika z mojego życia. Pozdrawiam wszystkie uczestniczki forum i życze dużo odwagi w podejmowaniu decyzji.
  • joanna
    2011-09-17 17:11
    Jak dobrze Ewelino to określiłaś masz szczęście bo masz własne mieszkanie z którego mogłaś się pozbyć alkoholika .Myślę że wiele z nas gdyby miało gdzie mieszkać lub miało tak jak ty własne mieszkanie to bez mrugnięcia okiem zrobiło by to, ale niestety tak pięknie nie ma i wiele z nas musi mieszkać z pijakiem bo nie ma innego wyjścia .często zdaża się przecież tak ,że pomimo rozwodu kobieta ze względów lokalowych nie ma szansy na pozbycie się tego balastu.ja np. poszłabym (bo akurat ja mieszkam u niego)tylko gdzie z dziećmi każdy nawet z rodziny przyjmie cie na jakiś czas a co potem?czy mamy zawsze ustępować ?MY? pewnie gdyby to on mieszkał u mnie spakowałabym manatki i idż skąd przyszedłeś .ja uważam że alkoholizm powinien być traktowany jak choroba zagrażająca życiu nie tylko alkoholika ale i osób żyjących z nim przede wszystkim i nie powinno być tak że jeśli alkoholik nie chce się leczyć to nikt go nie zmusi a w sądach wiadomo jak to jest tylko alkoholików powinno leczyć się pod przymusem czy tego chce czy nie .to ich powinno się eksmitować w razie potrzeby a nie my cierpimy a oni żyją kosztem naszego zdrowia.pozdrawiam
  • Lucyna
    2011-09-24 23:06
    Nie zdawałam sobie sprawy, że żyję z alkoholikiem którego kocham, to była miłość od pierwszego wejrzenia, mądry, przystojny, wykształcony, z pełnej rodziny,cud miód jakich bajek mało a ja ładna, mniej wykształcona, z rozbitej rodziny ale kochającej. Jak go poznałam to zawsze lubił alkohol, ja początkowo również a teraz mam smutek i żal. Wczoraj wyszedł na terapię i do tej pory nie wrócił! Czy jeszcze żyję nie wiem. Wydzwaniam po szpitalach, komisariatach i i izbach wytrzeźwień a on w tej miłości o mnie zapomniał. `Mimo wszystko brakuję mi go bo jestem psychicznie uzależniona. Jesteśmy małżeństwem od 18 lat, mamy córkę która mówi wyprowadzamy się, może się opamięta. Jak pije to serce mnie boli jak się zapada w sobie. Stracił pracę był na detoksie a później terapia którą przerwał po 5 tygodniach. Był trzeźwym alkoholikiem 38 dni i nie wytrzymywał, wziął tylko łyka a później tylko myślał jak zdobyć pieniądze. Oszukał mnie, przepraszał, płakał a we mnie coś pękło, pierwszy raz powiedziałam że daję mu tydzień i odchodzę a wrócę jak będziemy razem walczyć o każdy dzień. A teraz go nie ma, wszędzie czuję jego zapach, bo dbał zawsze o siebie i nigdy nie była agresywny. Pomimo alkoholu nasze małżeństwo należy do bardzo udanych.Jak wczoraj wyszedł z domu odczułam ulgę. To straszne co piszę. Sam nie wiem czy nadal chce żyć w ciągłym strachu. To nie jest bajka z happy endem:( chodź nadal chce mi się żyć. A czy on jeszcze żyję:(
  • moli
    2011-09-25 20:20
    Witam, czytam i ciągle przybywa takich samych postów. Żyje z alkoholikiem, on znęca się nade mną bije, wyzywa, upokarza, gnębi a ja nadal z nim jestem. Wkurzę się na niego on trzeźwieje i mnie przeprasza. KOCHANIE TO SIĘ JUŻ NIGDY NIE POWTÓRZY, a potem co mija miesiąc i znowu to samo. i znowu i znowu i drogie Panie to wszystko trwa, jak piszecie 3, 5, 7, 13, 26 lat wyobraźcie sobie ile razy bałyście się????
  • orcyn
    2011-09-26 21:23
    już ostatni raz mnie i moją mamę uderzył mój ojciec właśnie zabrała go policja. Boli mnie klatka piersiowa, mama cała dygoce. Wyrywał jej włosy mnie uderzył nie byłam mu dłużna ile mogłam broniłam mamy. Tylko boje się o mamę i o babcię, która mieszka obok w bloku. Policja obiecała nam że tydzień będzie zatrzymany. Ale co później!!!!!!! pomocy nie wiem co mam zrobić bo to się nie skończy....
  • teresa
    2011-09-28 22:36
    Witam wszystkie panie .Ja też jestem już w tej chwili byłą żoną alkoholika bo jesteśmy po rozwodzie.Ale niestety mieszkam z nim pod jednym dachem mimo ,że ma drugi wyrok w zawieszeniu za znęcanie się ,do tego zakaz zbliżania się na 2 metry.Dzieci synowie już dorośli wyjechali za granicę bo już nie mogli znieść całej tej chorej sytuacji.Gdy już nie mogę wytrzymać to opłacają mi bilety i jadę do nich na 1 lub 1,5 miesiąca aby odpocząć od pijaka.Nie mogę do nich jechać na stałe bo nie znam języka /mieszkają w Anglii/a ponieważ bardzo choruję i tu w Polsce korzystam z opieki lekarskiej i mam rentę przyznaną tylko okresowo więc to wszystko ma związek.Ja w swoim życiu zastosowałam wszystkie cudowne rady jakie ktokolwiek zna . Spotkania w grupie wsparcia ,skierowanie męża na zamknięte leczenie odwykowe i przymusowe i nie przymusowe,rozmowy na trzeźwo ,utracił już całą rodzinę ,ma wyrok za znęcanie się /drugi/zakaz zbliżania się na 2 metry ,rozwód i już nie chcę mi się tu wymieniać co jeszcze wszystko j/w i niestety nic to nie daje.Ja nie mam dokąd odejść ,mieszkanie mamy wspólnotę własnościową i mieszkamy razem i jak dojdzie do tragedii wszyscy będą się zastanawiać kto zawinił?Serdecznie Was wszystkie kobitki pozdrawiam i życzę dużo wytrzymałości i tego aby Wasi alkoholicy jak najszybciej odeszli od Was i dali Wam święty spokój a czas jest najlepszym lekarzem i uleczy Wasz ból i będziecie tylko wspominać to co dobre bo na to ,że oni się zmienią nie ma co liczyć.
  • Natalia
    2011-10-04 00:50
    Piszecie tu rzeczywiście o skrajnościach- jak np. bicie awantury itd Mój dziadek był taki- pamiętam tłuczone szkło, siniaki na babci i ucieczkę w środku nocy gdy chciał podpalic dom ;( Mój dom rodzinny był zupełnie inny. Rodzice bardzo się kochali, nigdy nie było takich ani innych incydentów alkoholowych. Teraz mam męża, na co dzień jest kochany ale lubi wypić piwko- nie mam nic przeciw piwu po pracy ale on kilka razy w miesiącu wychodzi niby do sklepu niby na jedno piwo a wraca nad ranem kompletnie pijany. Wiele razy rozmawiałam z nim na trzeźwo, ze jego zachowanie mnie rani, że nie mogę spać i się denerwuje. Mamy 10 miesięczną córeczkę jesteśmy 2 lata po ślubie, a w związku już 7 lat. Nie wiem już co robic i myślec... Jego rodzice też są alkoholikami- czy to może miec jakiś związek? Dziś jest właśnie ten dzień - o 20 wyszedł na jedno piwo ;(
  • JOANNA
    2011-10-04 15:10
    Natalio ja byłam w podobnej sytuacji moi rodzice bardzo się kochali nie było nadużywania alkoholu, pomagali sobie do ostatniej chwili i ja uważałam że tak jest zawsze i w każdym małżeństwie .Bardzo się rozczarowałam bo moje małżeństwo bardzo różni się od moich rodziców.najgorsze jest to że nie ma szansy na poprawę ,bo nie wiem jak głęboko może być dno dla mojego męża . Dlatego porozmawiaj z mężem walcz o was póki jeszcze możesz bo potem będzie za póżno, te dni zaczną się zdarzać coraz częściej aż w końcu nie będzie do niego docierała żadna twoja prośba ani grożba
  • Magda
    2011-10-06 21:28
    Jestem żoną alkoholika jestem z mężem od ponad 2 lat.Mamy także i córkę 6 lat jest ona ze związku z lat panieńskich i wspólnie mamy synka 8 miesięcy.Mój mąż pije od ponad 1,5 roku wcześniej czyli kilka miesięcy temu nie zdawałam sobie z tego sprawy bo pił najczęściej w weekendy,ale teraz jest tragicznie jest takie kilka dni w miesiącu ,że wcale nie pije ale to jest tylko chwilowe.A po wypiciu jest strasznie wydziera się na mnie na moją córkę.Dla mnie ubliża -wyzywa od najgorszych.Dzisiaj po raz pierwszy wyprowadził mnie z równowagi i uderzyłam jego w twarz w pewnym sensie mi ulżyło-nie wiem nie chciałam tego zrobić ale to było silniejsze ode mnie.Boję się ,że kiedyś dojdzie do tego ,że on mnie uderzy.Dzieci a raczej może starsza córka zrobiła się ostatnio osowiała ,bardzo często płacze z byle powodu i myślę ,że to przez nasze kłótnie,że też to w jakiś sposób przeżywa tylko nic nie mówi na ten temat.Nie wiem jak sobie z nim poradzić?!Kocham jego ,chcę jemu pomóc ale on nie da sobie pomóc.Próbowałam oddać jego dobrowolnie na odwyk ale on w ostatnim momencie się rozmyślił.Obiecuje i przeprasza za każdym razem po piciu ,że już się zmieni ,ze to był ostatni raz.Twierdzi,że jak ma jakiś problem to pije i nie może się zahamować i oczekuje pomocy z mojej strony ale ja nie umiem jemu pomóc.Pomóżcie mi jakoś bardzo proszę.
  • R.
    2011-10-07 10:20
    Witam, a mój mąż jest przede wszystkim wspaniałym człowiekiem i ojcem.... gdy jest trzeźwy:( gdy pije... nie wraca na noc, nie dotrzymuje obietnic danych nawet na trzeźwo, nie przychodzi do dziecka, albo przychodzi pijany, często wracał brudny, z rozpiętymi spodniami, dwie godziny przed moim wyjściem do pracy, wiedząc że rano ma zająć się dzieckiem... płakałam- nie reagował, tłumaczyłam- powie co ma do powiedzenia, a ja i tak będę robił swoje, zaczęłam krzyczeć- wyprowadził się z domu, boli... strasznie boli... zadręczam się, myślę, patrząc wstecz... święta- pił, w weekendy- pił, nawet na 2 rodziny własnego dziecka- zapił, nie jest agresywny jak wypije, ale też NIGDY nie przyznał się że robi coś złego, że nie szanuje mnie, dziecka, nie szanował mojej pracy, musiałam się zwolnić, a gdy wzięłam pieniądze ze wspólnego interesu jaki prowadzimy, wpłaciłam na konto, aby zabezpieczyć własne dziecko, to powiedział na wsi że go okradłam, gdzie rozmawialiśmy, żebym zostawiła te pieniądze dla dziecka,to boli i brakuje mi już sił:(
  • Anna
    2011-10-07 22:18
    ciesz się że się wyprowadził nie rozpaczaj apsolutnie ty to miałaś dopiero początek. Mój mąż właśnie zaczyna wynosić wszystko z domu dziś sprzedał swój rower zabolał bardzo obrączki już nie ma też przepił.Teraz go nie ma bo go wczoraj wyrzuciłam ale to nic nie daje śpi na klatce sika na klatce właśnie do mnie dzwoniła właścicielka. ubrania leżą na korytarzu.Koledzy są pod sklepem ale nikt go do siebie nie chce wziąść.Bo wiedzą że już wtedy nic nie wyniesie a jeszcze może.Nie pracuje od roku ja mam dość nie ma mnie 20 kg pozdrawiam
  • R.
    2011-10-08 08:04
    oj Aniu to nie zazdroszczę, mój mąż to pije po kilka dni a potem ma przerwy, teraz ma właśnie kilkudniową, bo pił w piątek i sobotę, wcześniej od soboty do środy, jeszcze wcześniej do czwartku do soboty, nie wynosi nic, bo ma pieniądze z interesu który powadził- twierdził, że to właśnie tylko jego, okradli go koledzy z dość wysokiej sumy, ale dalej są najlepszymi kolegami, do córki przychodzi, jakby nigdy nic, denerwuje mnie- krzyczę na niego, to mówi że jestem psychicznie chora, ale ja nie potrafię zrozumieć, że 4 lata jesteśmy małżeństwem, a nigdy nie przyznał się do błu, nie przeprosił, że mógł mnie zranić swoim zachowaniem, przykre:(
  • Ewelina
    2011-10-12 10:43
    Witam wszystkich. I ja chciałam podzielić się swoimi doświadczeniami. Mam 24 lata, od trzech lat żyje, z alkoholikiem, jesteśmy rok po ślubie i mamy 10miesięcznego synka. właśnie podjęłam decyzję o rozwodzie. Jedyne co mnie powstrzymuje jeszcze, to to że muszę znaleźć żłobek i pracę i dopiero potem złoże pozew. Wiem gdzie mam szukać pomocy, i co mi się należy jako samotnej matce. Boli bardzo, ale jako matka nie mam prawa skazywać mojego dziecka na takie życie! Mąż jest kierowca, pije codziennie po kilka piw, weekendy są w ogóle koszmarem. Wiem, że zdradzał mnie jeszcze przed ślubem i to ze swoją byłą, z którą także ma dziecko:P Wyzywanie, ubliżanie, poniżanie, obwinianie - przeszłam przez to wszystko. Pobił mnie jak byłam miesiąc po porodzie i to cesarskim cięciu! Spałam wtedy z czterotygodniowym dzieckiem na ziemi! bo nie pozwolił mi wyjść z domu do rodziców. Był pijany na porodówce, pijany na chrzcie syna, pijany w nasza pierwsza rocznice ślubu...Nie mam żadnych złudzeń mąż nie zmieni się nigdy. Jedyne, co mnie jeszcze przy nim trzyma, to fakt, że nie mam z czego utrzymać siebie i dziecka, ale to kwestia maksymalnie paru miesięcy. Ja już nie chce mu pomagać, chcę pomóc sobie. On nie myślał o mnie kiedy pil, zdradzał i oszukiwał. Teraz ja nie zamierzam myśleć o nim zasługuję na więcej! Boli, ale nie zmienię zdania, znajdę żłobek, prace, wnoisę pozew o rozwód, alimenty, zabezpieczenie alimentów do czasu rozwodu. Zawsze można zwrócić sie do mopsu o refundacje zlobka, dofinansowanie do mieszkania, badz zasilki na zywnosc, starac sie o mieszkanie z urzedu miasta - sa pol tansze niz te wynajmowane! Kobiety nie dajcie sobie wmowic, ze to wy jestescie winne! winni sa tylko oni, odejdzcie i nie marnujcie zycia na pomaganie ludziom, ktorzy tego nie chca. pomozcie sobie i swoim dzieciom! Zeby nie bylo ja tez kocham, lub raczej kochalam mojego meza ponad zycie i nie wiem czy znalazlabym sile odejsc, gdybym nie maiala dziecka. Powiem brutalnie - wyslijcie palanta tam, gdzie jego miejsce, czyli na drzewo i nie ludzcie sie, ze "gdyby nie pil, bylby wspanialym mezczyzna, mezem, ojcem", bo jest odwrotnie, gdyby faktycznie byl taki wspanialy, to by nie pil! pozdrawiam i zycze sily.
  • GRAŻKA
    2011-10-12 12:14
    Moje drogie Panie, przypadkowo trafiłam na to forum, szukając materiałów do poradnika, który aktualnie piszę. Jestem wstrząśnięta ogromem nieszczęść, o których piszecie i postanowiłam podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami, może komuś pomogą podjąć decyzję. Jestem byłą żoną alkoholika, matką dwóch córek, dziś trzydziestoletnich. Po 18 latach małżeństwa, kiedy mój mąż w pijackim widzie porozbijał szyby w drzwiach do pokoju córki, która uczyła się do matury, postanowiłam wyprowadzić się z domu. Zabrałam z sobą córki, telewizor i walizkę z osobistymi rzeczami. Zostawiłam za sobą dorobek 18 lat, mieszkanie i wszystko czym otoczyłam się przez te lata. Wyszłam z założenia, że wszystkiego co materialne mogę się dorobić, jeśli będzie mi na tym zależało, ale szacunku dla samej siebie nie dorobię się , gdy go stracę. Tak z dwójką dzieci opuściłam mój dom. Zamieszkałam najpierw w hotelu robotniczym, w dwóch pokojach. Ja zajmowałam jeden, córki drugi. W pokoju miałam wszystko, pokój dzienny, sypialnię, kuchnię. Tak mieszkałyśmy kilka miesięcy, aż zakład pracy zaproponował mi mieszkanie. Kiedy dziś sobie przypomnę swoje odczucia, gdy pierwszy raz weszłam do tego mieszkania, to sama nie wierzę, że dałam radę. Była to jedna wielka ruina, trzeba było zrobić dosłownie wszystko, od instalacji elektrycznej i gazowej poprzez okna do drzwi. Motorem napędowym była świadomość, że możemy stworzyć sobie spokojne miejsce na ziemi, bez wódki, strachu i nasłuchiwania czy wraca. Wiecie, że nabrałam takiej wprawy, iż wiedziałam czy wraca trzeźwy czy pijany po sposobie w jaki otwierał z zamka drzwi wejściowe. To już była paranoja. Od tego czasu minęło 14 lat. Dzieci dorosły, wyprowadziły się na swoje, a ja nadal mieszkam w swoim wyremontowanym mieszkaniu i jestem szczęśliwa. Mam męża, młodszego o 10 lat, spokojnego i dobrego człowieka. Mimo tego ciągle pamiętam awantury, śledzenie, donoszenie do mojego pracodawcy o tym co złego zrobiłam. Wiem jedno, ludzie nie są źli i pomogą, gdy zwrócimy się do nich z prośbą o pomoc. Nie należy zamykać swoich problemów w czterech ścianach, trzeba walczyć o siebie i swoją godność, a jak nie dajemy rady, zwrócić się do innych o pomoc. To działa zawsze. Moje drogie jestem żywym przykładem, że można poradzić sobie w każdej sytuacji, trzeba tylko podjąć decyzję. Odwagi!
  • J.
    2011-10-13 13:44
    Witam. Niestety ja też jestem żoną alkoholika,jesteśmy po ślubie 3 lata, mąż początkowo pijał piwo może 2 od czasu do czasu po obiedzie. Z roku na rok bywało coraz gorzej, bywało ,że zaczynał dzień od wypicia ćwiartki wódki, miał też epizod w szpitalu, trafił tam z powodu bólu trzustki, ale niczego go to nie nauczyło, dostał dwie kroplówki i po 2 godzinach wypuścili go do domu. Następnie przez 2 tyg brał leki: potas i inne stosowane przy odwodnieniach. Po tym incydencie nie pił miesiąc. Później czasem pil czasem nie. Później znowu dłuższa przerwa. W tym czasie zaszłam w ciążę, MYSLALAM ZE WYTRWA W TRZEŹWOSCI,ale gdzie tam. Zaraz musial to opic z kims itd. Kiedy dowiedzialam sie ze z ciaza jest cos nie tak i trafilam do szpitala na badania nawet ze mna nie pojechal ,niby chcial ale byl skacowany jak w takim stanie mozna jechac do szpitala. Pozniej poroniłam ,kolejny powod do picia, ja wtedy potrzebowalam wsparcia, pomocy, rozmowy , znowu nie moglam na niego liczyc. Minelo pol roku od tego czasu ostatnio znowu zapil,w tamta sobote, nie moglam sie doprosic zeby wrocil do domu. jak juz wrocil to ledwo trzymal sie na nogach i ledwo wszedl padl na lozko w ubraniu, no widok okropny. W niedziele poprawil i dzis jest czwartek a on nie byl w pracy tyle dni, mowi ze mysli o samobojstwie, nawet probowal leki mieszac z wodka. Ja juz mam dosc, podjelam decyzje o wyprowadzce do rodziców i chce rozwodu, na szczecie mam gdzie sie wyprowadzic , to chyba ostatecznosc, mam 28 lat i nie chce tak zyc przez 20 lat jak zyja inne kobiety,moze to otrzezwi jego umysl i zastanowi sie co starcil.
  • jagoda
    2011-10-14 13:56
    to jest przytłaczające jak wiele kobiet poświęca swoje życie...i epizodem tego poświęcenia jest fakt,ze myślimy,że pomagamy ale tak na prawde szkodzimy. Szkodzimy alkoholikowi,dzieciom i sobie. Widze to dopiero teraz... Poznalismy sie 9 lat temu. Był kucharzem we wlasnej restauracji. Juz wtedy zdazalo sie mu gotowac po pijanemu...-zbankrutowal. Pojawilo sie dziecko. Obiecywal zmiany - owszem zmienialo sie ale na gorsze. Wyjechal za granice szukac pracy.Po roku dzwonien telefonicznych, zapewnien o nie piciu, kilku przyjazdach do domu ktore i tak zaczynaly sie na piciu i konczyly rowniez tak samo-podjęłam decyzje. Rzucilam prace,spakowalam siebie i corke, wynajęlam mieszkanie ludzią i pojechałam. 2 lata temu rozstalismy sie. Miedzy czasie urodzila sie druga corka. Bylo mi ciezko, wylanczalam lodowke z kontaktu,bo i tak w niej nic nie bylo, zdarzalo sie ,ze nie mialam pampersow wiec musialam podkladac podpaski dziecku a czasem nawet jakies koszulki...tragedia. Stanęłam na nogi,znalazlam prace, opiekunke, dzieciom wkoncu nic nie brakowalo oprucz ojca.Ojciec zarabial sam na swoje utrzymanie i 2 dni po wyplacie nie mial juz pieniedzy.Wpraszal sie na obiady.Z chęcia mu je dawalam bo przynajmniej dzieci mogly go widziec...wtedy tak myslalam.Zaczął naduzywac mojej kuchni, ja nie widzialam w tym nic zlego, bo jesli ktos jest glodny i nie ma pieniędzy to owszem trzeba pomóc...ale nie alkoholikowi,ktory swoje pieniądze przepija a żywi sie u ex.Teraz wiem, że bylam wspoluzależniona. Co za ironia : osobno a jednak wspoluzależniona. Jakies 3 miesiace temu wpadl w ciąg ,gdzie pierwszy raz zawalil prace. Bylo z nim żle. wzięlam go do siebie na 2 dni, zeby przypilnowac ze nie bedzie pil i ze bedzie jadl. Na drugi dzien zaczelo sie : symptomy ostrego zespołu abscynencyjnego skonczylo sie delirką i padaczką alkoholowaą. Szpital. Rozcięta głowa. po 2 dniach uciekl ze szpitala. Zaprowadzilam go do lekarza rodzinnego i na odwyk otwarty. nie pil miesiac. Dostal zwolnenie z pracy. Bral leki wspomagajace odstawienie alkoholu.Po zwolnieniu lekarskim powrot do pracy skonczyl sie dyscyplinarnym zwolnieniem. Zaczal pic. Znowu szpital.Bylam tam z nim i tym razem. Wyszedl tego samego dnia. Bez wiekszej poprawy: pil,mdlal,sikal pod siebie,wymiotowal w salonie w kuchni, wspollokatorzy wkoncu powiedzieli dość. Właściciel wypowiedzial mu pokój. Na chwile przestal pic chyba sie przestraszyl i znowu padaczka,szpital.Wypisal sie na wlasne zyczenie po 2 dniach. Teraz mieszka kątem u kolegi... Ale w tym wszystkim ja jestem tak bardzo zaangazowana,że doszlo do atakow paniki.Jestem na herbatkach ziołowych i myśle,ze odwiedze psychologa, bym mogla uwolnic sie o ciągłym mysleniu i checi pomocy alkoholikowi.Dopiero teraz wiem, że alkoholika trzeba zostawic samego sobie, by mial możliwość doświadczenia konsekwencji swojego picia. Korci mnie, by zadzwonic, sprawdzic czy jest trzezwy, zaproponowac obiad... ale wiem, ze musze pokazac że mi nie zależy po to by On mogl uświadomoć sobie,ze jest sam odpowiedzialny za swoje czyny. Jasno i wyraznie powiedzialam, ze ja sie nie odwracam od niego tylko robie pare krokow w tyl i zostawiam go samego sobie, ze skonczylo sie podkladanie poduszki gdy on sie przewraca. Zycze mu powrotu do zdrowia i sobie też.
  • maria
    2011-10-17 12:20
    jestem w podobnej sytuacji jak wiele z was..ale moim problemem jest tęsknota za nim..tak po prostu.jesteśmy ze sobą ponad 20 lat..jestem osoba która potrafi przewidzieć jego działanie..przeszłam etapy jego picia,jego leczenia..niestety z współuzależnienia wychodziłam sama i mialam cały świat przeciwko sobie,mała miejscowośc i nie zrozumienie tematu potrafiły kamieniować,bo pewnie ma powód skoro pije(to obcy)a z drugiej strony po co z nim nadal jesteś..wiecie co? to był b.ciężki czas dla mnie i syna,z nikąd oparcia,mieszkałam z rodzicami bo nie stać mnie było..ale to też był masochizm..miałam wór na plecach i każdy dokładał do niego..bunt,złość,miłość,obrzydzenie,strach,tęsknota,bezradność dźwigałam sama..byłam tylko jednego pewna,jego miłości,to ogromna siła.napisałam do aa w licheniu,bo znalazłam w jakiejś gazecie info,jako wierząca poprosiłam o formę spowiedzi,wylałam z siebie i pomogło..znalazłam zrozumienie,list przyszedł szybko.okazało się,że jest ktoś,kto mnie rozumie..wymodliłam terapię..trwało to długo,mąż nigdy o tym się nie dowiedział,najpierw się bałam,potem wstydziłam a teraz nie mam potrzeby.szedł na leczenie i..zapijał,ale..potem nie pił 12 lat.od 3-4 znów noszę wór z tą samą zawartością..a nie pił..pracocholizm,samouwielbienie,domowy mobing w białych rękawiczkach,wykluczenie z jego życia mnie i syna.od 10 lat mieszkamy bez rodziców,ale problem nie mniejszy,teraz zapił,jest w szpitalu,wszystkim udowadnia,że to mnie zależało na jego pobycie w szpitalu,bo go tam zawiozłam,mimo,że byli koledzy i osoba duchowna przy tym,jego otoczenie łącznie z rodziną wieszają na mnie znów brudy,bo on tylko pracował,skończył studia i załatwił mieszkanie,kupił elegancki samochód a mnie stworzył miejsce pracy..powinnam całować go po tyłku..zabawne..a śmiać się nie chce..od 1.5 roku mchodzę na terapię indywidualną(mieszkamy w mieśie dużym)bo zapomniałam,że w moim słowniku jest"ja"syn miał problemy z nauką,teraz studiuje i nie nienawidzi ojca za całokształ,przestał chodzić do kościoła,bo kojarzy mu się z obłudą,gdy ojciec siadał w 1 ławce..gdy tata kupował merca,ja zastanawiałam się skąd wezmę na ubezpieczenie dla syna,tata studiował a w domu nie było lodówki,bo skąd nas raty..mąż chwalił się stworzeniem miejsca pracy dla żony,a mnie brakowało na zus..można mnożyć,nawet to,że prowokował do kłótni,a jak popłynęłam nagrywał lub wybierał numer i ktoś wsłuchiwał się w mój krzyk..i to wszystko bez grama wódy..to też alkoholizm..czasem nawet tęskniłam,żeby zaczął pić,bo wtedy mnie kochał..wiedziałam,że coś się dzieje,ale nikt mnie nie słuchał.u terapeuty znalazłam się w stanie tragicznym,ale obyło się bez szpitala,bo mimo mojej wrażliwości mam siłę.mąż jest osobą z wpływami,wszyscy go szanują,uwielbia go koleżanka z pracy..jak on to mówi"ją lubi za pracowitość,ja jestem żoną.."ach jaki to ból!terapia mi pomogła podnieść się z kolan i nabrać szacunku do siebie.zdałam prawo jazdy,maturę,jestem na studiach,prowadzę firmę..mam wzloty i upadki finansowe..i nadal go kocham.podobno nie ma u mnie współuzależnienia,jedynie problem z problemem,syn mnie kocha,a mąż od 2 tygodni na terapii w szpitalu.niestety nie kontaktuje się z nam.ja cierpię,nie mogę znaleźć sobie miejsca,potrzxeba mi wskazówek co robić,żeby przetrwać czas rozłąki..wrócił na chwilę do domu,ale raczej po to,żeby zapewnić sobie powrót po 2 m-cach leczenia,mówi że mnie nie zdradził,wierzę mu w 90% procentach ale tylko ze względu na jego potencję,bo z tym też ma problem.mąż to człowiek o 2 twarzach.może ktoś powie czego chcesz?chcę,żeby się do mnie uśmiechnął!czuję,że nic nie jest stracone,wiem,że mam rację,ale jak to przetrwać?czas nie zawsze jest dobrym doradzcą.a alkoholik pijany,pozdrawiam ;)
  • oliwia
    2011-10-24 18:22
    Mam 20 lat i mam męża alkoholika. jesteśmy 2 miesiące po ślubie, wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z problemu jaki istnieje. Mąż ciągle mi wmawiał, że to jest normalne on jest młody i oprócz pracy coś mu się należy. I dopiero po ślubie uświadomiłam sobie co się dzieje. W domu zaczął robić awantury i rzucać wszystkim co mu podejdzie pod rękę. I do tego teraz doszło nawrót jego choroby. ma padaczkę i jak się napije dostaje ataków. Jestem tym wszystkim wykończona i mam dość życia .Nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc i nie mam z kim o tym porozmawiać.
  • Myszka
    2011-10-27 23:34
    Witam. Jestem w podobnej sytuacji jak wiele pań piszących przede mną. Od 11 lat jestem z alkoholikiem. jesteśmy 8 lat po ślubie . Wcześniej jego picie nie było tak uciążliwe, jednak dziś nie mam już siły. Nie mogę powiedzieć , że nie kocham męża bo kocham chyba nad życie ale sytuacja w jakiej się dziś znalazłam przekreśliła chyba już wszystko. Mamy dwójką dzieci (8lat i 13miesięcy). Dziś mąż miał właśnie zaopiekować się młodszym gdy ja będę w pracy, niestety jak wyszedł z domu wcześnie rano tak wrócił późnym popołudniem był tak nafazowany że wcześniej nie był w stanie wrócić do domu i spał prawdopodobnie gdzieś w barze. Żeby tego było mało czekając na niego spóźniłam się do pracy bo musiałam młodsze zaprowadzić do niani. Starszy natomiast po powrocie ze szkoły zastał puste mieszkanie i był zmuszony przyjść do mnie do pracy.Dobrze że chociaż jest czasem taka możliwość, ale to wszystko do czasu. Z mężem próbowałam już rozmawiać parokrotnie, używając gróźb i próśb ale to wszystko na darmo. Swego czasu zrobił przerwę w piciu na 1,5 roku(wtedy wiedziałam, że żyję) jednak dziś od ponad roku nie pamiętam kiedy był trzeźwy. czasami mam ochotę po prostu wyjść i zamknąć za sobą drzwi. Jednak jak widzę jak moje dzieci kochają ojca nie potrafię tego zrobić. Aczkolwiek starszy juz dużo rozumie i cała ta sytuacje zaczyna mu się też udzielać. Sytuacja zaczyna się coraz bardziej komplikowac bo przez nałóg mojego małżonka zaczyna brakowac nam na życie. To wszystko zaczyna wymykac mi sie z rąk w tak złej sytuacji jeszcze nigdy nie byłam. Czuję się wypalona psychicznie a i fizycznie zaczyna brakować mi sił, Bogu tylko dzięki ,że mąż nie znęca się w żaden sposób nad nami bo wtedy juz nie wiem co bym zrobiła nie mam z kim porozmawiać ani komu się wyżalić... pozdrawiam
  • EWELINA
    2011-10-29 21:48
    MAM TEN SAM PROBLEM MOJ MAZ NADUZYWA ALKOHOLU MAMY 2 DZIECI 2.7 MIESIECY I 7 MIESIECY DRUGI SYN MOJA HISTORIA JEST TAKA IZ PO PIERWSZYM DZIECKU MAZ ZROBIL SIE KAWALEREM PORAZ 2 WSZYSTKO BYLO NA MOJEJ GLOWIE ON PRZYCHODZIL CZESTO PIJAN UZYWAL PRZEMOCY W AWANTURACH BYLAM NAJGORSZA ORAZ DEMOLOWAL MIESZKANIE POD WPLYWEM AGRESIJ PO JAKIMS CZASIE USPOKOIL SIE PO TYM JAK ZACZELAM ZYC TZ SWOIM ZYCIEM JEGO RODZINA JAK BYLA PO MOJEJ STRONIE TAK SIE ODWROCILA BO SYN NIE MA UGOTOWANE POSPRZATANE UPRANE ITD ZACZELAM WYCHODZIC DO KOLEZANEK Z TEJ SAMEJ ULICY SIEDZIEC DOSC DLUGO U NICH ROZMAWIAC Z NIMI NA TEN TEMAT JAK I JEGO RODZINA ZACZELO BYC WSZYSTKO PO TYM OK Z MEZEM PO DLUGIEJ PRZERWIE JEGO Z ALKOHOLEM ZDECYDOWALISMY SIE NA 2 DZIECKO I ZNOW KOSZMAR WROCIL TERAZ TWIERDZI ZE JESTEM ZNOW TA NAJGORSZA A DZIECKO NIE JEST JEGO BO MOICH WYJSCIACH JEGO RODZINA TEZ ZYJE TYM PRZEKONANIEM BO NIGDY TAK NIE ROBILAM A TERAZ TAK ROBIE I WIEC KOGOS MIALAM I SIE ROZESZLAM A ZOSTALA MI PO TYM CIAZA CO TO JEST ABSURD ZACHECALAM DO BADAN DNA ALE BO MAM TEGO DOSC ALE JAKOS NIE CHCA ICH ON ZNOW ROBI CO CHCE WYCHODZI KIEDY CHCE I TAK WRACA O 2 W NOCY 4 BEZ KARNIE ZAMYKA MNIE W DOMU I MA PRZEWAGE W TY ZE MOJA RODZINA JEST BO JEST A LICZYC NA NIA NIE MA CO NIE WIEM CO ROBIC NIE MAM NAWET DO KAD ISC I TEZ DLATEGO ROBI ZE MNA CO CHCE POMUZCIE PROSZE POZDRAWIAM
  • agnieszka
    2011-10-31 17:38
    Też mam męża alkoholika, nic do niego nie trafia, koledzy i picie zawsze ważniejsze. Jak wypije to awantury nie wiadomo o co, jakieś chore filmy mu się włanczają, niewiadomo o czym mówi, tak jakby coś mu się śniło. Zdarza się trzaskanie w domu, rozwalanie wszystkiego a potem straszenie próbami samobójczymi(już 2 razy próbował), więc tym bardziej jestem w starchu i próbuje załagodzić sytuację. Na drugi dzień zero skruchy!Jak większość z Was kocham go i nie nawidze. Jego ojciec też był alkoholikiem i to go wykończyło, a widze że on robi to samo. Pierwszą ciążę straciłam, teraz kolejna druga ciąża zagrożona. Czasem myśle, że choć bardzo pragnę tego dziecka może lepiej żeby nie cierpiało. Jesteśmy razem 4 lata, rok po ślubie i jest coraz gorzej. No i te wygadywanie, że to on wiecej zarabia, że pije za swoje, ze za te moje grosze to bym sie nie utrzymała itd. Nie mam już sił i nie wiem co robić...
  • Pelasia
    2011-10-31 18:31
    Witam!Mój mąż jest alkoholikiem!!!Jestem z nim 10 lat po ślubie.Mam córkę 6 lat,chociaż zawsze chciałam mieć więcej dzieci,ale niestety z tak nieodpowiedzialną osobą,nie mogę sobie na to pozwolić!!!Walczę o jego trzeżwość 3lata.Był na detoksie,dwa razy na terapi, raz miał wszywkę i nic...Pije nadal i to coraz więcej!Wogóle już nad tym nie panuje!Stracił prawo jazdy,samochód,pracę!Założyłam mu sprawę o znęcanie się psychiczne i fizyczne.Dostał wyrok 1,6roku w zawieszeniu na 3lata i nic...Pije nadal!Jestem bezradna,bezsilna,załamana!Nie radzę sobie! Tylko dzięki mojej córce jeszcze żyję!Chodziłam przez rok na grupę wsparcia i na indywidualną terapię ale niestety po roku P.psycholog doszła do wniosku że ja wiem jak mam postępować i że to jest moje życie i moje decyzje!chodziło o to że mam od męża odejść,ale gdzie ja mam pójść z córką?!U rodziców nie mamiejsca,zresztą mieszkają daleko o demnie,a poza tym mamy cholerny kredyt na mieszkanie i to najbardziej mnie trzyma!Doskonale wiem,że mój szanowny małżonek zadłuży mieszkanie,a kredyt jest wspólny!!!Ja zbyt mało zarabiam nawet mi nie starczy na rate,a co dopiero na życie!Stoję po prostu w miejscu!Potrzebuję pomocy,jakiegoś wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji!Ostatnio już nawet dochodziły do mnie takie myśli,że odbiorę sobie i córce życie!Boże to jest okropne co piszę ale czasami mam tego tak dość...Pomocy!!!
  • klara
    2011-11-01 14:25
    moj maz tez pije nalogowo. jest bylym sportowcem.jestesmy 20 lat po slubie.mamy syna juz doroslego ktory bardzo sie upodabnia do ojca.lekcewazy mnie krzyczy na mnie i nie szanuje zaczyna pic piwo ktore ojciec notabebe mu kupuje ubliza mi okropnie .codziennie przeklenstwa w domu sa na porzadku dziennym. nie daje rady.jestem zalamana.nie widze sensu zycia. moze ktos ma podobny problem
  • ala
    2011-11-04 15:06
    zaczelam czytac ale nieskaczylam-grupa wsparcia ktos w mojej sytulacji niema czasu na cos takiego jak na takzwana podreczna torbe i wyjscie z domu w kazdej sytulacji. Dwojka malych dzieci w tym jedne 6miesieczne to niewykonalne,pozatym on niejest agresywny to bardziej ja jak codziennie wraca po piwach do domu....czsami jedno dwa trzy.Raz w miesiacu moze zdazy sie ze niepil ani jednego piwa w ciagu dnia i niewiem czy nieklamie bo niechodze za nim wszedzie...a czasami juz niewiem czy pil czy nie ,pytam sie go a on mi prosto w oczy klamie ze niepil powoli zaczynam w to wiezyc?! Pozatym wyprowadze sie z dziecmi zamknie mi dom obrazi sie i wyprowadzi do drugiego pokoju nieprzyniesie wyplaty wszystko przepije i przepali a ja niebede miala na jedzenie dla dzieci
  • Edyta
    2011-11-04 18:18
    Czytam,czytam i coraz bardziej jestem pogrążona w rozpaczy. Moje szczęście małżeńskie zostało zniszczone przez alkohol. Niby nie jestem sama bo widzę, że inni tez maja podobny problem, ale jednak nie radzę sobie totalnie. Mam myśli, których się sama boję . Nikogo nie pokocham już tak jak mego męża. Życie straciło sens.
  • MYSZA
    2011-11-05 20:05
    Witam,czytałam.Rozumiem wszystkie osoby co cierpią na alkoholizm męża,sama przez to przechodzę.Z mężem znamy się ponad 10 lat a w związku małżeńskim jesteśmy ponad dwa lata.Rok po ślubie zaczął się problem z jego piciem.Wiele razy prosiłam męża aby nie pił ponieważ w dzieciństwie przeszłam alkoholizm mojego ojca i nie chciałabym aby on też taki był marnując sobie i mnie życie.Owszem można złożyć sprawę w sądzie o leczenie odwykowe ale to trwa kilka miesięcy i nic nie skutkuje.Zaprowadzić alkoholika do poradni AA też nic nie da,bo po terapii zamiast wrócić do domu to pójdzie pić dalej.Za każdym razem jak wszczyna awantury dzwonić na policje to też nie dobre wyjście,bo jak mąż nie ma pracy to ciekawe kto zapłaci za izbę wytrzeźwień.Bagaż podręczny żeby w razie czego uciec z domu,a co zrobić z chorym ba Alzhaimera ojce, który ledwo chodzi.Niestety nie mam sumienia zostawić go samego.Tak mi wszyscy chcieli pomóc że człowiek bierze leki antydepresyjne,i co dalej???trzeba chyba wierzyć i czekać na jakiś cud.Musi być całe życie z alkoholizmem????
  • Magdalena
    2011-11-05 22:02
    Witam wszystkich ja również jestem zoną alkoholika z tym iż mój mąż 2 razy przebywał w szpitalu psychiatrycznym na odwyku... za pierwszym razem zgłosił się sam po myślach samobójczych podpisał zgode na leczenie a za drugim razem zabrała go tam policja z ulicy jak wracał do domu pijany... teraz chodzi na AA a od 2 dni uczęszcza na terapie całodniową....mam nadzieję ze coś pomoże ta terapia bo ja juz na prawdę nie mam siły ;(...mojemu ojcu pomogła ale mój mąż jest cięższym przypadkiem chodzi na terapie a po terapi dawkuje sobie alkohol a dzisiaj juz leży w drugim pokoju zalany w trupa ;(
  • Magdalena
    2011-11-05 22:20
    MYSZA leczenie przymusowe raczej nic nie da jak sam nie zrozumie swojego problemu moj mąż ma dopiero 27 lat a wg psychiatry jest tak silnie uzależniony ze mało się takich przypadków widzi...kiedyś płakałam błagałam prosiłam zeby przestał denerwowałam się ale teraz juz podchodze do tego z większym spokojem i dystansem mam dla kogo żyć mam 2 letniego synka mój mąż mojedo straconego zdrowia mi nie odda za nerwy jakie miałam przez niego
  • ina
    2011-11-06 00:35
    Witam,mam takie same problemy :((. Jestem 20 lat po ślubie i bardzo kocham swojego męża.Mamy trójkę dzieci (syn na studiach). Mąż pije po kilka piwek dziennie (zawsze po pracy), a ostatnio zauważyłam, że pije tez po kryjomu tzw. seteczki.Jest "fanem browara"odkąd pamiętam, z tym że kiedyś wypijał dziennie jedno góra dwa piwa a teraz już co najmniej cztery dziennie + wspomnianą seteczkę.W weekendy wypija znacznie więcej. Prosiłam, błagałam by tyle nie pił, ale on twierdzi, że pije bo lubi i nie widzi w tym nic strasznego, bo przecież nie robi awantur w domu. Starałam się spokojnie rozmawiać, że to mnie wykańcza psychicznie, że nie chce spać w jednym pomieszczeniu gdzie zieje wiecznie odorem alkoholowym i spać z nim w jednym łóżku, bo zaczyna się nadmiernie w nocy pocić (tzw. zimne poty). Niestety nic do niego nie przemawia, twierdzi, że przesadzam.Kiedyś zagroziłam, że jeżeli nie ograniczy picia to odejdę, ale to też nie poskutkowało Boje się, ze to zabrnie za daleko i nie będę mogła już nic zrobić.Jak mam mu uświadomić, że to już alkoholizm? :(
  • Magdalena
    2011-11-06 01:56
    Witaj INA zazwyczaj zaczyna się własnie tak niewinni od piwka a konczy tak jak mój mąż psychiatryk detoks i myśli samobójcze...niestety nasze dobre serca nie wyleczą Pana i Władcy prośby ani grożby nie pomogą dopóki sam nie zobaczy iż ma z tym problem ... Ja mam męża alko pijącego i ojca któr 20 lat pił teraz po terapii nie pije co prawda minął dopiero rok ale jestem z niego strasznie dumna to taka moja mała nadzieja na lepsze jutro i zaprzestanie picia mojego męża... Ja mam dopiero 25 lat a bagaż dotyczący alkoholizmu ogromny
  • ewa
    2011-11-08 12:42
    Witam jestem żoną alkoholika od 15 lat od kiedy pije nie wiem mamy troje dorastających dzieci mąż jest po terapi zamkniętej w ośrodku odwykowym zasądzonym po moim wniosku.Chodzę na terapie dla współuzależnionych ale chyba nie jestem pojętnym uczniem skoro dalej tkwię w tym związku.Dodam że po wyjściu mąż nie podjął dalszej terapi i po niecałym tygodniu zapił.Jestem w kropce bo nie mam dokąd uciec z tego bajzlu nie mam pieniędzy żeby coś wynająć a na mieszkanie socjale nie mam co liczyć bo kolejka potrzebujących jest ogromna.Właściwie to chciałam się zapytać co mogę zrobić teraz ?Czy znowu składać wniosek do sądu o przydzielenie kuratora cz tu już wyczerpałam możliwości po prostu nie wiem co dalej.Może liczę na za wiele ale potrzebuję rady nie komentarzy że jestem głupia i naiwna bo to wiem ale mąż nadal jest dla mnie ważny i chcę jeszcze spróbowć zawalczyć o niego w miedzy czasie będę próbowała znależć jakieś mieszkanie to nawypadek gdy wszystkie nadzieje prysną .Potrzebuję rady nie krytyki bo tego już się nasłuchalam,ale też na to zasłużyłam bo jak ćma lecę i wybawiam z klopotów mojego pana.rozmowy nic nie dają więc chyba czas zacząć dzialać ale skąd wziąć do tego odwagi i mądrości.
  • Marzena
    2011-11-08 19:46
    Wrocilam wczesnie z pracy i postanowilam wykorzystac cisze panującą w domu. Nieodparta sila pchnela mnie do komputera i polaczyla z innymi, utrapionymi kobietami. Jestem zoną alkoholika. Alkoholika skrytego, zaklamanego, zawsze ładnie ubranego i szanowanego w srodowisku. Zoną manipulanta i kłamcy. Zoną zadufanego w sobie instruktora jazdy, który potrafi pracować na kacu umoralniając innych.Obłudne ale prawdziwe.Dzis wiem ze choroba alkoholowa powoduje dwulicowośc u ludzi. Raz kocha - innym razem nienawidzi.A tak naprawdę jaki jest naprawdę nie było mi dane poznać-gdyż nadal pije. Pił od początku małżeństwa. Od początku związku podswiadomosc podpowiadała mi ze jest coś nie tak. Zagłuszalam ją lub bagatelizowałam. Nosiam w sobie silny lek.Szybko jednak zaczelam wyrażac swoje niezadowolenie z pijanstwa.Odchodziłam, wracałam. Stawiałam warunki i znów popuszczałam. Łamałam sie. Jednym słowem nie bylam odporna na mamipulacje. Jego i jego rodziny. Przez wiele lat choroba mojego męza była niemal tematem tabu - wiedzieli o niej nieliczni (rodzina, bliscy znajomi).To była mała tajemnica, która mnie zmeczyła.Zaczełam razem z mezem studia na wymarzonym kierunku. Choroba wspóuzależnienia uniemozliwiala mi myslec o sobie.Gdzies zawsze w tle byl moj mąz.Lecz okres studiow potrząsnął mną. Byłam zmeczona wsciekła,smutna i boloła od ciezarów jakie dzwigałam.Maż przerwał studia z powodu picia oa ja zaczelam ucinać jego komfort "picia". Pracowaliśmy razem wiec odcielam sie od niego i zamnknelam dzialalność. Byla to jedna z najlepszych dezyzji. Do dzis dziekuje za to Bogu.Przestalam milczec, zaczelam prosic przyjaciól o pomoc.Bylam z ludzmi. Nie ukrywalam choroby meza przed dziecmi, gdyż uwazalam, ze to nie tedy droga.Powoli szlam do przodu jednak znow poddalam sie manipulacjom. Maż znalazł terapeute do ktorego jezdził co tydzien lecz z perspektywy czasu wiem ze to byla czysta hipokryzja i zagrywka taktyczna typu "uspokoic rodzine i namolną zonę". Jednak w owym czasie probowalam resztkami sil przygladac sie nam i probować skaladac nasz zwiazek.Niestety bol byl zbyt silny a moja swiaodomośc problemu nie pozwalala mi spac. Wiedzialam ze to prowadzi do nikad.Poszukalam psychologa - znalazlam.Nazywam go dziś moim najwierniejszym przyjacielem.P. Halinka pomogla mi stanąć na nogi, wzocnila mnie pozytywnie i caly czas wzmacnia.Przepracowalam swoje bledy, wiem czego chcę i czego nie chcę.Terapia jest trudna ale niezbedna.Dzis moj mąz z calego serca nie nawidzi mojej pani psycholog pije nadal i wierzy ze nie jest jeszcze z nim tak zle.Odseparowalam sie od niego na wszystkie mozliwe sposoby poczynajac od gotowania prania po mur emocjonalny.Stworzylam swoj w miare bezpieczny swiat.Powiadomiłam tesciow o wyczynach syna i dokladnie opisalam jego stam - swiadectwem byl jego pokoj.Sa przerazeni bo uslyszeli i zobaczyli coś, czego przez 12 lat naszego malzenstwa widziec nie chcieli.Byli glusi i slepi. Obecnie przygotowuje sie do wywalenia meza z domu gdyz jego ostatnie ekscesy byly nie do przyjecia. Jest to mieszkanie tescia wiec jestem przygotowana na wojnę.Nie chce by dzieci patrzyly na takie zachowania.Starszy (12 lat) syn wstydzi sie ojca, denerwuje go ta sytuacja i nie chce dalej tak mieszkać.Młodszy caly czas ma nadzieję...Serce mnie ściska gdy patrze na moje dzieci.MOjemu mezowi dotychczas nie pomogy zadne terpaie.Angazował sie w ruch AA lecz pozniej zapał słabł.Uważa ze jest lepszy od innych i madrzejszy. Da sobie radę... to smutne.Obecnie skladam pozew o separacje i alimenty. Ponadto nie zawacham sie by wezwać policje w razie awantury i w koncu zalozyc niebieska karte.Powinnam to zrobic dawno ale coz...blad, moj blad.Czas pokaze co bedzie dalej.Kobiety, matki, zony ratujmy siebie i nasze dzieci, ratujmy nasze zdrowie i nasze życie - BO NIKT NAM TEGO NIE ZWROCI.TRZEBA WIERZYC ZE JEST SWIATELKO W TUNELU!!!UWIERZCIE, ZE JEST!
  • agnieszka
    2011-11-12 11:53
    witam mam problem z mężem jesteśmy 15lat po ślubie jak zacznie pic to pije pare dni na umór a potem dochodzi do siebie i pare dni przerwa i znowu zas i tak w kółko mam dośc takiego życia jest chory bierze leki na ciśnienie a moje słowa jak mu tłumacze idą na marne co mam zrobi pozdrawiam agnieszka
  • Magda
    2011-11-13 09:50
    Czasem zastanawiam się czy są na świecie "normalni" faceci. Dlaczego oni piją? Przecież my też mogłybyśmy...
  • Magda
    2011-11-13 09:54
    Mieszkam z moim mężem, ale tak naprawdę już go nie kocham. Nigdy go nie zdradziłam, ale porzucenie go to tylko kwestia czasu... Zastanawiam się tylko czy warto wiązac się z kimś innym? Czy warto?
  • Aneta
    2011-11-13 09:55
    Jesteśmy 3 lata po ślubie i mamy 9 miesieczna córke problem w tym ze mamy kredyt a mąż pije codziennie, moze i to nie są wielkie ilosci ale zawsze jskieś sa.nie ma umiejetnosci samokontroli co bardzo udziela sie naszej rodzine. czesto mowi kocham tak naprawde nierozumiejac znaczenia tego słowa.nie robi nic bym byla szczesliwa a w zamian oczekuje by bylo czysto uprano czy ugotowano.w przeciwnym razie stwierdza dziwne aluzje.nie radze sobie z psychika własna jak on mna manipuluje .mysle ze wszystko inaczej by sie potoczyło gdybysmy nie wzieli kredytu na mieszkanie.jestem tymczasowo uzalezniona od jego dochodow i poza tym nie bardzo mam gdzie sie wyprowadzic no i jeszcze kwestia wychowania maluszka tu mnie boli nie wiem co zrobic by nie odbilo sie to na dziecku.
  • Magda
    2011-11-13 09:59
    Nie mogę zagłuszyc wyrzutów sumienia. Chciałabym zasmakowac jeszcze życia, ale nie wiem po co. Mam gdzie mieszkac, mam pracę i dziecko. Bardzo się denerwuję gdy mąż pije, ale idąc za radom autorki forum nie zwracam na to uwagi i żyje sobie. Mąż na razie pracuje i przynosi pieniądze. Zyjemy sobie obok siebie... Do 'jego' dna jeszcze daleka droga...Czy ktoś zna faceta, który nie pije? Nie jest zazdrosny, nie bije żony, nie zdradza, pracuje i jest szczęśliwy?
  • Magda
    2011-11-13 10:03
    Teraz mąż sobie smacznie śpi, po wczorajszej libacji. Nawet zajął się naszym dzieckiem: włączył mu telewizor z bajkami. Całymi dniami pracuje, żeby po tygodniu usiąśc do stoły z drinkiem i powiedziec: "ale się napracowałem, muszę się napic"
  • Magda
    2011-11-13 10:06
    To wszystko jest aż śmieszne. Jak długo trzeba szukac, żeby znaleśc na świecie pijaka... Chyba nie za długo! Czy ubrany jest w garnitur czy ubranie robocze. Wszyscy spotykają się w jednym miejscu, piją i rozmawiają co dzisiaj zrobili...
  • Magda
    2011-11-13 10:09
    Kończą mi się tabletki na uspokojenie i nasenne...Muszę się umówic do lekarza. Ciekawe czy lekarz zapyta czym się denerwuję. Pewnie znowu skłamię, że to stres w pracy. Zastanawiam się czy lekarz też pije...
  • Magda
    2011-11-13 10:16
    Gdy widzę małżeństwo na ulicy, w parku, gdziekolwiek zastanawiam się czy oni tak samo okłamują świat, że są szczęśliwi... Czy on też pije? Kiedyś z mężem chodziliśmy na różne imprezy. Wszyscy faceci pili. Może jedni mniej od drugich, ale pili. Ich żony (w tym również ja) robiły wszystko by pili jak najmniej; tańczyły z nimi, wychodziły na dwór... Jedna na drugą patrzyła z ukosa, czyj mąż wygląda najtrzeźwiej. I nie było wśród nich solidarności. Każda wspominała, jaka świetna była impreza. I z politowaniem patrzyły na żonę, której mąż był najbardziej pijany. Już nie chodzę z mężem nigdzie. Czasami wychodzę sama i jadę samochodem. Nie pije, bo kieruję i świetnie się bawię.
  • Magda
    2011-11-13 10:23
    Mam w sobie radośc do życia. Gdzieś tam głęboko jest ukryta. Mam swoje pasje, ulubione zajęcia. Piszę książkę (o dziwo nie o alkoholiźmie). Brakuje mi tylko męża. Czasami w dniach trzeźwości podąża za mną w tym samym kierunku. Lecz coraz częściej zbacza z kursu... Kiedyś wołałam go, ale coraz częściej podążam dalej. Nie czekam na niego. Potrafię całymi dniami z nim nie rozmawaic, dnie zamieniają się w tygodnie a pewnie i miesiącami nie musiałabym się z nim komunikowac. Ale człowiek jest zwierzęciem stadnym. Pragnę byc z ludźmi. Byc z mężczyzną, kochac i byc kochana...
  • Magda
    2011-11-13 10:28
    Nigdy nie popełnię samobójstwa. To wiem na pewno. Byłoby to oznaką mojej słabości. A ja jestem silna. Wiele w życiu przeszłam i zamierzam jeszcze korzystac z życia. Czasami jestem rozdarta między skramentalnym :"w zdrowiu i chorobie" a instynktem: "zwiewaj póki możesz"! Mam gdzie zwiewac, ale nie wiem czy warto. To znaczy wiem, że warto ale po co. Chociaż wiem po co, ale sama...?
  • aneta
    2011-11-13 14:13
    Magda jak masz chęć pogadać to wejdź na moje gg ja też nie mam lekko. 39137702
  • Marzena
    2011-11-13 19:53
    Mysle ze najlepszym rozwiazanie dla zony alkoholika jest terapia.Na poczatku jest ciezko lecz z czasem przychodza efekty.Magdo, podzielam Twoj ból, gdyz sama z nim obcuję.Lecz ide dalej choc nie wiem co bedzie.Moj maz nie chce slyszec o leczeniu, a ja przestalam o tym wspominac.Zaoferowalam kilka razy popmoc i na tym poprzestane.Szkoda czasu i energii aby biegac za alkoholikiem.Lepiej dzieciom ja ofiarowac. Doskonale znam to paskudne uczucie gdy mieszka sie z alkoholikiem pod jednym dachem.Niestety sytuacja nas zmusza by w tym mieszkaniu pozostac i to jest koszmar. Ja nie mam sie dokąd wyprowadzic wiec szukam innych rozwiazan.
  • Marzena
    2011-11-13 19:56
    Magdo zasatanow sie nad rozwiazaniem by samej w spokoju zastanowic sie nad sobą, BO WARTO!
  • Martad
    2011-11-15 13:02
    dzień dobry przez przypadek weszłam na to forum i postanowiłam podzieli się doświadczeniami z życia u boku alkoholika mój mąż oczywiście tak nie uważa jesteśmy prawie 5 lat po ślubie mamy 4 letniego syna. pije w zasadzie prawie codziennie tylko w rożnych ilościach raz w tygodniu do nieprzytomności, stracił prawo jazdy jechał pijany, nie przepuści żadnej okazji aby się nie upić albo porostu pije sam przy tym jest upierdliwy agresywny oprócz tego od jakiegoś czasu ma jakieś urojenia a we mnie narasta wobec niego taka nienawiść chodzi po całym domu podejmuje głupie rozmowy, prowokując mnie, gdy wytrzeźwieje domaga się chociaż 2,5 z rana na piwo . nigdy mnie nie uderzył ale jakbym mu nie dała tych pieniędzy to pewnie by to zrobił myślę ze jeszcze ma też tą świadomość ze gdy podniesie na mnie rękę wezwę policję. wszystko to dzieje się na oczach naszego 4 letniego syna . ostanio miał niepełne 2 msc. przerwy bo wątroba szwankuje ta choroba to był z jednej strony wybawieniem chyba chciałabym aby był nawet bardzo chory gdyby miał nie pic w zasadzie to już jest tylko jak to alkoholik nie przyjmuje jeszcze tego do wiadomości czekam tylko niech go zacznie bolec bo na razie go nie boli myślę że będzie to bardzo szybko. na razie to znowu zaczął chla myślałam że ta choroba go powstrzyma ale jak zwykle uwierzyłam temu tchórzowi uważam że nim jest bo nigdy otwarcie sie do tego nie przyznał a jest inteligenty i świetnie zdaje sobie z tego sprawę. nie wierzę już w żadne deklaracje jego niepicia i żałuję że chciałam żeby się leczył teraz wiem że nawet jednym słowem o tym nie wspomnę po co? emocjonalnie to już dawno wzięłam z nim rozwód iu przestałam mu ufać bo codzienne zastanawianie się czy wróci trzeźwy czy pijany pozbawia zaufania gwarantuję, szybciej człowiek zaufa obcemu człowiekowi niż własnemu mężowi. wszelkie kontakty ze znajomymi zostały zaprzestane bo jest mi wstyd że się napiję i nie będzie umiał się zachować to wolę się nie upokarzać. nie mogę na niego patrzeć jak się napije na te jego obleśne miny.. mam 30 lat i myślę co dalej.........największym błędem było ulokowanie naszych wspólnych pieniędzy w domu jego rodziców milion razy zastanawiam się jak mogłam tak dać się podejść i oszukać pozbawiając własne dziecko mieszkania, oni ten dom wybudowali ale my go wykończyliśmy bo miał być nasz i na obietnicach się skończyło a z drugiej strony ciągle się zastanawiam jakim on jest ojcem nie gwarantując swojemu dziecku nawet dachu nad głową. czy widzicie sens pomocy alkoholikowi bo ja nie...... szkoda mi tylko syna i nie wiem jak go wyrwać z tak toksycznego związku bo mimo wszysko chyba nie chcę żeby znienawidził swojego ojca a tak będzie bo tatuś na to pracuje i to jest kwestia czasu. syn nie jest z nim tak związany jak ze mną wczoraj mi powiedział daj temu pijakowi pieniądze niech sobie pójdzie...
  • nikola
    2011-11-18 23:34
    Ja mam podobnie, mąz pije codziennie a poniewaz ma pieniądze to są to alkohole luksusowe, potrafi wypic jednego wieczoru 0,7 whisky sam! Ostentacyjnie wrzuca do szklanki lód tak bym slyszała w drugiej cześci domu, potem pije szybko jedną szklanke za drugą a potem czepia sie mnie, obraża, wyzywa, domaga sie seksu, chodzi za mna po domu, ostatnio zaczął robić coraz wieksze afery, wyrzuca moje ubrania orzez okno-masakra. Mamy sliczna coreczkę, ma 4 lata-patrzy na to i stara się stac z boku albo zamyka drzwi od swojego pokoiku bo nie chce tego widzieć ani slyszeć. Oczywiście mąż za to,że pije oskarża mnie, bo seksu za mało, bo w pracy za dlugo, bo jest nieszczęśliwy itd zawsze ja jestem winna... Kiedy widzę,że pije dużo i szybko zaczynam się bac, trzęsa mi sie ręce, chce mi sie plakać w głowie układam plan gdzie uciekne jeśli będzie taka koniecznosć i co musze ze sobą zabrać,co zabrac dla dziecka- i... uciekam. Boję się zycia razem i boję sie rozwodu-wtedy cały świat będę musiała zmienic bo mieszkam u niego...
  • Alicja
    2011-11-19 15:17
    Bardzo Wam wszystkim współczuję ponieważ również przechodzę tę tragedię.Mam 41 lat jestem mężatką od 22 lat i mamy córkę, która ma 20 lat. Więc chyba najdłużej borykam się z tym problemem. Chodziłam wszędzie nawet wylądowałam u psychiatry ponieważ już nie radzę sobie z pijaństwem mojego męża. Znam wszystkie zasady jak postępować, przeczytałam miliony książek i tak nie potrafię się zmienić żeby ciągle się nie martwić pijaństwem męża. Mój mąż właśnie stracił prawo jazdy, był pełen skruchy i przerażenia , ale tylko przez tydzień znowu pije. Nie potrafię więcej napisać ponieważ strasznie się rozkleiłam... Życzę nam wszystkim współuzależnionym cudu w naszych domach. Pozdrawiam wszystkich.
  • Marysia
    2011-11-20 15:52
    Alu..ja mam 48 lat...borykam się z tym problemem już 26...czyli ...długo tkwię już w tym marażmie...zbyt długo...i sama nie wiem dlaczego.Mam ciężką pracę(fizyczną)i z utęsknieniem oczekuję vekendu by nabrać siły i energii...ale niestety nie dane mi....mam już coraz mniej sił!!!Mam DOŚĆ!!Zastanawiam się czy czasami prócz tego,że jestem osobą współuzależnioną...nie jestem też masochistką....co piątek obiecuję sobie,że to już koniec,że pozwolę osiągnąć mu jego dno...i co..???....i NIC...:( ..jestem do bani.....tyle lat próśb..płaczu...krzyku..wiary,że może jednak...Tyle lat walki..o NAS...MUSIAŁO mnie nieżle wyczerpać psychicznie.Pierwszy raz weszłam na forum tego typu....i nie żałuję.Wiem już co muszę zrobić...wezmę kij i pójdę na ryby..hihihi...oczywiście żartuję:)Niech WAM wszystkim dzisiaj z górki KOCHANE:)POZDROWIONKA:)
  • Kasia
    2011-11-24 23:12
    hej kobietki:p mój mąz pije,to alkoholik,od wielu lat,jestem tak jak Wy- cykającą bombą jeśli słyszę słowo alkohol albo widzę podpitego ślubnego,mój ojciec pił i pije,mamy po 28 lat,4 lata po ślubie,2 latka ma dziecko, mieszkamy w Paryzu, weszłam tu dziś zeby się chyba wygadać z tego co zrobiłam,znów wrócił pijany mimo obiecań ze tak nie bedzie,właśnie śpi w salonie na kanapie a ja...............wysmarowałam mu pół głowy oliwką dla niemowląt- zostało trochę po dziecku,była po terminie,miałam wywalić,tylko pół głowy bo na drugiej połówce śpi, pomalowałam mu paznokcie u rąk ciemno szaro czarnym lakierem, butelkę z kilkoma kroplami zmywacza postawiłam na stole w kuchni, waciki tez, moim zdaniem wystarczy na 2 góra 3 pazurki:]dołączyłam kartkę 'chyba ci się przyda',spuściłam ciepłą wodę z wszystkich kranów i wyłączyłam bojler, w butelkę po mydle i szamponie nalałam starego oleju po frytkach pomieszanego z cynamonem,ręcznik w łazience zostawiłam tylko jeden, w srodku wysmarowałam go tłustym balsamem,on się zawsze kąpie jak się obudzi w nocy, kilo soli wsypałam do wszystkich butelek wody mineralnej i porostawiałam po domu, na kaca woda najlepsza, na bank się skusi jak bedą na widocznych miejscach, wszystkie kurtki jakie były w szafie pozasuwałam,powiązałam rękawy i poprzewracałam na lewą stronę, wszystkie buty powiązałam sznurówkami na tysiące węzłow, w torbę do pracy wsypałam 10kg ziemniaków, a porfel oprózniłam i powiązałam rózowymi wstązkami,ciezko bedzie go rozmotać,w trepki nalałam oliwy z oliwek a na wszystkich lustrach w domu napisałam "alkoholik" i co najwazniejsze POCIĘŁAM NOzYCzKAMI JEGO CIUCHY,BOKSERKI I SKARPETY, SPAKOWAŁAM TO WSzYSTKO W TORBĘ PODRÓzNĄ I zOSTAWIŁAM W KORYTARzU KOŁO DRzWI WYJSCIOWYCH, najlepsze jest to ze nawet nie jestem zdenerwowana.MAM DOŚC JEGO PIJAŃSTWA!!!!!!!!!!
  • Kasia
    2011-11-26 22:16
    hej,jestem ponownie, u mnie ok,ślubny był tak zszokowany tym co narobiłam ze jak narazie nie ma promili, zycze jemu i sobie tego długo długo długo
  • Roman
    2011-11-29 00:10
    Od 9 lat żyje z alkoholiczką,która zrobiła piekło w domu, ciągłe awantury i to bez znaczenia czy to noc czy dzien .Ponad 230 interwęcji policji liczne pobyty w izbie wytrzezwień, karana z art.207kk/1 tj znecanie się nad rodziną w 2006 roku i mimo zawieszenia i kuratora sytuacja się nie zmieniała. Liczne wnioski do prokuratury,które są umażane mimo interwęcji policji.Zdaje sobie sprawę,że żyje z potforem a nie człowiekiem
  • Kasia
    2011-11-30 15:34
    hej,u mnie nadal nie ma promili u ślubnego,mój plan aktywował inny profil ślubnego ;]
  • Tragedia
    2011-11-30 22:36
    Przeczytałam właśnie to wszytsko i to jest dokładnie to samo co mam w domu. Tylko, że ja mam dwóch pijących i Małe dziecko a Teściowa jescze nadskakuje i tłumaczy tylko po co jak to nic nie dociera tylko sie łudzi jak jej powie ze przestanie pic a i tak poprawy nie widać.
  • Ula
    2011-12-01 14:07
    Witam serdecznie.Moi rodzice byli alkoholikami od ok 10 lat. W zasadzie nie pamiętam szczęśliwego dzieciństwa. Mama odeszła od nas 3 lata temu, do innego faceta, zostawiajac mnie i braci samych (mielismy wtedy 17,18 i12 lat). A taty prawie w ogóle nie widzieliśmy bo się bujałz towarzystwem pijac po kątach...Umarł w zeszłym roku na alkoholizm. Wiele przez rodziców straciliśmy, choćby fakt że odebrano im mojego młodszego brata...Dziś jestem zwiazna z 33 letnim męzczyzną. Człowiek fantastyczny- inteligentny, zaradny, obowiązkowy, czuły... dopóki się nie napije... Ostatnio bardzo długo popijał. Nie skojarzyłam wtedy że może mieć problem... sama od czasu do czasu z nim wypiłam piwo... ale wszystko sie "wydało", gdy zaczął pić w pracy. I nie trzeźwieć. Nawet nie miałam jak z nim porozmawiać bo miał albo potwornego kaca albo był nietrzeźwy...Owszem... ostatnio nie pił tydzień, ale znalazł sobie pretekst żeby znów sięgnąć... Totalna bzdurę- że rano na niego warknęłam żeby tyle nie palił w pokoju, bo udusic się można...cały dzień był obrazony...a później się upił. I tak ostatnie 4 dni... Dziś "umiera" na kaca w łóżku. Mieszkamy razem- z moimi braćmi i nim... Tyle ze my w innym pokoju... Jestesmy razem rok czasu... Nie wiem jak na niego wpłynąć. Znów mi obieca że nie będzie pił... A nie mam ku temu zadnej pewności... Tyle lat zyłam z rodzicami alkoholikami, że wiem że moga być to jałowe obietnice... Powiedział,że może się zaszyć... Ale jesli zmieni zdanie w ciagu kilku dni bo znów stwierdzi że nie ma problemu z alkoholem...? Mam dosyć tłumaczenia go przed jego rodzicami i szefową. Moja matka nie widzi w jego zachowaniu nic dziwnego- twierdzi że to ja jestem nienormalna, że nie pozwalam chłopakowi się napic. Napić... chyba się nachlać. Zreszta matka dalej piwo i jak to alkoholiczka- wspiera alkoholika i sama by z checią z nim wypiła... Gdy go poznałam- był abstynentem a zarazem cudownym człowiekiem. Nie pił- bo jak się później dowiedziałam- był zaszyty... Nie chce go zostawić bo go kocham. Nie chcę popełnić tego błędu co z tata, że się nim nie zainteresowaliśmy i się zapił. Nie potrafiła bym znów zniesc takiego ciosu... Ale obawiam się też że jak bedziemy kiedys chcieli się pobrać, bo on nie bedzie pił, to później.... znów zacznie i wtedy dopiero bedę mieć problem...Co radzicie?
  • Joanna
    2011-12-01 17:51
    Przeczytałam to wszystko i jestem w szoku, że tyle przede wszystkim kobiet cierpi tak jak moja mama:(
  • Ula
    2011-12-01 20:00
    Najgorzej ,że on wpadł na pomysł że się zaszyje jak ja to też zrobię...hmm... ale ja nie mam [problemu z alkoholem i nie nadużywam go, więc jaki w tym sens....zrobić to by go wspierać, czy tez nie?
  • Myszka
    2011-12-04 22:19
    Kasiu podziwiam cię za pomysłowość:) Może taką terapię wstrząsową powinnyśmy wszystkie zastosować swoim kochanym małżonkom...Szczerze mówiąc nigdy na taki pomysł bym nie wpadła... aczkolwiek mój był troszkę inny ale jak na razie skuteczny. Gdy mój szanowny małżonek po raz kolejny wrócił do domu wstawiony i oczywiście strasznie głodny to po otwarciu lodówki zobaczył tylko światło i butelkę z kaszą młodszego dziecka. Oznajmiłam mu że to wszystko co mamy bo ja nie mam już pieniędzy na życie, pampersy i na nic innego, że starszy syn niedługo wróci ze szkoły i że to on będzie się jemu tłumaczył dlaczego nie ma nic do jedzenia. Po kolejnej rozmowie (momentami burzliwej, gdzie dowiedział się że postanowiłam złożyć pozew o rozwód) mąż obiecał że pójdzie do kościoła i wyrzeknie się. Namawiał mnie bym poszła z nim jednak odmówiłam bo nie ja z nim piłam i wyrzekać się też nie miałam czego. Tym razem dotrzymał słowa. Poszedł z synem i wyrzekł się na 5 lat. To już nie pierwsze jego wyrzeczenie mam tylko taką cichą nadzieję że tym razem wytrzyma i będziemy w końcu normalną i szczęśliwą rodziną. Od 3 listopada w naszym domu nie ma alkoholu, jednak ten niepokój w sercu nadal jest. Życzę sobie i Wam kochane kobitki spokoju na Święta i oby wasi mężowie podążyli śladem mojego. Powodzenia... PS. Jeżeli chodzi o tą pustą lodówkę to jedzenie dla dzieci było z tymże schowane o czym on do dziś nie ma pojęcia
  • Martad
    2011-12-06 08:48
    ula uciekaj dziewczyno uciekaj nie wygrasz zanim a przegrasz swoje życie jesteś współuzależniona i wydaje ci się że go zmienisz że go kochasz uciekaj i nie odwracaj się do tyłu
  • Monikaagl
    2011-12-08 12:59
    jestem przerazona czytajac ile kobiet ma takie problemy jak ja, moj maz wedlug mnie jest alkocholikiem potrafi pic 4 dni pod zad potem 5 dni jest wszystko ok i znowu to samo z pracy wraca pijany kazda wyplate praktycznie przepija ja nie pracuje bo nie mam tu takiej mozliwoscie bo mieszkam praktycznuie na odludziu do najblizszego autobusu jest ok 7km i nie mam gdzie wyjsc siedze calymi dniami sama w domu z poltora rozcza coreczka mam 19lat i mam wrazenie ze zmarnowalam sobie zycie i nie widze zadnego wyjscia z tej sytuacji rodzina meza mnie wspiera tzn jego rodzenstwio a jego rodzice uwazaja ze odejscie od niego to zly pomysl ze tak nie mozna , ale jakie ja tu mam miec zycie ledwo wiaze koniec z koncem a nie mam gdzie pojsc bo moja matka mi nie pomoze pracy tez chyba zadnej nie znajde poki tu mieszkam bo nie mam nawet prawa jazdy ani samochodu nie wiem co mam zrobic rodzice meza sa w USA i chca zebysmy tam pojechali ale co ja zrobie jak on tam bedzie pil ze swoim ojcem? oni mowia ze napewno nie bedzie pil tak jak tu ale ja uwazam ze to nie ma sensu mecze sie tu strasznie i nie mam pojecia co zrobic aby moje dziecko mialo normalne zycie, on nie chce isc na leczenie zlozylam wniosek o przymusowe leczeniu w gminie ale jak mi powiedzieli jak to wyglada to nie mam duzej nadzieji ze to cos da...
  • agag
    2011-12-10 12:15
    jestesmy poltora roku po slubie i jest coraz gorzej z poczatku zwalal wine n amoich rodzicow ze sie wtracaja wracal z pracy pijany i zdarzalo sie to coraz czesciej nie obchodzil go fakt ze ja sama siedze calymi dniami w domu wychowujac nasza mala coreczke on wolal isc pic teraz jak zamieszkalismy osobno to znowu ja jestem problemem ze jestem zla kobieta pojde do piekla.. dzisiaj znowu zamiast o 5 rano z pracy wrocil 0 10 ledwo stojac na nogach kazalam mu isc stad iw rocic ja wytrzezwieje bo juz mam dosc patrzenia na te jego zapite czerwone oczy i wysluchiwania obelg w moja strone:( co tur obic podniosl juz na mnie reke....:( nikt o tym nie wie bo mi wstyd boje sie isc na jaka kolwiek impreze z nim bo wiem ze mi wstydu narobi co robic? nie mam pojecia tlumacze sobie ze moze sie zmieni w koncu przeprasza ale potem znowu to samo...a moja psychika jest n agranicy wytrzymalosci....w dodatku moja tesciowa twierdzi ze jemu nalezy sie isc na piwo po pracy wiec to JA jestem chyba jakas inna skoro twierdze ze maz powinien wracac do domu doswojej rodziny jak tu zyc no jak...
  • julita
    2011-12-11 00:16
    witajcie , wszystkie ofiary alkoholizmu, bo wlasnie tak nas mozna nazwac .Mam 32 lata wiec jestem juz dorosla kobieta , mam ojca ktory odkad pamietam pije tzn od zawsze. Pije tydz , miesiac czasami nawet pare , ma komfort picia idealny, poniewz mama zajmuje sie calym domem, zarabia pieniadze , podaje mu ciepla zupke zeby sie nie awanturowal . Ja z nimi nie mieszkam ale serce mnie boli jak patrze na moja mame ktora juz zwyczajnie nie ma sil dalej walczy, szpitale , wiezienia , wyprowadzki nic nie dziala a ja juz zwyczajnie mam tego dosyc bo nie mam wlasnego zycia tylko zyje nimi prosze Boga o koniec meczarni , juz wystarczy , alkoholizm jest gorszy niz rak pozdrawiam
  • Martad
    2011-12-12 10:31
    Monikaagl masz bardzo trudną sytuację jesteś odizolowana od reszty świata bez środków myślę że powinnaś prosi o pomoc rodzeństwo męża skoro są po twojej stronie może oni ci pomogą stanąć na nogi sama nie dasz sobie rady bez czyjegoś wsparcia. jesteś młodziutka nie wiem jaki masz zawód ale może jak się stamtąd wyrwiesz to znajdziesz pracę i się trochę usamodzielnisz. moja sytuacja też nie jest różowa ale bardzo ważne jest aby nie byc całkowicie zależnym od drugiej osoby. ja pracuję mój mąż też zarabiam lepiej od niego i mimo że mój mąż też przepije kupę kasy mam przynajmniej spokój że wystarczy mi pieniędzy do następnej wypłaty
  • Ula
    2011-12-14 14:43
    Gdyby to było takie proste...
  • Monikaagl
    2011-12-14 20:17
    nie mam zadnego zawodu w tamtym roku chcialam skonczyc szkole srednia zaocznie poszlam kilka razy gdy wracalam ze szkoly maz byl pijany wiec przestalam chodzic bo balam sie z nim dziecko zostawic. dzis znowu pije gdzies dwa dni temu jak wrocil pijany to juz nie wytzymalam cos we mnie peklo i z placzem zadzwonilam do mojej matki z ktora nie mialam dobrego kontaktu i powiedzialam jej co sie dzieje ze moj maz pije i zapytalam czy mi pomoze i sie zgodzila chciala nawet odrazu to zrobic ale powiedzialam ze narazie niech popyta kogos o prace dla mnie ja juz sobie odkladam pieniadze abym mogla od niego odejsc i zaczac wszystko od nowa dopiero jak przeczytalam ten artykul i te wasze wpisy uswiadomilam sobie ze moge sobie jeszcze ulozyc zycie ze jestem mloda dopiero jak to przeczytalam upewnilam sie w tym ze on sie nie zmieni nawet jak jest trzezwy nie umiemy sie dogadac bo jak zaczne jakis temat to sie denerwuje o niewiadomo co teraz jestem pewna ze chce odejsc tylko chce to zrobic tak aby nie odejsc z niczym
  • Agnieszka
    2011-12-15 19:54
    Ja też żyję z alkoholikiem chociaż on uważa że jest zdrowy..nie pomagają moje tłumaczenia,płacz też na nic się zdaje..to wszystko odnosi wręcz przeciwny skutek..on chyba jest szczęśliwy patrząc na to jaka ja jestem nieszczęśliwa..mamy dwoje dzieci..nawet dla nich nie chce przestać pić..za wszystkie swoje niepowodzenia obwinia oczywiście mnie,bo tak najlepiej..ja już nie mam siły znosić tych wszystkich upokorzeń,wysłuchiwać tego jaka to ja jestem beznadziejna itp. mam dość "robienia wszystkiego za niego" ale jak tu nie zrobić kiedy to dla dzieci potrzebne..ile można żyć w smutku i samotności..bo ja czuje się samotna..bo jak tu z pijanym porozmawiać ;( i o czym..dzieci kładą się spać a mnie już czasami łez brakuje..
  • Monikaagl
    2011-12-16 15:56
    ja staram sie nie robic nie za meza ale tak jak ty Agnieszka napisalas ze dla dzieci potrzebne to trzeba juz ja tak samo ostatnio musialam sama narabać drzazge zeby w piecu napalic bo nie bedzie dziecko mi marzlo. Moj maz tez zawsze ma powody do picia wczesnie pil przez swoje rodzenstwo bo mieszkali z nami a jak ich nie ma to pije przeze mnie kazdy powod jest dobry szczrze mowiac ja júz przestalam sie przejmowac co on robi teraz dbam o siebie i dziecko i odkladam pieniazki abym mogla odejsc od niego
  • Martad
    2011-12-27 10:38
    Monikaagl trzymam za ciebie kciuki. jak wam minęły święta u mnie koszmar trzy dni nachlany jak świnia
  • Monikaagl
    2011-12-27 10:55
    u mnie swieta byly najgorsze jakie mialam w zyciu moj maz sie napil przed wigilja przyszedl do domu i wzial jakies spodenki i ppowiedzial ze sie wyprowadza a mnie to jakos nie obchodzilo potem wrocil po 2godz. i poszedl spac a ja siedzialam sama z jego dwoma siostrami w boze narodzenie siedzialam sama w domu i wczoraj tez on chodzi obrazony na caly swiat nawet jak jego rodzice dzwonili to nie chcial z nimi gadac a oni go jeszcze blagali kurde no on robi zle a oni skacza nad nim jak nad cieckiem malym bo oni sie boja zeby nie skonczyl tak jak jego chrzesna na cmentarzu to ja im powiedzialam ze ja sie czuc winna napewno nie bede bo on ma swoj rozum i sam za siebie odpowiada
  • Asia
    2011-12-27 20:58
    Mój facet jest alkoholikiem.Zupełnie nie wiem co robić.W sumie zawsze pił i jak zaczeliśmy się spotykać to pił coraz mniej.Sporadycznie się mu zdarzało.Od paru tygodni pije praktycznie codziennie.Tyle razy sobie powtarzam że odejdę ale jakoś nie potrafię.Szkoda mi go i za bardzo mi zależy na tym związku.Chce mieć ze mną dzieci a ja się boję że on się nie zmieni nigdy.Nie radzę sobie z tym.Jedyne co robię to wylewam do zlewu wszystko co pije
  • kasia
    2011-12-27 21:51
    witam. kilka miesięcy temu już pisałam co nie co o mnie i moim mężu. dziś znowu jest pijany. wczoraj był drugi dzień świąt bożego narodzenia i jak w każde święta to on świętuje a ja tylko się złoszczę. nie pamiętam kiedy miałam normalne święta. w moim domu rodzinnym też ojciec zawsze świętował i ciągle były tylko awantury. nie myślałam że jak wyjdę za mąż to będę przeżywała to samo gdy byłam dzieckiem. jestem z moim mężem 5 lat po ślubie i dziś po raz pierwszy powiedział do mnie SZMATO. a ja cały czas jestem mu wierna. to cholernie boli. siedzę teraz i myślę o tym co mam zrobić z własnym życiem. mówiłam mu że złoże pozew o rozwód to powiedział że mi zabierze dzieci. proszę pomóżcie mi. boję się że jeśli to zrobię on naprawdę to zrobi. nawet nie wiem czy coś jeszcze do niego czuję czy jestem z nim tylko dlatego że boję się że sama sobie nie poradzę. strasznie się na nim zawiodłam. do tej pory byłam pewna że mnie kocha ale po dzisiejszym dniu sama nie wiem. zawsze starał się mnie nie obrazić owszem były kłótnie ale bez wyzwisk. dziś po raz pierwszy poczułam się taka upokorzona i bezwartościowa. czuję się już psychicznie wypompowana jak wrak człowieka.
  • Mama Piotrusia
    2011-12-28 21:02
    Czesc skala problemu jest ogromna:( ja mam dopiero 21 lat ale też już nie mam złudzeń że to kiedyś się zmieni, najpierw życie niszczył ojciec, teraz mąż...ironia losu..
  • Asia
    2011-12-28 21:48
    jak to wszystko czytam tylko utwierdzam się w przekonaniu,że nie wyjdę za mąż.
  • Edyta
    2011-12-29 09:51
    Bardzo dobre rady, artykuł jest świetny. Najgorsze jest, że ja to wszystko wiem ale bardzo ciężko jest mi się do tego zastosować. Mąż jest alkoholikiem, raz sie do tego przyznaje a raz nie, twierdzi, że lekarz bzdury opowiada.Mamy dwoje dzieci w wieku gimnazjalnym. Dokąd były małe ukrywałam przed nimi prawdę,mówiłam ze tata jest chory. W te święta było inaczej. Opił się, nie był z nami na wigilii, powiedziałam mu zeby wyszedł z domu i wrócił jak bedzie trzezwy. Jego matka i brat zabrali go, wrocił po świetach. Dziecim powiedziałam prawde, uznały ze dobrze zrobiłam. Po takim zdarzeniach on zachowuje sie jakby nic sie nie stało, nie przeprasza, nie podejmuje zadnej rozmowy, a w łóżku wszystko mu się nalezy, bo jest mężem. Ja zawsze zaczynam rozmowę. Próbowałam niejednokrotnie z nim rozmawiac, tak na spokojnie. Ale to wyglada tak, że ja mowie a on słucha i wcale nie rozumie co ja do niego mowie. Ma bardzo trudny charakter, nie chce ze mna rozmawiac, i jak mu tłumacze, że bez rozmowy nie moze istniec małzenstwo, to on na to ze sie juz nie zmieni. Osobiscie uwazam, ze on nie dorósł do bycia ojcem, mezem, a po 15 latach małżenstwa to przecież powinien. wiecznie jest nadasany, nie mowi o co mu chodzi, wszystko trzeba z niego siła wyciagac, nie mozna podjac z nim zadnej miłej rozmowy, atmosfera w domu jest ciezka, nieprzyjemna. Twierdzi, że jak zapewni byt finansowy rodzinie to jest w porzadku i co ja jeszcze od niego chce. Leczyl się, ale jak poczuł ze czuje się dobrze, to przestał. Po jakims czasie cos sie napije i problem powraca. Uwazam, że on nie moze pogodzic sie z tym, że juz nigdy nie moze sie napic, a on bardzo lubi pic. Jego trudny charakter i problem alkoholowy to niedobrana para, mysle ze nie wyleczy sie gdy bedziemy razem. Bardzo prosze Panią Autorkę o kontakt mailowy.
  • Edyta
    2011-12-29 09:59
    Asiu! Nie myśl w ten sposób, bo są porzadni faceci na świecie. Trzeba tylko w czasie tzw. narzeczenstwa dobrze poznac swojego partnera. Kazde jego przyzwyczajenie, kazda swoja watpliwosc musisz wyjasnic od razu. Trzeba zwracac uwage na jego zachowanie. Gdy sie jest młodym nie mysli sie o tym. Co innego sie liczy, a uwierz mi ze jezeli sa symptomy złego charakteru to to da sie wykryc. Ja z perspektywy czasu wiem co mowie!
  • Klon
    2011-12-29 11:22
    Na wstepie pozdrawiam wszystkich,przepraszam za pisownie. Mam problem bo sam pije (upijam sie). Dostrzegam wlasny problem. Znam moja zone 17lat mamy dwie corki,piszac znam to mysle ze mi sie to raczej tylko wydawalo.Naleze do optymistow, od zgola kilku lat moja zona twierdzi ze do siebie nie pasujem .Przez pierwsze lata naszego zwiazku moj optymizm mi wystarczal,lecz pozniej do glosu doszedl pesymizm mojej zony.Jestem w zwiazku gdzie traktowan jestem jako piate kolo u woza,czyli wynies przynies pozamiataj a pomimo to wiecznie wysluchuje ze nic nie robie.Nikogo (zone)nie obchodzi co czuje o czym mysle.Niby mam rodzine a jestem sam w codziennym zyciu.Dzieci ruwniez daja popalic szczegolnie dorastajaca corka,ma charakter po mamie wybuchowy.I stat moj problem ze wybieram legularnie co tydzien butelke.Czytajac Wasze wupowiedzi ze alkocholik zawsze znajdzie jakas wymowke, prosze o porade : czy najpierw na terapie czy do psychologa? I co dalej z moim zwiazkiem,cognac to czy lepjej faktycznie zakonczyc.
  • Autorka Zuzanna
    2011-12-29 12:40
    Klon najpierw idź do poradni AA tam podpowiedzą Ci co robić dalej. Co do związku to sam musisz zadecydować co dalej. Pamiętaj tylko, że im bardziej jesteś nieszczęśliwy i niedoceniany tym częściej będziesz zaglądał do kieliszka. W życiu czasem warto postawić wszystko na jedną kartę by odzyskać szczęście.
  • Magdalena
    2011-12-29 19:24
    Prosze o pomoc...Moj maz pije codziennie...nie jest agresywny,ale wiecznie naburmuszony.Jestem w 9miesiacu ciazy.Staram sie z nim rozmawiac,prosic,blagac,szantazowac,nic nie pomaga.Codziennie zasypia na kanapie pijany(7piw kazdego dnia)Wieczne pretensje,ze sie czepiam,ze to moje hormony,ze kolega pije 40piw,wiec z mezem nie jest zle...Kiedy dostaje spazmatycznych placzow i blagam go na kolanach,zeby przestal pic,bo dziecko w drodze,bo niszczy nasze zycie,przytakuje,po czym otwiera nowe piwo...Juz nie wiem,co mam zrobic.Ze stresu schudlam w ciazy 10 kg,on nie widzi problemu.Ciagle placze,trzese sie ze zdenerwowania,bo juz stwierdzilam,ze nie pomoge mu-niech pije.Pil caly tydzien,nie zjadl nawet kromki chleba przez ten czas.Rece mi opadaja.Nie wiem,jak nim wstrzasnac.
  • Paulina
    2011-12-30 13:02
    mój mąż pije, ma takie libacje raz na miesiąc tzn. 1 tydzień pije a później jest normalnie. Ja zastanawiam się czy alkoholika da się wyleczyć i czy warto wierzyć w to ze się zmieni bo to pytanie mnie nurtuje najczęściej. lepiej go zostawić i żyć swoim życiem czy nadal z nim mieszkać i go ratować? Mamy 1 dziecko, które ma 2 latka. Proszę o odpowiedz czy warto wierzyć w to ze alkoholik się zmieni?
  • Mama Piotrusia
    2012-01-03 19:59
    Magdaleno przykro mi jak czytam o Twojej sytuacji bo sama też byłam w ciąży i wiem jak to jest kiedy mąż zamiast na ciebie chuchać i dmuchać wybiera alkohol...:/ najgorsze jest to że my nie możemy im pomóc, ja już przestaję w to wierzyć odeszłabym dawno gdyby nie dziecko, a skoro nie podniósł na nas ręki to chyba nie jest tak źle jak w powyższych przypadkach..,Mogę Ci powiedzieć jedno-nie łudź się że po urodzeniu dziecka on się zmieni..unikniesz rozczarowania, najpierw będzie oblewał pępkowe ze wszystkimi dookoła:( Przykre to jest i brak słów...
  • Monia
    2012-01-05 13:17
    mój mąż pije, podjęłam i próbuję nadal podejmować te kroki o których tu mowa, to bardzo trudne i nie z tego powodu, że się boję czy wstydzę bo przyznałam się wszystkim że mnie bije gwałci itd., zgłosiłam go na policję, napisałam w gminie wniosek do komisji alkoholowej, mąż chodzi na te komisje, proponują mi założenie mu niebieskiej karty. Raczej chodzi o problem w tym sensie że my mieszkamy na wsi 30km od najbliższego miasta( to małe i słabo rozwinięte miasto). mąż zgodził się iść na terapię ale okazało się, że popołudniami nigdzie nie ma terminów w poradniach bezpłatnych (oboje pracujemy do 16 zanim wrócimy do domu i dojedziemy do miasta to ok 18, no i trzeba pod czyjąś opieką dzieci zostawić). Mimo, że oboje pracujemy strasznym obciążeniem finansowym jest dojeżdżanie do miasta, o prywatnym leczeniu nie ma mowy za drogo. Mąż nie odrzuca propozycji zaszycia się ale to kosztuje 500zł.Tak tak wyskrobię na to wszystko chcę tylko podkreślić jak wiele mamy przeszkód żeby podjąć działanie to naprawdę zniechęca i osłabia. w gminie jest nieodpłatna pomoc psychologa ale tylko jeden dzień w tyg. do 14. i jest tylu ludzi że to traci na wartości ta terapia jest w pośpiechu mam takie wrażenie. spróbujemy udać się do monaru tam podobno można wieczorami. chciałam jeszcze powiedzieć że rozważałam i nadal rozważam decyzję o odejściu. I tu znowu utrudnienia. my moje panie nie mamy gdzie odchodzić od mężów. pracuję i uwierzcie mi nie przesadzam nie utrzymam się z pensji z dwójką dzieci(najniższa krajowa, mąż też)oprócz życia i opłat muszę mieć na nianię dla 2 latki na wsiach nie ma żłobków, samochód i na paliwo bo pracuję na innej wsi oddalonej o 15 km i nie kursuje pks. odeszłam do rodziców jeden pokój przypadł na 5 osób, wytrzymaliśmy i to. teraz mąż w razie dalszej męki z tą CHOROBĄ zgadza się sprzedać dom który mamy i podzielić pieniędzmi więc na jakiś kąt będę miała. to pokazuje obraz życia kobiety, która musi schować dumę , wstyd i marzenia w kieszeń i walczyć z krótkimi i rzadkimi przerwami na doładowanie akumulatorów. i w strachu że wrócą te złe dni i że tak w kółko co jakiś czas, ta walka co to za życie?. wstyd którego ciężko się wyzbyć odebrał mi radość z tego że w końcu coś zrobiłam. i jeszcze chcę dodać że dookoła widzę samych pijaków w każdym domu ktoś za dużo pije, co to za plaga? może powinniśmy walczyć o to żeby alkohol był traktowany jak narkotyki przecież też działa odurzająco...
  • BEA
    2012-01-06 20:30
    Odejście gdy trzeba spłacać kredyt hipoteczny zaciągnięty na remont domu(inaczej kolejne 10lat nie byłoby łazienki i dzieci(dziś 18 i 21lat)mieszkałyby w 12m2 kuchni)też jest raczej niemożliwe.Mąż(46l)wtedy dopiero zacząłby pić i wątpię czy teściowej by starczyło jej emeryturki na raty,opłaty i utrzymanie synka:)-a może spróbować??? Powiem tak-22lata huśtawki -trzeźwy,wspólne planowanie,wspólna praca,sprzątanie,wspólne radości,czasami kłótnie po których się "przepraszaliśmy" w łóżku,wydawało się że jest ok,było fajnie.Wypity-moje ataki histerii,wrzaski,latanie od okna do okna,jeżdżenie po okolicy(z czasem się tego oduczyłam),jego nie wracanie na noc,pretensje i obwinianie mnie(przeze mnie pił-bo poprzednim razem narobiłam krzyku o jedno piwo,bo za mało sexu,bo nie zaczynam w łóżku ...)utrata prawa jazdy,dowodu,wypłaty itp itd. 5 lat temu dorosłego "faceta"zmusiłam awanturami do podjęcia normalnej pracy z zarejestrowaniem.WSPÓLNIE zaciągnęliśmy kredyt bo powiedziałam,że dłużej nie będziemy s...ać do wiadra -tak,tak,a wanna była w kotłowni na dworzu...i mimo tego słuchałam jaka to jestem zołza bo tylko praca i praca i pieniądze a na sex to już potem nie mam ochoty... Jakoś udało się dobudować górę,wykończyć dzieciom pokoje,dużo zrobiliśmy sami,mąż jest tzw złotą rączką ja też dużo potrafię -syn na 18te urodziny już był u siebie.Niestety ja byłam tak pochłonięta remontem,pilnowaniem "fachowców"i nauczaniem małżonka że zamiast popijać,powinien być mężczyzną i zwracać im uwagę jak coś robią nie tak(tylko mi potrafił pokazywać ich błędy),że nie zauważyłam,że z naszą córką(wtedy 14l) coś się dzieje.Do dziś nie mogę sobie tego darować...Zostaliśmy wezwani do szkoły.Szok-córka została zgwałcona przez jakiegoś dupka,któremu zaufała-spacerowali,dla żartu zabrał jej komórkę i skręcił w las.Bała mi się przyznać,bo niby szła posiedzieć pod szkołą(były wakacje)a w rzeczywistości wypuszczała się nieco dalej.Ponad pół rok milczała,zaczęła robić sobie sznyty,zwierzyła się koleżance a ta poszła do pedagoga...Przesłuchania,psycholog,sprawę zamknięto-nie znaleziono sprawcy. A wiecie co mój mąż niedługo potem powiedział(oczywiście był na rauszu)-Asia tego gościa pewnie sprowokowała,a on jako ojciec ma do niej uraz bo kiedyś tak na niego patrzyła jakby chciała go pocałować.Myślałam,że go zabiję. Ale niestety tego nie zrobiłam.Niestety? To poczytajcie...huśtawki ciąg dalszy.Mój ślubny nie pił codziennie,ale z czasem coraz częściej.Dwa lata temu został zwolniony z pracy(podobno nie za picie).Wytrzymałam ponad miesiąc-starałam się rozumieć,że to dla niego był szok i ble,ble,obchodziłam się jak z jajkiem, ale w końcu ile można siedzieć i nic nie robić(nawet na pośredniak nie raczył pójść).Chyba coś wtedy wypił,ja wybuchłam i co usłyszałam:że nie zaczynam w łóżku,że udaję że śpię,że nie jest głupi,widział w zeszłym roku jaka byłam zmieszana gdy przyszedł do mnie do pracy a o moje biurko opierał się 20letni magazynier,który to innego dnia się do niego dziwnie uśmiechał(czytaj pewnie coś było między nami).To co się działo potem możecie sobie wyobrazić-ja głupia się broniłam,tłumaczyłam,wszystko na nic.Uspokoiło się.Następny rok huśtawki.W zeszłym roku bomba znowu wybuchła.Ja dlaczego znów pijesz a on standardowo-bo za mało sexu,nie zaczynam itd.i magazynier i dodatkowo:że coś musiało być między hydraulikiem a mną,że na widok faceta od dachu oczy mi kiedyś zwilgotniały.Tego było już za wiele.Nienawidziłam go wtedy z całego serca i jednocześnie kochałam.3 miesiące się kisiliśmy we własnym sosie.Pewnego dnia,był wtedy trzeźwy coś powiedziałam,on odpowiedział,usłyszałam znów te brednie,wyszedł ja zaczęłam płakać i miałam takie straszne poczucie bezsilności,że zrzuciłam na podłogę wszystko co było pod ręką.Nawet nie wiem kiedy wrócił.Dostałam otwartą dłonią w twarz,zalałam się krwią. Wezwałam policję,nie spodziewał się,nawet posprzątał zanim przyjechali.I co?Na ich pytanie dlaczego powiedział,że go sprowokowałam,a poza tym te dwa razy na tyle lat to nie jest dużo. Wtedy powinnam rzucić to wszystko w diabły,ale nie -jeszcze spróbuję.Zaciągnęłam męża do psychiatry-nawet się zgodził,wcześniej poszłam sama(oczywiście tabletek dla siebie nie dostałam bo "nie tędy droga").Oczywiście psychiatra okazał się debilem,z panią psycholog dobrze mu się gadało,ale im taki kit wcisnął,że doktor aż wstał. Dostał proszki,wyciszył się,było ok,jeździliśmy na działkę.Pod koniec drugiego opakowania braciszek zaczął go częstować winkiem.Znowu małe wojny o picie.Wybrałam się do pani psycholog -nie chciała mi powiedzieć czy mąż jest chory psychicznie.Kazała notować jak często pije,odśnież ać,nie wdawać się w dyskusje,ale jednocześnie być z nim jak jest trzeźwy,robić jak najwięcej razem.Pogratulowała wytrwałości i wyraziła podziw,że tyle osiągnęłam i zaprosiła ponownie w razie potrzeby. Poczytałam w internecie -przestałam robić awantury jak wypije,choć widok jego czerwonych oczu działa nadal jak płachta na byka,zobojętniałam trochę,wzięłam suczkę ze schroniska,jaśnie pan też tego chciał(mogę do niej zagadać,przytulić-to nie to samo ale czuję się odrobinę mniej samotna,dzieci dorosły.... I zgadnijcie co dalej?Czasem oczka mu dziwnie błyszczały i był inny(znacie to?)a ja nic,stwierdzałam tylko,że chyba znowu coś było i robiłam swoje.W listopadzie dwa razy upił się tak,że zasypiał przy własnoręcznie przyniesionej kolacji.Ja nic,wypłakałam się tylko,bo tego nijak nie potrafię się oduczyć i za drugim razem tylko powiedziałam spokojnie,żeby poszedł spać na górę.O dziwo,zawsze robił wszystko dokładnie na odwrót-tym razem posłuchał.Minął listopad,grudzień,kilka razy był lekko wypity ja jak skała,żadnych awantur.A 30.XII wracam z pracy a on czerwony na gębie a na 20tą miał jechać do pracy(samochodem).Udało mu się jednak sprowokować,wiedział,że nie będę chciała mu dać naszego samochodu.I tak pojechał,nie był pijany więc tylko go postraszyłam,że zadzwoniłam na policję tylko nie mieli wolnego patrolu.Na drugi dzień wyrzucił z siebie,że nie powinnam się dziwić,że pije-sprawy łóżkowe mu się ukróciły(spadek potencji,prawdopodobnie przez alkohol)ja się do niego nie przytulam(to fakt ale już nie potrafię-mówiłam mu o tym,te oskarżenia o konszachty z innymi facetami,to że mnie uderzył,że nadal mi nie ufa,chociaż byłam tylko jego i cała dla niego,ciągnęłam dwa etaty i miałam dom na głowie,więc pytam,kiedy miałam romansować-on mi to udowodni na wykrywaczu kłamstw),że nie zaczynam w łóżku(posunęłam się w swej głupiej miłości nawet do tego,że zgadzałam się na sex oralny nawet 3 razy w tygodniu,choć tego nie lubiłam-czuję teraz obrzydzenie nie tylko do mojego faceta ale przede wszystkim do samej siebie).Teraz kładę się i śpię przestałam już się starać dla niego zarówno w dzień jak i w nocy.To,że kupiłam drugie łóżko po pobiciu też jest dla niego dziwne-robię mu na złość. Rozpisałam się ale chciałam pokazać,że żadne sposoby nie pomogą,jeśli alkoholik nie chce przestać,to my nie mamy na to wpływu.Ja zmarnowałam swoje życie,cały czas miałam nadzieję,że on się ocknie,zobaczy jaka to ja jestem dzielna,jak się staram dla nas.Nas nie było nigdy-zawsze był ON na pierwszym planie.Zapłaciły za to moje wspaniałe dzieci-na ten temat musiałabym napisać drugie tyle.Wypaliłam się,a mimo to tęsknię jeszcze za jego bliskością-jestem chyba bardziej chora niż mój mąż.Gdybym miała możliwość wyprowadziłabym się natychmiast,ułożyłabym sobie życie od nowa-tego się nie boję.Ale:córka zdaje maturę,ma egzaminy na prawo jazdy,mam dobrą pracę tutaj,kredyt trzeba spłacać,w dom też włożyłam kawał mojego życia,zdrowia i pracy-zostawić to na stracenie?Więc co?Wegetacja,bo ja zajmę się sobą,będę słuchać jaka jestem niedobra,że wszystko przeze mnie ale i tak potrzebuję z kimś pogadać,przytulić się do drugiego człowieka,żeby poczuć się wreszcie bezpiecznie i dobrze... Zaraz wróci z pracy -muszę kończyć -po co go drażnić no nie?
  • anula
    2012-01-07 14:24
    Witam . Widzę że wiele kobiet ma ten sam problem z mężem pijakiem , ja jestem z mężem od 18 lat przez wiele lat było super ,staraliśmy sie o dziecko ale niestety nic z tego za każdym razem poroniłam , ale było ok , cztery lata temu kiedy daliśmy se spokuj poprostu pogodzliśmy się że nigdy nie doczekamy się potomstwa nagle udało się i dopiero się zaczeła moja gechenna czyli zaczoł coraz więcej zaczoł pic . tłumaczył kłopotami w pracy a to zawsze ktoś jakieś urodziny czy coś innego , zaczoł zalewać sie do tego stopnia że nie wie jak sie nazywa , i wiem z doświadczenia że awantura nic nie daje bo on i tak zrobi swoje i tak , ale i nieodezwanie sie też nie jest dobre bo jeżeli sie nie odzywam tez niedobrze bo go ignoruje wscieka sie jeszcze gożej jest strasznie awantury wyzwiska rozbijanie mebli nie mam dokąd uciec bo uciekła bym na koniec świata oby tylko zaoszczędzić dziecku takiego życia w ciągłym strachu . Dziś mamy sobote a on od rana znowu napruty , o właśnie wtacza się do domu . Myśle tak jak moja poprzedniczka za dużo życia i pracy wpakowałam w nasz dom żeby go tak zostawić na zmarnowanie , ale nie wiem czy długo to wytrzymam pani ma już dorosłe dzieci a ja czterolatka który musi na to patrzeć . I napewno znowu po przebudzeniu naje się i pujdzie dalej dom traktuje jak moclegownie i stołówke, na początku jego picia to jeszcze przepraszał miał sumienie wiedział że zle zrobił a na dziś dzień twierdzi że nic złego nie robi bo mu sie należy
  • Marysia
    2012-01-14 12:46
    Wiedziałam, że ma problem z alkoholem już przed ślubem: miał wypadek po pijanemu, jednak miałam nadzieję, że to się zmieni. Jesteśmy 2,5 roku po ślubie-od 2 lat nie pracuje, nie szuka pracy, nie ma żadnych ambicji ani marzeń. Jest mi wstyd przed znajomymi że mam takiego męża. Nie zapraszam nikogo do domu bo wstydzę się za niego-pijaka. Jego ojciec ma ten sam problem z alkoholem, nie zarabia. Mieszkamy razem z teściami tylko ja zarabiam więc ja muszę płacić za rachunki, jedzenie, kredyty... Mam już tego dosyć, tym bardziej, że nie układa nam się w łóźku nie mamy dzieci (mąż nawet nie wspomina na ten temat). Nie wiem co robić bo nie chcę stracić życia z kimś takim. Trzyma mnie to, że tak jak moje poprzedniczki włożyłam w dom mnóstwo pieniędzy to są kredyty które i tak ja muszę spłacać, mąż mnie nie spłaci a ja mu tego wszystkiego nie zostawię! proszę o radę, bo oprócz pracy nie mam nic...
  • Dorota
    2012-01-14 17:13
    Witam.jestem mężatką 18 sto letnim stażem mam swojego męża dość za to że pije zaczyna w piątek zaraz po pracy a kończy w niedziele w nocy wykańcza mnie i nasze małoletnie córki psychicznie czasami podnosi na mnie ręce bo nie pozwolę uderzyć dzieci chciałabym go zaszyć miałabym spokój z dziećmi bardzo prosze o rade co mam dalej robić
  • lidia
    2012-01-14 21:08
    ja to mam juz naprawde dosc codziennie to samo i to chore obiecywanie. mam dwoje dzieci 7lat i 5mies ojciec starszego syna sie zapil a moj drugi partner robi to samo moze zemną jest cos nie tak ze przyciągam takich facetow moj ojciec tez jest alkoholikiem. dobrze pamietam co z nami wyprawial niechce takiego losu dla moich dzieci co robic
  • Magda
    2012-01-20 23:31
    Kiedy miałam 19 lat wyprowadziłam się z domu(nie miałam łatwego życia tata zmarł jak miałam roczek,wychowywali mnie dziadkowie)brat mnie bił i nikt chciał mi pomóc.Więc uciekłam do chłopaka po ślubie okazało się,że jest taki sam jak jego ojciec.alkohol jest w jego życiu najważniejszy,ważniejszy od dziecka.Mimo,że polepszyła się sytuacja z moją matką i dziś rozmawiamy normalnie nie chcę jej prosić o pomoc.Nie wiem co mam robić,gdzie szukać pomocy, nie dla siebie,dla dziecka.
  • ALEX
    2012-01-23 03:01
    PISZE TO DO WSZYSTKICH KOBIET KTORE MAJA MEZOW ALKOHOLIKOW: PROSZE...BLAGAM...NIE MARNUJCIE SWOJEGO ZYCIA MACIE JE TYLKO JEDNO.I NIE TLUMACZCIE SIE TYM ZE JESTESCIE ZE SWOIM MEZEM TYLKO ZE WZGLEDU NA DZIECI.STRASZNA BZDURA.NAWET SOBIE NIE ZDAJECIE SPRAWY JAKI BOL ZADAJECIE SWOIM DZIECIOM A JAKI WSTYD IM PRZYNOSICIE BEDAC Z MEZEM ALKOHOLIKIEM.NIE MA NIC GORSZEGO JAK STRACH I NIE PEWNOSC JUTRA,NIE PRZESPANE NOCE I WSTYD PRZED KOLEGAMI W SZKOLE.NIE MA NIC GORSZEGO JAK NIE MOC NAZWAC DOMU-DOMEM.DOM POWINIEN BYC MIEJSCEM BESPIECZNYM ZWLASZCZA DLA DZIECI.DOM POWINIEN BYC WYPELNIONY MILOSCIA I CIEPLEM RODZINNYM A NIE STRACHEM..... JA DOSWIADCZYLAM TO RAZEM Z MOIM RODZENSTWEM.MOJ OJCIEC BYL I NADAL JEST ALKOHOLIKIEM.MIALAM 23 LATA JAK WYJECHALAM Z DOMU.MOJ OJCIEC MALO TEGO ZE STRASZNIE PIJE TO STRASZNIE BIL I PONIEWIERAL MOJA MAME I MOJEGO STARSZEGO BRATA.MNIE WYZYWAL OD NAJGORSZYCH.....OD NAJMLODSZYCH LAT.... POBIL MNIE JAK MIALAM 15 LAT KILKA DNI PRZED ZAKONCZENIEM ROKU SZKOLNEGO.MOJA MAMA TAK JAK WY PANIE TLUMACZYLA SIE ZE TO WSTYD ISC LUB ZADZWONIC NA POLICJE-BO MIESZKAMY W MALYM MIESCIE..... NO I JESZCZE DO TEGO KATOLICZKA WIEC JAK SIE MOZNA ROZWIESC.JA JESZCZE NIE SLYSZALAM PRZYSIEGI ZLOZONEJ W KOSCIELE:ZGADZAM SIE NA MEZA ALKOHOLIKA,BICIE I PONIEWIERANIE.....CO ZA WSPANIALA WYMOWKA.NIE MA GORSZEGO WSTYDU DLA DZIECKA JAK PIJANY OJCIEC ZATACZAJACY SIE NA ULICY.MATKI NIE ZDAJA SOBIE SPRAWY Z TEGO JAK BARDZO KRZYWDZA SWOJE DZIECI PSYCHICZNIE.JA WYJECHALAM Z "DOMU" PIETNASCIE LAT TEMU,MOJ OJCIEC- W KONCU WYPROWADZIL SIE TRZY LATA TEMU JA NADAL NIE BYLAM W"DOMU"......TYLE LAT CIERPIENIA I STRASZNE WSPOMNIENIA NIE POZWALAJA MI NA TO.PIERWSZY RAZ SPOTKALAM SIE Z MOJA MAMA PO PIECIU LATACH ONA PRZYJECHALA ODWIEDZIC MNIE.ZA KAZDYM RAZEM KIEDY NA NIA SPOJRZALAM PRZYPOMINALA MI O TAMTYCH BOLESNYCH DNIACH, NIE PRZESPANYCH NOCACH,UCIECZKACH Z DOMU O POLNOCY- JA I MOJ BRAT DO SASIADOW MIELISMY W TEDY TRZY I PIEC LAT..... NIE MOZNA SKUPIC SIE W SZKOLE,SLABE OCENY,NASMIEWANIE SIE KOLEZANEK I KOLEGOW.BRAK PIENIAZKOW NIETYLKO NA UBRANIE ALE I NA JEDZENIE.TO JEST NAJWIEKRZY WSTYD JAKI MOZECIE ZROBIC SWOIM DZIECIOM.A BOL W SERCU DO TEJ PORY.KOCHANE PANIE JEZELI NIE CHCECIE STRACIC SWOICH DZIECI UDAJCIE SIE NA POLICJE-PRAWO SIE ZMIENILO-WIEM BO MOJA MAMA TO ZROBILA.JEST POLICJANT"DZIELNICOWY"JEGO OBOWIAZKIEM JEST UDANIE SIE DO TWOJEGO DOMU I ZADBANIE O TWOJE I TWOICH DZIECI BESPIECZENSTWO.JEST POLICJA WOJEWODZKA I POLICJA W STOLICY NAPEWNO POMOC BEDZIE.NIE MARNUJCIE ZYCIA SWOJEGO I SWOICH DZIECI...MOJA MAMA ZMARNOWALA SWOJE PRZEZ 32 LATA SIE MECZYLA I NAS.NIE WARTO POWTARZAM NIE WARTO.PROSZE WAS PANIE POMOZCIE SOBIE I SWOIM MALUCHOM.
  • teresa
    2012-01-24 19:33
    Witam wszystkich tez mam problem z moim mężem od 2 lat sięga do kieliszka próbowałam rożnych sposobów dobrocią złością i tym podobne niestety bez skutków mąż się doprowadził do przysłowiowego dna karetka go wywiozła na noszach z domu ( chciałam zaznaczyć ze przed picie maż była osoba publiczna i bardzo zadbana) w szpitalu na detoksie spędził parę dni , po wyjściu ze szpitala trzy miesiące był spokój modliłam się, myślałam ze nasze życie dojdzie do normy niestety się myliła po wypiciu toastu na sylwestra znów zaczął pić i ja znowu przezywam horror. Chciałam jeszcze powiedzieć ze nasz system anty alkoholowy jest chory jak się chce pomocy to ja bardo trudno dostać choć by taka sytuacja jak zawiezienie pijana osobę na detoks n musi być czeżwa jak to zrobić osoba która pije nie da rady wyczeżwić chyba tak jak w naszym wypadku mąż doprowadził do takiego stanu ze nie pił juz dwa dni bo mu organizm całkiem odmówił posłuszeństwa .wszystkim którzy piszą na tym forum bardzo współczuje bo sama wiem co to jest życie z alkoholikiem .Bez przerwy się mówi o narkotykach ale myślę ze problem z alkoholem w Polsce jest sto razy większy .Jeśli ktoś już się zgodzi na leczenie to niestety miejsca nie ma i trzeba czekać to jest chore .wszędzie sie pisze że to jest choroba ale nikt jej nie chce leczyć . Ja już nawet się starłam prywatnie ale jak mi powiedzieli cene to przeżyła szok
  • ALICJA
    2012-01-24 21:37
    mam 28 lat i dziecko 2,5 letnie-czasami jak czytam te komentarze to placze-bo zal mi nas-naszych dzieci!!!!!!Sama pochodze z rodziny gdzie pije matka i ojciec i jeszcze brat-niewiedzialam ze to nieszczesliwe dziecinstwo bedzie mialo tak duzy wplyw na moje rodzinne zycie. Wzielam slub 3 lata temu,wyprowadzilam sie z domu,mamy 2,5 letnie dziecko.Ucieklam z domu i weszlam znowu w to samo bagno-picie alkoholu przez meza.Zastanawiam sie jak moglam tego nie zauwazyc wczesniej ze on ma z tym problem!!!!!!na poczatku imprezy u znajomych to sie pilo-ale teraz to juz 3 razy w tygodniu musi wypic i jeszcze w weekend-ale mu sie nalezy.Mieszkam na wsi-nie pracuje nie mam do kogo zglosic sie o pomoc...wiem ze powinnam odejsc dla mojego synka-lepiej juz nie bedzie-zal mi nas.. gdybym miala normalna rodzine ktora by mi pomogla odeszla bym od niego-a tak jestem sama z tym i nie moge sie odwazyc...niestety jestem swiadoma tego ze robie krzywde sobie i dziecku-sama przez to przeszlam
  • ALICJA
    2012-01-24 21:52
    I TEN CIAGLY LEK CZY DZIS WYPIJE CZY NIE..CZY ZROBI MI WSTYD CZY NIE,CIAGLE ZASTANAWIANIE SIE ABY CZEGOS NIE POWIEDZIEC-ZEBY CI NIE WYPOMINAL PAMIETAM JAK CHODZILAM DO PODSTAWOWKI I WRACALAM DO DOMU TO SIE ZASTANAWIALAM CZY MOJJA MAMA BEDZIE TRZEZWA,CZY BEDZIE OBIAD -ALE POZNIEJ JUZ BYLO CORAZ GORZEJ-MALA WIES WSZYSCY WIEDZIELI ZE U MNIE W DOMU PIJA I TEN WSTYD.. TEN WSTYD NIE POZWALAM MI CZUC SIE PEWNA,WARTOSCIOWA DZIEWCZYNA-ZAWSZE CZULAM SIE GORSZA OD INNYCH..RZUCILAM PALENIE DLA MEZA ALE ZACZYNAM ZNOW PALIC-PRZYNAJMNIEJ NIE SZKODZI NA MOZG JAK ALKOHOL MOJ SYNEK JEST JESZCZE MALY-ALE DUZO ROZUMIE-NIESTETY-WIE KIEDY JESTEM ZLA BO OD RAZU SIE DENERWUJE...NIE CHCE DLA NIEGO TAKIEGO ZYCIA...CALY CZAS MYSLE DOKAD MAM UCIEC I ZOSTAWIC TO WSZYSTKO-WIEM ZE GDY SIE ZDECYDUJE POJSC DO DOMU SAMOTNEJ MATKI TO JUZ NIE BEDE MOGLA WROCIC DO MEZA I NASZEGO DOMU-BO I TAK BY PIL...CHOCIAZ NIE WIEM CO BY OBIECYWAL MAM NADZIEJE ZE PODEJME KIEDYS TA DECYZJE,NA RAZIE JESZCZE BRAKUJE MI ODWAGI..
  • Monika
    2012-01-25 00:11
    Od pewnego czasu nie mam siły żyć. Jeszcze kilka lat temu myślałam że jak miałam ojca alkoholika nigdy nie dopuszczę do tego żeby mój mąż też nim był. Nawet nie wiedziałam jak się myliłam. Już od samego początku wiedziałam,że mój mąż lubi sobie wypić ale ślepo wierzyłam w to,że kiedyś się zmieni. Minęło 9 lat a on nadal pije. Nie mamy dzieci i nieraz nawet dziękuje za to Bogu że nie muszą oni tego samego przeżywać. Teraz myślę o śmierci bo wiem że nie dam sobie rady i nie chce tak dłużej żyć. On się nie zmieni ja nie dam rady go zostawić. I tak tkwię w tym marnym życiu. Każdego dnia pytam Boga i siebie czym ja sobie na to zasłużyłam. Jestem dobrą żoną.Pracuję dbam o dom, nigdy go nie zdradziłam.Co ja jeszcze mam zrobić żeby w końcu być szczęśliwą. Nie raz przysięgał obiecywał i jeszcze ani razu nie dotrzymał słowa, BŁAGAM O POMOC. CO DALEJ ROBIĆ. JAK MAM ŻYĆ??????????????
  • ALICJA
    2012-01-26 11:32
    MONIKO to dobrze ze nie macie dzieci-ja niestety mam i musze myslec o dziecku powinnas odejsc od niego-latwo powiedziec wiem!poki nie macie dzieci,masz szanse na lepsze zycie,mi jest ciezej psychicznie bo mam male dziecko Ja tez myslalam ze moje zycie bedzie inaczej wygladac... ja postanowilam ze jesli moje dziecko podrosnie i bede miec wiecej czasu dla siebie to znajde sobie jakies zajecie,cos co bedzie mi sprawiac przyjemnosc,poszukam pracy albo zrobie sobie jakis kurs-na razie nie mam dziecka z kim zostawic I dopiero wtedy moj maz bedzie zly-ale mam to gdzies i nawet specjalnie to zrobie-bo on mysli ze jest pepkiem swiata!!!!!jak jeszcze pracowalam i przynosilam pieniadze to bylo dobrze-a teraz jestem pasozytem-jak to kiedys ujal-chodzilam do pracy to wydzwanial do mnie kiedy wroce do domu,co robie nie moge sie doczekac kiedy znajde sobie jakies zajecie i w koncu bede miala jakis nowych znajomych na twoim miejscu poszukala bym sobie jakies zajecie-niech widzi ze on nie jest calym twoim swiatem!!!!! obiad mu uszykuj i idz na przyklad na spacer albo na basen-przynajmniej sie odprezysz przy okazji-obiad dostal to niech cicho siedzi-przynajmniej nie bedziesz miala sobie nic do zarzucenia-ze swoich obowiazkow sie wywiazalas..
  • gosia
    2012-01-30 23:03
    witajcie,moj maz tez jst alkoholik,w tej chwili jest na ciagu pije juz sama nie wiem ile chyba 2 tygodnie ,no moze mial 2 dni przerwy,Wypija dwa trzy piwa i jest pijany i wtedy sie zaczyna ze mnie bardzo kocha ze mu zalezy ale jestem swinia i su,,,ka bo napewno go zdradzam ,on dobrze o tym wie ,i tk na okrogla slysze jaka jestem sz,,,ta,ze nie zalezy mu na mnie a za chwile jak bardzo mnie kocha ,Jejku ja juz tego sluchac nie moge dostaje szalu.Zrobil sie zazdrosmy a ma 47 lat ja rowniez mam tyle jestesmy prawie 28 lat po slubie mamy dorosle dzieci ,ktore juz nie maieszkaja z nami,moj maz zrobil sie chamski prostacki nie przebiera w slowach oczywiscie jak jest pijany,jakis czas temu udalo mi sie go namowic aby wziol zastrzyk nie pij pol roku byl innym czlowiekiem kochanym troskiwym ,czulam sie bezpieczna i kochana.Zastrzyk przestal dzialac bo byl na pol roku to p[o miesiacu zaczal pic stopniowo jakies piwo pozniej drink i zaczelo sie ,nie wiem co teraz robic jak z nim rozmawiac jak mu przetlumaczyc jak tylko zaczynam od razu mnie lekcewazy wyzywa zebym szla do kochankow bo na kazdym roku ktos na mnie czeka dochodzi do tego ze traci znajomych kolegow bo kazdy jest moim kochankiem,,,,,,,jak zyc?????????????????
  • EWA
    2012-02-01 20:27
    MONIKO, moim zdaniem masz szansę stawiając sprawę jasno- albo np. wszywka albo samotność z butelką w ręku. Ja miałam podobną sytuację i tylko to pomogło. Wcześniej obiecywał i na gadaniu się kończyło. Wiem, że nie będzie Ci łatwo, ale warto spróbować bo przez niego Ty popadasz w kłopoty. Ja miałam ta przewagę, że pracuje na oddziale odwykowym zamkniętym i sama mogłam mu dać wszywkę w zastrzykach i teraz mogę powiedzieć, że żyję. Wszystko się zmieniło, on się zmienił....Spróbuj będziesz przynajmniej wiedziała czy alkohol jest już ważniejszy od Ciebie. Pozdrawiam
  • ANIA
    2012-02-03 21:21
    Witajcie, Jestem 3 lata po ślubie.Nie mamy dzieci bo studiuje jeszcze.Mój mąz zamieszkał u mnie,krótko mówiąc wszedł w nasze życie z przysłowiowym plecakiem bez niczego gdyż pochodził z ubogiej rodziny gdzie tata pił,ale mniejsza o to gdysz wartosci materialne nigdy niebyły wazne dla mnie.Ja tez po czesci wychowałam sie przy alkocholiku moim dziadku.Maż ma bardzo słaba głowe po piwie juz chwieje sie wsztko mu wypada z rak a codopiero po3.czesto przychodzi z pracy pijany po 2.3 piwach . no i kłucimy zawsze oto samo.maz obiecał ze sie zmieni ze tylko raz w tygodniu wypije piow po pracy ale folguje sobie niepotrafi odmawiac.mówi czesto ze to nie za jego pieniadze ,ale przeciez nie oto chodzi za czyje. Juz wielokrotnie prowadziłam z nim rozmowy pisałam listy stawiałam warunki wszystko na krótka mete...najgorsze za imprezy rodzinne zadkie wyjscia urodziny sluby bale.. tam niepotrafi przy kolegach sie powstrzymac a ze ma słaba głowe to sa z niego zwłoki i robi wstyt i upokorzenie.Niewiem juz co mam robic jak jest trzezwy jest całkiem inny kocham go bo coraz bardziej sie dogadujemy i jest super ale jak przychodzi z pracy to niemam z nim kontaktu do rana... czasami mysle zeby towszystko zakanczyc puki niema dzieci itp.sama niewiem czy widzicie cos czego ja niewidze ... otwurzcie mi oczy wasza porada prosze...
  • myszka
    2012-02-05 18:10
    czy zostawienie alkoholika samemu sobie spowoduje ,że przestanie pić,czy coś zrozumie?
  • Rozczarowana
    2012-02-05 18:35
    ANIU, jest 100razy łatwiej doradzać innym niż zrobić samemu co trzeba.Mam na myśli to, że każda z nas tkwi w beznadziejnym związku i dobrze wiemy, że to nie ma przyszłości ale mimo to męczymy się dalej i to trwa latami...Jest Ci o tyle lepiej, że nie masz dzieci (na marginesie radzę żeby tak zostało) masz teraz okazję żeby odejść bez wyrzutów sumienia że zabierasz dzieciom ojca! Najważniejsze jest to, żebyś nie uwierzyła że posiadanie dzieci zmieni twojego męża, chyba że na gorsze. Niestety oni się nie zmieniają...:( Ja setki razy myślałam o tym że gdybym nie miała synka to bym odeszła, było wiele sytuacji które doprowadziły mnie na skraj załamania i kiedy żałowałam decyzji o ślubie...Wprawdzie nie mamy jeszcze slubu kościelnego ale stanie się to pewnie w tym roku pod wpływem jego presji. Zdecydowałam się na ciężką pracę nad tym związkiem (masz też taką opcję) ale jest to walka czasem myślę że z wiatrakami. Pozdrawiam Cię trzymaj się cieplutko!
  • basia
    2012-02-05 22:31
    witam! mam podobny problem jak wszystkie piszace.Jestem z moim alko 31 lat. W chwili obecnej ja jestem na zasiłku dla bezrobotnych do marca i rzadnych perspektyw na prace.Jemu zasiłek skończyl sie w połowie grudnia .Ja zachodze w głowe co bedzie dalej a on nic tylko wymagania ma coraz wieksze a wszystko kończy sie na stwierdzeniu ze na wiosne pójdzie do pracy tylko nie wiem gdzie i na jak długo.Wydawałoby sie ze jak nie ma pieniedzy to nie bedzie pił ale niestety kilka razy dziennie potrafi upoic sie.Wszystko wydaje sie takie proste odejśc ale dokad .Nie mam na kogo liczyc ani do kogo sie wyzalić mogę jedynie sobie popłakać co dzisiaj czyniłam mam oczy spuchniete od płaczu ale trochę mi ulżyło.Mam dwóch dorosłych synów żonatych juz ale im mój los jest obojetny nad czym bardzo ubolewam serce mi chyba kiedys zżalu peknie. Kiedyś wyobrażałam sobie moje życie w wieku 55 lat całkiem inaczej.Pozdrawiam wszystkie kobietki trzymajmy sie razem i pocieszajmy na wzajem bo tylko to nam pozostało.
  • Kandi
    2012-02-09 00:35
    Życie z alkoholikiem to piekło na ziemi, po co z nimi jesteśmy skoro jet nam z nimi tak źle!? z miłości? Można tak bardzo kochać kogoś kto niszczy nam nasze życie? Wszystko to jest bez sensu, ja nie wieże w to że można żyć własnym życiem i nie przejmować się alkoholikiem żyjąc z takim człowiekiem. Uczęszczam teraz na terapie dla współuzależnionych i nie widzę perspektyw na udane życie z moim mężem. Ja bym tak bardzo chciała mu pomóc, wiem że on też cierpi, nie chce już pić, on sam nie potrafi sobie pomóc. Mam taki mętlik w głowie że nie wiem co mam myśleć. Nie zostawię go, ja go tak bardzo kocham i tak się o niego boje. Czasem jak wraca piany prawie że do nieprzytomności ja nie śpię w nocy bo boje się że on przestanie oddychać, co chwile go "szturcham" żeby sprawdzić czy żyje. chciała bym mieć jakiś złoty środek żeby nam pomóc...
  • Daga
    2012-02-09 12:55
    Radzicie skorzystać z pomocy policji ośrodka pomocy społecznej i co? mąż kolejny raz awanturował się po pijaku, wezwałam policję, on stawiał opór i dostał zawiasy teraz wystarczy głupi wybryk i czeka go odsiadka. taka pomoc policji, do tego kary pieniężne które jako że jesteśmy małżeństwem ja będę musiała zapłacić- pomoc policji. skoro to zgłosiłam w ośrodku pomocy i na policji to dlaczego nie oferują nam pomocy psychologicznej, jakiejś terapii- bezpłatnej oczywiście, przecież mamy problem i się do niego przyznajemy. jaką dostaliśmy pomoc oprócz kosztów i widma więzienia?, otóż chcą nam wlepić niebieską kartę-komu to ma pomóc, ta karta nie spowoduje że jego agresja po alkoholu zniknie. Ta karta pozwoli nadgorliwym urzędnikom oceniać mnie i moje dzieci. A mąż w końcu obarczy mnie poczuciem winy, że wsadziłam go do więzienia bo przecież to ja wezwałam policję, dzieciom też wytłumaczy kiedyś w życiu jak to go mamusia urządziła. I co z tą pomocą?
  • Joasia
    2012-02-15 00:28
    Mój mąż jest kilka lat po terapi i znowu zaczął pić.Oczywiście w pracy znacząco awansował,nowe wyzwania ,stres itp,itd.Jest inteligentny,więc świadomie znęca się psychicznie na mnie wymuszając sytuacje :albo będzie tak jak ja postanowię albo awantura.W domu nie robi nic,wiecznie jest niezadowolony.Rozmowa telefoniczna z najgorszym pracownikiem w pracy jest milsza od naszej.Stoję przed decyzją o rozwodzie....Płakać mi się chce, bo bęzie to znaczyło,że zmarnowałam ostatnie cztery lata,że moje dziecko wychowa się bez ojca(a bardzo go kocha ,cały tatuś)i że zostanę samotną ,wypaloną kobietą o mentalności staruszki,zamkniętą w sobie, na pokaz uśmiechniętą i zadbaną .Z nikim nie jestem w stanie szczerze porozmawiać....
  • LIDKA
    2012-02-17 09:15
    Witam wszystkich. wiem ze jest ciezko oszukiwałam siebie ze jak sie postartam to bedzie lepiej. Nieprawda ze to my mamy cierpiec ja nadskakiwałam jak mogłam zeby zobaczył ze mi zalezy na nim.To nic nie da alkoholik zawsze znajdzie powod do picia wiec postanowiłam ze niech robi co chce mam to gdzies przestałam mu prac i sprzątac wychodziłam z domu brałam dzieci iszłam gdzie kolwiek przestałam ukrywać ze pije to niejest juz moj wstyd ze pije tylko jego. przestałam dawac pieniądze do pracy na sniadania.i spłacać długi w sklepie bo brał na kreske wodke.3 mce zajeło mu to ze jest cos nietak sam za tesknił za mną zapytał co sie dzieje.obecnie chodzimy na terapie jak dlugo zobaczymy to jest ostatnia szansa inaczej odchodze od niego
  • Rita 72
    2012-02-17 16:00
    Rita72 napisał(a): Dzień dobry .Jestem żoną alkoholika od 17 lat.Od kilku dni przeglądam tą stronę,czytam i czytam i czytam jak wszystkie te kobiety mają podobne sytuacje w swoich małżeństwach.Mój maż w chwili obecnej ma ciąg alkoholowy dzis mija tydzień jak pije.Przychodzi w nocy ,wchodząc przez garaż i tam śpi ,rano znów to samo.Ja czuję się znowu oszukana,kolejny raz mu uwierzyłam że może sie zmieni,ostatni ciag był w sierpniu gdzie postanowiłam zostawić go na parę dni samego.Po powrocie rozmawiałam z nim o leczeniu ,że nie dam rady juz tak żyć,że go kocham,że jego picie zabija nasze małżeństwo,rodzinę.Do grudnia starał się ,ale już przed świetami zaczynał wszystko nakręcać.Wszystko było dla niego problemem,trzepiał sie wszystkiego,zaczeło sie juz picie w weekendy,w tygodniu po pracy i tak aż tydzień temu poszedł robiąc wielka awanturę,wyzywając mnie od najgorszych,że teraz to mi pokarze i teraz to będę płakać.Nie wiem co już mam robić ,co do niego mówić,jak do niego mówić.Nie mam sił,czuję się odrętwiała psychicznie i fizycznie.Dziś wiem, że jest w tym garażu jeszcze nie wyszedł,co mam robić pójść tam ,jak wróci na górę nie wiem jak mam sie zachowywać,czy powinnam coś mówić,ale też nie chce żeby przyszedł sobie tak jakby się nic nie stało! Nie mam wsparcia u teściowej ,moja rodzina uważa że już powinnam się do tego przyzwyczaić.Jak skoro go to może zabić.Wyprowadziłabym się ,ale nie mam gdzie,pracuję ale to nie starczy aby utrzymać się z dwójką dzieci.Nie wiem co robić, czuję jak brakuje mi sił do normalnego funkcjonowania i myślenia.
  • Laura30
    2012-02-18 17:29
    Witam Was ja jestem żoną alkoholika od prawie 7 lat mamy 6 letnią córeczkę.Mąż pochodzi z rozbitej rodziny w której alkoholu nigdy nie brakowało a jakby tego było mało kiedy miał 15 lat jego matka wyjechała i już nigdy nie wróciła.Został sam z bratem i ich ojcem.Bardzo to przeżył nie raz rozmawialiśmy o tym chciałam żeby ten cały ból wyrzucił z siebie.Mąż pracował do niedawna za granicą wyjeżdżał na 6 tygodni wracał na 2 tygodnie czasem 3 i pił.Teraz pracuje w Polsce w tygodniu kiedy jest w pracy nie wraca pijany ale kiedy ma tylko wolne żadna siła go nie powstrzyma przed tym żeby się napić.Rano pierwsze co robi jedzie pod sklep na piwo mówi że po papierosy ale wiem że kłamie.Mieszkamy w małej wsi wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą płonę ze wstydu codziennie ja nie chodzę do tych sklepów pod którymi sie upija.Czasami kiedy spotka jakiegoś kumpla do picia stoi tam do południa wraca oczywiście pijany bardzo.Dla niego nie ważne z kim czy to jakis menel czy znajomy poprostu może być obojetnie kto byle sie z tym kims mógł napić.Nienawidzę go wtedy z całych sił!!!Kilkakrotnie razem z córką wyprowadzałam się z córka do moich rodziców mam od nich niesamowite wsparcie gdyby nie oni już dawno skończyłabym w psychiatryku.Ja mam 29 lata nie raz odechciewało mi się wszystkiego.Biorę tabletki uspakajające.Ja nie pracuje zajęłam sie wychowywaniem dziecka to mój mąż utrzymuje nas.Oczywiście awantury to u nas chleb powszedni nie mogę przeżyć że moja córka jest tego świadkiem.Po kolejnej takiej namówiłam męża na wszywkę esperal zgodził się bo zagroziłam rozwodem.Było cudownie ja wierzyłam że przez co najmniej 10 miesięcy będę miała spokój.Miałam 2 tygodnie kiedy go zobaczyłam zalanego w trupa myślałam że i ja padnę trupem.Nie spałam całą noc nie mogłam po prostu uwierzyć najbardziej w to że przeciez przez te 2 tygodnie obojgu nam było dobrze i nagle co kolega postawił piwo a on wstydził się odmówić.Wiem paranoja.Na drugi dzień pojechałam z córką do rodziców nie odzywałam się do niego kiedy wróciłam wieczorem był zalany zaczęła się awantura taka jakiej jeszcze nigdy nie było.Pierwszy raz w zyciu tak bardzo się go przestraszyłam uderzył mnie trzy razy w twarz za trzecim upadłam na łóżko wszystko widziała moja córka pomógł mi teść.Schowałyśmy się u niego w pokoju i wezwałam policję.Policja zapytała mnie co ma robić,powiedziałam im żeby go wzięli na izbę wytrzezwien tak zrobili. Wtedy zaczęłam się pakować chciałam jak najszybciej uciec byłam w szoku a tu nagle on zapukała do drzwi policja jak powiedział zapytała go czy jedzie z nimi czy idzie do kolegi wypuścili go.Wpuściłam go do domu powiedziałam że i tak zaraz sie wynoszę.Płakał nie chciał żebym to zrobiła groził że się powiesi.Bałam się że to zrobi bo zapomniałam dodac że tak bardzo jak go czasem nienawidzę tak bardzo go kocham.Nie wiem czy rozumiecie mnie w tym momencie.Zostałam z nim do rana obiecywał że nie bedzie pił że nigdy się to nie powtórzy.Nie słuchałam wyprowadziłam się do rodziców.Mieszkałam u nich 2 miesiąc i tyle mu zajęło żeby mnie na mówic do powrotu.W tym czasie złożyłam pozew o separacje, ale wycofałam wniosek bo obiecał że już się nie napiję że nie chce nas stracić.Wierzyłam mu został sam na święta Bożego Narodzenia odwiedziłysmy go na chwilę we wigilie i 2 dzień świąt.W 2 dzień świąt był lekko wstawiony tłumaczył że są swięta że nas nie ma i to dlatego mówił że gdybym była to by nie pił że byłoby mu łatwiej.Przez te 2 miesiące rozłąki myślałam że coś do niego dotarło serio uwierzyłam bywał w tym czasie pijany bo często do niego dzwoniłam więc słyszałam po głosie ale ostatecznie znowu uwierzyłąm w chęć jego zmiany i wróciłam.Cała moja rodzina bała się tego on sie nie odzywa teraz ani do mojej siostry ani do brata nie rozmawiał tez po tym wszystkim z moimi rodzicami.Ale zrobiłam tak jak mi serce podpowiadało.To juz 3 tydzień pod naszego powrotu do niego po 4 dniach juz sie napił po 2 tygodniach pił w sobotę i niedzielę do nieprzytomnosci.Dalej jezdzi rano pod sklep pije codziennie piwo bo przecież teraz twierdzi że mi mówił że od czasu do czasu się napije ale nie ma u niego dnia bez piwa.No i jego najlepszy tekst kiedy jest wstawiony "szukam dziury w całym" zwala mnie z nóg.Teraz wiem że nie powinnam wracać w gruncie rzeczy wiedziałam że tak będzie ale bardzo chciałam wierzyć że on się naprawdę zmienił i w końcu uwierzyłam. W tym momencie nie mogę na niego patrzeć wstydzę sie za niego i jego samego wstydze sie że jego kolegami sa same szuje z okolicy nie chce mi sie już z nim rozmawiać bo uwazażam że to śmieszne.Ale wiecie co mnie boli najbardziej to że kiedy przyjeżdżała do niego przez okres tych dwóch miesięcy zeby dojść do porozumienia mówiłam mu że jesli wie że nie ma zamiaru przestać pić to niech mi da odejść żeby nasze dziecko nie musiało na to wszystko patrzeć a on powiedział ze nie wyobraża sobie życia bez nas i zrobi dla nas wszystko.Zrobił mi wodę z mózgu nie patrze ludziom w oczy kiedy z nimi rozmawiam bo czuję że płonę on sam z reszta nie jeden raz mnie upokorzył ale teraz przeszedł samego siebie nie mogę uwierzyć że on dalej pije nie pojmuje i co ja mam zrobić!!!POMÓŻCIE DORADZCIE PROSZE
  • Beats
    2012-02-19 12:48
    Witam ja rownież mam problem taki sam jak wszystkie tutaj ,oczywiście alkohol meza .Jesteśmy malzenstem już prawie 15 lat oboje mamy po 38 lat i posiadamy czwórkę fantastycznych dzieci gdzie najmłodsza dziewczynka ma 3 latka,i rownież odkąd siegam pamięcią mój mąż lubił pic czasem wiecej czasem mniej ale pił ,kiedyś bardzo sie tym przejmowalam ,chodziłam za nim prosiłam blagalam i przywozilam do domu po licznych libacjach u kolegów bo zdazalo sie ze potrafił i tydzien nie wracać do domu nawet nie dając znaku życia ,gdzie ja odchodzilam od zmysłów wyobrażajac sobie najgorsze scenariusze ,dopóki ja niepracowalam miał nade na przewagę ,ale od 2,5 roku mam prace i to ja utrzymuje dom i jakoś mniej mnie to obchodzi gdzie jest i z kim i czy wszystko dobrze ,chciałabym mu pomoc ,bo jakaś cześć mnie go nadal kocha pamięta jakim był fajnym facetem kiedy sie pobieralismy ,ale to bardzo odległe czasy ,gdysz całe lata pracował na to co jest teraz ,ze stałam sie obojętna dla niego ,już nie wierze w obietnice ze przestanie pic i sie zmieni bo wiem ze nic takiego sie nie stanie jeśli sam tego nie będzie chciał i żadna siła go do tego nie zmusi ,ale on jak wszyscy tacy sami nie widzi problemu ze niszczy nasza rodzine i miłość która kiedyś była ,doprowadził do tego ze zaczęłam sie nim brzydzic gdysz widziałam nieraz z jakimi menelami sie zadawał i pił z jednej butelki ,mam jakaś blokadę przed nim ze nawet jego przytulenie które ma byc miłe działa wręcz odwrotnie i wole spać na dole na sofie niż obok niego ,bo każdy jego dotyk mnie boli ,teraz znowu jest w ciagu miał tylko 4 dni przerwy i znów to samo od poniedziałku znowu go niema w domu ,jutro to już tydzien nie martwi sie o nic tylko pewnie czy ma sie za co napić ,najgorsze to ze ja Niemam tutaj jakiegoś wsparcia bo mieszkamy za granica w irlandi już od 4 lat , i zbyt wielu znajomych tutaj Niemam ,najgorsze w tym wszystkim jest ze oni tak maja wszyscy winni tylko nie oni ,to my jesteśmy te zle i niedobre , czuje sie jak na karuzeli która kręci sie wkoło ,tylko ze ja chce z niej wysiasc tylko niewiem jak , Mój mąż jak większość obarcza mnie wina za swoje picie ,ostatnio nawet dzieciom sie oberwalo ze to przez nie ,wymyślił sobie ze powinnien mnie lac i patrzeć czy równo puchne i zamknąć na strychu na klucz to moze ja sie czegoś nauczę śmiechu warte ,Już niewiem co robić ja pomoc jemu ,ale w szczególności sobie i dzieciom ,bo przez to wszystko nabawilam sie silnej nerwicy i nawet najmniejszy chalas sprawia ze mam żołądek w gardle ,przepraszam za błędy j pisownie ale musiałam gdzieś sie wygadac i już mi trochę lżej bo wiem ze z tym problemem nie jestem sama jest nas wiele i życzę dziewczyny wytrwałości i oby wszystko było dobrze oby kiedyś po burzy zaswiecilo slonko
  • Rita72
    2012-02-21 17:33
    Witam,mam pytanie czy któryś z mężów ,brał może Anticol tabletki i może coś powiedzieć czy sa skuteczne.O przepisanie takich tabletek trzeba zgłosić się do specjalisty czy wystarczy lekarz ogólny.Proszę o jakąś odpowiedż .Pozdrawiam Wszystkie panie!
  • Zakochany, twardo stąpający po ziemi
    2012-02-23 19:05
    Witam, Panie. Od kliku miesięcy spotykam się w nowo poznaną dziewczyną. Mam taki problem, że ona ma znajomych z którymi od ok 10 lat co weekend wychodziło do baru i przez piątek sobotę niedzielę siedzieli i pili piwo. Jak zaczęła się spotykać ze mną częstość zmalała do jednego dnia. Ja z nią nie chce tam chodzić. Raz na dwa trzy tygodnie wychodzimy z inną grupą znajomych na piwo a ona mimo to w weekend musi spotkać się z tamtą grupa (nie znam ich i jakoś mi nie spieszno do poznania ich). Nie mają nic innego do roboty w weekend i tylko tak spędzają wolny czas w weekendowe wieczory. Dziewczyna pije trochę więcej niż ja, tzn. ja max. 4-5 piw co te 2-3 tygodnie a ona w każdy weekend ze znajomymi jak wyjdzie o 18 czy 19 to do 2 w nocy się jej schodzi. Jak ją zapytałem ile wypija przez wieczór to powiedziała, że 8-10 piw. Nie mieszkamy razem, każdy w swoim domu rodzinnym. Raz, czy dwa razy po imprezie gdzieś z dala od domu spaliśmy w jednym łóżku. I wiem, że po takiej imprezie ona potrafi spać pół dnia. Zdarza się jej odwoływać zaplanowane spotkania np. po sobotniej imprezie bo ma takiego kaca. Kilka razy urwał się jej film, gdy ja byłem z nią na domówce. Powiedziałem je raz o tym, że wydaje mi się, że pije za dużo. To się rozpłakała i powiedziała, że obie z niej jakiegoś pijaka. Ale gdy tak rozmawialiśmy to ją zapytałem, czy nie wydaje się jej, że pije więcej niż kilka lat temu - co potwierdziła. I powiedziałem jej, że mam obawy, co będzie za 10 czy 20 lat. To mi powiedział znów żebym nie robił z niej pijaczki. Podpowiedzcie co mam robić, czy to w ogóle jest powód do zmartwień? Czy jednak są dziewczyny które więcej piją, ale kontrolują to??? Nie chce sobie, życia zmarnować. Dodam, że po rozmowie nic się nie zmieniło. A ona przy mnie zaczęła mówić, że ma ochotę się narąbać w weekend albo podobne teksty.
  • Anna K
    2012-02-23 22:27
    Witam! Mam problem, jak wszyscy. Mój mąż pije i od lat problem wciąż narasta, w rzadkich chwilach szczerość przyzanje że ma problem. Ale od początku. Jesteśmy małżeństwem 11 lat. Ojciec mojego męża jest alkocholikiem ( stale pije piwo tak żeby nigdy nie być trzeżwym,młodszy brat ma proble, dziadek ze strony ojca i matki również mieli problem, wujek ( bliska osoba w rodzinie) nieradzi sobie z alkocholem. Nigdy jednak nie mówi się że ktoś z nich jest alkocholikiem, wszyscy( głównie kobiety) matrwią się żeby nimi nie zostali. Jedyna osoba o której od niedawna mówi sie że jest alkocholikiem to ojciec męża ponieważ robi straszne awantury teściowej.Po inprezach rodzinnych wszyscy zawsze pili piwo na kaca, bo głowa nie boli a piwo to nie alkochol. Mój mąż kiedyś upijał się w piątek i sobotę wieczorem, teraz pije 4-5 dni w tygodniu (pracuje na własny rachunek i pracy nie zawala). Ponieważ się foszyłam zaczął mnie oszukiwać np. wraca póżnym wieczorem z pracy i idzie do kanjpy na piwo albo kupuje je i pije w samochodzie na parkingu, mnie mówi że dopiero wrócił i gniewa się że posądzam go o picie. Chowa puszki z piwem a ostatnio dopija się wódką. Efekt jest taki że rano odsypia, pracuje wieczorem do późna i niema casu dla dzieci dla mnie dla domu. Mąż zaczął okazywać mi kompletny brak szacunku, po bardzo fajnym spotkaniu u znajomych gdzie jak zwykle mój mąż upił się do nieprzytomności obrzucił mnie okropnym wizwiskami ( jego ojciec ma podobny repertuar do swojej żony) Od 2 lat od kiedy problem bardzo narasta badzo sie od siebie oddaliliśmy emocjonalnie, fizycznie, sex prawie nie istniej. Jestem zmęczona, niechcę być już z takim facetem, tęsknię za zabawnym męzczyzną za którego wyszłam za mąż. Ale czy to można naprawić. Może to moja wina, może faktycznie jestem straszną zołzą i gdyby nie to było by inaczej?
  • Krystyna
    2012-02-26 17:30
    Witam. Dołączam do wszystkich z tym samym problemem.Mój mąż pije od zawsze. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, wręcz odwrotnie był bardziej opiekuńczy i czuły. Teraz widzę że bez alkoholu nie potrafi wyrazić swoich emocji. Moja czujność co do alkoholizmu była zerowa , gdyż sama wychowywałam się w rodzinie bez tego problemu. Pobraliśmy się z czystej miłości miałam wtedy 18 lat i nie byłam w ciąży. Jak zwykle początki były normalne. Zaczęliśmy budować dom za który w latach osiemdziesiątych z reguły płaciło się wódką , którą trzeba było razem z robotnikami wypić. Dom już dawno wybudowany a mój mąż pije nadal. Według niego to nie picie no bo przecież 6 piw dziennie to nie alkoholizm a piwo to nie alkohol. Obecnie mam 48 lat , dzieci już dorosły mieszkają razem z nami ale tez już mają dosyć. Teoretycznie nie powinnam narzekać, mąż całej wypłaty nie przepija, nie zdradza mnie i nie bije ale...... no właśnie. Kłamie , kręci , wymyśla różne cuda aby tylko wyciągnąć pieniądze na piwo . Jak go widzę pijanego to umieram ze wstydu. Wstydzę się iść do sklepu, sąsiadów, nie zapraszam nikogo do domu. Ogólnie mogę powiedzieć , że żyję w złotej klatce . Mam dom , samochód ale jestem strasznie samotna. Nie śpię we wspólnym łożu od ok 5-ciu lat [ bo to co za przyjemność spania w obsikanym łożu] . Mam już dość opieki nad pijakiem , który ciągle sobie coś łamie wracając po piwie do domu i każe się póżniej wozić po lekarzach. Jeżeli nie chcę w domu awantur to muszę gada wysłuchiwać godzinami w kółko powtarzanych tych samych zdań. Postanowiłam się uwolnić od tego toksycznego związku. Nie wzywałam nigdy policji, nie mam żadnych obdukcji, ale mimo to postanowiłam wnieść o rozwód z jego winy. Myślę że psychiczne tortury , które mi codziennie serwuje będą wystarczającym powodem do rozwodu. Moi synowie powiedzieli , że będą świadkami na rozprawie. Czy mam szansę na ten rozwód ? Pozdrawiam.K
  • zla kobieta
    2012-02-28 16:24
    Witam wszystkie Panie! Męza alkoholika nalezy zostawić,nie ma takiej możliwosci,żeby lepiej bylo z nim,niż bez niego. Trzeba tylko zdac sobie sprawę z tego,że alko zawsze bedzie kłamał,oszukiwal,zrobi wszystko,żeby się napić,bez względu na konsekwencje. A to,że nie bije,nie robi awantur,nie przepija wszystkiego i nie lezy w krzakach z menelami nie znaczy,że jest lepszy. Trochę godności i szacunku do siebie....
  • Kasia
    2012-02-29 14:33
    Witam! Moja teściowa odeszła od swojego męża alkoholika,zamieszkała z nami.Od jakiegoś czasu teściu wydzwania i grozi że się powiesi.proszę o poradę co możemy w takiej sytuacji zrobić ,żeby nie było nie szczęścia....
  • Basia
    2012-03-09 13:46
    Witam Bardzo wszystkim współczuje bo wiem co to zanczy mieszkac z pijakiem :( Nie wiem czy moj maz jest alkoholikiem i prosze Was o rade. Pokrotce opisze jak to u nas wyglada oboje lubilismy wypic na imprezie jak jeszcze nie bylismy malzenstwem i nie bylo dzieci, nie byly to libacje tylko zwykle imprezy raz na jakis czas. Zaszlam w ciaze z pierwszym dzieckiem alkoholu nie bylo u nas przez ok 2 lata wogole. Po porodzie mialam spokoj przez dwa tygodnie wtedy zaczely sie ciagi mojego meza. Potrafil pic bez przerwy po pracy przez 3 mc. Wywalili go z pracy za picie bo w ostatnich dniach pil w pracy. Przestal pic na jakies 3 mc i znowu zaczal mniej wiecej dzien picia tydzien przerwy lub dwa trzy razy w tygodniu i dwa tygodnie przerwy.Byl agresywny bil mnie i grozil ze zabierze mi dziecko po wezwaniu policji (zabrali go do izby wytrzezwien)blagal o wybaczenie obiecywal ze nie bedzie pil mialam spokoj ok miesiaca i znowu wrocil do swojego rytmu raz na dwa tygodnie itp. Pozniej znalazl prace i bylo ok 3 lat spokoju wypil moze w tym czasie ze 4 razy czyli norma. Zaszlam w druga ciaze maz wyjechal na rok ze granice tam podobno pil sporo wiem to od jego brata ale on sam powiedzial mi ze ze 3 razy byl na imprezie.Po jego powrocie pil raz czesciej raz rzadziej ale zauwazylam ze nie wiele mu trzeba zeby sie upic ok 4-5 piw kiedys potrafil wypic 10 wiec roznica duza. Pojawily sie problemy ze wstawaniem do toalety kilka razy zsikal sie na lozo albo chodzil jak lunatyk po mieszkaniu szukajac toalety i jak nie trafil to lał tam gdzie sie odbil i zatrzymal. Przy stole,na segment,na drzwi.Teraz ten jego brak kontroli nad soba znacznie sie wyostrzyl bo potrafi w jednej sekundzie zasnac przy stole lub na fotelu zalezy gdzie pije. Czestosc jego picia jest rozna nie jest to systematyczne i nie zawsze trwa kilka dni chodz tak tez sie zdarza. Mam dosc wiecznego czekania kiedy wroci z pracy jak nie wraca dluzej niz zajmuje mu droga do domu wiem ze poszedl pic, serce mi wali, lzy leca do oczu.Bardzo mnie oszukuje mowi ze bedzie za pol godziny a po godzinie nie odbiera telefonu i wraca np. o 4 a prace konczy o 22 :( Wczoraj dzien kobiet chcialam wypic z nim piwo w domu wiedzial ze czekam powiedzial o 21.20 ze juz sie szykuje do wyjscia i zebym czekala i 22 nie odebral juz telefonu wrocil o 4 rano ledwo stojac na nogach i przy okazji obsikal dzis segment :( Czy to podchodzi pod alkoholizm czy poprostu moj maz czesto i duzo pije jak mam to odbierac sama nie wiem pomozcie. Przepraszam za brak skladu ale jest tyle do napisania wyrzucenia z siebie ze nie wiem co pisac :(
  • Agnieszka
    2012-03-10 16:40
    Witam. Mam męża alkoholika. 15 lat dobrego małżeństwa po czym totalne dno odkąd otworzył firmę. Po 3 latach dziwacznych decyzji na których cierpieliśmy finansowo z synem, codziennych jego przyjśc z firmy "zawianego" - powiedziałam żeby sie wyprowadził. 10 m-cy mieszkał u ojca, po czym poszedł sie leczyć. 8 m-cy zachowal trzeźwość, był w terapii. Wyprówałam sie zeby mu pomóc, pomagalam spłacać dlugi. Po tym czasie zaciągnął ponad 60 tys kredytu na nowe auto wspólnika i zaczał pić. Powiedziałam STOP. Kazałam mu wybrać rodzina albo picie. Wbrał picie, wyprowadzil sie. Ja podjęłam terapię . Było to rok temu. Dzisiaj jestem inna kobieta - radosną, wesołą, samorealizująca się, świadomą własnej wartości, niezależną finansowo, zaradną życiowo. odkryłam nowe życie, spokojne, bez nerwów, awantur, lęku, obaw, podejrzliwości, niepewności . Odzyskałam wewnętrzne bezpieczeństwo. Mam syna 14 letniego, przeszłam z nim długa drogę buntu i nienawiści do mnie. Przetrwałam, wygrałam ta bitwę. Dzieki kierunkom przyjętym w terapii skończyło sie pomyślnie. Jestem dumna z siebie i jedno wiem napewno : nie wróciłabym sie do tego co było kiedyś. Poznałam ta chorobę, rozprułam ja , zdobyłam wiedzę żeby sie jej nie bać. Wygrałam siebie i syna. Na to co robi mąż nie mam wpływu, tak jak nie mam wpływu na to czy podejmie kolejne leczenie. Mechanizmem iluzji i zaprzeczeń wypiera problem, manipuluję wzbudzaniem mojego poczucia winy i litości nad nim. Tyle że ja już na to nie idę. Tak jak i nie reaguje na jego furię, nie odbieranie telefonów, odcinanie sie - jakikolwiek ruch podejmuje czy to alimenty, czy wezwanie jego do pedagoga na rozmowę w sprawie syna , czy zgłoszenie na komisje do GKRPA - reakcja w furii zawsze jest taka sama "dlaczego mi to robisz?!" A moja odpowiedź wciążta sama "Bo kocham samą siebie i nie pozwolę Ci siebie niszczyć, tak jak i syna . Droge znasz do leczenia - jesteś chory na ostre zapalenie płuc a nie na zwykłe przeziębienie - i sam tego nie wyleczysz a możesz umrzeć - więc sobie to przemyśl czy warto. U mnie dla pijącego alkoholika nie ma miejsca. Więc wybór nalezy do Ciebie. zawsze masz dwie drogi - którą wybierzesz to Twój wybór , ja uszanuję każdy. Pozwól mi zyć i się rozwijac skoro sam tego nie chcesz robić, jesli zmienisz zdanie to do mnie dołączysz". Zazwyczaj na tym rozmowa sie kończy, bo on nie ma nic do dodania.
  • Agnieszka
    2012-03-10 17:27
    w pełni podpisuję się pod tym co napisała ZŁA KOBIETA. Naprawde tak jest. Ja to potwierdzam po dłuuugiej drodze jaką przeszłam. I choć czułam się okrutnie kiedy kazałam mu sie wyprowadzić, dziś wiem ze to najlepsze co mógł zrobić. Inaczej nigdy nie stanęłabym na nogach. Dziś z radością spotykam sie z przyjaciółmi, idę do kina, teatru, restauracji, wyjeżdżam na weekend w góry. Dbam o siebie . Kiedys nie miałam na to ani siły, ani ochoty. Wszystko się zmienilo ....... A na to co on robi patrzę z dystansu - tak jakby z boku, bez emocji, nerwów. Żal mi go jako człowieka , ale mam pozucie ze zrobiłam WSZYSTKO żeby mu pomóc , ale nie można przeciez nikogo uszczęsliwić na siłę.... To jest poprostu niewykonalne. Tak jak każdy chory człowiek-alkoholik się musi leczyć. Jesli tego nie robi - będzie tylko gorzej... I wtedy czas na ratowanie siebie i dzieci. Po to żeby sie nie dać utopić razem z nim bo współuzaleznienie zaplata się jak pajęczyna od alkoholika. Sztuka jest ją ściagnąć ze siebie, ale to naprawdę jest możliwe ! uwierzcie kochane że to że alkoholik niszczy siebie nie musi wpływać na to że zmusi was do niszczenia was nie pijących. Puśćcie lejce - a będzie lepiej. czym szybciej sie wyplatacie tym lepiej dla Was. Alkoholizm to wredna choroba która zaplata krag na całej rodzinie. Przykre ale prawdziwe.
  • iza;-[
    2012-03-11 21:39
    witam.mam chłopaka alkoholika od 7 lat pije.my jesteśmy zesoba od 3 lat mamy 9-cio miesieczną córeczkę.NAPISZE W SKRÓCIE;mam 20 lat a chłopak 27,od kiedy jesteśmy razem to zawsze pił,gdy pszyszło dziecko jego rodzice załozyli mu sprawę o pszymusowe leczenie,niestety teraz sie okazało ze wszystkie miejsca są zajęte i pojdzie na leczenie dopiero w 2013r.chlopak moze niepic tydzien dwa a nawet miesiąc,lecz musi codziennie wypic piwo.potym czasie znajdzie jakis powód żeby tylko sie pokłócic i wyjsc pic,kiedys wychodził napił sie i wracał lecz teraz znika nawet na 5 dni.I WOGOLE NIEINTERESUJE SIE DZIECKIEM.ja naprawde robie wszystko zeby sie niekłócic lecz on zawsze cos znajdzie tylko zeby doszło do kłutni.ja niepracuje on też nie bo jest niezdolny czesciowo do pracy z powodu wypadku samochodowego po pijaku bo miał ztego powodu złamany kręgosłup.jest coraz gorzej zaczyna mnie wyzywac od dziw..k chodz nigdy tego nierobił,juz 2 razy musialam wezwac policje lecz niewiem czy dobze robie bo on ma domnie oto pretensje.ja codziennie piore spszatam gotuje i zajmuje sie dzieckiem a on pije i nawet niewiem gdzie on pszez te dni jest i zkim,prosze napiszcie mi co mam robic,ja go bardzo kocham ale to bardzo mocno i niechcem go zostawic.mieszkamy u niego w mieszkaniu to znaczy jego 1\4 mieszkania,jego rodzice są gotowi go wyrzucic i spłacic mu ta częśc mieszkania lecz ja moge tu mieszkac dalej oni są po mojej stronie ale wszystko robią zeby on pszestal pic,prace mu załatwili lecz zapił i go wyzucili to juz jego 4 praca z ktorej zostal wyrzucony za picie.ja niestety niemoge sie stąd wyprowadzic bo niemam gdzie iść,nieradze już sobie zniczym cały czas płacze i obwiniam sie za wszystko że on pije pszezemnie on też domnie mowi ze gdybym nie ja to by niepił.czasami to mam ochote skączyc juz ze swoim zyciem lecz mam córeczke ktorą bardzo kocham i ona mnie trzyma przy zyciu,boje sie ze jak on niewyjdzie z tej choroby to niebede potrafiła bez niego życ że juz mnie nigdy niepokocha.ja wogole niewidze sensu mojego zycia bez niego!!!!!!BŁAGAM POMÓŻCIE!!!!!!!!!są takie dni ze jak niepije to jest kochany poprostu ale zaraz staje sie strasznie nerwowy.
  • iza;-[
    2012-03-11 21:47
    niemam na nic ochoty,moje zycie bez niego wydaje sie bez sensu,niemoge sobie miejsca znalesc,prawie nic niejem,cały czas siedze myśle onim niemoge sie skupic na niczym,powiedzcie mi jak mam normalnie zaczac funkcjonować??
  • sylwia
    2012-03-12 23:12
    rozumiem was mam 24 lat dwuch synkow i meza alkocholika na poczatku bylo jak w bajce kolezanki zazdroscily ni jego byl opiekunczy czuly kochajacy i tak bylo 5 lat ale kolejne 3 to koszmar nikt i nic go nieobchodzi pije codziennie choc zaprzecza wmawia mi ze to przezemnie tak robi a mnie krew zalewa jak to slysze.ale juz tak duzo przez niego wycierpialam pobil mnie ze oparlam sie w szpitalu a naszego mlodszego syna malo miezabil gdy wybil szybe a naszczescie przelecial nad nim i te ciagle grozb ze mnie zabije.to tylko niekture swinstwa jakie zrobil aja niemam na tyle odwagi by odniego odejsc i ludze sie ze morze sie zmieni.prosze o pomoc.
  • kasia
    2012-03-13 11:39
    witam ja tez mam meza alkocholika .i tez nie wiem co mam robic.kiedys prosilam mojego meza rodzine zeby mi pomogli go wyslac na leczenie .to powiedzieli mi ze to je jest ich sprawa.tez mi awantury robi muwi mi ze mam kochankow a to wcale nie prawda .tez mam synka wieku szkolnym .mi tez tak muwi ze nigdy wodki sie nie napije a to wcale nieprawda .dzis rano wyszedl z domu .i co pijany . prosze pomuszcie mi co mam z tym alkocholikie z robnic dziekuje z gory.
  • Marian
    2012-03-14 00:55
    cze mam 40 lat jestem alkoholikiem mam zone i dwuch synow od roku nie pije oczywiscie jestem po terapi odwykowej drugiej po pierwszej niepilem trzy lata oczywiscie do obydwu terapi a zwlaszcza pierwszej zmusila mnie zona i dzieci oczwiscie popelnilem wiekszosc tych okropnych zeczy o ktorych tu piszecie i napewno niejestem ztego dzis dumny. ale jednego jestem pewny jezeli chcecie pomoc sobie, dzieciom lub swoim pijanym mezom lub zona badzmy szczezy droga wiedzie tylko i wylacznie przez poradnie leczenia uzaleznien oraz grupy wsparcia dla rodzin uzaleznionych jezeli nie zaczniecie tam chodzic systematycznie niema innej drogi, wolanie pomocy proszenie o dobre rady nic nieda nic nieda nawet slepa milosc do waszego malozonka lub jakikolwiek przysiegi niepomoga tez zadne lekarstwa wszywki to sa zludzenia przyklad wlasny musicie wy trzezwi-e zrozumiec specyfike choroby alkocholowej i jak postepowac z alkocholikami wlasnie na grupach wsparcia a wasi malozakowie na terapi odwykowej a majprawdopodobniej musza najpierw trafic na odtrucie tz detox niestety niema zlotego sirodka jak nas alkocholikow tam doprowadzic wlasnie na tch grupach spotkacie takich samych ludzi jak wy dotknietch alkocholizmem bezposrednio lub posrednio odnich oraz od terapeltow musicie nauczyc sie z tym zyc i na pewno nie mozna z podjeciem decyzji czekac do jutra trzeba podjac ja dzis teraz, gdy odlozysz raz albo bedzie za pozno na drugi raz albo bedziesz odkladal zmiane swojego zycia w nieskonczonosc ze swojej strony moge dodac ze spotkalem tam podczas terapi bardzo fajnych ludzi ktorym udalo wyrwac sie z tego alkocholowego nalogu pomimo iz podobno w swoim zatraceniu alkoholowym byli niezlomni dzis mowia z terapia dala im- nam drugie zycie zaluja ze wczesniej nie skozystali z tej pomocy nie liczyli na to ze mozna zyc bez alkoholu pisze to zeby nieskreslac swich bliskich z powdu ich uzaleznien skoro niewykorzystalismy wszystkich profesjonalnych drog pomocy przeciez mialo byc na dobre i zle ale nastepna rzecz ktora jest wazna jak juz sie uda niepic zeby nie zachlysnac sie szczesciem z nie picia tak szczesciem jest niepic to jest szczescie i pewnoscia ze sie juz niepije bo mozna sie zdziwic przyklad wlasny szczesliwy alkocholik utrzymujacy abstynecje pa
  • Jola
    2012-03-14 23:47
    piszę to samo co wy drogie panie, jestem w związku małżeńskim już 30 lat,mąż pije, praktycznie od bardzo dawna. Ukrywa swoje uzależnienie, jego picie pokazuję mu jak na dłoni - i tak zaprzecza. On nie przeprasza. Twierdzi, że nie ma problemu, przeciwnie to ja mam się leczyć, to ja zaczynam awantury (w domu, także przy dzieciach nazywam rzeczy po imieniu). Nie daję rady, nie mam w nim wsparcia, nie pomaga w utrzymaniu domu - mamy kredyt hipoteczny, nie stara się o lepszą pracę (jego dochód to około 500 zł). Zaspakaja praktycznie tylko swoje pijackie potrzeby, potrafi zabrać pieniądze nawet dzieciom, oczywiście obiecuje, że odda. Tak jak i mnie oddaje - do dzisiaj.Na jego matkę nie mogłam i nie mogę liczyć. Mówię mu - zdecydowałeś się pić - to odejdź. Nic to nie daje, pakowałam mu już rzeczy. A rodzina?, rodzina milczy. Nasze dzieci się buntują, radzą ojcu, by się leczył, ale po co?. Ja mu już nie ufam. Alkoholem zniszczył sobie mózg, chyba jest debilem. Ja czuję się wykorzystywana, zła za życie obok alkoholika. Co mi da rozwód, separacja?, chcę żeby odszedł, nie chcę prać jego skarpet, wąchać jego odoru. Chcę wyjechać, ale co z kredytem? z dziećmi?A może znaleść sobie kochanka? księcia z bajki?co robić? Boję się, że przy tak narastających podwyżkach nie będzie mnie stać na życie?, spłatę kredytu? już teraz wiążę koniec z końcem. A mąż? mąż nadal po kryjomu kupuje sobie wódeczkę, obowiązkowo piwko, no i co mam zrobić? Wiem, jestem samotna na własne życzenie, chociaż jest w związku. Drogi panie, jeśli macie okazję i dokąd odejdźcie od uzależnionych.
  • Ala
    2012-03-15 16:00
    Witam! ja również mam problem z piciem męża, jestem w ciąży w 6 miesiącu, znamy sie od 1,5 roku a od miesiaca jestemy malzenstem i od tego miesiaca zaczela sie moja gehenna z piciem, on pije codziennie-twierdzi ze piwo po pracy mu sie nalezy... a w weekend zalewa sie do dna i w niedziele przeprasza. Boje sie weekendow, boje sie zycia z nim, za miesiac mamy sie wprowadzic do wspolnego mieszkania-sami, co bedzie jak dojdzie do agresji fizycznej wobec mnie a co gorsza dziecka. Moj stan psychiczny jest wrecz dramatyczny, codziennie serwuje mi pranie mozgu, nie wiem co robic, dzis znalazlam osrodek dla osob wspoluzaleznionych ale czy to cos pomoze? wstydze sie ze pomyslilam sie, wstydze sie jego i za niego, bo mimo wszystko jest moim mezem i go kocham
  • Agnieszka
    2012-03-15 22:16
    Ala - jedyne co możesz dla siebie zrobic to udać się na terapię. Tam Cię naucza jak postępować z alkoholikiem, wskażą drogi i pokażą jak sie chronić przed katastrofalnym wpływem tej choroby na całą rodzinę. Bo ta choroba to jak pajęczyna, zaplata sie w kazdym kącie domu. Nie wstydź się. Ani za siebie ani za niego. Cechą uzaleznienia jest poczucie wstydu, branie odpowiedzialności za picie i zachowania drugiej osoby, chcenie za dwóch, kochanie za dwóch ślepą miłością. A tu trzeba twardej miłości, otrzeźwienia, poczucia pewności siebie , realizmu i sprecyzowanego planu na wyjście z tego marazmu. Mi to dała terapia. Pomogła mi wyjść ze świata iluzji w jaki on mnie skutecznie wciągał jak w wielkie bagno. Teraz kiedy twardo stoję na nogach wciaganie mnie w cokolwiek stało się juz niemozliwe. Wiem czego chce, mam swój cel i cieszę sie z malych kroków którymi do niego zmierzam. Wyjście ze współuzależnienia jest trudne ale mozliwe.
  • Ala
    2012-03-16 10:18
    Agnieszko, dziekuje! Dajesz słowem wsparcie do tego zeby walczyc. Powiedzialam mu wczoraj o tym ze zapisalam sie na terapie, odebral to jako atak przeciwko niemu i sie obrazil... Dzis jak wrocimy z pracy postaram sie z nim na spokojnie usiasc do rozmowy, mam tylko nadzieje ze w plecaku nie bedzie czailo sie piwo;/ Milego weekendu
  • nikita
    2012-03-16 11:05
    witam Was,jestem z narzeczonym od 4lat,od 1roku mieszkamy w Pl.on jest wegrem,pracuje z samochodami.jest bardzo ciezko.od zawsze lubil piwkowac,ale ostatnio jak sie przyznal codziennie idac do pracy wypija mala vodke.od we wt zniknal,jego szef dzwonil do mnie,on nie odbieral tel,wylaczyl tel,odchodzilam od zmyslow.w sr ,czw i dzis nie poszedl do pracy. kocham go,ale jak jest pijany przeraza mnie.jest agresywny slownie,pozniej przeprasza. wynajmujemy mieszkanie,a ja sama nie jestem w stanie za to zaplacic. dzis mam wolne,czuje sie dziwnie. jesli starci prace nie wiem co bedzie. moje wyplaty nie sa w stanie pokryc czynszu ,oplat ,a do tego zycie codzienne.... w tym roku planowalismy sie pobrac,myslelismy o dziecku... czuje sie strasznie.to dobry czlowiek,wiem,ze mnie kocha. nie wiem co robic. biore tabletki antykoncepcyjne,a moja miesiaczka nie konczy sie,krwawie juz 11dni,nerwy,stres... Pomozcie.nie wiem jak z tym wszystkim sobie poradzic. jestesmy bardzo bliscy sobie.chcialam go zostawic,ale cos mnie od tego odciaga... cierpie.boje sie o przyszlosc.stracilam zaufanie... on teraz czuje sie zle,boli go zoladek.lezy.. od wt do sr pil na umór.wczoraj chyba tez troche,ale nie az tak....
  • nikita
    2012-03-16 11:13
    co mam robic???jest nas az tyle.... brak mi slow i lez...
  • beata
    2012-03-17 21:56
    witam-mam na imię beata-jak jestem w domu to wszystko ok! codziennie przychodzi z pracy trzeżwy ale jak tylko ma jakieś wolne to zawsze zaczyna się od piwa!! a jak zostawiam go na caly dzien -bo uczeszczam na kursy zawodowe- to w domu jest taka demolka ze czasem zasypiam przy komputerze -a rano na 8 znowu do szkoly!!!!!! a najgorsze jest to ze on nic nie pamieta--i do tego mnie myli z jakims swoim koloega od flaszki mój nr tel 724729289!!!
  • Laura30
    2012-03-19 14:08
    Iza dziewczyno ty wez się w garść!!! Wiem że to tylko takie gadanie, ale masz jego rodziców po swojej stronie zacznij żyć swoim życiem może znajdz pracę dziadkowie może mogliby ci pomóc przy dziecku. Posłuchaj wiem co mówie bo ja juz to przerabiałam też go bardzo bardzo kochałam ale on mimo to robił co chciał a moją miłością podcierał sobie tyłek tak to można nazwać.Zacznij myśleć o sobie i dziecku wierz mi jeśli on sam nie będzie chciał się leczyć to żadna ale naprawdę żadna siła go to tego nie zmusi bo jesli wy go zmusicie do przymusowego leczenia bez jego zgody to on skończy leczenie i znowu zacznie pić. I tu właśnie proszę zacznij żyć swoim życiem zobaczysz teraz jest ciężko ale kiedy zaczniesz myśleć o sobie spojrzysz na świat innymi oczami i na niego również. Ja mojego męża też kocham ale juz nic nie mogę dla niego zrobić wstydzę się go i ja i moja córka ale poszłam do pracy rodzina też jest ze mna i wiesz co wychodzi słońce i świeci dla mnie i dla ciebie też niech zabłysnie TRZYMAJ SIE
  • Iwonka
    2012-03-21 21:31
    Witajcie!! Prosze o porade. Mój mąż pije od około 5 lat, jestesmy 7 lat po ślubie, mamy pięcioletnie dziecko, córeczka kocha ojca, ja kocham mojego męża. On mówi że nas kocha. Mąż prawie dziennie po pracy jest wypity a w wekendy pije więcej, nie wie co robi w nocy. Jesli nie zaczne sie awanturować to mąz siedzi cicho, ale jesli ja zaczne to rozpętują sie wyzwiska. Najgorsze to ze niczym sie nie interesuje, po pracy wypija piwo i idzie spać, nic nie zrobi w domu. Nie chodzimy na spacery z dzieckiem, mąz spi osobno mo może sobie wtedy zapalic papierosa i wypic piwo przed snem. Mieszkamy z moimi rodzicami, mój ojciec jest alkoholokiem czasami robi awantury,moje dziecko to słyszy. Posiadamy z mężem kawalerke i mamy zamiar sie tam wprowadzić, mąz obiecuje że ograniczy picie, że na 100% sie zmieni, że damy rade, że bedzie dobrze bo nie bedzie awantur mojego ojca i on nie bedzie miał okazji do picia ( u mnie w domu są okazje do których mąż sie przyłącza). Miałam złozone papiery o separacje, po dwóch miesiącach zrezygnowałam, dałam mu sznse, powiedziałam że sie wyprowadzmy i zobczymy jak bedzie. Jeśli nam sie nie uda to wracac musze z dzieckiem do mojej rodziny. Myslicie że warto spróbować? Boje sie że potem jeszcze bardziej sie załamie jak nam nie wyjdzie.Może mam to zdrobić ze względu na dziecko? Czy dac mu ostatnią szanse?
  • Natalia
    2012-03-23 11:22
    Iwonka,spróbuj namówić męża na leczenie,same obietnice,że się zmieni są nic nie warte.Alkoholik sam z siebie nie przestanie pić,to jest choroba,którą trzeba leczyć.Jeżeli mężowi zależy na Was to wezmie się za siebie,nie zniechęcaj się jak z początku nie będzie chciał iść na terapię,spokojnie z nim rozmawiaj.Sama też powinnaś iść na terapię dla współuzależnionych.Ja chodzę i wiem,że to dużo daje.Pozdrawiam
  • magdalena2
    2012-03-27 03:37
    Jest 3-cia w nocy,a ja szukam na tym forum jakiejś rady "idealnej",a przecież dobrze wiem,że taka nie istnieje.Dwa dni temu wróciłam po tygodniowym pobycie ze szpitala z diagnozą: dusznica bolesna niestabilna(postać ostrej choroby niedokrwiennej serca czy jakoś tak)A trafiłam do szpitala po kolejnej alkoholowej wymianie zdań z mężem.Mąż przyszedł na drugi dzień,zobaczył mnie na OIOMie pod kroplówkami itp,płakał,przepraszał i oczywiście obiecywał,obiecywał,obiecywał...A dzisiaj znowu-oficjalnie piwo na stole,a nieoficjalnie-dużo więcej.Zaczęłam znowu mieć problemy z oddychaniem i usłyszałam,że jestem histeryczką.Poprosiłam najstarszego syna,żeby zabrał męża do siebie na noc.Z oporami,posławszy mi pełne nienawiści spojrzenie,pojechał.Dzisiaj w końcu też odważyłam się oficjalnie powiedzieć najmłodszemu synowi(15 lat)na czym polega "problem"z tatą- oczywiście wiedział,tylko grał w tą samą grę co pozostali. Mój mąż upija się w domu,w zasadzie codziennie,nie zatacza się,nie bije,ale robi się nieprzyjemny i zawsze mam wątpliwości,czy do rana promile na tyle z niego ulatują,że może bezpiecznie wsiadać do samochodu.Kilka miesięcy temu,zachował się wobec mnie tak wulgarnie,że poprosiłam,żeby wyniósł się z domu - przez kilkanaście dni spał w swoim biurze,zaczął chodzić na terapię,chodziliśmy również na terapię wspólną.Niestety z tej ostatniej zapamiętał tylko,że ja nie mam wtrącać się do jego picia i kontrolować go,poza tym nie uważa się za alkoholika itp.,itd Mam 50 lat, troje dzieci,nie pracuję od czasu urodzenia najmłodszego syna(był wcześniakiem i wymagał szczególnej opieki),jestem może w nieco lepszej syt.niż większość współtowarzyszek niedoli,bo mam rozdzielność majątkową i dom jest mój,ale nie jestem w stanie sama go utrzymać. Dodam jeszcze,że nie jestem typem "słabej kobietki"mam swoje pasje,ale dzisiaj,kiedy jeszcze nie mogę nawet dobrze chodzić po koronografii,a mąż zachował się znów paskudnie,to poczułam się jakbym to ja zeszła już na samo dno. I jeszcze coś z "klasyki gatunku"- na zewnątrz wszystko wygląda wspaniale,mąż zadbany,pachnący,taki o którym większość mówi uroczy człowiek...Straciłam już do niego jednak zaufanie,chyba nie mogę się dłużej oszukiwać,kogo kocha bardziej- mnie czy alkohol.Zawsze b.dbałam o wygląd,nie wyglądam na swoją 50-kę,ale decyzja o separacji(jestem katoliczką)też mnie przeraża.Dziękuję,że zechciałyście mnie wysłuchać.
  • Agnieszka
    2012-03-27 22:20
    magdaleno niestety tak wyglada koszmar życia z alkoholikiem. Alkoholik to nieprzewidywalna osoba. Miałam podobny scenariusz, mój mąz uważany jest przez otoczenie (a właściwie to był a nie jest) za wzór cnót wszelakich. To ciężki przypadek, mam wrażenie że najcięższy. Bo nie dość że się człowiek boryka z tysiącem problemów z jego piciem to jeszcze z balastem obciążeń otoczenia, co tez nie jest bez znaczenia we współuzależnieniu. Poczucie winy mamy wpisane w schemat współuzaleznienia. Mi pomogła dopiero wyprowadzka męża. Wtedy stanęłam na nogi. Choć i tak się łapię że jeszcze często wracam do starych schematów. Też mam rozdzielność, dbam o swój wygląd, rozwój , także zawodowy. Co nie zmienia że uzależniłam się od niego psychicznie i z tym muszę się uporać i to przepracować, dla samej siebie. Pozdrwiam Cię
  • Sławek
    2012-03-31 01:09
    Kochane panie mam na imię Sławek i jestem alkoholikiem. Mam 41 lat, moja żona 31. Mamy dwóch ślicznych synów. Jestem dosłownie przerażony tym co czytałem na tym forum. W moim domu jest podobnie i to tylko z mojej winy. Chcę podzielić się z Wami moją "przygodą z alkoholem". Proszę przeczytajcie. Na terapii dowiedziałem się, że jesteście "kobietami okien". Tzn. wiecznie czekacie w oknach na swoich wybranków. To mnie przeraża. Żona namówiła mnie na terapię zamkniętą. Spędziłem tam 6 tygodni.Opiekowała się mną jak małym dzieckiem.Pełen wiedzy i optymizmu ukończyłem terapię. Wróciłem do domu. Po pół roku zacząłem pić i piłem przez 10 dni.To był koszmar. Trafiłem do szpitala i tam znowu żona okazała się najlepszym przyjacielem i terapeutą. Nadal chodzę na terapię. Dzisiaj trzeźwiejąc już ponad miesiąc nie piję) wiem, że jesteście najcudowniejszymi i najbardziej nieszczęśliwymi kobietami i naszymi przyjaciółmi na świecie. Pamiętajcie nigdy nie wierzcie alkoholikowi. Obserwujcie tylko jego zachowanie. Dlaczego napisałem? Wybłagałem żonę o terapię dla współuzależnionych. Proszę także abyście poczytały o mechanizmach choroby alkoholowej. Uważam, że jeśli ktoś kwalifikuje się na leczenie i terapię, nie ma żadnej możliwości do powrotu do picia kontrolowanego.
  • malgoasia
    2012-03-31 15:20
    witam, dzisiaj poraz pierwszy odwiedzilam forum. Jestem matka 3 chlopakow i niestety zona alkoholika. Podobnie jak wszystkie panie ludzilam sie i ciagle ludze ze ten problem mnie nie dotyczy. Niestety czytajac wasze historie przekonuje sie na 100% ze jednak mam ten sam problem. Zaczne od tego ze poznalam mojego meza w wieku 16 lat- taka mlodziencza milosc. jestesmy juz razem 12 lat, w tym 6 lat po slubie.Wlasciwie odkad siegam pamiecia moj maz lubil wypic. Zawze jak zwracalam mu uwage-zreszta tak jest do dzis- mowi ze nie wzielam sobie abstynenta. Niestety od jakich 2 lat maz pije prawie codziennie a gdygo pytam dlaczego, zawsze twierdzi ze nas nie zaniedbywuje.Pracuje, ja opiekuje sie dziecmi ale moge powiedziec ze jestem niezalezna finansowo, poniewaz wieczorami i weekendami dorabiam sobie. on jednak za kazdym razem jak sie upije twierdzi ze pracuje ciezko, ze jest mu ciezko- niedawno stracil brata w wapadku. dba o nas naprawde i jest dobrym ojcem. ale wiem ze dalsze zycie z nim nie ma sensu. podejme pierwsza probe odciecia sie od niego -planuje wyjechac z dziecmi na swieta do polski-maz musi pracowac. zobacze co z tego wyjdzie.poki co goraca sie modle do Boga zeby dal nam duzo sily
  • Iguana
    2012-04-04 15:47
    On pije od zawsze, od 3 lat juz regularnie, z 3-miesieczna przerwa w ub roku, kiedy to poszedł na terapie do Poradni dla uzależnionych. Pozniej pojechalismy na urlop ze znajomymi i wszystko wrocilo, bo przeciez taki "samiec" nie pokaże kumplowi ze ma problem. Od tamtej pory równia pochyła. W poniedzialek nie wrócił na noc, wczoraj go doslownie pobiłam, metalową pałą. Zabiłabym gdyby nie resztki rozsądku. Nawet nie próbował sie bronić, powiedzial ze zapisal sie do poradni. Co z tego. Juz to przerabiałam, nie wierze. Nie mam już siły, mamy 2 cudne córeczki (6 i 2 lata), które świata poza nim nie widzą. Nawet nie mam gdzie odejsc, mamie sie na głowę nie zwale, na mieszkanie mnie nie stac. Co robic? Zastanawiam sie nad zgłoszeniem do gminnej komisji ds. alkoholizmu. tylko czy to cos da?
  • Iguana
    2012-04-04 17:08
    Jego rodzina nie widzi problemu, cytuje tesciową: wszyscy budowlancy piją to on tez moze. wg jej opinii to ze mną jest problem, robie z niego alkoholika. Nie piszcie prosze o koniecznosci zapisania sie na terapie grupową dla wspoluzaleznionych, nie mam na to czasu, nie widze tez sensu wysłuchiwania podobnych historii. Wiem, że inne kobiety mają podobne problemy, współczuje bo wiem o czym mowa, ale nie jest to w żaden sposób pocieszające.
  • Dorota
    2012-04-06 09:09
    W mojej rodzinie nikt nie pil, totez jak poznalam mojego meza, ktory kazdego dnia wypijal kilka drinkow myslalam, ze to mi nie bedzie przeszkadzalo. Czesto mu towarzyszylam, nie powiem picie sprawialo nam wiele przyjemnosci, szczegolnie na wyjazdach, bo duzo podrozowalismy. W ciagu 20 lat- bo tak dlugo jestesmy razem byl trzezwy 5 miesiecy. Za kazdym razem jak konfrontowalam go, ze jest alkoholikiem,mowil ze przesadzam, ze nie wiem co to alkoholik, bo alkoholik to ten, co nie umie zyc bez alkoholu, a on umie tylko nie chce. I na dowod ze nim nie jest nie pil przez miesiac, a za trzecim razem, okolo 6 lat jak stalam z wazlizka spakowana w drzwiach, to nawet 3 miesiace. Jest odpowiedzialny, sympatyczny, spokojny, nigdy nie prowadzi auta jak wypije, na wysokim stanowisku. Byl na wysokim stanowisku, bo stracil prace 3 lata temu. Zaczal pic od rana, a nie jak dotychczas po pracy. Zaczely sie klotnie, bo jak inaczej probowac rozwiazac jakikolwiek problem z czlowiekiem, ktory jest wiecznie pijamy. Na policji powiedzieli mi, ze moj maz ma prawo pic caly dzien tak dlugo dopoki nie robi nikomu krzywdy. Rok temu nie bylo go dzien i noc, wrocil o 6 nad ranem z potluczona glowa. Nastepnego dnia mial pierwsza padaczke, a ja patrzylam jak na zdarzenie pozaziemskie, bo niczego takiego w zyciu nie widzialam i sie nie spodziewalam. Wszystkim zonom alkoholikow mowie, ze jeszcze nie widzialy niczego, jesli sie takiej padaczki nie doczekaly, moj maz w szpitalu spedzil 8 dni z zalozona pielucha, bredzil dnie i noce, nie poznawal siostry, nie zpoznawal wlasej matki, ze wszelkich zadawanych pytan znal odpowiedz tylko na jedno, jak ma na imie. Zrobilam video na dowod tego, ze cos takiego zaistnialo, bo samej mi bylo trudno uwierzyc. Wtedy to po raz pierwszy zrozumialam co to za straszna rzecz alkoholizm, oczom wlasnym nie wierzylam, czytalam ze co trzecia padaczka jest smiertelna.A ta druga ponoc nastepuje szybciej, a trzecia nie daje na siebie czekac wcale. Myslalam, ze to mu pozwoli uswiadomic sobie, w jak powaznym stanie sie znajduje. Jesli alkoholik chce zyc, to rzuca picie wlasnie w tym momencie- tak mi mowiono w szpitalu. Zebralam nazwiska najlepszych lekarzy, klinik, adresy odwykowek jeszcze jak byl w szpitalu, wyrzucilam wszystkie pelne butelki z domu. Delirka trwala 3 tygodnie, jak tylko byl w stanie stanac na nogi udal sie do alkoholowego,po wypiciu pierwszego kieliszka pokazalam mu video, widzialam jak go zaszokowalo. Cos sie w nim zmienilo.Cos zrozumial. Probowal nie pic, widzialam jak cierpial, jak sie staral, jak swiat wydawal mu sie nie do zniesienia, jak go wszystko irytowalo, jak bolalo, jak nienawidzil wszystkich trzezwych, za to ze mogli zyc bez alkoholu i wszystkich pijanych, ze pili i nie miewali padaczek.Unikalam rozmow, staralam sie go nie dotknac przez przypadek, bo podskakiwal jak oparzony, stopien wrazliwosci organizmu wydawal sie byc zwielokrotniony do granic niewyobrazalnych . Kazdy dzien byl jak wiecznosc,ja bylam taka z niego dumna, serce mi roslo ze szczescia, moj maz trzezwy, nawet przymrozalam oko na alkohol schowany w garazu, pil tylko troszeczke, ale chcial aby wszyscy mysleli, ze nie pije wcale. Odmowil jakiejkolwiek pomocy, wyrzucil numery telefonow, nie odwiedzil klinik.Byl silny, ale wytrzymal 2 miesiace i stracil wiare w siebie, a ja nadzieje na wyleczenie.Nie zostalo nic, bo milosc juz dawno zniszczona przez pijanstwo. W ciagu 12 miesiecy 3 razy byl juz w szpitalu. Ostatnie podejrzenie o padaczke ( znowu byl odwodniony, trzesacy, z rozwalona glowe, znowu pompowali w niego co sie dalo w zyly aby go ratowac) przyprawilo mnie o bole serca, miesni i Bog wie czego,a co gorsza nie odeszly. Pije melise,zazywam krople walerianowe, biore tabletki nasenne, robie badania serca, krwi, przeswietlenia klatki piersiowej. A moj maz pije, i jak zwykle mowi, ze przesadzam, jak zwykle...Jesli nie chcecie aby sie to Wam przytrafilo uciekajcie jak najdalej, jesli to tylko mozliwe, dla mnie juz za pozno, ja musze przy nim trwac i tak dlugo wzywac karetke jak tylko mozliwe, musze patrzec jak umiera, a moze jak zwykle przesadzam....
  • aga
    2012-04-06 10:34
    witam muj maz jest alkochilikiem,popadl w ten nalug juz 3 lata temu jestem mloda mamy 2 dzieci i niemoge patrzec jak mozna zniszczyc sobie w ten sposob zycie .czesto przychodzil do domu pijany robil awantury dochodzilo do rekoczynow a ostatnio doszlo do sytuacji gdzie prubowalam popelnic samobujstwo z jego powodu,bil krzyczal rozwalal meble ,maz nietylko jest alkocholikiem lecz jest tez chorobliwie zazdrosny niewytrzymalam jego zachowania i prubowalam ze soba skaczyc.w tej chwili lecze sie psychiatrycznie a maz poszedl po porade jak z tym skaczyc.do czego musialo dojsc zeby poszedl po rozum do glowy pozdrawiam
  • Zdzislawa
    2012-04-12 09:47
    Witam.Mój mąż jest nałogowym alkocholoikiem,pije w dzien i w nocy,w nocy jak chce mu się pic to pije wodke lub piwo to co zarabia to przepija daje grosze.Kiedyś ostatnie pieniądze wydawałam na życie,jestem na emeryturze i mam nie wiele,teraz jak nie da pieniędzy to nie gotuje i nie kupuje mu jedzenia jak się awanturuje to mówię zeby sobie sam ugotowal,ja mam do opłaty rachunki.Najgorsze jest to ze cały czas gada do siebie i w nocy,śpimy osobno bo bym nie mogła z nim spać jeden smrod nawet jak się wykąpie to smierdzi.Jak się odgraża ze uderzy to biore za telefon i mówie że skonczyły się czasy damskich bokserow.Wszyscy sąsiedzi wiedzą ze jest alkocholikiem (w ciągu dwoch dni potrafi wypic 2,5 litra wódki)wspołczuje wszystkim żonom kt ore mają męzów alkocholikow pozdrawiam
  • marlena
    2012-04-12 21:16
    Witam.Dziewczyny mam 34 lat 2 dzieci i miałam mogę już tak powiedziec męża alkoholika.Pił wszystko co można.zastosowałam taktykę ,,nie wpuszcze ciebie'' od grudnia tuła się szpital,meliny.teraz z połamaną nogą w szpitalu a ja powiedziałam dość.jestem sama z dziećmi i jesteśmy szczęśliwi jak nigdy.byłam dziś w szpitalu a on mi mówi,to twoja wina'a ja mu na to może to brzydko ale nie wytrzymałam ,,w dupie mam ciebie''i poszłam.kiedyś byłam głupia latałam po lekarzach,psychologach a przyszedł czas i powiedziałam dość MOJE DZIECI MUSZĄ NORMALNIE ŻYĆ!!!!
  • Beata
    2012-04-14 07:04
    Witam. Jak czytam te wszystkie wpisy to sama biję się z myślami czy powinnam napisać to co mam na myśli. Mój mąż nie bije, nie robi większych awantur, pracuje, nigdy nie opuścił dnia pracy z powodu alkoholu, ale pije i strasznie przy tym kłamie. Próbowałam do tej pory jakoś to wszystko ratować, godzić się na tę sytuację, ale ostatnio nie mam już siły. Pracuję na dwóch etatach po to aby wyszykować dom, który postawiliśmy. Mało widzę dzieci, głównie przebywają z babcią lub mężem. Ja widuję się z nimi dopiero wieczorem. W pracy mam straszne stresy, a w domu gdy wracam i widzę zamulone oczy mojego męża i czuję smród alkoholu i to jego" przecież nic nie piłem" to mam ochotę ucieć daleko i już nie wrócić. Mamy wspólne konto i staram się kontrolować na co bierze pieniądze, ale z tego tytułu zaczynają się codziennie awantury, że ciągle go kontroluję, ciągle sprawdzam, on nic nie może sobie kupić. A przecież te jego zakupy kończą się zawsze w sklepie z alkoholem. Kocham bardzo moje dzieci, ale niestety one również bardzo kochają tatę. Doradźcie mi co mam zrobić, bo jestem na skraju wytrzymałości psychicznej.Ostatnio już różne myśli kołatają mi sie po głowie. Chciałabym uratować nasze małżeństwo tylko nie wiem jak mam to zrobić, jak mam oduczyć go kłamać i pić?
  • gosia
    2012-04-14 13:12
    moj maz jest alkoholikiem.wszystko o czym piszecie spotkalo mnie tez .na szczescie mam wsparcie w rodzinie i podjelam juz decyzje -odchodze od meza. moja corka 12 lat takze akceptuje moja decyzje bo nie ma sily juz zyc w toksycznym domu.kocham mojego meza bo 14 lat bycia ze soba nie zapomina sie w jednej chwili ale zyc w samotnosci i wstydzic sie wychodzic z domu jest juz nie do przyjecia powiedzialam sobie dosc to juz koniec.nie jestem w stanie nic juz zrobic dla niego nic do niego nie trafia.zaczelam myslec o sobie i o corce i mysle ze damy sobie rade.bedzie ciezko ale jestem dobrej mysli.
  • monika
    2012-04-15 17:04
    ja już nie mam siły walczyć z alkoholizmem mojego męża. dzisiaj miał iść do nowej pracy i znowu zawalił. kolejny raz. ja zarabiam 1200 zł, zapłaciłam rachunki i do 10.05 zostało mi 10 zł na przeżycie. żal mi najbardziej naszego syna. a mój mąż na dobrą sprawę pije bez przerwy 3 lata, non stop ma wytłumaczenie dlaczego pije. nie mam siły. charuje jak wół w supermarkecie, a skończyłam studia licencjackie. nie mam siły
  • Mariola
    2012-04-17 00:07
    Dziewczyny, czytam to wszystko ze łzami w oczach i tak się zastanawiam ile jeszcze potrzeba naszego poświęcenia, ile cierpienia, poniżeń wyrzeczeń żeby to skończyć, żeby wreszcie zauważyć w tym wszystkim siebie. Jestem córką alkoholika, jak dorastałam przyrzekłam sobie że moje dziecko nigdy nie będzie świadkiem życia takiego w jakim mi przyszło uczestniczyć.Jestem osobą spełnioną zawodowo ale obecnie nieszczęśliwą. Jestem ze swoim partnerem 12 lat mamy 7 letniego syna. Łączy nas wiele biznes, majątek ale nic poza tym. Jest całkiem innym człowiekiem niż go poznałam. Picie alkoholu zaczynało się niewinnie, teraz jest już bardzo zaangażowany.Próbowałam wszystkiego: kłótnie, wyrzuty,płacze, szantaże, awantury nawet posuwałam się do przemocy wobec jego osoby, ale to już było apogeum mojego zachowania. Przecież to wszystko nie ma sensu, jeżeli alkoholik nie zrozumie że jest chory to nasze wszelkie zabiegi nie mają sensu. Teraz jestem na etapie zastanawiania się jak tą całą farsę zakończyć. Tak drogie koleżanki, uczestniczymy w wielkim teatrzyku w którym to Oni odgrywają role pierwszoplanowe, my biedne zahukane być może bite i poniżane żyjemy z dnia na dzień z wielką nadzieją że jutro będzie lepiej. Każda przerwa w ich piciu napawa nas wielkim optymizmem. Dajemy im tak często szanse, wybaczamy ich kłamstwa, przyzwyczajając się do tej sytuacji że tak naprawdę zapominamy kim jesteśmy.Seperujemy się od znajomych,unikamy imprez i zaczynamy być samotne. Na co dzień żyjemy z poczuciem wstydu i złości. Kochamy ich a jednocześnie nienawidzimy. Czasami czujemy wstręt i obrzydzenie. Czas jest po prostu powiedzieć KONIEC!!! Życzę wam i sobie wiele siły i wytrwałości,żeby w końcu ten teatr zakończyć, żeby w końcu zacząć żyć swoim życiem. Pamiętajmy, żeby dać w pełni szczęście innym same musimy być szczęśliwe...
  • sandra
    2012-04-20 04:40
    Mariola - Mam podobna sytuacje tylko ze mam 4 miesieczna corcie
  • Dawid
    2012-04-21 01:57
    Co mam robic jestem synem kobiety po rozstaniu (nie rozwodzie) Mieszkam na wyspach i obawiam sie partnera matki szczegolnie kiedy pije poniewaz zachowuje sie agresywnie i nie wiem co mam robic. Nie wiem co sie dalej z nami stanie ja mam 18 lat mam rowniez 2 siostry w wiekiu 15 lat i 8 lat. Nie chce tracic siost ani matki. Naprawde strasznie sie boje choc jestem dorosly. Prosze doradzcie mi cos. Naprawde cokolwiek.
  • Beata
    2012-04-23 17:06
    Kompletnie nie wiem co mam zrobic. Czytałam wypowiedzi innych i mam bardzo podobne problemy. Z tym że mąż kiedyś cpał. Leczył się w kilku osrodkach i wyszedł z tego. To było zanim się poznaliśmy. Jesteśmy ze sobą 5 lat i mamy 4-letnie dziecko. Od 4 lat to napewno pije i to bardzo. Był czas że wręcz do upadłego pił co drugi dzień. Ale dnia żeby nie pił to przez te wszystkie lata chyba nie było. Przepraszam zmusiłam go do odwyku pojechał na badania i był w szpitalu tydzień, ale jak wyszedł odrazu pił piwo. Najgorsze jest to że mam firmę i właśnie zbankrutowałam. Nie mam grosza przy duszy, mieszkanie i przedszkole do opłacenia. Mąż mi nie pomoże bo nie ma pracy a jak cos zarobi odrazu przepija. Dziś zajął się sprzedażą perfum i co to co sprzedał przepił a ja muszę dziś zapłacic za nie firmie i skąd mam wziąśc. Wczoraj też przepił rano dziś obiecywał że już nie będzie i co dalej to samo. Piszecie że mam się wyprowadzic ale gdzie. Mam ojca i matkę alkoholika, tam nie pójdę. Znajomi odpadają bo też wynajmują mieszkania i jak właściciele się dowiedzą że tam przez kilka dni mieszkałam to oni będą mieli nieprzyjemności. Co ja mam zrobic. Chciła bym odejśc ale to nie jest takie proste gdzie ja mam iśc, jak znaleśc prace żeby opłącic mieszkanie przedszkole i jeszcze miec na życie. Musiała bym zarabiac 2000zl żeby się utrzymac takie są ceny. A w dodatku praca jest również w soboty, a co ja mam z dzieckiem zrobic wtedy. Błagam pomóżcie nie mam już siły!!!!
  • JADWIGA
    2012-04-24 12:19
    CZEŚĆ WAM, JA RÓWNIEŻ MAM MĘŻA ALKOHOLIKA, JESTEŚMY PO ŚLUBIE 7 LAT, MAMY DWOJE DZIECI 7LAT I 2LATA. MĄŻ JESZCZE PRZED ŚLUBEM POPIJAŁ ALE TEGO TAK NIE ZAUWAŻAŁAM BO TYLKO NA WEEKENDY SIĘ WIDYWALIŚMY CZASEM NA TYGODNIU. JAK ZASZŁAM W CIĄŻĘ DOWIEDZIAŁAM SIĘ ŻE MÓJ PRZYSZŁY MĄŻ MNIE ZDRADZA ZE STARSZĄ OD SIEBIE KOBIETĄ. ZREZYGNOWAŁAM ZE ŚLUBU ALE POD NACISKIEM PRZYSZŁEJ TEŚCIOWEJ A POTEM I RODZICÓW ZGODZIŁAM SIĘ, ON WTEDY OBIECAŁ ŻE JUŻ NIGDY MNIE NIE ZDRADZI. OBIECANKI CACANKI A GŁUPIEMU RADOŚĆ! PO ŚLUBIE ZDARZAŁO MU SIĘ SPOTYKAĆ Z KOBIETAMI ALE DO JAKIEGO STOPNIA TO NIE WIEM. TRZY LATA TEMU ODESZŁAM OD MĘŻA BO ZASTRASZYŁ MNIE ŻE SIĘ POWIESI, POSZEDŁ NA STRYCH Z KRAWATEM-OCZYWIŚCIE PIJANY, ZADZWONIŁAM PO POLICJE I GO ZABRALI, JAK PÓŻNIEJ MI POWIEDZIAŁ ON CHCIAŁ ZWRÓCIĆ SWOJĄ UWAGĘ, DZIWNE, MIESZKAŁAM U RODZICÓW 10MSC, POWIEDZIAŁAM ŻE WRÓCĘ ALE POD WARUNKIEM LECZENIA, ODBYŁ LECZENIE WYSZEDŁ A JA WRÓCIŁAM, NIE PIŁ MIESIĄC CZASU, ZASZŁAM W DRUGĄ CIĄŻĘ NIE PLANOWANĄ, PO WIADOMOŚCI O TYM MĄŻ ZNOWU ZACZĄ PIĆ DO DZIŚ DNIA, OD PÓŁ ROKU JEZDZI DO PRACY W DELEGACJACH WIEM ŻE I TAM PIJE BO TO SŁYCHAĆ PRZEZ TELEFON, JAK WRACA NA WEEKEND TO PROSZĘ GO ABY BYŁ TRZEŻWY, NAWET PROSBAMI NIE POMAGA, DZIECI CIĄGLE WIDZĄ TE BUTELKI, TEN SMRÓD ALKOHOLU MAM WSTRĘT DO NIEGO W ŁÓŻKU TEŻ SIĘ NIE UKŁADA, CZASEM RAZ MOŻE DWA NA MIESIĄC WSPÓŁŻYJEMY ZE SOBĄ, NIE DOGADUJEMY SIĘ CIĄGLE JA COŚ ŻLE ROBIĘ..W DOMU BAŁAGAN ITD..ZAJMUJE SIĘ DZIEĆMI, STARSZEGO CODZIENNIE DO SZKOŁY MUSZE ZAWOZIĆ Z MŁODSZYM BO NIE MAM Z KIM ZOSTAWIĆ, WSZYSTKO NA MOJEJ GŁOWIE MIESZKAMY NA WSI I W TYM ROKU ZDECYDOWAŁAM SIĘ NA HODOWLE KRÓLIKÓW I KUREK {WIADOMO ŻEBY BYŁO JAJKO I MIĘSO} JESTEM OBECNIE NA WYCHOWAWCZYM PŁATNYM DOSTAJE 400ZŁ PLUS RODZINNE, CZASEM W MIESIĄCU MĄŻ DA MI 100-200ZŁ I TYLE ZAZNACZĘ ŻE MĄŻ PŁACI RACHUNKI, NIGDZIE NIE WYJEŻDZAMY, NIE CHODZIMY DO KINA NAWET DO ZOO BARDZO RZADKO BO OCZYWISTE ŻE JEMU SZKODA NA TO KASY, CHCE ZMIENIĆ SWOJE MAŁŻENSTWO, JUŻ PRZY JEGO RODZINIE POWIEDZIAŁAM ŻE DAJE MU CZAS DO KOŃCA ROKU, ALE CO PO TYM JAK NIE MAM SIĘ GDZIE PODZIAĆ Z DZIEĆMI BO DOM JEST ZAPISANY NA NIEGO JESZCZE PRZED ŚMIERCIĄ TEŚCIA PRZED ŚLUBEM, JAK MYŚLICIE CZY PO ROZWODZIE DZIECIOM COŚ SIĘ NALEŻY? CZY JAK ODEJDĘ OD NIEGO TO MOGĘ ZARZĄDAĆ OD NIEGO PRZEZ SĄD JAKIEGOŚ LOKUM? NIE CHODZI TU O MNIE TYLKO O DZIECI, CZY W OSTATECZNOŚCI MOŻE MI SĄD PRZYZNAĆ POKÓJ Z KUCHNIĄ, BO TO PIĘTROWY DOM I WEJŚCIA SĄ DWA. MYŚLĘ O SEPARACJI TAK PROPONOWAŁ MI KSIĄDZ JAK Z NIM ROZMAWIAŁAM O MOJEJ SPRAWIE, JA NIE UKRYWAM ŻE MĄŻ JEST ALKOHOLIKIEM, SĄSIEDZI MNIE PODZIWIAJĄ ŻE SOBIE SAMA RADZĄ ALE PRZYZNAM MAM JUŻ TEGO DOSYĆ JAK WIDZĘ JAK ON ŚPI W DZIEŃ ZMĘCZONY PO PRACY I NIC NIE ROBI SZLAK MNIE TRAFIA, POGUBIŁAM SIĘ BO ODCZUWAM SAMOTNOŚĆ, NIE MAM Z KIM POGADAĆ, MAM 28LAT I SZKODA MI TEJ RESZTKI MOJEJ MŁODOŚCI
  • Natalia
    2012-05-17 05:50
    DO IGUANA:To przykre,że stwierdzasz,że Ty do poradni nie pójdziesz,bo jak napisałaś nie masz czasu i nie chcesz słuchać podobnych historii.Możesz zapisać się na terapie indywidualną,ona naprawdę daje dużo siły,nie wierze,że raz w tygodniu nie znajdziesz godziny czasu żeby pójść na spotkanie.
  • Beata
    2012-05-29 12:02
    Witam mam 42 lata i niemoge sobie poradzic z mężem alkoholikiem chodzi na terapie ale co z tego jak ma pare groszy to chla ma super towarzystwo i melinę . Ja chodze na indywidualne z terapeuta jescze nie na grupowe ale niewiele mi to daje wiem dlaczego bo zyje jego zycie on chodzi na terapie ale od terapi do terapi pije moze mniej wóde , ale piwsko .Coc do niego ta terapia dociera juz bylo miesiac ok niełazi na meline przychodzil do domu i co troche kasy i juz . Pozradzcie mi jak sobie dac z tym rade juz 2 razy go wywalałam ale pomagalona krótka metet.Mysle o rozwodzie jestem zrozpaczona mam dosci ostatniej nocy jak niewrocił myslał o samobójstwie ale mi przeslo .Mamy dorosła córke tez robi co może i tak walczymy z nim o niego juz pól roku .Niemam JUZ SIL .Pomóżcie .Beata
  • EWELA
    2012-06-14 10:42
    Witam. Beatko masz trudną sytuację, ponieważ jeśli terapia i wywalanie z domu nie skutkuje, to oznacza, że jego nałóg jest silniejszy od niego. Pomyśl o wszywce (chociaż jest trudno dostępna), albo o zastrzykach. Może to jest jedyny sposób, chociaż na rok spokoju i stabilizacji w Twoim małżeństwie. Pozdrawiam dużo siły życzę
  • alicja
    2012-07-20 22:25
    DOMINIKO jeżeli zdarza Ci się tu jeszcze zajrzeć, to napisz co u Ciebie. Mnie dawno tu nie było, chyba około roku. Dziś mnie coś natchnęło i jestem.... Sporo nowych osób, ale problem wciąż ten sam...
  • lila
    2012-07-27 00:47
    witam. was długo tu nie zaglądałam u mnie zmiany, ale niestety nie na lepsze. zacznę od początku. Wyjechałam z męzem do jego rodziny, pisałam ze alkoholową ma rodzinę to ma. Ojciec alkoholik cała rodzina pije i to w dużych ilościach. tak więc pojechałam tam z nim na drugi koniec polski dwa dni w miarę spokoju. Ale kolejny dzień a raczej noc to był mój gwóżć do trumny. wRÓCIŁ nawalony jak szpadel do domu, zaczął mi ubliżać poniżąc mnie chciał mnie wywalić z domu mówił idż na przystanek spać! na wsi. bez dziecka groził mi jak schowałam się w pokoju w raz z 3 letnią córką ze szybe wybije że mnie wyciągnie z tamtąd. ja w panice strachu sama nie wiedząc czy mu do reszty rozum odjęło czy jest psychopatą czy co zadzwoniłam do domu bo niestety mieszkam z matką i jej starszą córką i rodziną jej. piszę tak bo się nie odzywamy do siebie bo nie mam już nikogo takiego. Oni przyjechali po mnie 1000 km zrobili w jeden dzień. I zabrali nas z tamtąd. Ale jak to bywa w takich przypadkach jak mój my rozmawialiśmy ze soba następnego dnia, jakoś się dogadaliśmy w sprawie zmian jego terapii i odwyku. Ale oczywiście do domu gdzie mieszkam nie ma wstępu nie mieszka z nami od 2 tygodni. kiedy wrócił od swojej matki przyjechał zabrać rzeczy swoje i pobyć z nami chwilę moja siotrunia do mnie wypaliła że ja nienormlana jestem, że powinnam się leczyć, że zrobiłam sobie z nich taksi, itp itd tylu wyzwisk pod swoim adresem to ja w zyciu nie słyszłąm nawet od alko. :( jesteśmy i będziemy do końća życia skłócone. ona dostała juz 3 mieszkanie z pomoca matki, ma ziemię ma zabezpieczenia ma wszystko ja nie mam nic parę lat temu pożyczyłam jej 11tys z książeczki mieszkaniowej pko, a teraz ona jak żadam zwrotu pluje mi w twarz! pisząc ze ja mam coś z głową ze wyimaginowanym świecie żyje itp. ludzie nic tylko ją udusić! nie wiem co będzie dalej ona kazala mi się wynosić powiedziałam ze jak pieniądze odda.Nie wiem jak można tak postępować. :( nie wiem co robić nikt w tym domu mnie nie słucha. Ona jak byłam dzieckiem znęcała się nademną tak zanęcała. kopała mnie wyzywała przy ludziach! ponizała! bo miałam odkurzyć! za nią np. kiedyś jak wyszłam z psem, to ona dopadła mnie na klatce schodowej i zwyzywała mnie, ze z psem wyszłam bo ona sobie czas na dworze przedłuza wychodząc z nim. to jest potwór nie człwoeik jest bardziej perfida niż alkoholik. Wiem ze to ja namieszkałam z tym wyjazdem ale nie byłam gotowa na to co się stało potem. :( trochę to denerwujace że nie mogę stanowić o sobie jak mieszkam z nimi, bo oni się nie zgadzają bo coś tam. nie mam siły jestem chora nerwowo jestem zdruzgotana. o nie wiem co robic.
  • monikaagl
    2012-08-19 17:18
    jakis czas temu tu pisalam o sobie i moim mezu to bylo jakos w sieta bozego narodzenia gyd moja babcia zmarla 3 dni po swietach zostawilam go pojechalam z corka do mojej mamy i nie mialam juz zamiaru wracac maz po jakims czasie wytrzezwial i prosil zebym wrocila nie pil zupelnie inny czlowiek wiec wrocilam na poczatku bylo pieknie ladnie ani kropli alkoholu jednak strach byl za kazdym razem jak wychodzil z domu nawet przed dom to sie balam ze sie napije no i stalo sie znowu pije a ja jestem na dodatek w ciazy, ta ciaza teraz to jest najgorsze co moglo mnie spotkac kazdego dnia sie modle o to aby stracic to dziecko wiem ze tak nie mozna ale co ja potem zrobie z dwojka dzieci z corka moglam juz od niego odejsc poslac ja do przedszkola i isc do pracy a teraz jestem uwiazana do niego na kolejna dwa lub trzy lata;( poprostu zyc mi sie nie chce nawet na badaniu usg wogole mnie nie obchodzilo to jak lekarz pokazywal mi moje dziecko bo poprostu go niechce, bo przez to ze jestem w ciazy maz poczul sie znowu pewnie i dalej pije a ja juz tego nie wytrzymuje a gdzie pojde w ciazy z 2 letnim dzieckiem, kto zatrudni kobiete w ciazy nikt wiec wiem juz dokladnie jak beda wygladac najblizsze 2 lata mojego zycia
  • dorota
    2012-09-17 19:58
    witajcie. czytam to wszystko i widzę ze mam ten sam problem, mąż pije. jestem meżatką od 3 lat, mam synka 2 latka. miało byc tak pieknie... zero alkoholu. moj ojciec pil i pije, nie mieszkam z nim, mieszkamy sami przed slubem zarzekałam sie ze picia nie wytrzyma, poniżania wyzwisk, obelg i ci stego jak to wszystko mi toważyszy, okłamuje sie od roku siebie rodzine znajomyvh ze u mnie wszystko ok jak to wspanale sie układa. mamy własny dom kredyt nie jest łatwo odejsc ale sił już brak. Powiem wam tylko tyle: słyszy sie czesto ze kobieta zabiła swoje dziecko a potem siebie, potepiamy ja, mówimy ze nie miała prawa ale tu jest drugie dno nie zrobała tego bez przyczyny napewno była załamana...nic w zyciu mnie juz nie żdziwi gdyby nie moj syn już dawno popełniłabym samobujstwo bo z mezem ktory pije i nie przestanie nie da sie zyc ale mam syna i musze tsk postąpic zebu mu nie utrudnic zycia a jak to zrobie czas pokaze jestem zalamana wyczerpana mam docs
  • Agnieszka
    2012-11-20 12:44
    Witam. Mój ojciec pije od dawna, lecz teraz codziennie. Zmienia często prace i popadlismy juz w długi. Chciałam oddac go na odwyk ale zagrozil mi ze jesli to zrobie zle sie to dla mnie skonczy. Jestem w klasie maturalnej, zrezygnowalam z matury bo nie radze juz sobie z ta sytuacja. Dziennie czekamy az przyjdzie z pracy i wysluchujemy ze on musi sie napic bo ciezko pracuje i zarabia.O wszystko sie czepia nie da sie juz tego wytrzymac, biore juz tabletki na uspokojenie. Daje mamie zamiast wypłaty, grosze. Mama chce zlozyc wniosek o rozwod lecz co to da jesli dalej bedzie z nami mieszkac a mamy jeden pokoj bo mieszkamy w bloku. Mam młodszego brata który ma 9 lat i nie chce by na to patrzył przez swoje dzieciństwo wystarczy ze ja z starszy bratem mamy je zmarnowane. starszy brat ktory z nami juz nie mieszka takze ma problem z alkoholem i nie chce zeby mlodszy brat bral z nich przyklad.
  • ela
    2012-11-24 22:04
    Witam! trzymajcie się wszystkie panie które macie takich mężów ja tak żyję od 20lat i dopiero po tym czasie wiem że to strata czasu i że jest cholernie ciężko wychowuje trzy dziewczyny dwie już pełnoletnie i jak do tej pory wiem że muszę liczyć sama na siebie a na domiar złego jestem po trzech operacjach na staw biodrowy i czeka mnie endoproteza i myślę co dalej zawsze się nie dawałam a bywało różnie ratuję się do dziś kończę trzeci kierunek technika ,pracę mam słabą ale zawsze kontakt z ludzmi i co dalej wiem że mam dość tego człowieka znam te wszystkie chwyty sądowe ale to wszystko do bani.MOŻE jest ktoś kto ma dobrą radę jak to ogarnać.pozdrawiam
  • Yola52
    2012-11-26 12:02
    nie ma dobrej rady .. ja się rozwiodłam 15 lat temu z takim co pił i bił nie załuję ale to co musi przejść samotna matka z daleka od jakiejkolwiek rodziny to koszmar , pracowałam od świtu do nocy , konczyłam studia w między czasie w weekendy a wszystko po to zeby dzieci miały co jeść , zeby nie żyły w jakiś ruderach , zeby sie nie wstydziły za swój strój a dziś gdyby cofnął się czas no cóż napewno bym się rozwiodła ale czy pracowałabym tyle czy konczyłabym studia ...chyba raczej nie bo teraz gdy mam 52 lata nie chce mi się żyć taka jestem umęczona a dzieci no cóż mówią , że to moja wina bo skąd wzięłam takiego męża i ojca dla nich..
  • Ania
    2012-11-29 18:59
    Witam! W przeciwieństwie do was nie mam męża alkoholika ale brata. Brat pije od kilku lat. Nikt nie dostrzegał tego problemu przez długi czas. Moje słowa o jego nałogu jakby nie docierały do reszty mojej rodziny. Od pewnego czasu, brat nawet nie próbuje ukrywać swego ciągu. Pije sam, i jak tylko zdarzy się okazja. Z pozostałą rodzeństwa staramy się od jakiegoś czasu \"robić coś z nim\". Niestety każdy ma inny pomysł. Prośby, błagania, rozmowy (na trzeźwo i po pijanemu)nie pomagają. Na samo dno on niestety nie upadnie, gdyż mieszka z rodzicami, a jak to matka, zawsze będzie się nim opiekować. Pytanie moje, jak sobie mam z nim poradzić? Terapia przymusowa? Wezwać policję jak będzie pijany i mówił o samobójstwie? Na wytrzeźwiałkę? Najgorsze, że to jest naprawdę inteligentny facet wiec to nie będzie proste. Nasz ojciec nie należy do najprostszych w życiu, psychiczna przemoc była, jest i będzie uskuteczniana na nas, i matce aż do jego śmierci. Prawdopodobnie to jest przyczyną jego problemów. Boimy się najgorszego, że zrobi sobie krzywdę. Jak możemy mu pomóc? Mamy czekać na poprawę której prawdopodobnie nie będzie???
  • ela
    2012-12-02 09:35
    piszę do Pani Yoli52 bardzo jest mi przykro że Pani tak pisze bo mnie natomiast praca i dalsza nauka dodaje sił na lepsze życie i jak pomyślę że za kilka lat będzie też tak samo to słaba przyszłość a dzieci proszę niech się Pani nie przejmuje bo one nie były w takiej sytuacji to co mogą rozumieć ja myślę że jest Pani super osobą że pomimo wszystko dała radę wychować dzieci pracować i skończyć studia .POZDRAWIAM I DUŻO SIŁY.
  • Magda
    2012-12-06 21:07
    Mam taki problem, mąż pracuje całymi dniami ale okłamuje mnie a przy tym pije chociaż nie codziennie ale ostatnio zdażyło mu sie kilka dni z rzędu [przy tym mam dwójkę 3 letnich dzieci gdy widzę że kłamię i jest wypity sama nie umiem się powstrzymać żeby nie powiedzieć mu coś do słuchu on wtedy jest bardzo agresywny już kilka razy mnie uderzył nawet przy dzieciach już nie mówie o wyzwiskach ok mamy problemy wiadomo pieniądze... ale on wyzywa mnie przy dzieciach i mnie uderzył przy nich, nie pracuję ponieważ nie ma kto mi zostać z dziećmi w domu mam dalej czekać aż się zmieni? czy jest to możliwe że już mnie nie uderzy, bo nawet nie wiem czy mam siłę aby odejść nie wiem co robić czasami go nie nawidzę i załuje ze kiedy kolwiek go spotkałam ale pozniej zaczynam wierzyć mu ze juz tego nie zrobi a jednak zrobił sama nie wiem pomocy
  • Anonim
    2012-12-16 14:15
    Mój narzeczony ukrywa :ze pije zawsze kiedy mówię że znów pił choć tyle razy mi obiecywał że tego nie będzie robił proboje odwrócić kota ogonem żebym to ją była winna pije prawie codziennie mówi że widzi że to niszczy nasz związek i że chce się od tego uwolnić ale bez skutku są to poprostu słowa puszczone na wiatr. Nie wie m jak mam pomoc co mam zrobić by było dobrze
  • ANETA
    2012-12-17 18:22
    moj mąż jest alkoholikiem krzywdzi mnie na każdym kroku potrafi przysięgać a potem pić znów i znów dziś pojechał odwieżć synka do przedszkola po drodze musiał kupić sobie wódke mamy małe dzieci 16 miesięcy i 4 latka ludzie co ten alkohol z wami robi że nawet rodzina przestaje być ważna ja nabawiłam się nerwicy a mąż pije nadal
  • Barbara
    2012-12-27 22:50
    Kobiety bądzcie silne i nie dajcie się ,jesteście ludzmi tak jak wasi alkoholicy dajcie sobie szanse do normalnego życia.Bo jak za pare lat ockniecie się i okaże się że pare lat straciłyście dla kogoś kto nie jest was wart.Nie warto bać się podejmować pewne decyzje być może trudne ale pamiętajcie kij ma dwa końce.Ja żałuje tylko jednej decyzji w moim życiu,że pozwoliłam mojemu mężowi alkoholikowi wrócić do nas.A mogło być tak pięknie.Wiele ludzi uważa że jestem silna może i tak bo wychowałam sama troje dzieci bo mąż był pijany ale nie wiem ile wystarczy mi sił aby żyć dalej i nie mam pomysłu aby pozbyć się pasożyta.W tej chwili nie wiem czy coś mogłabym zrobić dla mojego męża.Tak go nienawidzę bo ja jak jestem chora to się leczę a oni przecież nie są alkoholikami to wszystko dla nich jest wygodne bo wiedzą że Wy ich kochacie-wybaczycie.Życzę wytrwałości podejmowaniu decyzji.
  • Agnieszka
    2012-12-28 02:21
    Witam serdecznie wszystkie formuowiczki. Jestem 15-letnią uczennicą ostatniej klasy gimnazjum. Zdecydowałam się tutaj napisać z powodu sytuacji mojej mamy. Na wstępie powiem, że zamieszkuję aktualnie u babci i można powiedzieć, że to była z grubsza moja własna poważna decyzja, której nie żałuję. Więc mój ojciec kilka lat temu postanowił założyć własną firmę, po tym, jak zwolnili go z pracy. Wziął kredyt, który niestety moja mama zdecydowała się podpisać i rodzice spłacali go po połowie. Genialny pomysł mojego ojca zaprowadził nas w niedługim czasie do bankructwa, o czym ja, będąc w 5 klasie podstawówki wiedziałam na samym początku. (Nie małe miasto, posiadające własną galerię, a miejsce, gdzie mój ojciec zdecydował się otworzyć sklep było tzw. \\\"pijackim osiedlem\\\", do tego ceny bielizny były wręcz powalające). Tkwimy w długach do tej pory, ale myślę, że nie byłoby tak źle, gdyby nie jeden duży problem: mojego ojca zdecydowanie można nazwać alkoholikiem. To, że wyprowadziłam się do babci zdaje się ułatwiło mojej mamie życie, ponieważ rodziciel wyładowywał na mnie swoje emocje każdego dnia, a gdy mnie teraz nie ma w domu, ona może spokojnie funkcjonować w pracy, w poczuciu, że ja jestem bezpieczna. Robiłam wszystko, żeby nie dochodziło do kłótni i można powiedzieć, że jestem dziewczyną o mocnej psychice. Razem z moją mamą jakoś radziłyśmy sobie z trudnym chatakterem ojca i chęcią picia alkoholu. Niestety z biegiem czasu sprawy zaszły za daleko. Dowiaduję się, że ojciec kupuje co raz więcej alkoholu, pozwala sobie nawet na dwie, nie raz trzy paczki papierosów w ciągu dnia. A co za tym idzie? Cierpi na tym i ja i moja mamusia. Ja musiałam zmniejszyć znacznie swoje zapotrzebowanie w ciągu miesiąca (mam aparat ortodontyczny i leczę się ortopedycznie z powodu dość dużej skoliozy idiopatycznej, do tego dorzucić inne potrzeby). Muszę przyznać, że moi dziadkowie, którzy są pomocni w tej sytuacji aż nad to też nie mają banku. Moglibyśmy sobie w jakiś sposób tak radzić, ale właściwie dlaczego mamy ułatwiać życie pijakowi? Wiele razy podchodziłam do tego tematu z moją mamą. Przecież może mu nieco ukrucić. Dać mu jego część zarobków, a swoją zostawić dla siebie. Ale ten niestety wchodzi jej na głowię, grozi jej i wymusza od niej pieniądze. Wiele razy podnosił na nią rękę, a ta, w strachu, że zrobi jej krzywdę daje mu na używki tyle, ile potrzebuje, co odbija się i na mnie i na niej. Nie pytajcie, dlaczego nie odeszła od niego wcześniej. Mi samej do końca nie udało się rozgryźć jej rozumowania. Podobnie jest z podpisaniem kredytu. Możliwe, że nie należy do najrozsądniejszych.Możliwe też, że dojrzała dopiero, gdy popełniła wystarczająco błędów. Już mając 10 lat sugerowałam, żeby się rozwiodła, ale ta nie chciała. Pamiętam, że ich kłótnie były spowodowane zdradą ojca. Teraz zapewnia mnie, że jedynym uczuciem, które do niego żywi jest nienawiść, ale kto to wie.. Podsumowując, jesteśmy w czarnej dupie. Moje pytanie więc jest następujące: Czy ma ktoś pomysł, jak wybrnąć z tej sytuacji? Czy mama musi czekać te kilka lat, marnować życie, aż do spłaty kredytu, żeby się od niego uwolnić? Oczywiście mogłaby odejść ze swoją połową, ale mieszkanie jest mojego ojca, z którego po rozwodzie matke może wykopać, a gdzie bidula pójdzie, jeśli tutaj ma pracę, a ja mieszkam w zupełnie innym mieście? Jest też druga opcja-to, co robi i robił mój ojciec jest karalne i można go wsadzić za kraty, ale w jaki sposób moja mama poradzi sobie wtedy z długiem? Mam nadzieję, że znajdzie się tutaj ktoś, kto będzie w stanie mi podpowiedzieć, pomóc...
  • irena
    2012-12-31 16:54
    DO AGNIESZKI: Agnieszko,nie jestem specjalista w sprawach o ktore pytasz. Mysle ze tu potrzeby jest prawnik.Poszukaj jakiegos i on napewno Ci wyjasni sprawe. Wiesz,ja pisze dlatego ze ujela mnie Twoja madrosc zyciowa. Masz dopiero 15 lat a rozumu wiecej niz ja,ktora mam 60 lat! Zyje z mezem alkoholikiem takim co to nie robi awantur,nie przepija calej kasy,nie wyzywa mnie tylko codziennie wypija 6 piw. Dawniej byly pijane weekendy,odkad przeszedl na emeryture i mial wylew do oka,zaczal pic piwo,co nie znaczy ze gardzi wodka.Mam dwoje doroslych dzieci ktore juz maja swoje rodziny i wiele razy dawaly mi do zrozumienia ze powinnam odejsc od meza. Ja pewnie jak Twoja mama Agnieszko,nie wiem dlaczego trwam w tym toksycznym zwiazku. Pewnie dlatego ze nie mam gdzie pojsc bo mieszkamy w domu jednorodzinnym na wsi. Ostatnia Wigilia-ktora mialam zniszczona przez alkohol spowodowala ze cos we mnie ,,pękło\\\". Postanowilam,ze musze zmienic swoje zycie. Rozmawialam z kolezankami,czytam na forach wlasnie takie wpisy jak tutaj i powiedzialam: koniec! Teraz leze chora,wiec nic nie zrobie ale jak wyzdrowieje postanowilam cos zrobic. Prawda jest to,co pisza specjalisci,ze trzeba dotknac dna dopiero czlowiek zaczyna dzialac. Twojej mamie widocznie jeszcze daleko do tego. Ja tez mialam podobna sytuacje kiedy wygodne bylo dla nie ze dzieci wyszly z domu bo wtedy nie czulam tego ciezaru ze one cierpia. A cierpialy - wierz mi - obydwoje sa po psychoterapii ale slady w ich psychice zostaly. Czuje nawet ostatnio kiedy rozmawialam z synem,ze cieszy by sie gdybym odeszla od meza. Agnieszko,mnie siegnelo dno gdyz jestem tez na emeryturze i trudno mi mieszkac w domu z kims kto jest na ciaglym haju i stad moja desperacja. Mam nadzieje ze wytrwam w postanowieniu.Twoja mama jeszcze pracuje i pewnie nie odczuwa tak bardzo nacisku chwili. Agnieszko,jeszcze raz Ci gratuluje madrosci zyciowej.Jestes skarbem dla Twojej mamy o ktorym mama zapewne wie i docenia to. Dbaj Agnieszko o swoja psychike,bo to jest najwazniejsze,a mama sama zrobi to,co bedzie uwazala za sluszne. Pozdrawiam Cie serdecznie i podziwiam!
  • EDYTA
    2013-01-01 13:23
    Kobiety, Wy jestescie nienormalne.Cholera,nooo,Czy wy czytacie to co same piszecie???? Moze nie...Bo gdybyscie poczytały, to...kopnelbyscie tych alkoholikow d..Niech sobie sami radza! Co z wami???uzalanie cale zycie???Pouzalajcie sie na swoimi maluszkami, dziecmi bezbronnymi,zdanymymi na was tylko! Na ...sorry glupie matki! Nad czym wy sie zastanaiwaicie?Facet pijak czy dzieci????KTO jest waznijszy?? Ze kochacie...?Kurcze,a dzieci kochacie?Bo chyba nie! piszecie i co lzej wam?Na chwile bo sie wygadalyscie,a zachiwle to samo?Uzlanie nad soba! Ogranicjie sie do cholery, rozwod, sprawa o eksmisje do sadu, zatruwaja wam zycie,niszcza was i dzieci! A wy..potraficue w kolo macieju pitolic jak wam zle,a nie robicie NIC! Gl..szare gesi! szlag mnie trafia normalnie...jestescie bez nadzijene!!!! Skonczcie te swoje uzalanki i do roboty! Podziwiam AUTORKE, za cierpliwosc do WAS...
  • irbajula
    2013-01-01 19:51
    DO EDYTY: Edytko,mam pytanie do Ciebie: czy mialas ojca aklkoholika albo meza alkoholika? Jesli nie,a tego Ci zycze z calego serca,to poczytaj sobie co to jest wspoluzaleznienie. I prosze nie osadzaj ludzi jesli nic nie wiesz na temat alkoholizmu. mam rade dla Ciebie: jesli Cie wkurzaja te wpisy tutaj to po prostu nie zagladaj bo nie rozumiesz znaczenia tych wpisow dla innych kobiet. Pozdrawiam i wez to pod uwage. Bardzo latwo jest komus wyrzadzic krzywde a Ty takimi slowami zamiast wspierac,kopisz lezacego jak to sie mowi.
  • Agnieszka
    2013-01-01 23:13
    Do Pani IRENY: Nie wyobraża sobie Pani, jak po takich słowach robi się cieplutko w serduszku. Dziękuję za magiczne słowa otuchy. Co do Pani sytuacji-bardzo dobrze, że odnalazła w sobie pani siłę do działania. Żaden pijak nie jest warty naszego cierpienia, i to też mojej mamie będę bez przerwy powtarzać. Nie pozwolę jej tak tkwić, ona ma korzystać z życia, które i tak jest krótkie, być szczęśliwą kobietą. Ja sama może nie zrealizuje marzenia o studiowaniu w Anglii, ale obiecałam sobie, że wyuczę się na tyle, żeby zabrać mamę z tego bagna. A narazie będę się modlić, żeby nie przedłużyła umowy i pracę, znalazła ją gdzieś w obrębie miasta, w którym mieszkam z babcią i po prostu wprowadziła się do nas. I teraz do Pani Ireny, jak i do Pań z podobną sytuacją: BĘDZIE DOBRZE, W KOŃCU MUSI BYĆ DOBRZE, WYSTARCZY TYLKO CHCIEĆ. Pozdrawiam.
  • irena
    2013-01-02 10:12
    Do Agnieszki: Agnieszko,po prostu nie znajduje slow pochwaly dla Ciebie. Wierz mi,znam troche ludzi i mam swoje lata i dlatego wiem co pisze. Jestes po prostu skarb nad skarby. Jestes ponad swoj wiek baaaaaaaaaaardzo madra dziewczyna! Z calego serca Ci gratuluje tej zyciowej madrosci a Twojej mamie gratuluje takiej corki bo w jakis sposob to rowniez Jej zasluga ze jestes jaka jestes! Agnieszko,w Twoim przypadku nie jest raczej mozliwe abys nie dopiela swego celu. Jestes tak silna osoba,ze napewno skonczysz szkole,ulozysz sobie spokojne zycie a i mamie pomozesz.(z ta pomoca powinno byc odwrotnie - to rodzic w tym wypadku powinien pomoc dziecku wyrzucic alkoholizm z psychiki,ale coz! Mama jest za slaba na to,jeszcze dna nie osiagnela.Mowie to z autopsji.Tez tak mialam jak Twoja mama i musialo minac 30 lat zebym sie otrzasnela. A moje dzieci do Ciebie podobne,tez takie kochane i madre).Agnieszko,jeszcze Ci powiem,ze masz na tyle rozumu,ze zdajesz sobie sprawe z tego jak wazna jest nauka w zyciu,jak wazne jest ukonczenie szkoly,wielki uklon w Twoja strone! Brawo!!!Zycze Ci Agnieszko abys nigdy nie pozbyla sie tej madrosci zyciowej,abys osiagnela swoj cel w zyciu i zrealizowala swoje marzenia. A tak na marginesie: Irena i Irbajula to ta sama osoba czyli ja. Na poczatku podalam pierwszy pseudonim,potem zapomnialam hasla i musialam podac drugi. Pozdrawiam wszystkie kobietki na tym forum. Irbajula.
  • Anna
    2013-02-21 10:31
    Odejść od męża alkoholika to nie takie proste. Po rozwodzie trzeba spłacić męża z domu, który razem wybudowaliśmy. Jeżeli go nie spłacę to się nie wyprowadzi, bo niema gdzie. I to byłby dopiero horror, bo wtedy miałby wolność i dopiero uprzykrzałby nam życie. A skąd wziąć 100 tyś zł. na spłatę? Wyprowadzić się też nie mogę, ponieważ nasz dom to bliźniak, który mamy razem z moimi rodzicami. Jak on zostanie w domu to zadręczy moich rodziców. I co można zrobić? Nic!!! Tkwić i cierpieć i mieć nadzieję, że zapije się na śmierć.
  • Kinga
    2013-03-15 21:12
    Łatwo sie czyta ale trudno wykonać. Ja nie raz próbowałam żyć swoim życiem i co to dało? Tyle że byłam zwyzywana, w oczach i słowach mojego męża jestem idiotką, mam na naje.... w głowie, powinnam iśc sie leczyć. Mamy 2 córeczki które ja wychowuje sama a mąz tylko gada ze ja nie umię dzieci wychowac, dobrze ale dlaczego te dzieci chcą ze mna robic wszystko a tatusia maja gdzieś, ja sprzatam, piorę, gotuje, i tyle mam z tego że codziennie oglądam pijanego męża który za każdym razem robi mi awantury o byle co:( ja juz mam dośc, przez niego wylądowałam u psychologa:( i nie wierze w to że on mi da żyć swoim życiem, to nie jest takie proste bo alkoholikowi nic sie nie da wytłumaczyć, on ma swój świat i to on w tym świecie rządzi i ma gdzieś że ktoś przez niego cierpi;(
  • EDYTA
    2013-03-16 16:12
    KINGA-po co z nim jestes, odjedz, wywal go z domu, niech poczuje ze boli...Nie uzalaj sie nad soba, nie muszisz z nim byc, a jak chcesz to wszystko znosic do smierci, no to badz cierpiętnicą,liczaca na cud, ktory NIGDY nie nadziejdze.Przypomnij sobie wszystkie razy, kiedy najpierw pil, wyzywal cie, a potem blagal przepraszal, skomlił o szanse ostatnia...z osostnich 5698 razy... naprawde jestes taka glupia, ze tego nie widzisz? Nie zal ci dzieci? Meza ci zal..noo biedaczek... Nie uzalaj sie nad sobą, tylko zrob ten krok i sie go pozbadz, szanuj siebie i dziecko... A jak z nim jestes, bo tak go kochasz, to sie tu nie uzalaj...
  • Kinga
    2013-03-18 18:09
    Do EDYTY- zgadzam sie z komentarzem od irbajula do Ciebie, jesli nie masz ojca lub męża alkoholika nie wiesz jak to jest, a rozwód to nie wszystko bo może ja nie mam się gdzie podziać po rozwodzie? może nie chcę dziecią zabierać ojca skoro go kochają? Jak Cie denerwuja i nie podobają Ci się te komentarze poprostu nie zaglądaj na tą strone i tyle:)
  • Załamana
    2013-04-08 15:29
    Oj Edyto Edyto... Ty chyba sama nie wiesz o czym piszesz :/, zazdroszczę Ci takiego buntu, ale wątpie byś cokolwiek wiedziała o tym o czym jest temat czyli o alkoholizmie. Ja mam męża alkoholika i to beznadziejnego, \\\\\\\"zakochanego\\\\\\\" w alkoholu bardziej niż we mnie, choć On twierdzi inaczej, ja widze co innego... :(((. Pił od kiedy pamiętam, ale jakoś mi to aż tak bardzo nie przeszkadzało, bo miał dłuższe chwile trzeźwości, wtedy był wspaniałym facetem, mial prace, chęci do wszystkiego, miałam w nim oparcie, zalożylismy rodzinę, mamy 2letniego syna. Niestety od okolo roku Jego picie jest niekontrolowane, on zaczął sie koszmarnie zachowywać, pije bezustannie, jak tylko mu kasa ginie z portfela wszczyna awanturę, bierzę mi kartę z portfela i wypłaca kasę na zakupy, ale te zakupy w 40% to alkohol. Gdy próbuję mu wziąć tą kasę by nie miał na chlanie to wyzywa mnie od najgorszych, nie raz nawet uderzy :(. Myślę nad odejściem, ale z drugiej strony nadal Go kocham, jak nie pije jest zajebistym facetem, wódka Go niszczy, psychicznie przede wszystkim, na terapię nie chce iść, powiedzial, ze nikomu nie będzie opowiadał o swoim zyciu, a wczoraj mi wyznał, że bedzie chlał tyle ile bedzie chciał aż zdechnie. Jestem przerazona i nie wiem co robić
  • Renata
    2013-04-16 12:08
    Mam dwoje dwóch synów w wieku szkolnym i mąża alkocholika. Jestem 14 lat po ślubie. Od niedawna zdałam sobie z tego sprawę, że sama sobie nie proadzę z moim mężem akoholikiem. Mój mąż ma własna działalność, pracuje więc w domu. Swoje obowiązki wykonuje i zarabia na rodzine zapewniając nam niezłe życie. Ale piję. Początkowo wyjeżdżał do kolegi ok 2 razy w tygodniu, tam się upijał. Ja jasno sprzeciwiałam sie takiemu postępowaniu, ale mój mąż i tak robił co chciał. Z jednej strony było to dla mnie wygodne bo nie znosiłam pijanego namolnego dziada w domu. Od jakiegoć czasu wyjazdy sie skończyły. Nie znam powodu, przypuszczam jednak, że żona przyjaciela postawiła weto. A kolega liczy się z żoną bardziej niż mój ze mną. Mąż zaczął popijac w domu, najczęściej nocą. Kiedy zaczyna pić to pije do upadłego. Nie pozwala mi wtedy spać, che sexu, jest ordynarny. Wyzywa mnie od dziewk, puszczalskiech i suk. Innym razem wyznaje mi miłość. Kiedy wychodzę do innego pokoju idzie za mną. Nie pozwala mi spać, nie pozwala mi wyjść. Niedawno dzieci przyznały, ze wszystko słyszą i wstydzą sie za tatę. Poprosiłam by powiedziały wszytsko teścią. Radzicie, by nie sprzątać. Próbowałam ale on rano mimo, że widzi co nawyprawiał i tak nie sprzatnie, nawet butelek po sobie nie wyniesie. Mam pozwolic by dzieci to oglądałay? Jeżeli coś mówię jest bezczelny. Nie ma odrobiny wyrzutów sumienia. Boje się zablefować, z rozwodem bo wiem, że sama sobie nie poradzę z wychowaniem synów. Głównie finansowo. Jest jakieś wyjście dla mojej sytuacjii? Poradzćie?
  • monikaagl
    2013-04-30 17:10
    moj maz dalej pije a ja siedze teraz z dwujka malych dzieci w domu, chociaz myslalam ze moze sie czego nauczy bo w wakacje ztracil prawo jazdy za jazde pod wplywem alkoholu i dostal wyrok w zawiasach ale dalej pil i stawal sie agresywny i dostal kolejny wyrok w zawiasach za znecanie sie i co to dalo? to ze nic do niego nie dociera bo mu sie wydaje ze jak ma zawiasy dostal drugi wyrok i nie poszedl siedziec to nic mu wiecej nie zrobia , az mi rece opadaja jak patrze na ta jego pijana glupia gebe i jeszcze te jego gadki po pijaku, mam nadzieje tylko ze szybko znajde jakas prace bede mogla od niego odejsc
  • marzena
    2013-06-19 18:25
    czy ktoś z was słyszał o baclofenie? proszę o jakieś komentarze.
  • marzena
    2013-06-21 17:29
    chodzi mi o książkę dr Oliwiera Ameisena ,,spowiedź z butelki''. Co o niej sądzicie? Czy może być to nadzieja dla alkoholików?
  • klaudia```
    2013-07-03 20:32
    od kilku lat moj maz pije dzien wdzien po 7lub 8 piw wieczorem a czasami zaczyna od popoludnia gdy jest pijany wyzywa mnie od najgorszych traktuje jak smiecia przynies podaj pozamiataj na dzieci tez wtedy krzyczy jest w stosunku do mnie bardzo wulgarny grozilam mu ze go wyrzuce z domu bo mieszkamy z moimi rodzicami ale to nic nie daje kiedy jest trzezwy jest ok a tak to mam pieklo mam juz dosyc co mam robic nienawidze go ale i kocham ostatnio po pijaku chcial mnie zmusic do seksu powiedzialam ze nie a on na to ty kur..... pisze i placze bo nie wiem jak pomuc jemu i samej sobie pomozcie mi ......
  • lila
    2013-07-19 14:46
    Klaudia wejdż na forum akcja sos tam jest wiele takich kobiet, jak my... dostaniesz wsparcie, i nakaz terapii ... naprawdę pomaga.
  • lila
    2013-07-19 14:50
    ja nadal jestem ze swoim, i co...???? nie pije od roku, ale jego stosunek do mnie, do życia do obowiązków zupełnie się nie zmienił.. wypaczony do kwadratu.Żucił pracę heh tydzień temu, spięcie mial z kimś, i co dalej, ja mam zap... na niego!! bo siedzę od 5 lat w domu nic nie robię!!! leń jestem, dodam że wychowuje 4 letnie dziecko. Dopiero teraz dostała się do przedszkola od września. I ja będę mogła szukać pracy. Ale kiedy ją znajdę, nie wiem... nie wiem czy on wogle ma rozum.... wątpliwa sprawa...
  • gosia
    2013-08-16 12:37
    Hej Dziewczyny w końcu się odważyłam wejść na wasze forum. Zawsze tłumaczyłam sobie, ze to co najgorsze mnie nie dotyczy, ale jak grubo się myliłam. Ja też mam męża alkoholika i wcale nie jest to takie proste jak sie wydaje. Czytałam co pisałyscie i rozumiem was, ja mam to samo w domu. Czuje się jak smieć, mam niską samoocenę i każdy kto mnie zna zawsze mnie pamięta jak pewną siebie i silna osobe, ale juz taka nie jestem. Czuje się źle, i nie mam siły już walczyć..... mam dziecko i to nią się muszę zając.... muszę poszukać w swoim mieście terapii dla kobiet dotkniętych tak jak ja. Trzymajcie sie dziewczyny, wierze w to, że kiedyś w tym długim tunelu zaświeci i dla nas światło.
  • ex żona alko dziecko alkoholika
    2013-10-26 00:15
    Pani Edyto. W 100% ma Pani rację. Po prostu te wszystkie Panie od mężów alkoholików tak samo lubią się użalać nad sobą jak ich mężowie lubią pić. Jeśli te Panie uwielbiają zapadać się w cierpieniu, bo chłop pijak, cham i nieudacznik , a nie mają dzieci : ok, tylko sobie pieprzą życie, skoro tak lubią, wolny wybór tych Pań. Ale narażanie dzieci na życie w domu z nieobliczalnym alko, śmierdzącym, bełkoczącym od rzeczy, albo nawet bluzgającym i używającym przemocy to już fundowanie potomstwu patologii. Drogie Panie , wasi alkoholicy i tak mają was głęboko gdzieś, za to wasze dzieci wam do końca życia nie wybaczą piekła na ziemi, które im serwujecie tkwiąc przy pijakach, a najprawdopodobniej również będą miały ogromne problemy z poukładaniem sobie życie.I za to wy będziecie odpowiedzialne, bo w końcu jesteście w pełni świadome swoich decyzji i poczynań w przeciwieństwie do waszych zamroczonych alkoholików. Żaden chłop nie jest wart tego, by dla niego rujnować życie własnych dzieci. Wiem co piszę : jestem DDA, a swojego męża alkoholika wyrzuciłam z domu i swojego życia po 8 latach bycia razem, w czasie których z roku na rok coraz bardziej pogrążał się w uzależnieniu.Wyrzuciłam go, chociaż nie bił, nie wyzywał i mimo, że go bardzo kochałam i bolało mnie wręcz fizycznie to rozstanie, ale nie chciałam by pociągnął mnie na samo dno, by doprowadził do całkowitej degrangolady psychicznej , bo czułam, że grzęznę, rozpadam się psychicznie wraz z rozwojem jego pijaństwa. Prawda jest taka,że większość pań zwyczajnie boi się samotności, która może bywa niezwykle przykra i to właśnie powstrzymuje je bardzo często od zakończenia gehenny z alkoholikiem. Wiele postępuje w myśl zasady:chłop byłe jaki, może pić ,może bić , aby tylko był. Oczywiście , niektóre z pań pewnie są w sytuacji bez wyjścia : te niepracujące i mieszkające u swoich alkoholików , ale panie , które piszą o kredytach na domy z alkoholikami itp. historie są po prostu żałosne. Ja nie brałam z alkoholikiem kredytu, bo jako dorosła osoba, widząc jak mój pan się lubi zalewać ,zdawałam sobie sprawę z tego jakie mogą być bolesne takich kredytów konsekwencje. Kupiłam własne mieszkanie za własne pieniądze , Z którego to on, lkoholik musiał się wyprowadzić. A zarobiłam na nie sama prowadząc własną firmę, i nigdy od nikogo nie otrzymałam nawet złotówki. Drogie panie, zwłaszcza te wykształcone, pracujące , nie jest prawdą że musicie tkwić przy swych beznadziejnych mężach ale prawda jest taką że większości z Was bardziej chodzi o poużalanie się niż o jakąkolwiek zmianę w waszym życiu. Kurczowe trzymanie się alkoholika jest chore tak samo jak chore jest picie waszych mężów/ narzeczonych czy konkubentów.Pewnie teraz większość jest święcie oburzona na mnie i na to co piszę, ale szczerze sobie odpowiedzcie drogie panie : czy to wasze tkwienie w wyuczonej bezradności przy poniżającym was alkoholiku nie przypomina wam postępowania , iluzji i zaprzeczeń waszego alko, który również twierdzi , że to nie on jest winien tego, że stał się pijakiem i że zbabrał swoje życie i swoich bliskich i tak samo jak wy nie panuje nad swoim życiem.
  • alicja
    2014-01-26 21:51
    witam juz tu kiedys bylam. jako zona alkoholika i matka malutkiego dziecka. dzis mój syn ma prawie 3 i pól roku i miesiac temu wrocilismy do Polski(skad wyjechalam majac nadzieje ze zmiana kraju uzdrowi mojego mężą :)) oczywiście nie uzdrwila. ucieklam w nocy na poczatku stycznia do kolezanki a na drugi dzien wieczorem siedzialam juz w samolocie z jedna tylko walizka. i wiecie co:lzej mi, lepiej. zrozumialam, ze meble, samochod, ciuchy, ktore zostawilam w anglii nie sa mi potrzebne. zostawilam 100 metrowy dom na rzecz malego pokoju u rodziców, ktory dziele z synkiem i mlodszym bratem. ale dobrze mi. tak spokojnie, cicho, bez stresu....a najlepsze jest to ze po tygodniu picia i wydzwaniania na przemian z przeprosinami i wyzwiskami, moj mąż zaszyl sie w końcu i nie pije. brak mnie, wspoluzaleznionej zony, ktora zawsze podnosila go gdy upadal uswiadomil mu, ze gdyby tego nie zrobil zachlal by sie na smierc. onj teraz jest tam i uczy sie zyc na trzezwo. a ja tu próbuje odnalezc siebie. niw wiem czy z nim sie kiedys zejde. wiem ze on ma nadzieje na odzyskanie nas, ale ja nie wiem czy chcem, chyba za duzo zlego sie wydarzylo. czas pokarze. wiem na pewno ze teraz kazde z nas oddzielnie musi zajac sie soba. on musi isc na terapie,bo sama zszywka mu nie pomorze, a ja także powinnam skorzystac z jakiejs profesjinalnej pomocy. wlasnie czytam ksiażke Melody Beattie pt.koniec wspoluzależnienia-polecam. trochę jestem przerazona bo 98% tresci pasuje do mnie. wiedzialam, ze mam taki problem, ale nie sadzilam że zaszlo to az tak daleko. dlatego tez znalazlam juz grupe an anon w miom miescie i mam zamiar isc na spotkanie. juz wiem ze nie mam sie co wstydzic i ze sama z tego nie wyjde, potrzebuje pomocy. chcialam jeszcze napisac o Paniach besztajacych nas, nas czyli zony alkoholokow. uwazacie ze nie maja pojecia co my czujemy i nie maja prawa tak pisac. moze to i racja, ale miom zdanoneiem przyda sie nam taki opierdziel. bo one niestety maja racje. one nie maja takich problemow przez co patrza na to z dystansem, kazdy normalny czlowiek popuka sie w glowe i powie: wariatki. wiem po sobie ze wymuwka z domem i pieniedzmi jest najczesciej tylko wlasnie wymuwka. bo boimy sie odejsc, bo juz nie umiemy zyc inaczej, a czasem nawet podswiadomie to lubimy... i przepraszam za bledy ortograficzne ale laptop mi szwankuje :)
  • Kam
    2014-02-03 17:40
    Witam.. Cala noc czytalam wszystkie komentarze Pan ktore sa wyzywane i bite przez swoich mezow. U mnie sytuacja jest troche inna, Moj maz nigdy nie podniosl na mnie reki ale tez jest alkoholikiem. Jestesmy razem od 15 lat, od 2 lat jestesmy malzenstwem. Nie mamy dzieci. Mam 34 lata i kiedys chcielismy miec dzieci. Niestety na chwile obecna nie wyobrazam sobie takiej sytuacji poniewaz wszystko jest na mojej glowie, a w momencie gdzie byliby dziecko byloby jeszcze gorzej. Moj maz zawsze lubil wypic.. teraz jest na etapie 3 butelek wina dziennie. codziennie po pracy jedzie przykladnie do sklepu na zakupy i przynosi te 3 butelki. Ostatnio doszlo do tego palenie marihuany. Rowniez codziennie. Nie jest agresywny, nie wszczyna awantur ale mimo wszystko ja juz mam dosc takiego zycia. Zycie wyglada tak- rano oboje do pracy, po pracy ja pranie gotowanie, ogarnianie mieszkania a on zasiada na kanapie i pije i pali. Wogole nie pomaga mi w obowiazkach domowych. Usypia na kanapie i przenosi sie do lozka pozno w nocy. I tak codziennie. Nie kochalismy sie juz dobrych pare miesiecy. On czasami ma ochote, ale zawsze po pijaku, a to mnie nie bawi.. Probowalam rozmawiac, krzyczec, nie odzywac sie ale to nie skutkuje. Ja gadam a on swoje. Chyba go kocham, inaczej pewnie mnie by juz z nim nie bylo. Tez bywalo ze popijalam z nim, zeby wyznaczyc jakies granice (picie w weekendy) ale jak ja nie pilam w tygodniu - on dalej pil. To samo z paleniem. Czasami tez zapalilam, jak mialam juz totalnie dosc- pomagalo sie wylaczyc na chwile.. ale doszlam do wniosku ze nie tedy droga, i jesli nie przestane poplyne razem z nim.. Nie wiem co mam robic, czy odejsc, czy czekac na cud.. chyba sie boje odejsc, nie wiem czy to strach ale jakos sobie nie wyobrazam zebym mogla byc sama. Straszylam nie raz nie dwa rozwodem, ale on tez tego nie bierze na powaznie. Bardzo prosze o rade bo jestem wykonczona psychicznie..Zaznaczam ze mieszkamy za granica i nikt nie wie jakie jest zycie z nim. Na urlopie wszystkim sie wydaje ze jestesmy wzorowym malzenstwem..Dodam ze oboje mamy ojcow alkoholikow.. Obie mamy sa po rozwodzie. Czy jestem skazana genetycznie na bycie z alkoholikiem?
  • Magdalena
    2014-03-29 20:13
    Witam ,to co piszecie kochane dziewczyny to jest masakra ja tez to przechodzę cały czas tylko picie i kuple ale odchodzę z moim dzieckiem wole być sama niż żyć w piekle który mi gotuje uciekam tak uciekam ale nie ma wyjścia facet który pije już 20 lat to jest koszmar żyję z nim 7lat tylko o 7 za dużo .Pozdrawiam wszystkich trzymam kciuki za was
(wymagany, nie publikowany)
Pytanie: jeden + dwa =